Znaczenie Morza Bałtyckiego. Dlaczego wzrost aktywności rosyjskiej marynarki zagraża bezpieczeństwu Polski?

Znaczenie Bałtyku dla Polski

Regionalne znaczenie Morza Bałtyckiego

Pomimo, że część Morza Bałtyckiego okresowo zamarza to generalnie pozostaje ono otwarte dla żeglugi przez cały rok (pomijając kilka wyjątkowych pod tym względem lat). Akwen ma z tego względu fundamentalne znaczenie komunikacyjne oraz handlowe. Dlatego od wieków trwa rywalizacja o wpływy w regionie. Bałtyk próbowali podporządkować swojej kontroli tzw. Liga Hanzeatycka, a następnie Holendrzy, Szwedzi, Polacy, Duńczycy, czy Rosjanie. Obecnie około 15% światowego transportu towarów oraz ok. 10% dostaw ropy odbywa się poprzez wody wspomnianego akwenu. Z tego względu swoboda poruszania się po Morzu Bałtyckim jest niezbędnym warunkiem rozwoju gospodarczego państw regionu. Ponadto wiele z nich posiada obiekty infrastruktury krytycznej położone na wybrzeżach lub wodach należących do ich wyłącznych stref ekonomicznych. Przykładowo ¾ wolumenu handlu Finlandii odbywa się drogą morską, a Litwa wybudowała terminal LNG w Kłajpedzie, który jest istotnym elementem jej bezpieczeństwa energetycznego.

Jednocześnie w ostatnich latach można zaobserwować znaczący wzrost aktywności rosyjskiej marynarki wojennej na Bałtyku. Zaczyna to zagrażać bezpieczeństwu i stabilności całego regionu. Od czasów Piotra Wielkiego Moskwa dąży do zwiększenia swojego dostępu do niezamarzających zimą portów i wiążącej się z tym partycypacji w handlu morskim, utożsamiając to z bogactwem i modernizacją. Ponadto, Rosjanie postrzegają Morze Bałtyckie jako strefę buforową, która ma za zadanie odgradzać ich terytorium oraz przemysł od obszarów należących do państw NATO. Szczególną rolę odgrywa w tym zakresie Obwód Kaliningradzki, którego ogromna militaryzacja umożliwia wywieranie presji wojskowej na sąsiadach i dokonywanie z jego terytorium projekcji siły. Wraz z nasileniem się tendencji rewizjonistycznych w Rosji, rozwój marynarki i kontrola nad Morzem Bałtyckim (i Czarnym) są dodatkowo postrzegane jako oznaka prestiżu i siły, korespondujące z odgrywaniem przez to państwo roli mocarstwa.

Oprócz wymienionych wyżej przyczyn zwiększona aktywność rosyjskiej marynarki wojennej wynika z rozległych interesów ekonomicznych tego państwa w basenie Morza Bałtyckiego. Akwen odpowiada za około połowę przewożonych ładunków kontenerowych Rosji. Dodatkowo, jest bardzo ważnym kanałem eksportu surowców energetycznych pochodzących z tego kraju. Wykorzystywane do tego celu są zarówno statki jak i podmorskie gazociągi. Znaczenie Bałtyku jeszcze wzrośnie po ukończeniu budowy Nord Stream II, mającego połączyć Ust-Ługę z Greifswaldem. Doprowadzi to do sytuacji, w której blisko 80% rosyjskich dostaw gazu do Europy będzie przechodziło przez Bałtyk. Akwen ten odgrywa także dużą rolę w transporcie ropy z Federacji Rosyjskiej. Szczególne znaczenie w tym zakresie ma Primorsk, położony nieopodal Petersburga. Jest on głównym portem eksportującym ropę na Bałtyku. Rosnące interesy ekonomiczne Moskwy w naturalny sposób pociągają za sobą zwiększoną konieczność ich ochrony.

Od pewnego czasu na Bałtyku obecni są również Chińczycy. Jest to związane z ich zwiększającymi się inwestycjami w regionie związanymi z inicjatywą „Pasa i Szlaku”. Pekin intensyfikuje starania mające w dłuższej perspektywie czasu umożliwić mu stworzenie alternatywnych, kontrolowanych przez siebie łańcuchów dostaw. Pomimo tego, że transport morski np. z Kłajpedy do Państwa Środka zajmuje większą ilość czasu niż kolejowy, jest on jednak tańszy. Chiny łączy obecnie na Bałtyku współpraca militarna z Rosjanami. Jeśli jednak interesy Pekinu okażą się na tyle rozległe, aby zagrozić dominacji Moskwy w regionie, jest prawdopodobne że kraje te znajdą się na kursie kolizyjnym. Umożliwia to ewentualne balansowanie ich wpływów w regionie.

Niepokojące z punktu widzenia bezpieczeństwa Bałtyku jest to, że zwiększonej aktywności Chin i Rosji towarzyszy relatywna słabość zdolności NATO na tym obszarze. Moskwa posiada przewagę nad sojuszem zarówno w zakresie zdolności asymetrycznych jak i konwencjonalnych. Obawy budzi zatem nie tylko możliwość przeprowadzenia akcji dywersyjnych na słabo bronione obiekty infrastruktury energetycznej, czy kable sieci telekomunikacyjnych biegnące po dnie Bałtyku. Liczyć należy się również z możliwością odcięcia od wsparcia NATO drogą morską członków sojuszu. W wyjątkowo trudnym położeniu znajdują się w szczególności Litwa, Łotwa i Estonia. W przypadku równoczesnego zablokowania przez Rosjan newralgicznego Przesmyku Suwalskiego i podejścia morskiego od strony krajów bałtyckich stają są one niemożliwe do obrony. Sytuacja Polski w zakresie możliwości udzielenia jej przez NATO wsparcia drogą morską jest tylko trochę lepsza. Problem pogłębia zwłaszcza zapaść naszej Marynarki Wojennej.

Znaczenie Morza Bałtyckiego dla Polski

Morze Bałtyckie ma przede wszystkim istotne znaczenie dla polskiego rynku energetyki, na co zwraca uwagę od dłuższego czasu Mariusz Marszałkowski na łamach portalu BiznesAlert. Nasz kraj realizuje szereg projektów wymagających niezachwianej swobody żeglugi po akwenie oraz zapewnienia bezpieczeństwa w jego regionie. W ramach „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” planowana jest budowa farm wiatrowych, których moc w przeciągu 20 lat ma osiągnąć 8-11 GW. Morska energetyka wiatrowa jest uznawana za jedno z najefektywniejszych bezemisyjnych źródeł energii odnawialnej. Bałtyk ma pod tym względem niezaprzeczalne zalety – wiatry o odpowiedniej sile i możliwość budowy wielkopowierzchniowych farm. Dodatkowo, rozwój technologii produkcji wiatraków umożliwia stopniowe zwiększanie mocy wytwarzanej z każdego z nich. Według prognoz Morze Bałtyckie ma szansę zostania się drugim pod względem potencjału energetyki morskiej akwenem w Europie, zaraz po Morzu Północnym. Długofalowe szacunki mówią o tym, że może ono do 2050 roku odpowiadać za generację mocy pochodzącej z morskich farm wiatrowych rzędu 83 GW z 450 GW prognozowanych dla całej Europy. Obecnie całkowita zainstalowana na kontynencie moc wynosi 25 GW, co daje wyobrażenie o oczekiwanej skali rozwoju sektora morskiej energetyki wiatrowej.

Inwestycje w farmy wiatrowe na Bałtyku realizują obecnie Polenergia (we współpracy z norweskim Equinorem), PGE (z duńskim Orstedem) oraz Orlen (z kanadyjskim Northland Power). Pierwsze wiatraki mają pojawić się na morzu już w 2026 roku. Warto zwrócić uwagę na fakt, że wspomniane inwestycje będą obiektami o znacznej powierzchni (przekraczającej 100 km2), oddalonymi od linii brzegowej o 23-37 km. Budowa farm pochłonie ogromne koszty i ma być filarem polskiej transformacji energetycznej. Z tego względu będą one wymagały odpowiedniej ochrony. Naruszenie wyłącznej strefy ekonomicznej, w której rozmieszczone będą wiatraki będzie traktowane jako naruszenie terytorium RP i powinno skutkować odpowiednią i natychmiastową reakcją.

Kolejnym istotnym dla Polski projektem energetycznym jest gazociąg Baltic Pipe, którego celem jest import do kraju, poprzez Danię, gazu wydobywanego na norweskim szelfie. Możliwe będzie sprowadzenie tą drogą do 10 miliardów m3 surowca, co znacząco wpłynie na dywersyfikacje źródeł jego pochodzenia. Baltic Pipe będzie przy tym w znacznej mierze przebiegał po dnie Bałtyku, skręcając w stronę Danii w pobliżu wyspy Bornholm. Gazociąg ma zagwarantować Polsce wystarczającą ilość dostaw gazu po tym, gdy obecny kontrakt z Gazpromem wygaśnie (ma to nastąpić w 2022 roku, kiedy to planowana jest również inauguracja Baltic Pipe). Dodatkowo, PGNiG stara się systematycznie zwiększać dostęp do zagranicznych złóż gazu, aby zapewnić jak najlepsze wykorzystanie zagwarantowanych na potrzeby firmy możliwości przepustowych powstającego gazociągu.

Inną inwestycją energetyczną na Bałtyku jest zbudowany w 2016 roku terminal LNG w Świnoujściu. Za jego pomocą Polska importuje gaz m.in. z Kataru, Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Po rozbudowie będzie on w stanie zapewnić dostawy na poziomie 7.5 miliarda m3 tego surowca, a więc niewiele mniej niż płynąć ma poprzez Baltic Pipe. Planowana jest dodatkowo budowa pływającego terminala FSRU w Gdańsku, który ma pozwolić na zwiększenie importu gazu o kolejne 4.5mld m3. Pamiętać należy również o tym, że PGNiG wyczarterowało dwa statki umożliwiające transport LNG i planuje powiększyć swoją flotę. Sama tylko infrastruktura gazowa na Bałtyku jest więc pokaźnych rozmiarów i wymaga zapewnienia jej ochrony. Należy liczyć się również z tym, że konsumpcja wspomnianego surowca w Polsce będzie wzrastać, co powoduje że swoboda żeglugi na Morzu Bałtyckim będzie miała jeszcze większe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego RP.

Jak wspomnieliśmy wcześniej Bałtyk jest ponadto istotnym szlakiem transportowym ropy. Ma to znaczenie nie tylko dla Rosji, ale również dla Polski. Niewielkie krajowe wydobycie tego surowca odbywa się m.in. na dwóch platformach wiertniczych, znajdujących się na Bałtyku i należących do firmy Lotos Petrobaltic. Rośnie ponadto znaczenie Naftoportu w Gdańsku, który umożliwia import ropy oraz eksport produktów przetworzonych w rafineriach.

Polska uczestniczy dodatkowo w projekcie wzajemnej integracji rynku energetycznego (BEMIP) pomiędzy krajami regionu Morza Bałtyckiego. Głównym założeniem jest uniezależnienie się państw bałtyckich od postsowieckiego systemu elektroenergetycznego BRELL oraz włączenie wspomnianych krajów do sieci kontynentalnej. W ramach inicjatywy powstały już połączenia EstLink, Nordbalt oraz LitPol Link. Niebawem rozpocząć ma się budowa po dnie Bałtyku tzw. Harmony Link – połączenia elektroenergetycznego, mającego połączyć litewski port w Kłajpedzie z Władysławowem.

Realizacja każdego z wyżej wymienionych projektów energetycznych wymagać będzie udziału wielu firm i jest tym samym szansą dla polskiej gospodarki. Bałtyk i tak pełni już w niej znaczącą rolę. Polskie porty odpowiadają za ok. 10-15% wszystkich przeładowanych w ramach wód akwenu towarów. Są również liderem w kwestii przeładunku kontenerowego. Najważniejsze z nich – Gdańsk, Gdynia, Szczecin i Świnoujście zostały uznane za porty o podstawowym znaczeniu dla gospodarki narodowej. Ten pierwszy jest również jednym z trzech najważniejszych portów bałtyckich pod względem tonażu przeładowanych towarów. Około 10% budżetu Polski stanowią obecnie wpływy z podatków, ceł i akcyzy wynikające z ilości przeładowanych w naszych portach towarów.

Rosnące uzależnienie polskiej energetyki oraz gospodarki od Morza Bałtyckiego automatycznie pociąga za sobą rosnącą konieczność zapewnienia bezpieczeństwa w regionie. Ponadto, bliskość i narastającą aktywnością rosyjskiej marynarki, uwypukla rolę militarną akwenu. Była ona przez lata niedoceniana z uwagi na pokutujące (i częściowo słuszne) przekonanie o tym, że Polska nie jest państwem morskim. Jednak podjęte w ostatnich latach i planowane projekty energetyczne oraz gospodarcze RP zmieniają obraz sytuacji. Zwiększają one potrzebę posiadania Marynarki Wojennej zdolnej nie tylko do obrony wybrzeża, ale i znajdującej się tam infrastruktury oraz najbliższych szlaków morskich.

Polska jest obecnie zdana na determinację USA do dalszego odgrywania roli gwaranta swobody poruszania się po światowych, morskich szlakach komunikacyjnych. Jednak słabość NATO na Bałtyku i obecność Rosji, której Flota Bałtycka posiada swoją główną bazę w Kaliningradzie, wymagają od Marynarki Wojennej RP zdolności do zapewniania swobody żeglugi na najbliższych wodach. Z podobnego założenia wydają się wychodzić również Szwedzi i Finowie, tworząc własne zdolności morskie. Kraje te również odnotowują m.in. rosnącą ilość prowadzonych przez Rosję patroli Morza Bałtyckiego, które zwracają szczególną uwagę na infrastrukturę gazową.

Dostęp do portów na Bałtyku
Porty i handel morski mogą stanowić istotne źródło dochodów kraju.

Rosyjska obecność wojskowa w regionie Bałtyku

Położenie geograficzne Federacji Rosyjskiej sprawia, że kraj ten ma bardzo ograniczony dostęp do światowych oceanów oraz niezamarzających portów. Hamuje to jego możliwości partycypacji w handlu morskim oraz projekcji siły na świecie. Aby zmienić niekorzystne uwarunkowania geopolityczne, Moskwa zawsze dążyła do uzyskania dostępu do oceanu. Morze Bałtyckie nie jest w tym zakresie rozwiązaniem idealnym, gdyż ew. „wyjście” rosyjskiej floty na Atlantyk może być ograniczone przez brak kontroli nad cieśninami duńskimi oraz kanałem angielskim. Niemniej jednak panowanie na Bałtyku znacząco poprawia sytuację Rosji. Dostrzegł to już Piotr Wielki, budując nową stolicę – Petersburg nad Zatoką Fińską i obierając za jeden ze swoich celów strategicznych zwiększenie dostępu Rosji do mórz i oceanów.

Myśl legendarnego władcy była następnie kontynuowana. Choćby J. Stalin również zdawał sobie sprawę, że silna flota jest warunkiem niezbędnym do uczestnictwa w grze mocarstw. Sowiecka doktryna morska zakładała podział na trzy strefy: wewnętrzną (która powinna być w pełni kontrolowana), środkową (gdzie Moskwa powinna mieć zdolności pozbawienia przeciwnika możliwości wejścia do niej) i zewnętrzną (w której należało ograniczyć swobodę operowania przeciwnika). Morze Bałtyckie było traktowane jako element pierwszej strefy, w której sowiecka marynarka powinna sprawować pełną kontrolę. Po rozpadzie ZSRR wspomniany rodzaj sił zbrojnych podupadł. Jego reaktywację rozpoczął w 2000 roku W. Putin, który wie, podobnie jak J. Stalin, że silna flota i sieć baz morskich są niezbędne do odgrywania roli mocarstwa. Poza zdolnością do projekcji siły, odstraszania i ochroną interesów politycznych oraz gospodarczych marynarka dodaje państwu prestiżu i umożliwia globalną demonstrację potęgi.

Podstawową rosyjską siłą na Bałtyku jest Flota Bałtycka, której kwatera główna znajduje się w Kaliningradzie. Jest to związek operacyjny składający się z dwóch baz morskich – Bałtyjskiej (dowództwo w Bałtyjsku, Ob. Kaliningradzki) i Leningradzkiej (dowództwo w Kronsztadt, na wyspie Kotlin w Zatoce Fińskiej) oraz sformowanego w 2016 roku 11. Korpusu Armijnego (dowództwo w Gusiewie, wschodnia część Ob. Kaliningradzkiego). Charakterystyczną cechą wspomnianej floty jest jej wielofunkcyjność – oprócz posiadania typowych dla marynarki okrętów, dysponuje ona również jednostkami zmechanizowanymi, czołgami, lotnictwem i systemami obrony przeciwlotniczej. Do jej zadań należy zarówno obrona Obwodu Kaliningradzkiego jak i operacje typowo morskie – ochrona wspomnianych już wcześniej interesów ekonomicznych Rosji na Bałtyku oraz zagwarantowanie możliwości zaopatrzenia eksklawy drogą morską. Łączna liczebność Floty Bałtyckiej szacowana jest na ok. 25-30 tys. personelu i 227 okrętów (stan na 2020 rok). Ogromna większość jednostek bojowych stacjonuje w Bałtyjsku, podczas gdy w Bazie Leningradzkiej ulokowany jest m.in. okręt podwodny oraz większość sił hydrograficznych.

Flota Bałtycka jest najsłabszą z flot posiadanych przez Rosję. Przystosowana jest głównie do operowania na Bałtyku, a jej zdolności opierają się w większości na okrętach użytkowanych od 25-40 lat. Wliczając mniejsze łodzie patrolowe, wspomniany związek dysponuje liczbą 63 okrętów bojowych. Jednostką flagową jest niszczyciel typu Sowriemiennyj – „Nastojczywyj”, a najnowocześniejszymi jednostkami cztery korwety wielozadaniowe typu Stiereguszczyj. Dysponują one charakterystyką „stealth”, zaawansowanymi systemami walki elektronicznej oraz systemami rakietowymi zdolnymi razić cele naziemne. W skład floty wchodzi również jeden przestarzały okręt podwodny klasy Kilo (źródła pochodzące sprzed 2020 roku podają zwykle większą ilość). Niemniej jednak wzrost aktywności Moskwy w regionie Bałtyku skutkuje stałym wzmacnianiem Floty Bałtyckiej.

Rosyjska przewaga morska jest dodatkowo spotęgowana zdolnościami antydostępowymi – A2/AD, które rozmieszczono na terenie Kaliningradu. Składają się one m.in. z pocisków balistycznych Iskander, pocisków Kalibr, systemów rakietowych S-300 i S-400. W razie potrzeby użyte mogą być również bombowce Su-24 oraz myśliwce Su-27, a do zablokowania wybranych przejść na Bałtyku mogą zostać użyte miny. Rosjanie mogą przez to doprowadzić do znacznego utrudnienia operowania wojsk NATO przynajmniej w części regionu Morza Bałtyckiego.

Rosnąca aktywność chińska

Sytuację na Bałtyku dodatkowo komplikuje niedawne pojawienie się aktywności floty chińskiej w regionie. Pekin kontroluje obecnie około 10% łącznych zdolności przeładunkowych wszystkich europejskich portów i stara się poszerzyć swoje inwestycje w rejonie Bałtyku. W ostatnim czasie chińska firma COSCO uruchomiła np. nową linię przewozów kontenerowych (Poland-Finland Express) operującą z Rygi i łączącą główne porty na Bałtyku. Rosja i Chiny zorganizowały również w 2017 roku wspólne ćwiczenia na wspomnianym akwenie. Uczestniczyły w nich trzy jednostki chińskie i dwie rosyjskie. Doskonalono podczas nich m.in. działania mające na celu zwalczanie okrętów podwodnych i nawodnych. Ćwiczenia na tak odległym od Pekinu akwenie jakim jest Bałtyk były spory osiągnięciem dla marynarki kraju, który jeszcze nie tak dawno operował jedynie na obszarze okolicznych mórz. Była to również szansa dla Chin na „podpatrzenie” sposobów nawigowania na niełatwym terenie od znacznie bardziej doświadczonej marynarki rosyjskiej.

Rosnąca aktywność floty rosyjskiej i chińskiej na Bałtyku jest jedynie jednym z przejawów szerszej tendencji rosnącego tzw. „nawalizmu” obu tych państw. Jest to doktryna zapoczątkowana przez Alfreda Mahana (najsłynniejszego stratega amerykańskiej marynarki wojennej i ojca koncepcji potęgi morskiej), która zakłada budowę silnej floty pełnomorskiej zdolnej do ochrony globalnych interesów państwa i rozszerzania jego potęgi ekonomicznej. Dla Polski oznacza to jednak rosnące ryzyko wystąpienia strategicznych nieporozumień komunikacyjnych oraz niebezpiecznych incydentów morskich w kluczowym z punktu widzenia interesów RP obszarze Morza Bałtyckiego.

Reakcja Polski na wyzwania na Bałtyku

Polska musi stawić czoła opisanym wyżej wyzwaniom w regionie Bałtyku. Marynarka Wojenna jest jednak zdecydowanie najsłabszym rodzajem sił zbrojnych RP, których kondycja i tak pozostawia wiele do życzenia. Nasze okręty są przestarzałe, posiadają znikomy potencjał bojowy, a plany modernizacyjne są od lat odkładane na później, a nierzadko też oderwane od rzeczywistości. Przez lata wśród decydentów utarło się również przekonanie, że Marynarka Wojenna jest najmniej istotnym elementem naszych zdolności obronnych, ponieważ nie jesteśmy państwem morskim. Zwolennicy takiego poglądu zaznaczają, że w przypadku konfliktu z Rosją Bałtyk będzie trzeciorzędnym teatrem działań (po lądzie i przestrzeni powietrznej).

Podobne podejście do Bałtyku, określane czasem przez analityków terminem „sea blindness” dotknęło również NATO. Co prawda sojusz przeprowadza na tym akwenie doroczne ćwiczenia BALTOPS, lecz wieloletni nacisk na zdolności odstraszania na lądzie, doprowadził do tego, że Pakt Północnoatlantycki nie jest w stanie stawić czoła rosyjskiej agresji (zarówno o charakterze asymetrycznym jak i pełnoskalowego konfliktu) w regionie Bałtyku. Nie jest też zdolny do zapewnienia bezpieczeństwa znajdującej się tam infrastruktury krytycznej. Dzieje się tak pomimo relatywnie ograniczonych zdolności bojowych rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Dlatego niezbędny jest rozwój Marynarki Wojennej RP w czterech obszarach:

  • Zdolności do przeciwdziałania i reakcji na zagrożenia asymetryczne.
  • Obrona wybrzeża i infrastruktury krytycznej.
  • Ochrona szlaków morskich na Bałtyku.
  • Poprawa zdolności ofensywnych.

Ogromnym problem państw położonych w regionie Morza Bałtyckiego jest brak zintegrowanego systemu świadomości sytuacyjnej. Uniemożliwia to identyfikację zagrożeń na wodzie, pod jej powierzchnią oraz w przestrzeni powietrznej na terenie akwenu. W tej sytuacji Polska narażona jest przede wszystkim na zagrożenia o charakterze asymetrycznym ze strony Rosji. Może to zostać przez nią wykorzystane już podczas nadchodzącego okresu, w którym po dnie Bałtyku kładziony będzie gazociąg Baltic Pipe. Brak systemu świadomości sytuacyjnej został obnażony w 2014 roku, kiedy to u wybrzeży Szwecji odkryto niespodziewanie rosyjski okręt podwodny.

Polska marynarka musi być ponadto zdolna do obrony wybrzeża, czyli uniemożliwić desant wroga i ostrzał krytycznej infrastruktury. Odnosi się to przede wszystkim do obiektów zapewniających RP dostawy surowców – terminali LNG, Baltic Pipe, czy farm wiatrowych. W przeciwnym wypadku grozi nam m.in. niebezpieczeństwo blackoutu wywołanego przez Rosję. Należy się również liczyć z tym, że w przypadku konfliktu oddanie Rosjanom całkowitej kontroli nad Bałtykiem uniemożliwi transport drogą morską amerykańskich wojsk. Nasz kraj zostałby wtedy uzależniony od zgody Niemiec na wykorzystanie ich infrastruktury dla celów udzielenia Polsce wsparcia. Pożądanym byłoby, aby siły morskie były także w stanie ochronić najbliższe szlaki morskie, którymi transportowane jest około 30% wolumenu polskiego handlu.

Przeszkodą w realizacji wyżej wymienionych zadań jest przede wszystkim położenie głównej bazy Floty Bałtyckiej – Bałtyjska w bardzo bliskiej odległości od Polski. Dodatkowo, umiejscowione w Obwodzie Kaliningradzkim zdolności antydostępowe pozwalają na wykluczenie ruchu na Zatoce Gdańskiej i centralnym Bałtyku. Należy przy tym pamiętać, że w rosyjskiej doktrynie wojskowej nie funkcjonuje termin równoznaczny z amerykańskim rozumieniem pojęcia A2AD. Położone na terenie eksklawy systemy mają charakter ofensywny i nie są pozbawione luk.

Dlatego zasadnym jest również rozbudowa zdolności ofensywnych Marynarki Wojennej RP. Po pierwsze, umożliwiłyby one ostrzał Obwodu Kaliningradzkiego. Warto pamiętać, że główna droga jego zaopatrzenia wiedzie przez Bałtyk, co jest strategiczną słabością eksklawy. Po drugie, siły morskie mogłyby stanowić instrument projekcji siły względem Moskwy. Jak wspominaliśmy wcześniej, Bałtyk jest dla Rosjan punktem newralgicznym z uwagi na dużą ilość surowców energetycznych oraz wolumen towarów jakie transportują tamtejszymi szlakami. Możliwości zagrożenia statkom, należącym do Federacji Rosyjskiej czy portowi w Primorsku zmieniłyby kalkulację strategiczną w regionie. Ponadto, polskie okręty wyposażone w rakiety manewrujące dalekiego zasięgu mogące razić strategiczne cele w europejskiej części Rosji mogłyby stanowić element rodzimych zdolności odstraszania. Dodatkowo, utrudniając Rosjanom swobodną żeglugę po Bałtyku polska marynarka mogłaby osłabić ich możliwości wyjścia na Morze Śródziemne.

Jasnym punktem na mapie zdolności bojowych Marynarki Wojennej RP jest Morska Jednostka Rakietowa. Jest ona wyposażona w pociski NSM o zasięgu 180 km, które jednak potrzebują do tego otrzymywać informacje o celach z innych źródeł. W przeciwnym wypadku ich zasięg wynosi ok. 50 km. Jest to niewystarczająco, aby zamknąć wyjście z Bałtyjska. Morska Jednostka Rakietowa jest skuteczną bronią defensywną, zdolną do niszczenia okrętów, lecz nie pozwala na rywalizację o kontrolę morza i ochronę szlaków komunikacyjnych oraz handlu. Do tego niezbędna jest stała obecność floty na morzu

Nakreślone powyżej kierunki rozwoju Marynarki Wojennej pozwoliłyby znacząco zwiększyć jej autonomiczne zdolności bojowe, które stanowiłyby ponadto uzupełnienie możliwości, którymi dysponuje w regionie Morza Bałtyckiego NATO. Obecnie sojusz polega na odstraszaniu opartym o okresowe ćwiczenia i nie jest w stanie na bieżąco strzec szlaków komunikacyjnych akwenu. Dlatego też zasadnym pomysłem wydaje się postulowanie utworzenia połączonego centrum operacji morskich w regionie. Umożliwiłoby to szybszą i sprawniejszą reakcję NATO na zagrożenia na Bałtyku, którego bezpieczeństwo ma znaczenie strategiczne dla RP.

3 thoughts on “Znaczenie Morza Bałtyckiego. Dlaczego wzrost aktywności rosyjskiej marynarki zagraża bezpieczeństwu Polski?

  1. W Panstwa tekscie pojawilo zdanie “ plany modernizacyjne są od lat odkładane na później, a nierzadko też oderwane od rzeczywistości.”.

    W tym kontekscie pytania:
    – czy warto inwestowac w fregaty, jednostki ktore moga operowac na dalekich morzach i oceanach, zwlaszcza ze ochrona interesow PL lezy blizej jej brzegow, ktore sa niedostatecznie zabezpieczone, a koszty budowy i utrzymania fregat bardzo wysokie na tle niedofinansowanych innych formacji wojskowych? Wypadaloby tu dodac, ze o ile istnieje zbieznosc interesow NATO i PL w zakresie przeciwdzialania dominacji FR na Baltyku, o tyle koniunkcja tych czy innych interesow obu podmiotow rozmywa sie na dalekich akwenach podmywajac potrzebe posiadania, przybajmniej na obecym etapie i chwili, fregat.

    – Czy nie mozna funkcji kontrolnych, rowniez projekcji sily (zwalczanie OP, nawodnych, lotnictwa), wykonywac na Baltyku za pomoca mniejszych/tanszych okretow wojennych dzialajacych rowniez pod parasolem ulokowanych na brzegu jednostek rakietowych zwlaszcza gdyby rozciagnac ich zasieg do 180 km (drony?). Jezeli tak to mogloby byc to tansze rozwiazanie gwarantujace realizacje tych samych zalozen na Baltyku, ktore maja nam dac fregaty, rowniez w kontekscie np. asymetrycznej projekcji sily wobec wiekszych okretow FR (byc moze mniej sklonnych wowczas do ryzykowania eskalacji bedac na celowniku tanszego/mniejszego okretu oraz jednostki rakietowej operujacej z brzegu).

    – Jezeli tak to czy byloby to rozwiazanie, ktore daloby wymierne oszszednosci, ktore mozna by wydac na inne cele zwiazane z modernizacja niedofinansowanej i niedoposazonej armii (swiadomosc sytuacyjna – drony, wiecej nadbrzeznych jednostek rakietowych (mamy wystarczajaca ilosc?), itd.

    1. Dziękujemy bardzo za wnikliwą lekturę artykułu i bardzo ciekawe, wysoce merytoryczne pytania. Chcielibyśmy, aby blog był miejscem tego typu rozmów. Co do meritum, w dużej mierze zgardzamy się z tym, co Pan napisał. Nasze przemyślenia są następujące:
      1) W tekście wyraźnie zaznaczyliśmy, że priorytetem powinno być zwiększenie zdolności na Bałtyku.
      2) Marynarka powinna być budowana stopniowo.
      3) Okrętów danego rodzaju trzeba zakupić min. trzy sztuki (aby umożliwić właściwą rotację i stałą obecność na morzu).
      4) Wprowadzanie nowych okrętów, powinno się wiążać z wycofywaniem starych. Nie możemy ich utrzymywać tylko dla podtrzymywania liczby etatów.
      5) Zakup przez nas fregat mocno forsują Amerykanie, co widać np. w wywiadzie udzielonym swego czasu Dziennikowi Gazecie Prawnej (jeśli nas pamięć nie myli) przez dowódcę MARCOM. W tym kontekście odczytujemy np. wypowiedzi Pawła Solocha mówiące o konieczności zakupu fregat z uwagi na zobowiązania w ramach NATO i współpracy z grupami lotniskowców (!!!). Wydaje nam się to postawieniem sprawy na głowie. Nie powinniśmy się w ogóle zastanawiać nad ew. wsparciem lotniskowców w momencie, gdy nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć Bałtyku.
      6) Zakup fregat prawdopodobnie musiałby się wiązać z tym, że zabrakłoby środków na cokolwiek innego. Mielibyśmy wtedy nadal olbrzymie luki w posiadanych vs potrzebnych zdolnościach.
      7) Naszym priorytetem powinna być obrona szlaków morskich na Bałtyku, gdzie nasza marynarka powinna wypełniać m.in. funkcje policyjne i patrolowe. O światowe szlaki powinno zadbać NATO/Amerykanie. Wobec nacisków sojuszników powinniśmy stać na straży budowy zdolności komplementarnych w stosunku do NATO, które posiada niewystarczającą obecność na Bałtyku.
      8) Naszym zdaniem fregaty, szczególnie przeciwlotnicze nie powinny być priorytetem zakupowym. Tak kosztowne i wyspecjalizowane okręty kupowane na potrzeby ekspedycyjne nie są w interesie RP, a raczej Amerykanów, którym brakuje okrętów w miejscach, które nie mają znaczenia priorytetowego z perspektywy naszych interesów.
      9) Poruszając się w ramach tego, co możliwe, ostatni sensowny plan modernizacji to chyba ten z 2012r., gdzie mieliśmy kupować trzy Mieczniki, trzy Czaple, trzy Orki i trzy Kormorany. Dysponując nimi możemy ewentualnie myśleć o wysłaniu większych okrętów np. w rejon Morza Czarnego, które obecnie jest pod całkowitą kontrolą Rosjan.
      10) Nie zgadzamy się z głosami negującymi sens posiadania okrętów podwodnych. Orka z pociskami manewrującymi to dobry pomysł jeśli chodzi o projekcję siły i zdolności odstraszania. Okręty patrolowe i obrony wybrzeża też są w naszym odczuciu niezbędne.
      11) System świadomości sytuacyjnej jest niezbędny. Powinniśmy go rozwijać niezależnie od tego jakie kupimy okręty. Na to po prostu fundusze muszą się znaleźć. Zdaje się, że Dowództwo również się z tym zgadza – https://twitter.com/DowOperSZ/status/1380181439933788162

      Pozdrawiamy serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top