Wyzwania stojące przed polskim kontrwywiadem na przykładzie sprawy Tomasza L.

Zatrzymanie Tomasza L. przez ABW

W marcu tego roku ABW zatrzymało pracownika Urzędu Stanu Cywilnego – Tomasza L. Jest on podejrzany o współpracę z rosyjskim wywiadem. Teraz światło dzienne ujrzała jednak kolejna, elektryzująca informacja dotycząca wspomnianego urzędnika. Według reporterów TVN, miał on być członkiem komisji ds. likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Oznacza to, że rosyjski wywiad mógł potencjalnie spentrować wąskie środowisko osób odpowiedzialnych za proces wygaszania działalności jednej ze służb specjalnych RP i formowania w to miejsce kolejnych dwóch – SKW i SWW. Jasnym jest więc chyba to, jak bardzo newralgiczną wiedzę mógł w ten sposób pozyskać Kreml.

Za skuteczne rozpracowanie cennego aktywa, jakim był dla Moskwy Tomasz L., ABW zasłużyła więc na pochwały. Sprawa ta, może być jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej problemów, związanych z rosyjską agenturą w Polsce. Obrazuje ponadto ogromną skalę wyzwań, które stoją obecnie przed naszymi służbami kontrwywiadowczymi.

Zatrzymanie Tomasza L. jest sukcesem ABW

Jednym z zadań kontrwywiadu (KW) jest monitorowanie aktywności członków personelu dyplomatycznego, przebywających w danym kraju. Umożliwia to identyfikację znajdujących się wśród nich oficerów wywiadu. Wykorzystują oni bowiem wspomnianą działalność jako jedną z form przykrycia prowadzonej przez nich pracy operacyjnej.

Idąc tym tropem, KW może następnie próbować ograniczyć skutki niekorzystnych poczynań obcych „dyplomatów”. Pogłębiona inwigilacja takich osób, stwarza ponadto okazję do namierzenia prowadzonych przez nich źródeł. Jest to szczególnie istotne w przypadku przeciwdziałania aktywności służb rosyjskich, które to charakteryzują się bardzo ofensywnym stylem pracy.

Funkcjonariusze GRU, SWR i FSB nie wahają się więc werbować i prowadzić współpracowników z pozycji ambasady. Wbrew pozorom, w świecie wywiadów, nie jest to wcale regułą uniwersalną. Część służb boi się bowiem podejmować takie ryzyko. Praca oficerów wysyłanych przez nie za granicę pod przykryciem dyplomatycznym nie odbiega więc znacząco od działalności rzeczywistych dyplomatów.

Ofensywny styl pracy operacyjnej Rosjan, wiąże się jednak ze zwiększonym prawdopodobieństwem „wtopy”. I tak właśnie było w przypadku Tomasza L. Na jego trop ABW wpadła poprzez objęcie nadzorem działającego w Polsce oficera SWR.

Identyfikacja zdrajcy, a następnie zebranie materiału świadczącego o jego współpracy z obcym państwem jest przy tym niekwestionowanym sukcesem KW. Tym bardziej, że działalność Tomasza L. wiązała się prawdopodobnie z wieloma negatywnymi reperkusjami dla bezpieczeństwa RP…

Straty wywołane działalnością Tomasza L.

Tomasz L. był zapewne cennym współpracownikiem rosyjskiego wywiadu. Zajmowane przez niego stanowisko w Urzędzie Stanu Cywilnego (USC) umożliwiało mu m.in. dostęp do bazy PESEL obywateli, a także aktów zgonu i urodzenia.

Na co dzień mogło to być wykorzystywane np. do tworzenia legend na potrzeby „legalizacji” działalności innych oficerów i współpracowników rosyjskich służb, weryfikacji pozyskiwanych przez nie informacji, a nawet prób dekonspiracji funkcjonariuszy polskiego wywiadu i kontrwywiadu.

Uplasowanie urzędnika w strukturach USC musiało być postrzegane przez centralę SWR jako korzystne, gdyż od 2006 r. nie zmienił on miejsca pracy. Jego powiązania środowiskowe prawdopodobnie stwarzały zaś taką możliwość.

Tomasz L. zasiadał również w komisji, której celem była inwentaryzacja zasobów WSI. W toku pracy zapoznawał się więc ze sprawami operacyjnymi, metodami pracy tej służby i szczegółami dotyczącymi działalności jej źródeł i funkcjonariuszy. Co więcej, mógł też ocenić skuteczność pracy WSI na poszczególnych kierunkach.

Ryzyko dekonspiracji przynajmniej części działań SWW i SKW

Ujawnione przez TVN informacje są więc prawdziwym „hardcorem”. SWW i SKW nie budowano bowiem od całkowitego „zera”. Do nowych struktur przeszła pewna część kadr WSI. Dotyczyło to zwłaszcza młodszych stażem oficerów. Nowe służby „odziedziczyły” też zapewne obiekty, samochody, czy mieszkania wykorzystywane przez poprzednią formację.

SWW i SKW mogły nawet przejąć od WSI współpracowników, którzy zostali uznani za przydatnych w dalszej pracy operacyjnej. Tomasz L. posiadał więc olbrzymią wiedzą rzutującą na początki funkcjonowania nowych formacji. Co więcej, znał również kulisy likwidacji WSI, a także gromadzone przez tą formację materiały kompromitujące i dotyczące środowisk politycznych.

Nawet jeśli wspomniany urzędnik nie współpracował jeszcze wtedy z Rosjanami, to jego prowadzący na pewno próbowali uzyskać od Tomasza L. informacje dotyczące funkcjonowania WSI, SWW i SKW. Mógł on nawet wskazywać obcemu wywiadowi byłych lub aktualnych funkcjonariuszy i współpracowników tych formacji, którzy jego zdaniem byli podatni na werbunek.

W komisji likwidacyjnej zasiadało też wielu oficerów służb, a osoby powiązane z tym środowiskiem piastowały następnie wysokie funkcje w strukturach SKW i SWW. Nasuwa nam się więc następujące pytanie: czy Tomasz L. nadal utrzymywał relacje ze wspomnianymi osobami przez co mógł uzyskiwać informacje dotyczące tego, co dzieje się w wojskowych służbach?

Działalność Tomasza L. powinna zostać dokładnie zbadana

Zarysowane przez nas wątki są tylko jednymi z wielu obszarów, na których Tomasz L. mógł wyrządzić Polsce szkody. W związku z tym, należałoby powołać specjalny zespół, którego zadaniem byłoby oszacowanie negatywnych konsekwencji współpracy urzędnika z SWR. Tylko nie na zasadzie kolejnego „cyrku medialnego”, a rzeczowej pracy z dala od wyborczej „łupanki”.

Tak postępuje się m.in. w USA w przypadku ujawnienia szczególnie newralgicznej dla bezpieczeństwa państwa działalności szpiegowskiej. Uwagi wymaga też fakt, że jako członek komisji ds. likwidacji WSI, Tomasz L. zobowiązany był otrzymać poświadczenie bezpieczeństwa uprawniające go do dostępu do materiałów oznaczonych klauzulą „ściśle tajne”.

Kontrwywiad musiał więc w 2006 r. udzielić mu pozytywnej rekomendacji. Być może weryfikacja ta przebiegła w sposób prawidłowy, a Tomasz L. nie rozpoczął jeszcze wtedy współpracy z rosyjskim wywiadem. Należałoby jednak wykluczyć możliwość przyznania dostępu do najbardziej newralgicznych materiałów państwowych osobie powiązanej z SWR.

Zachodzi ponadto uzasadnione przypuszczenie, że procedury przyznawania dostępu do informacji niejawnych mogą w niektórych sytuacjach zawodzić. W środowisku służb od dłuższego czasu spekuluje się, że takie sytuacje mogą mieć miejsce w przypadku postępowań sprawdzających dotyczących osób posiadających silną pozycję polityczną.

Przykładem tego, może być właśnie procedura przyznawania poświadczeń bezpieczeństwa członkom komisji likwidacyjnej WSI, która to przebiegała w bardzo szybkim tempie. Może to świadczyć o jej powierzchowności, oraz o tym, że KW mógł nie chcieć lub nie posiadać faktycznej możliwości wydawania członkom komisji odmowy dostępu do materiałów klauzulowanych.

Należy więc wyjaśnić to, czy podobne mechanizmy nie funkcjonują również w przypadku innych postępowań sprawdzających wszczynanych wobec polityków, ważnych urzędników lub członków zarządu państwowych spółek? Pociągałoby to za sobą poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa.

Uważamy więc, że wyniki postępowania wyjaśniającego badającego wspomniany wątek powinny zostać podane do wiadomości publicznej. Ograniczona niezależność KW w ramach struktur państwowych może bowiem utrudniać tej formacji identyfikację najbardziej wartościowych współpracowników, których to mogą posiadać w Polsce obce służby.

Ilu Tomaszów L. pozostaje jeszcze niezidentyfikowanych przez kontrwywiad?

Od lat alarmuje się o „zagrożeniach hybrydowych” ze strony Rosji, lecz nie podejmuje się faktycznych działań mających na celu ich zwalczanie. A do takich należy przecież utrudnienie funkcjonowania w Polsce funkcjonariuszom obcych służb.

Spójrzcie na to w ten sposób. Do momentu rozpoczęcia trwających w ostatnich miesiącach w wielu państwach wydaleń rosyjskich dyplomatów, w Polsce pracowało ich ok. 50-70. Intuicja podpowiada nam, że w tym gronie mogło być ok. 25-50 funkcjonariuszy tamtejszych służb. Niektórzy z nich to szyfranci i osoby odpowiedzialne za tzw. SIGINT (nasłuch różnych metod komunikacji).

Załóżmy więc, że „operacyjnych” było ok. 15-40. A każdy z nich może z powodzeniem prowadzić od dwóch do nawet ośmiu współpracowników. Daje to potencjalnie liczbę 30 – 320 źródeł osobowych prowadzonych przez Rosjan na terenie RP. Bardziej prawdopodobna jest oczywiście liczba w granicach setki takich osób. Ich aktywność jest też zapewne zróżnicowana w czasie.

Niemniej jednak, wyobrażacie sobie jakie siły i środki potrzebne są do upilnowania takiej liczby oficerów wywiadu i identyfikacji ich współpracowników? A w związku z tym, zastanówcie się nad tym, ilu innych współpracowników pokroju Tomasza L. mogą jeszcze w Polsce posiadać Rosjanie, a których to polskie służby nie zdołał zidentyfikować?

Wielokrotnie pisaliśmy na łamach bloga o tym, że KW posiada zbyt małe zasoby w stosunku do istniejących w naszym kraju zagrożeń. Co więcej, tego typu działalność jest tylko fragmentem całości zadań powierzonych ABW. Z kolei inne obszary aktywności „firmy” pokrywają się częściowo z kompetencjami innych służb!

Do tego dochodzi jeszcze słaba efektywność wykorzystania potencjału poszczególnych funkcjonariuszypostępująca degradacja jakości kadr. Z kolei polscy dyplomaci w Rosji pilnowani są w sposób bardzo wnikliwy. Zwłaszcza w ostatnich latach. A gdy uda im się już nawiązać wartościowy kontakt, to okazuje się np., że szybko jest on urywany po „rozmowie wychowawczej”.

A więc chcemy walczyć z Rosją na poważnie, czy tylko pozorować te starania?

Jakich innych współpracowników posiada Rosja w Polsce?

Wydaje nam się też, że dekonspiracja Tomasza L. może być jedynie wierzchołkiem góry lodowej, symbolizującej rosyjską agenturę w Polsce.

Każdy wywiad zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że ich oficerowie pracujący na placówkach są najłatwiejszymi celami dla lokalnego KW, a ryzyko ich dekonspiracji jest spore. Dlatego też najcenniejsi współpracownicy, których posiada w Polsce Rosja są zapewne prowadzeni przez inne kategorie oficerów.

Są to przede wszystkim osoby pracujące na co dzień w centrali służby i odbywające jedynie krótkoterminowe podróże w celu podtrzymania kontaktu ze źródłem. Inni oficerowie SWR, GRU i FSB uplasowani są zaś pod przykryciem „nieoficjalnym”, w powiązanych z Moskwą organizacjach i przedsiębiorstwach.

Jeszcze inną kategorię funkcjonariuszy rosyjskich stanowią z kolei tzw. „nielegałowie. Do spotkań z bardziej wartościowymi aktywami może też dochodzić poza terytorium RP. Prowadzenie aktywa w sposób niepowiązany z działalnością dyplomatyczną danego państwa bardzo utrudnia zaś pracę lokalnemu KW.

Skoro więc nawet stosunkowo cenne aktywa, pokroju Tomasza L. są tylko w ograniczonym stopniu zakonspirowane i prowadzone przez Rosjan z pozycji placówki, to jakich jeszcze współpracowników posiadają oni w Polsce, którymi to „opiekują się” oficerowie inni niż ci, pracujący pod przykryciem dyplomatycznym?

Zwróćcie też uwagę na to, że jeśli już w Polsce łapany jest „szpieg” to zazwyczaj jest on kojarzony z GRU lub SWR. A myślicie, że skoro jednym z zadań FSB jest prowadzenie działalności wywiadowczej na terenie tzw. „bliskiej zagranicy” to nie posiada ona swoich aktyw w naszym kraju?

Zagrożenie ze strony rosyjskiego wywiadu nie zniknie, a jego charakter będzie ewoluował

Cofnijmy się na moment do roku 2014. W wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, doszło wtedy do zaostrzenia relacji pomiędzy Moskwą, a stolicami zachodnich państw. Od tego czasu aktywność rosyjskiego wywiadu zarówno w tzw. „bliskiej zagranicy” jak i na terenie kluczowych członków NATO wzrosła, czy zmalała? Wzrosła.

Działalność SWR, GRU i FSB możemy ponadto podzielić na dwa obszary. Pierwszy to zdobywanie informacji, a drugi to operacje wpływu i dywersja, których celem jest kształtowanie rzeczywistości zgodnie z interesami Kremla. Naszym zdaniem, w obecnych uwarunkowaniach geopolitycznych należy się spodziewać intensyfikacji wysiłków w obydwu tych sferach.

Tym bardziej, że celem Moskwy pozostaje niezmiennie odbudowa własnej strefy wpływu w Europie. Dlatego też, podczas gdy uwaga Polaków zwrócona jest praktycznie wyłącznie w kierunku Ukrainy, Rosja stara się równolegle przejąc władzę w Mołdawii. W związku z tym, należy się spodziewać operacji destabilizacyjnych Kremla prowadzonych również na terenie innych krajów.

W Polsce działania o charakterze „hybrydowym” będą miały odmienny charakter od tych, prowadzonych w Mołdawii, czy na Ukrainie. Nie zmienia to faktu, że nasz KW będzie musiał zaadaptować się do zwalczania znacznie szerszego spektrum zagrożeń ze strony rosyjskiego wywiadu niż miało to miejsce do tej pory.

Już niedługo sprawa odnalezienia martwego kierowcy ciężarówki w Rzeszowie może nie być z definicji tematem dla policyjnego „terroru”, a może wymagać współpracy z ABW i/lub SKW.

Nie tak dawno, amerykańskie siły specjalne i CIA przekazały też informacje wskazujące na to, że Rosjanie oferowali talibskim bojownikom nagrody za zabicie żołnierzy koalicji w Afganistanie. Jesteście pewni, że podobny „deal” nie mógłby zostać zawarty np. z czeczeńskimi grupami przestępczymi w Polsce w odniesieniu do osób uczestniczących w dostawach pomocy na Ukrainę?

Zmiana modus operandi rosyjskiego wywiadu

Przeprowadzone w ostatnich miesiącach przez rządy wielu państw, wydalenia rosyjskich dyplomatów z całą pewnością znacząco utrudnią działalność tamtejszego wywiadu. W obliczu rosnącej liczby zadań stawianych służbom przez Kreml, będzie to wymagało od SWR, GRU i FSB zmiany ich dotychczasowego sposobu działania.

Pierwszą z modyfikacji, których się spodziewamy to wykorzystywanie przez Moskwę państw, z którymi nadal utrzymuje ona przynajmniej poprawne relacje. Z ich terenów prowadzona będzie działalność wywiadowcza w innych krajach. Już teraz może obserwować m.in. gwałtownie rosnącą iczbę rosyjskich dyplomatów na Węgrzech.

Podobną rolę może odgrywać w planach Rosji również Szwajcaria. Część z wydalonych przez inne kraje przedstawicieli Kremla zamiast powrócić do Moskwy, udała się właśnie na terytorium wspomnianego państwa. Tam mogą oni korzystać ze swobody, jaką stwarza im szwajcarska neutralność.

Posiadając wizę Schengen i paszport dyplomatyczny, rosyjscy oficerowie stacjonujący na co dzień w Bernie mogą bez przeszkód podróżować po całej Europie, spotykając się przy tym z poszczególnymi współpracownikami.

Oprócz tego, spodziewamy się zwiększonego wykorzystania przez rosyjskie służby oficerów operujących pod przykryciem nieoficjalnym (bez posiadania immunitetu dyplomatycznego). Takie osoby mogą być np. lokowane w zarządzanym przez Rosję Międzynarodowym Banku Inwestycyjnym, który ma swoją siedzibę główną w Budapeszcie, a oddziały m.in. na Słowacji.

Zatrudniony tam „bankier” może spokojnie przekroczyć granicę z Polską „legendując” to podróżą służbową, odbyć spotkanie ze źródłem w Krakowie i powrócić następnego dnia do Bratysławy. Wydaje się też, że zamawiając 175 tys. nowych paszportów dyplomatycznych, Moskwa przystąpiła do masowego ich rozdawania osobom niezwiązanym w jakikolwiek sposób z samą dyplomacją.

Można więc przypuszczać, że masowe wydalenia przedstawicieli Rosji, nie oznaczają tego, że osoby podające się za takowych, nie będą pojawiać się w danym kraju z kilkudniowymi wizytami. Być może będą one miały na celu dokonanie zakupów produktów luksusowych marek, a być może odebranie informacji od aktywa…

Rosja to nie jedyne zagrożenie dla bezpieczeństwa RP

W Polsce istnieje ponadto tendencja do ignorowania zagrożeń, pochodzących z kierunków innych niż rosyjski. Prawdopodobnym wydaje nam się zaś to, że na terenie RP służby specjalne Moskwy ściśle współpracują ze swoimi odpowiednikami w Mińsku. Tendencja ta ulega intensyfikacji od momentu wybuchu protestów na Białorusi i pogłębiającego się uzależnienia tego kraju od Rosji.

Wspomniana kooperacja ma prawdopodobnie zróżnicowany charakter. Mińsk może czasem prowadzić samodzielne operacje. Innym razem działania KGB i GRU (Na Białorusi nie wszyscy zauważyli jeszcze, że ZSRR uległ rozpadowi ;)) mogą być nadzorowane, albo wręcz zlecane przez Rosjan.

Pewnym jest jednak to, że polski kontrwywiad ma obecnie do czynienia nie z jednym głównym przeciwnikiem, a co najmniej dwoma. O skali zagrożenia, które płynie ze współpracy na linii Moskwa – Mińsk, mogliśmy przekonać się przy okazji wybuchu kryzysu migracyjnego na granicy, czy też operacji informacyjnej prowadzonej pod egidą kanału „Poufna Rozmowa”.

W ramach tego ostatniego, od wielu miesięcy publikowana jest korespondencja najważniejszych polskich urzędników. Nie można również wykluczyć tego, że w podobny sposób będą, albo już są wykorzystywane przez Rosjan służby innych państw OUBZ.

Należy więc pamiętać, o tym, że monitoringiem ze strony KW powinny być objęte nie tylko placówki rosyjskie, ale również przedstawicielstwa Białorusi, Chin, a także kilku innych, mniej oczywistych krajów w stylu Węgier, czy Armenii.

Na horyzoncie rośnie nam również zagrożenie związane z powiększającą się diasporą ukraińską na terenie RP. Stwarza to ogromne pole do popisu dla tamtejszego wywiadu, którego skuteczność możemy obserwować przy okazji trwającej wojny. Tylko nie zrozumcie nas źle – nie twierdzimy, że Kijów zleci wysadzenie mostu w Warszawie 😉

Wskazujemy jednak na fakt, że ukraińskie elity charakteryzuje obecnie bardziej realistyczne podejście do stosunków międzynarodowych niż ich odpowiedników w Polsce. W optyce naszych sąsiadów, przyjazne relacje nie muszą bowiem wykluczać agresywnych wysiłków w zakresie pozyskiwania informacji. Tymczasem u nas, nawet w służbach można czasem spotkać „romantycy”.

Podsumowanie sprawy Tomasza L.

Nie raz bywaliśmy krytyczni w stosunku do działań polskich służb specjalnych. Wskazywaliśmy również na to, że KW często łapie „płotki”, albo też działa w oparciu o informacje pochodzące od partnerów. W sprawie Tomasza L. ABW wykonała jednak dobrą robotę i zasłużyła na pochwały. Teraz należy jeszcze dogłębnie przeanalizować działalność szpiegowską tego urzędnika.

Sporo będzie w tej kwestii zależało od postawy samego Tomasza L. i stopnia, w jakim zdecyduje się on współpracować z organami ścigania. Wobec ewoluującego charakteru zagrożeń ze strony Rosji, oczekiwalibyśmy ponadto pójścia za ciosem w kwestii ich zwalczania.

Wymaga to zwiększenia nakładów na KW, rozbudowy jego zasobów, a także reorganizacji ABW i SKW. Nasze służby uwielbiają bowiem działać według utartych schematów. „Skoro od x lat robimy to i tamto, to po co to zmieniać?”, a poza tym „wszystko jest przecież super.” W ten sposób łatwo jest „przespać” zachodzące w otoczeniu RP zmiany.

Tymczasem prawdopodobnym jest, że działalność rosyjskiego wywiadu z pozycji placówki osłabnie, lecz zostanie zintensyfikowana za pomocą innych metod. Prowadzenie operacji z wykorzystaniem nieoficjalnych przykryć i „dyplomatów” z sąsiednich krajów, czy też współpraca z „zaprzyjaźnionymi” służbami są zaś znacznie trudniejsze do rozpracowania przez lokalny KW.

Uważamy przy tym, że odporność państwa na zagrożenia buduje się przez akceptację ich istnienia, oraz gotowość do ich zwalczania, a nie wyparcie ze świadomości pojawiających się na horyzoncie wyzwań w obszarze bezpieczeństwa.

Spodobał Wam się artykuł? Wierzycie w to, co robimy? Jeśli tak, to możecie wykupić dostęp do cotygodniowych felietonów, w których komentujemy wydarzenia bieżące. To dzięki pomocy subskrybentów i patronów możemy tworzyć więcej artykułów, podcastów i newsletterów, a także myśleć o kolejnych, ciekawych projektach.

Możecie też z nami porozmawiać za pośrednictwem:

4.8 5 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Back To Top