Wykorzystanie broni napędzanej sztuczną inteligencją w ramach konfliktu na Ukrainie

W Internecie pojawiły się zdjęcia, obrazujące użycie przez Rosjan drona ZALA Aero Kub-BLA produkowanego przez słynny koncern Kałasznikow. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji ten bezzałogowiecmoże zostać zaprogramowany w taki sposób, aby samodzielnie krążył nad danym obszarem w celu wykrycia i identyfikacji przeciwnika, a następnie jego zniszczenia.

Cały ten proces może odbywać się bez udziału człowieka, którego rola kończy się na podjęciu decyzji o wystrzeleniu drona, któremu wcześniej „wgrano” np. zdjęcie celu. Brzmi super, nie? No właśnie! Dlatego wszystkie czołowe armie świata inwestują w AI. Zarówno USA, Chiny, Izrael jak i Rosja zdają się być przekonane, że zrewolucjonizuje ona sposób prowadzenia wojny.

Póki co poszczególne państwa podchodzą jednak ostrożnie do kwestii rozszerzania autonomii działania maszyn. Nie zmienia to faktu, że technologia pozwalająca na wykorzystanie „robotów” do wykrycia, identyfikacji i dokonania ataku na człowieka już istnieje. Broń autonomiczna wydaje się być więc dostępna na wyciągnięcie ręki.

Bojowe użycie na Ukrainie „dronów samobójców”, które funkcjonująw oparciu o sztuczną inteligencję na nowo rozpaliło debatę dotyczącą uregulowania kwestii wykorzystania „inteligentnych maszyn” do zabijania ludzi. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Coraz większe możliwości w zakresie AI nie oznaczają jeszcze, że pole walki niebawem zmieni się w świat znany z filmu „Terminator”.

Amunicja krążąca zwiastuje początki broni autonomicznej na polu walki

Drony stały się nieodłącznym elementem konfliktu w rejonie Donbasu. Są one używane przede wszystkim do prowadzenia misji rozpoznawczych. Bezzałogowiec ma za zadanie wykryć cel, a następnie przekazać jego współrzędne do punktu dowodzenia. W ten sposób wiadomo, w które miejsce należy np. skierować ogień.

Na polu walki pojawiają się jednak również tzw. „drony kamikaze”, które po wystrzeleniu krążą nad polem walki, aby wykryć i zidentyfikować cel. Następnie w niego „wlatują”, a znajdująca się na ich wyposażeniu głowica bojowa ulega eksplozji. Stąd uzbrojenie tego rodzaju nazywa się „amunicją krążącą”. Jej przeznaczenie to przede wszystkim niszczenie ludzi i sprzętu.

Broń ta powstała już w latach 80-tych i była pierwotnie przeznaczona do niszczenia systemów przeciwlotniczych, w szczególności radarów. Stanowiły one ogromne zagrożenie dla lotnictwa. Z uwagi na fakt, że amunicja krążąca może pozostawać w powietrzu znacznie dłużej niż tradycyjny pocisk, może ona również wykrywać nieznane wcześniej cele w trakcie samego lotu.

I to właśnie ta funkcja stanowi największy przełom i jednocześnie budzi największe kontrowersje. „Drony kamikaze” mogą bowiem funkcjonować w trybie, który umożliwia im poszukiwanie celów i podejmowanie decyzji dotyczących próby ich zniszczenia bez ingerencji człowieka w ten proces. Jest to jednak tylko jeden z trybów działania, a wszystkie pozostałe wymagają udziału operatora.

Niemniej jednak, w odróżnieniu od większości pocisków, które naprowadzane są na konkretny, wskazany wcześniej przez żołnierza obiekt, amunicja krążąca może zostać użyta bez ściśle określonego celu. Wystarczy zdefiniować jej zadanie np. jako „rażenie radarów przeciwnika na danym obszarze”. Jeśli takowy radar zostanie wykryty, maszyna automatycznie go zaatakuje.

Jeśli nie, amunicja krążąca ulegnie samozniszczeniu. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby z czasem rozszerzyć kategorię celów „drona kamikaze”, powierzając mu np. zadanie niszczenia każdego wrogiego celu. I tutaj pojawia się problem. Operator musi bowiem „zawierzyć” maszynie, że ta w oparciu o AI znajdzie tego „właściwego” przeciwnika, o którego chodziło człowiekowi.

Pół biedy jeśli zadanie polega na destrukcji sprzętu. Jeśli jednak amunicja krążąca ma na celu likwidację grupy żołnierzy, to rzeczywiście możemy wtedy mówić o „zabijaniu ludzi przez maszyny”. Broń, która jest w stanie samodzielnie zidentyfikować cel, a następnie podjąć decyzję o jego zniszczeniu i wcielić ją w życie operuje w sposób „autonomiczny”, bez udziału człowieka.

Abstrahując od moralnych aspektów powierzania tego typu decyzji algorytmom AI, wątpliwości budzi również kwestia ewentualnych „pomyłek” w namierzaniu celu. Tym bardziej iż naukowcy zdają sobie sprawę z tego, że obecnie „wzrok maszyny” jest nie tylko zawodny, ale można go wręcz celowo “oszukać”.

Na czym polega broń autonomiczna?

Broń autonomiczna, to uzbrojenie charakteryzujące się bardzo wysoką zdolnością do samodzielnego („autonomicznego”) wykonywania powierzonych jej zadań. Zdolność ta zależy w dużej mierze od trzech czynników:

  • Rodzaju zadania, którego wykonanie powierzono maszynie. Budzik, który aktywuje się o określonej godzinie jest przykładem dosyć prostej automatyzacji. Z kolei wykrywanie radarów wroga jest czynnością bardziej złożoną, lecz nadał łatwiejszą od odróżnienia „swojego” żołnierza, od żołnierza przeciwnika. Każde z tych zadań cechuje więc różny poziom złożoności, oraz konsekwencji popełnionego błędu.
  • Relacji pomiędzy maszyną, a operatorem. Maszyna może operować w sposób częściowo autonomiczny, powierzając podjęcie krytycznych decyzji człowiekowi lub też w sposób nie wymagający żadnej ingerencji ludzkiej.

    Dron może więc zostać zaprogramowany tak, aby w momencie znalezienia się w pobliżu celu oczekiwał aż operator podejmie decyzję dotyczącą ataku lub też samemu decydował o otwarciu ognia. Dlatego pełna autonomia zachodzi tylko wtedy, jeśli po jego aktywacji robot samodzielnie wykonuje zadanie, bez komunikacji z operatorem.

    Opcją pośrednią jest z kolei nadzór człowieka nad autonomiczną pracamaszyny. Umożliwia on żołnierzowi podjęcie w każdej chwili decyzji o odwołaniu ataku.
  • Złożoność procesu decyzyjnego maszyny. Wraz z rozwojem AI, roboty są w stanie wykonywać znacznie bardziej skomplikowane zadania. Człowiek ma z kolei coraz większe trudności z określeniem tego, w jaki dokładnie sposób działa maszyna.

    Komputer potrafi obecnie ograć w szachy największego mistrza tej gry, wykonując przy tym ruchy, które wydają się być zupełnie nieoczekiwane dla człowieka. Z kolei w przypadku „samosterującego się” drona operator widzi, że dotarł on we wskazane miejsce. Ciężko jest mu jednak zawczasu określić jaką drogę dotarcia do celu wybierze bezzałogowiec.

W praktyce wymieniony przez nas podział nie zawsze jest taki jednoznaczny. W Polsce pojęcie „systemu autonomicznego” kojarzy się raczej z cybernetyką. Z kolei w nomenklaturze anglosaskiej upowszechnił się termin „autonomiczne maszyny”, stosowany w odniesieniu do zaawansowanych rozwiązań wykorzystujących AI.

W robotyce pojęcie „autonomicznego robota” oznacza jednak roboty posiadające zdolność do wykonywania zadań bez ingerencji człowieka. Takie użycie staje się również coraz powszechniejsze w Polsce. Idąc tym tropem pojęcie broni autonomicznej rozpropagował Paul Scharre. Podkreśla on, że najważniejszym elementem określającym autonomiczność jest relacja pomiędzy bronią, a operatorem.

Broń autonomiczna jest logicznym następstwem broni precyzyjnego rażenia

Broń autonomiczna wydaje się być naturalnym następcą broni precyzyjnego rażenia (tzw. PGMy). Tego rodzaju uzbrojenie zostało opracowane już w latach 40-tych ubiegłego wieku. Swoją przydatność na dobre udowodniło jednak dopiero podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. „Inteligentne bomby” upowszechniły się zaś w trakcie operacji w Iraku, Afganistanie i Syrii.

Broń precyzyjna potrafi obecnie razić cel z niesamowitą dokładnością, na długi dystans i ograniczając przy tym do minimum ryzyko tzw. „friendly fire” (co wcale nie było regułą na wczesnych etapach jej rozwoju). Ograniczenia PGM wiążą się jednak z tym, że cel musi zostać najpierw wykryty i wskazany, np. za pomocą lasera, czy współrzędnych GPS.

Dlatego broń precyzyjna najlepiej sprawdza się w przypadku rozpoznanych celów statycznych. Przeciwnik nie jest wtedy w stanie uchronić się przed atakiem z użyciem wspomnianego uzbrojenia wykorzystując do tego „tradycyjne” metody, takie jak kamuflaż lub osłona. Bazowały one bowiem na niedokładności „głupich” bomb, które rzadko kiedy trafiały prosto w cel.

Stąd, jedyną formą ochrony przed bronią precyzyjną jest przechwycenie nadlatujących pocisków. Okazuje się jednak, że kiedy ich atak ma charakter masowy, jedyną formą ratunku jest… broń autonomiczna. Aby chronić okręty, obiekty i pojazdy czołowe armie opracowały więc takie systemy jak Aegis, Patriot, czy Arena.

Od lat potrafią one funkcjonować w trybie autonomicznym. Używany jest on zwłaszcza wtedy, gdy operator nie jest w stanie wystarczająco szybko “ogarnąć” wszystkich nadlatujących celów i/lub błyskawicznie przetworzyć dużej ilości danych (o co nietrudno w sytuacji bojowej). Człowiek opracowuje więc jedynie szereg zasad, według których jest następnie programowane uzbrojenie.

Jest ono wtedy w stanie samodzielnie wykryć zagrożenie, zaproponować optymalną odpowiedź, a następnie zneutralizować wykryty pocisk. Tak właśnie działa system Aegis w trybie „Auto-Special”. Jego autonomiczność nie budziła jednak dotychczas większych obaw, gdyż używana jest w celach defensywnych.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku broni ofensywnej. Przeciwokrętowe pociski typu Tomahawk (TASM) zostały opracowane w latach 80-tych i już wtedy potrafiły operować na zasadzie podobnej do dzisiejszej amunicji krążącej. Wspomniane pociski dolatywały we wskazany obszar, aby następnie przejść w tryb poszukiwania sygnałów radarowych emitowanych przez okręty.

W momencie wystrzelenia TASM-u operator nie zdawał sobie sprawy z tego, w jaki konkretnie cel uderzy pocisk. Miał on dopiero za zadanie wykryć okręt wroga za pomocą odpowiednich sensorów, a następnie go zaatakować. Przeciwokrętowe Tomahawki nie cieszyły się jednak zbyt dużą popularnością wśród marynarzy US Navy.

Z ich wykorzystaniem, zwłaszcza w czasie pokoju wiązały się bowiem znaczące ryzyka. TASM był w stanie poszukiwać okręty na danym terenie, ale nie potrafił już odróżnić „swoich” lub neutralnych obiektów od tych, należących do przeciwnika. Obawiający się pomyłki marynarze, chcieli więc posiadać dodatkowe „oczy” nad celem, aby upewnić się, że „walą” tam, gdzie trzeba.

Podważało to jednak sens użycia TASM, gdyż pociski te miały „samemu” skanować dany obszar, aby nie ryzykować zdrowia innych osób poprzez wysłanie ich do strefy naszpikowanej wojskami przeciwnika. Operatorzy broni nie mieli jednak pewności, gdzie znajdować się będzie okręt będący celem pomiędzy momentem wystrzelenia pocisku, a jego detonacją.

Z kolei zawężając „obszar poszukiwania” pocisku, aby w ten sposób zminimalizować ryzyko niepożądanych strat, marynarze nie byli w ogóle pewni, czy TASM znajdzie jakikolwiek cel. Oznaczałoby to z kolei bezsensowne wykorzystanie bardzo kosztownej broni. Przykłady pocisków Tomahawk, oraz systemu Aegis obrazują więc kilka istotnych wniosków.

Broń autonomiczna była dostępna już na długo przed obserwowanym w ostatnich latach postępem w zakresie sztucznej inteligencji. Dopiero jednak stosunkowo niski koszt amunicji krążącej, a także postępy w dziedzinie komunikacji pozwalające operatorowi na śledzenie celu w czasie rzeczywistym przyczyniły się do upowszechnienia ofensywnych form tego rodzaju uzbrojenia.

Dlatego właśnie amunicja krążąca zadebiutowała na szerszą skalę dopiero podczas niedawnej wojny w górskim Karabachu i używana jest również w trakcie konfliktu na Ukrainie. Zachętą do dalszego rozwoju broni autonomicznej jest zaś jej zdolność do przetwarzania błyskawicznej ilości danych na coraz bardziej złożonym polu walki, a także możliwość samodzielnej identyfikacji celu.

Wykorzystanie amunicji krążącej podczas konfliktu na Ukrainie

Poszczególne państwa podchodzą do kwestii wykorzystania broni autonomicznej w różny sposób. Na chwilę obecną, kraje zachodnie przewidują przekazanie decyzji o otwarciu ognia maszynom jedynie w ściśle określonych warunkach, pod nadzorem człowieka i przy wdrożeniu rygorystycznych testów bezpieczeństwa, a także procedur postępowania.

Widać to na przykładzie konfliktu na Ukrainie. Waszyngton przekazał co prawda Kijowowi amunicję krążącą w postaci dronów Switchblade. Wątpliwym jest jednak, aby działały one w trybie pełnej autonomii. Nad każdą operacją czuwa zapewne człowiek i w przypadkach, w których uzna, że atak grozi np. stratami ludności cywilnej może on dezaktywować maszynę.

Nie zmienia to faktu, że Switchblade może działać w sposób w pełni autonomiczny. Przeznaczony jest on do rażenia siły żywej (wersja 300) lub pojazdów opancerzonych (wersja 600). Czas utrzymywania się w powietrzu amerykańskiego drona jest jednak relatywnie krótki (10-40 minut, w zależności od wersji).

Funkcję dostarczonej przez USA amunicji krążącej można więc porównać do roli moździerza (aczkolwiek „wypasionego”, bo może ona w sposób precyzyjny razić cele znajdujące się poza zasięgiem wzroku żołnierza). Switchblade jest już teraz wykorzystywany przez Ukraińską armię, a także siły specjalne tego kraju, m.in. do niszczenia załóg czołgów.

Ostrożne użycie „dronów kamikaze” przez Kijów zwiastuje więc rosnącą rolę AI na polu walki. Nie oznacza to jednak jeszcze, że za chwilę obudzimy się w świecie przedstawionym w filmie „Terminator”. Podobnie jak w przypadku broni precyzyjnej, upowszechnienie się i dopracowanie broni autonomicznej zajmie zapewne dziesiątki lat.

Znacznie mniejsze zahamowania etyczne w dziedzinie rozwoju broni autonomicznej wykazują natomiast Rosjanie. Pokazują to ich eksperymenty z dronem bojowym S-70 Ochotnik, który ma być w stanie operować bez udziału człowieka, ramię w ramię z tradycyjnym lotnictwem i pełniąc przy tym rolę „skrzydłowego”.

W Pentagonie podobne projekty natrafiają z kolei na olbrzymi „opór materii”. Dlatego jest prawdopodobne, iż wspomniana na wstępie Kub-BLA operuje na Ukrainie w sposób autonomiczny lub też tryb ten poddawany jest testom bojowym. Kreml cierpi jednak na inne problemy. Są nimi ograniczone doświadczenie w użyciu dronów, a także niska liczba tego typu maszyn.

Nie chcąc pozostawać w tyle za czołowymi armiami świata, Rosja zaczęła dopiero stosunkowo niedawno inwestować coraz większe środki w bezzałogowce i AI. Owocem tych prac są m.in. dwa rodzaje amunicji krążącej. Pierwszy z nich to wspomniany wcześniej dron kub-BLA. Może on przemieszczać się na odległość do 130 kilometrów i pozostawać w powietrzu przez ok. 30 min.

Wybór celu bezzałogowca może zostać dokonany przez człowieka (za pomocą wprowadzenia odpowiednich koordynatów) lub też przez maszynę (na podstawie oprogramowania identyfikującego obrazy). Kub-BLA została użyta m.in. do niszczenia ukraińskich haubic M777 w okolicach wsi Pidhorodne, a także do ataku na żołnierzy niedaleko Pawliwki (obwód doniecki).

Rosjanie dysponują też amunicją krążącą typu Lancet, której testy zakończono w 2019 roku. Jest ona w stanie utrzymywać się w powietrzu przez ok. 30-40min i posiada możliwość operowania bez użycia nawigacji satelitarnej. Zadaniami drona są prowadzenie misji rozpoznawczych i likwidacja celów przeciwnika.

Lancet był już wykorzystywany przez rosyjskie wojska specjalne w Syrii. Ogólnie rzecz biorąc, rosyjskie programy związane z bronią autonomiczną znajdują się jednak na relatywnie wczesnym etapie rozwoju. Dzieje się tak pomimo tego, że tamtejsi dowódcy zdają się przykładać ogromną wagę do dalszych postępów w obszarze robotyzacji pola walki.

Ogromną przeszkodą w tym zakresie stanowią ponadto niedawno wprowadzone sankcje, które wpłyną m.in. na zmniejszenie dostępności komponentów w Rosji, a także odpływ specjalistów do innych krajów. Doprowadzą one również do ograniczenia współpracy w dziedzinie AI z zachodnimi ośrodkami naukowymi i badawczymi.

Dalszy postęp Moskwy w obszarze broni autonomicznej zależeć więc będzie w dużej mierze od jej skuteczności w zakresie szpiegostwa technologicznego, a także współpracy z Chinami.

Przyszłość broni autonomicznej na polu walki

Rozwój AI pozwala na wykonywanie przez maszyny coraz to bardziej złożonych zadań. Podnosi to ich ewentualną użyteczność na polu walki. W większości przypadków kraje zachodnie zdają się być jednak przeciwne przekazywaniu w ręce robotów „licencji na zabijanie”. Póki co, człowiek pozostanie więc istotnym komponentem procesu decyzyjnego systemów uzbrojenia.

Technologia już teraz pozwala jednak na to, aby drony operowały nie tylko w trybie „kamikaze”. Dlatego ludzkość coraz częściej będzie musiał mierzyć się z pytaniami typu: czy nie „ekonomiczniej” byłoby wprowadzić możliwość wielokrotnego użycia amunicji krążącej? Albo co ma począć operator drona, w momencie w którym wróg zakłóci komunikację na danym obszarze?

Czy powinien on wtedy zezwolić maszynie na operowanie w sposób autonomiczny i samodzielne podjęcie decyzji o ataku na przeciwnika? A co jeśli można byłoby zredukować personel obsługujący drona „Predator” w trybie 24/7 z dziesięciu operatorów do… zera? Zalety autonomiczności będą zapewne stawały się coraz bardziej kuszące dla poszczególnych armii.

Nie należy ponadto zapominać o tym, że jeśli kraje takie jak Rosja, czy Chiny będą przejawiały znacznie mniejsze opory moralne przed przekazywaniem decyzji o zabijaniu w ręce maszyn, może to napędzić wyścig zbrojeń w obszarze broni autonomicznej. USA, Izrael, czy UK będą po prostu musiały dostosować się do ewoluujących „reguł gry”.

Upowszechnianie się autonomiczności będzie zapewne postępowało najszybciej w obszarach, w których presja na szybkie podejmowanie decyzji i błyskawiczną analizę dużej ilości danych jest największa. Nawet zachodni decydenci uważają więc, że szerokie zastosowanie inteligentnych maszyn w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, czy walki elektronicznej jest nieuniknione.

Nam marzy się z kolei polski ośrodek, który zajmowałby się poszukiwaniem odpowiedzi na to, jak będzie wyglądało nowoczesne pole walki, a następnie dzielił się tą wiedzą z oficerami Wojska Polskiego i służb. Taka instytucja mogłaby również zajmować się nadzorem nad bardzo potrzebnym upowszechnieniem zastosowania nowoczesnych technologii w sektorze bezpieczeństwa.

Tylko wiecie, mówimy tutaj o ośrodku z prawdziwego zdarzenia i wdrażaniu konkretnych rozwiązań, a nie powołaniu kolejnej grupy „leśnych dziadków”, którzy na co dzień zajmowaliby się uzasadnianiem potrzeby własnego istnienia…

PS: Serdeczne podziękowania dla Karola Golowskiego za pomoc w postaci podrzucenia wielu ciekawych filmików z Ukrainy, wykorzystanych przy tworzeniu tego artykułu. Patronite.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Do Góry