Wojna walutowa. Na czym polega, jakie są jej przyczyny i czy Polska ma szanse ją wygrać?

Wojny walutowe

Wojna walutowa i polityka monetarna jako geoekonomiczne narzędzia projekcji siły

Październik 2020 roku. Na Białorusi właśnie trwają największe antyrządowe protesty w historii tego kraju. Oczy i sentyment Europy zwrócone są ku demonstrantom. Jednocześnie jasnym staje się, że A. Łukaszenka utrzyma się przy władzy. Sama presja społeczna nie jest w stanie doprowadzić do trwałych przemian, ponieważ nomenklatura zdecydowała się kontynuować swoje poparcie dla prezydenta. W tej sytuacji priorytetem działań RP staje się powstrzymywanie rosnących wpływów rosyjskich na Białorusi i stworzenie A. Łukaszence alternatywy dla sojuszu z Rosją. Wymaga to odważnych posunięć ze strony instytucji zajmujących się bezpieczeństwem RP oraz przekonania naszych sojuszników do odpowiedniego zaangażowania się na Białorusi.

Poniedziałkowe otwarcie rynków jest wyjątkowo gorące. NBP zaczyna sprzedawać długoterminowe obligacje Białorusi. Wkrótce to samo zaczyna robić litewski bank centralny. Widząc to, kilka ukraińskich funduszy inwestycyjnych zamyka swoje pozycje i również sprzedaje obligacje rządu w Mińsku. Rynek papierów dłużnych zaczyna dostrzegać niestandardowe operacje. Traderzy w kilku europejskich stolicach wciskają na swoich panelach guziki „sprzedaj”. Wiedzą, że wskaźniki makroekonomiczne na Białorusi nie napawają optymizmem. Gospodarka kraju jest zacofana, a masowe protesty i pandemia COVID wywołają recesję.

W gabinetach Narodowego Banku Republiki Białorusi trwają burzliwe narady. Czy interweniować na rynku i zacząć skupować własne obligacje? A może zwrócić się do Moskwy z prośbą o pilne przeprowadzenie takich transakcji? W międzyczasie jednak rozpoczyna się atak na białoruskiego rubla. Ekonomiści wyrażali obawy o możliwą dewaluację tej waluty już od czasu rozpoczęcia się protestów.

Sprzedającymi ruble jest kilka rozsianych po Europie funduszy hedgingowych. Traderzy w krajach postradzieckich, którzy mają ustawione limity stop-loss nie mają wyjścia i również zaczynają wyprzedawać tę walutę. Do gry wchodzą posiadacze akcji w białoruskich firmach. Wiedzą, że jeśli wartość rubla będzie spadać, to spadać będzie również wartość aktyw denominowanych w tej walucie. Obawiając się strat na posiadanych instrumentach panicznie poszukują kupców. Lawina nabiera tempa. Zachowanie rynku przestaje być racjonalne. Rośnie oprocentowanie wszelkich papierów dłużnych wyemitowanych przez białoruski rząd.

Doradcy Aleksandra Łukaszenki nie mają dobrych wieści dla swojego przywódcy. Niezbędne reformy były odkładane w nieskończoność, a w międzyczasie zadłużenie kraju osiągnęło poziom 70% PKB. Co gorsza krótkoterminowe zobowiązania państwa (z terminem zapadalności poniżej jednego roku) są większe od poziomu rezerw walutowych. To sprawia, że Białoruś jest podatna na ewentualny kryzys. A. Łukaszenka wie, że jego pozycja jest niezagrożona dopóty, dopóki stoi za nim nomenklatura. Jednak w obliczu poważnej zapaści ekonomicznej może ona zrewidować swoje poparcie na rzecz innego lidera, który będzie zdolny opanować nadchodzące załamanie gospodarcze.

W tym momencie w gabinecie Prezydenta RB rozlega się dźwięk telefonu. Na linii jest Premier Rządu RP. Informuje on A. Łukaszenkę, że administracja amerykańska rozważa objęcie jego otoczenia sankcjami w związku ze sposobem w jaki tłumione są antyrządowe protesty. Prezes Rady Ministrów wyraża także ubolewanie z powodu ciężkiej sytuacji w jakiej znalazła się białoruska gospodarka. Chciałby jednak zaoferować pomoc. Polska jest w stanie jeszcze tego samego dnia uruchomić specjalną linię kredytową, która wesprze białoruskie rezerwy walutowe. Dodatkowo, Rząd RP zobowiązuje się zakupić długoterminowe obligacje, które pomogą administracji A. Łukaszenki „zrollować” obecny dług. Wraz z Wilnem i Kijowem, Warszawa jest też gotowa zainwestować w tamtejszy rynek IT, maszyn oraz paliw. Wszystkie trzy państwa liczą na „nowe otwarcie” we współpracy gospodarczej i wsparcie Mińska w przeprowadzaniu transakcji. Premier jest też skłonny podjąć się mediacji z Amerykanami, aby ci odstąpili od wymierzania sankcji. Prosi jednak, aby A. Łukaszenko dostarczył mu argumentów do rozmów z Waszyngtonem w postaci dopuszczenia części opozycji do władzy. Odbyłoby się to bez utraty kontroli nad państwem przez samego prezydenta.

Wojny walutowe obecnie

Powyższy scenariusz to political fiction? Tak. Lecz pokazuje, że aby odgrywać znaczącą rolę na Białorusi, RP musi mieć realne instrumenty oddziaływania na tamtejszą sytuację. Wojna walutowa i szerzej – geoekonomia jest jednym z nich. Presja ekonomiczna i pomoc gospodarcza, w połączeniu z wsparciem ze strony istotnych sojuszników, miałyby dużo większe szanse powodzenia niż obecna polityka Warszawy prowadzona względem Mińska. Oparta jest ona w gruncie rzeczy na mocnej retoryce, niepodejmowaniu realnych działań oraz trwaniu w nadziei, że naród białoruski sam zbuduje sobie demokracje.

Wojny walutowe są obecnie zjawiskiem dość powszechnym w polityce wielu państw i wpływającym na ich bezpieczeństwo finansowe. Jeszcze sporo przed objęciem przez D. Trumpa stanowiska prezydenta USA, kraj ten starał się wpływać na Chiny w celu zmiany kursu yuana w stosunku do dolara. W 2002 roku Alan Greenspan rozpoczął w USA politykę niskich stóp procentowych. Obniżyło to wartość amerykańskiej waluty i spowodowało jej napływ do innych krajów w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu.

Szczególne trudności z tego tytułu odczuwano w Chinach, gdzie tamtejszy bank centralny utrzymywał stały kurs yuana w stosunku do dolara. W tym celu skupowano napływające amerykańskie pieniądze za pomocą świeżo dodrukowywanych yuanów. To jednak powodowało trzy problemy. Po pierwsze Chińczycy stawali się uzależnieni od polityki Fedu – gdy ten zwiększał podaż pieniądza, to samo musiał robić Ludowy Bank Chin. Po drugie dodruk renminbi powodował inflację w Państwie Środka. Po trzecie Beijing musiał gdzieś lokować nadwyżki dolarów wynikające z dodatniego bilansu handlowego z USA. Chińczycy w krótkim czasie stali się ogromnymi posiadaczami amerykańskich obligacji.

To wszystko doprowadziło do presji ze strony Waszyngtonu na rewaluację yuana, która nastąpiła w latach 2005-2008. Jednak po kryzysie w 2007-2008 roku i fiasku ogromnych pakietów stymulacyjnych wpompowanych w gospodarkę przez administrację Obamy, USA ponowiły naciski na dalsze osłabienie dolara względem yuana. W 2010 roku Stany ogłosiły Narodową Inicjatywę Eksportową, w ramach której miały one podwoić eksport w ciągu kolejnych pięciu lat. Pomóc w tym miał głównie wzrost chińskiej konsumpcji amerykańskich produktów i zwiększenie przez ten kraj eksportu z USA. Waszyngton ponownie rozpoczął naciski na Beijing, aby ten obniżył kurs swojej waluty. W 2011 roku uruchomiono program Quantitative Easing, w ramach którego Fed dodrukowywał pieniądza na ogromną skalę. Dolary znów zaczęły w niekontrolowany sposób napływać do Państwa Środka. Skłoniło to Ludowy Bank Chin do kolejnego zwiększenia wartości yuana w stosunku do dolara.

Przykład ten pokazuje, że głównymi przyczynami rywalizacji na polu walutowym są:

  • Wykorzystanie polityki handlowej i kursu walutowego jako narzędzia geoekonomicznego w rywalizacji z innymi krajami.
  • Spowolnienie gospodarcze/kryzys ekonomiczny w państwie, które postanawia zaangażować się w wojnę walutową.
  • Odejście od standardu złota na rzecz płynnych kursów walutowych.

Polityka handlowa i walutowa jako narzędzia geoekonomii

Geoekonomia polega na stosowaniu instrumentów ekonomicznych w celu obrony bezpieczeństwa narodowego, ochrony i promocji własnych interesów oraz odniesienia korzyści geopolitycznych. Istotnym jest, że przy ewaluacji takich działań stosuje się nie tylko kryteria korzyści ekonomicznych ale i politycznych. Przejęcie danego przedsiębiorstwa może nie być optymalnym posunięciem z punktu widzenia kalkulacji biznesowej (mogą istnieć alternatywne inwestycje oferujące wyższą stopę zwrotu). Jednak potencjalne zyski polityczne mogą rekompensować niedogodności, czyniąc inwestycję w ogólnym rozrachunku atrakcyjną.

Elementem geoekonomii jest polityka monetarna kraju, a jednym z jej instrumentów dewaluacja, czyli świadome obniżenie wartości danej waluty. Ma to w założeniu doprowadzić do zmniejszenia struktury kosztów wytwarzania dóbr i usług w danym kraju, zwiększenia eksportu, powstania nowych miejsc pracy oraz napędzenia lokalnej gospodarki kosztem zagranicznych partnerów handlowych.

Dewaluacji można dokonać za pomocą różnych instrumentów, m.in. interwencji banku centralnego na rynku walutowym (sprzedaż waluty danego kraju, skup walut zagranicznych), polityki nabywania aktyw przy wykorzystaniu dodrukowanego pieniądza, czy zmian w stopach procentowych.

Dewaluacja jest istotą wojny walutowej. W jej ramach najczęściej dokonuje się manipulacji kursem własnej waluty, aby uzyskać korzyści handlowe względem partnera, którego waluta staje się silniejsza. Jednak starcie na rynku pieniądza może mieć też charakter stricte ofensywnego ataku na inny kraj. Do tego celu można wykorzystać np. rodzime fundusze inwestycyjne (szczególnie tzw. państwowe fundusze majątkowe), bank centralny, fundusze hedgingowe, czy ataki cybernetyczne na instytucje finansowe. Ich zadaniem byłoby osłabienie i podważenie zaufania rynków do waluty kraju będącego celem ataku. Przyczyniłoby się to do powstania trudności również w innych sektorach i negatywnie wpłynęło na gospodarkę danego państwa. Surowce, towary, obligacje i akcje są z reguły wyceniane w rodzimej walucie. Dlatego atak na nią miałby dużo szersze implikacje.

Siedziby banków

Wojna walutowa jako mechanizm ożywienia wzrostu PKB

PKB = Konsumpcja + Inwestycje + Wydatki rządowe + (Eksport towarów – Import towarów).

Wojny walutowe są na ogół spowodowane przez wewnętrzne trudności gospodarcze państwa. Dewaluacja waluty wydaje się być wtedy atrakcyjnym sposobem na zwiększenie produktu krajowego brutto (PKB). Jest to najpopularniejszy wskaźnik makroekonomiczny, na który powołują się politycy, ekonomiści i komentatorzy dyskutujący nad tym, czy gospodarka „się rozwija”, „hamuje”, czy też „znajduje w recesji”. Najczęściej oblicza się go w ten sposób:

Każdą z pozycji wyraża się sumując wydatki w danej kategorii. Wynika z tego wyraźnie, że gospodarka rozwija się najszybciej (przynajmniej statystycznie), gdy:

  • Rośnie sprzedaż telewizorów, Iphonów, samochodów, mięsa, a ludzie ochoczą jeżdżą na wakacje (konsumpcja).
  • Inwestorzy lub firmy przeznaczają zarobione pieniądze na kupno akcji spółek, czy budowę nowych fabryk (inwestycje).
  • Rząd ogłasza pakiety stymulacyjne, buduje drogi, lotniska (wydatki rządowe).
  • Firmy sprzedają za granicą więcej towarów (eksport) niż konsumenci i one same kupują za granicą (import).

Jeśli więc Janek kupi ogórki za 10 PLN, warzywniak zainwestuje 20 PLN w otwarcie nowego stanowiska, a rząd wspomoże ten sklep dotacją w wysokości 5 PLN, łączny PKB wyniesie 35 PLN (przy założeniu braku importu oraz eksportu towarów).

W kontekście wojen walutowych warto zwrócić uwagę, że:

  • Zwiększanie eksportu i zmniejszanie importu prowadzi do wzrostu PKB.
  • Zwiększanie inflacji (wzrostu cen) prowadzi do wzrostu nominalnego PKB. W takim wypadku wszystkie produkty i inwestycje mają większą wartość wyrażoną w PLN.

W sytuacji pogłębiających się problemów gospodarczych państwa:

  • Konsumpcja będzie spadać (ludzie wydają mniej na skutek rosnącego bezrobocia, malejących zarobków i spowolnionej akcji kredytowej).
  • Inwestycje będą maleć (firmy nie są skłonne inwestować w nowe moce produkcyjne w sytuacji, gdy konsumpcja ich produktów spada, a czasy są „niepewne”).
  • Sytuacja budżetowa kraju będzie się pogarszać (wpływy z podatków maleją, rząd próbuje ożywić gospodarkę wydając środki na pakiety stymulacyjne). Gorsza sytuacja budżetowa i gospodarcza z reguły utrudnia możliwości zaciągania kolejnych pożyczek przez państwo. Ogranicza to ilość środków dostępnych na jego wydatki. W tej sytuacji rząd może zdecydować się na trudne reformy mające na celu pobudzenie inwestycji, spadek bezrobocia i wzrost płac (dla zwiększenia konsumpcji). Jednak dużo „łatwiejszym” i szybszym sposobem osiągnięcia wzrostu PKB wydaje się być zwiększenie eksportu poprzez dewaluację, a nie poprawę realnej konkurencyjności przedsiębiorstw. Mamy wtedy do czynienia z początkiem wojny walutowej.

Jakie efekty ma teoretycznie przynieść osłabienie waluty? Załóżmy, że polska maszyna przemysłowa (jest to znaczący komponent rodzimego eksportu) kosztuje 100 PLN, a 1 EUR kosztuje 4 PLN. Aby nabyć dziesięć maszyn (za łączną kwotę 1000 PLN) niemiecki odbiorca musi zatem zapłacić 250 EUR (1000 PLN/4 PLN = 250 EUR). Wyobraźmy sobie jednak, że na skutek interwencji NBP, 1 EUR kosztowałby 5 PLN (dewaluacja złotówki, kosztem euro). W takim przypadku niemiecki przedsiębiorca mógłby nabyć te same dziesięć maszyn za jedyne 200 EUR (1000 PLN/5 PLN = 200 EUR). Jeśli ma do wyboru konkurencyjną maszynę z Czech, która kosztuje 220 EUR to prawdopodobnie Niemiec zmieni teraz dostawcę na korzyść polskiej firmy, której produkty po dewaluacji będą tańsze.

Jednocześnie cena maszyn dla nabywcy z Polski oraz zysk ich sprzedawcy pozostaną takie same. Wzrośnie nie tylko rodzimy eksport, ale w celu zaspokojenia zwiększonego popytu z Niemiec utworzą się również nowe miejsca pracy. W rezultacie zwiększy się PKB. Wyobraźmy sobie, że taki efekt rozszerzy się na inne gałęzie gospodarki. Polska zacznie produkować i eksportować więcej jabłek, materiałów budowlanych i innych dóbr. Wzrośnie rynek transportowy i turystyczny (przyjazd do Polski osób zarabiających w Euro stanie się tańszy). Pokusa dewaluacji waluty może się wydawać nie do odparcia.

Standard Złota

Czynnikiem, który znacząco ułatwił poszczególnym państwom manipulacje walutowe i wykorzystywanie polityki monetarnej jako narzędzia geoekonomii było odejście od obowiązującego niegdyś w międzynarodowej wymianie gospodarczej tzw. „standardu złota”. Był to system, w którym rolę pieniądza odgrywało złoto. Funkcjonowało ono bezpośrednio w formie złotych monet i/lub papierowego pieniądza, który był jednak w każdej chwili możliwy do wymiany na złoto. Ilość złota w stosunku do oscylującego w takich systemach pieniądza z reguły wahała się historycznie pomiędzy poziomem 20%, a 100%.

Klasyczny standard złota obowiązywał w latach 1870-1914. Wiele państw używało go już wcześniej (np. Wielka Brytania), lecz to właśnie w tym okresie przystąpiła do niego większość liczących się krajów. Deklarowały one wolę skupu papierowego pieniądza w zamian za złoto po z góry określonym, stałym kursie. Następnie dokonywały transakcji kupna i sprzedaży złota poniżej lub powyżej zadeklarowanego kursu, aby utrzymać jego stałą cenę.

Pierwszą korzyścią dla światowego handlu wiążącą się z obowiązywaniem standardu złota było to, że dużo trudniej było państwom nie przestrzegać „reguł gry”. Kraje przystępowały do systemu na zasadach dobrowolności, a „oszukiwanie” wiązało się z koniecznością otwartego zadeklarowania opuszczenia standardu złota i zaprzestaniem wymiany pieniądza na złoto.

Drugim czynnikiem wpływającym pozytywnie na handel w okresie obowiązywania standardu złota była stabilizacja kursów walutowych. Waluta kraju będącego częścią systemu była wymienialna na złoto po z góry określonym kursie. Była przez to automatycznie powiązana z określonymi kursami innych walut, które były również wymienialne na złoto po z góry określonych kursach.

Trzecią korzyścią wiążącą się ze standardem złota była naturalna zdolność systemu do promowania równowagi w światowym handlu (regulowania deficytów/nadwyżek danych państw w wymianie z partnerami). Jeśli jeden kraj posiadał znaczącą nadwyżkę handlową (eksportował więcej niż importował) to inny musiał notować deficyt handlowy (importował więcej niż eksportował). Państwo z nadwyżką importu dokonywało rozliczenia z krajem o większym eksporcie za pomocą złota. W ten sposób podaż złota w kraju, który więcej eksportował zwiększała się powodując inflację (podwyżki cen). Z kolei odpływ złota z kraju, który więcej importował powodował deflację (obniżki cen). To z kolei poprawiało konkurencyjność eksportu tego kraju (jego produkty stawały się tańsze w stosunku do towarów z innych państw). Z kolei import z kraju, który notował inflację stawał się droższy. Ten proces prowadził stopniowo do odwrócenia trendu. Kraj, który był eksporterem netto z czasem zaczynał więcej importować. Natomiast kraj, który początkowo był importerem netto, zwiększał swój eksport.

Nie chcemy w tym artykule rozstrzygać, czy standard złota był lepszy od obecnego systemu opartego o pieniądz „bez pokrycia”. Jednak faktem jest, że w okresie obowiązywania klasycznego standardu złota poszczególne gospodarki praktycznie nie odnotowywała inflacji, kursy walut odznaczały się bardzo wysoką stabilnością, handel rozwijał się w bardzo szybkim tempie, a kraje nie odczuwały kłopotów związanych z deficytem/nadwyżką handlową. Cały system odznaczał się tendencją do deflacji związaną z rosnącą produktywnością (co zwiększało standard życia, ponieważ ludzie byli w stanie kupić więcej za tą samą ilość pieniądza). Interwencjonizm banków centralnych praktycznie nie istniał (np. USA wcale nie posiadały banku centralnego w okresie obowiązywania klasycznego standardu złota). Wszystko to powodowało, że zjawisko wojen walutowych praktycznie nie istniało.

Jak Polska może odnieść zwycięstwo w wojnie walutowej?

W roku 2020 NBP podejmował działania mające na celu osłabienie złotówki względem w szczególności euro. Należy przy tym pamiętać, że odniesienie zwycięstwa w wojnie walutowej jest trudne. Wymaga przede wszystkim dokładnej analizy tego jaki jest optymalny kurs PLN w stosunku do głównych walut (EUR, USD, CNY, RUB). Nie jest to łatwe z uwagi na globalne łańcuchy dostaw, które sprawiają, że aby wytworzyć produkt końcowy gotowy do eksportu polski producent jest zmuszony importować półprodukty lub surowce. W związku z tym osłabienie waluty będzie korzystne tylko jeśli tego typu import nie odgrywa dużej roli w ogólnym bilansie importowym. Inaczej to co zyskamy na większej konkurencyjności produktu końcowego, stracimy na konieczności importu droższych komponentów potrzebnych do jego wytworzenia. Dlatego dużo korzystniejsze jest podnoszenie konkurencyjności przedsiębiorstw poprzez zwiększanie innowacyjności, obniżanie podatków i kosztów pracy, a także rozbudowę infrastruktury.

Ponadto, jeśli nawet uda się wyliczyć optymalny kurs walutowy, należy tak przeprowadzać interwencje na rynku, aby pozostały one możliwie jak najmniej zauważone przez kraje wobec których walut chcemy osłabić złotówkę. Aby Polska mogła z powodzeniem prowadzić wojny walutowe musi zatem posiadać bardzo kompetentnych pracowników w NBP, Ministerstwie Finansów oraz Rozwoju. Muszą oni ciągle analizować swoje posunięcia, posługiwać się zaawansowanymi narzędziami analitycznymi oraz balansować na krawędzi odpowiedzi ze strony innych państw.

Gdyby równolegle do działań RP, inne kraje zaczęły osłabiać swoje waluty względem PLN, nasze działania utraciłyby sens. Wreszcie, do prowadzenia takiej polityki przydatny jest sprawnie działające MSZ oraz wywiad. Instytucje te mogą dostarczać wyprzedzających informacji dotyczących odbioru naszych posunięć w innych krajach oraz prowadzonej przez nich polityki monetarnej. Co więcej, służby mogą podjąć działania mające na celu ukrycie działań NBP (części interwencji na rynku walutowym mógłby np. dokonywać niejawnie współpracujący z wywiadem zagraniczny fundusz hedgingowy). Mamy wątpliwości, czy obecny poziom organizacyjny naszych instytucji oraz ich kadry są zdolne do prowadzenia tak złożonych działań.

Największym zagrożeniem związanym z wojnami walutowymi z punktu widzenia RP jest ich eskalacja na niekorzyść Polski. Mogłoby to skutkować wprowadzeniem rozmaitych taryf, barier i limitów. Przy obecnej zdolności do oddziaływania gospodarczego i dyplomatycznego Warszawy, takie restrykcje byłyby zapewne skonstruowane w sposób dla nas niekorzystny. Dodatkowo równoczesne uwikłanie się wielu państw w działania dewaluacyjne mogłoby w dłuższej perspektywie spowodować kryzys gospodarczy. Firmy funkcjonujące w krajach tracących na wojnach walutowych ucierpiałyby na skutek utraty rynków zbytu. To z kolei przełożyłoby się na ograniczenia produkcji, zwolnienia, bankructwa i recesje. Kraje nimi dotknięte mogłyby po pewnym czasie być zmuszone do ograniczenia kupna Polski produktów z uwagi na zmniejszoną siłę nabywczą. Dlatego wojna walutowa może przynieść korzyści danemu krajowi tylko jeśli mniejsza grupa aktorów próbuje w ten sposób „przechytrzyć” pozostałe kraje i „oszukać system”. Inaczej wojny walutowe są wzajemnie destrukcyjne i trudne do wygrania.

Jeśli chcemy jednak zachować możliwość prowadzenia takich starć w celu pobudzenie PKB poprzez eksport nie należy również wchodzić do strefy euro. Polskie towary wyceniane w tej walucie byłyby zapewne droższe i mniej konkurencyjne. NBP utraciłoby też możliwość manipulacji kursem złotówki w celu ożywienia wymiany handlowej. W przypadku braku innych działań gospodarczych odbiłoby się to negatywnie na PKB. Podkreślamy, że nie przesądzamy przy tym o całościowej zasadności przystąpienia do strefy Euro. Jest to decyzja strategiczna, a przy jej podejmowania należy rozważyć zarówno czynniki gospodarcze jak i polityczne. Kraje, które przyjęły w ostatnim czasie europejską walutę doszły zapewne do wniosku, że korzyści polityczne przewyższają ewentualne straty gospodarcze z tego tytułu.

W obecnej sytuacji instytucjonalno-gospodarczej prowadzenie przez Polskę wojen walutowych na użytek wewnętrzny może przynieść pewne ograniczone korzyści dla rozwoju gospodarczego państwa. Jednak wykorzystanie pełnego potencjału polityki monetarnej, w szczególności do oddziaływania na sytuację w innych państwach wymaga natychmiastowej poprawy zaplecza instytucjonalnego dla takich działań. W przeciwnym razie eskalacja wojen walutowych może przynieść negatywne skutki dla polskiej gospodarki.

W kolejnych wpisach postaramy się przybliżyć inne zagadnienia z zakresu geoekonomii. Zostańcie z nami.

2 thoughts on “Wojna walutowa. Na czym polega, jakie są jej przyczyny i czy Polska ma szanse ją wygrać?

  1. Ostatnio sporo dzieje się na blockchainie… i to rodzi pytanie czy można się spodziewać jakiś wojen kryptowalutowych?

    1. Temat na pewno ciekawy, ale nie śledziliśmy tak dokładnie blockchaina w ostatnim czasie, aby pokusić się o rzeczową odpowiedź. Intuicja podpowiada jednak, że wojny walutowe mogą zostać przeniesione raczej na grunt powstających elektronicznych walut, bo to one będą funkcjonować pod nadzorem państwa. Co do rynku krypto, raczej spodziewalibyśmy się jego regulacji i manipulacji niż wojen walutowych w takim sensie, jak zostało to opisane w tekście.

      PS: sorry, że tak długo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top