Trudności w działaniach sił specjalnych wiążące się realizacją tzw. operacji typu “low profile”

Izraelska jednostka Mistaarvim

Nastąpił mały “fuck-up” w ostatnim newsletterze – kolega, który dokonywał ostatecznej edycji tekstu cierpi na deficyt snu i “nie ogarnął”, że pewne fragmenty wkleił dwa razy. Sorry, następnym razem tekst sprawdzi jeszcze druga para oczu! Dla Waszego komfortu czytania, publikujemy więc na blogu tą część felietonu, w której występowały błędy (reszta pozostanie tylko dla subskrybentów ;)).

Fragment, w którym pojawiły się powtórzenia stanowił odrębną całość i dotyczył operacji sił specjalnych typu “low profile”. Uchodzą one za jedną z najtrudniejszych form pracy i charakteryzują się tym, że operatorzy starają się w jak największym stopniu “wtopić” w otoczenie i pozostać niewykrytym dla osób postronnych. W Izraelu tego typu działaniami zajmują się wyspecjalizowane formacje, tzw. Mista’arvim.

Podążając za światowym trendem polegającym na coraz większej zbieżności pomiędzy działaniami sił specjalnych i służb wywiadowczych, polskie jednostki również eksperymentują z operacjami typu “low profile”. Wymagają one jednak zupełnie innego podejścia organizacyjnego, co postaramy się Wam przybliżyć na przykładzie pewnej izraelskiej operacji…

Operacja izraelskich Mista’arvim

– Dobra, proszę wejść do środka. – machnął strażnik na „checkpoincie” w Strefie Gazy i zaprosił kilku pasażerów zatrzymanego samochodu na przesłuchanie.

Wtedy nagle jeden z nich rzucił się na wartownika z pięściami. Umożliwił tym ruchem sięgnięcie koledze po ukrytą w pojeździe broń. Rozpoczęła się strzelanina. W jej wyniku zginęło siedmiu Palestyńczyków i jeden Izraelczyk. Rząd w Jerozolimie ujawnił niedawno tożsamość poległego. Okazało się, że należał on prawdopodobnie do jednej z jednostek specjalnych typu Mista’arvim.

Wspomniane formacje specjalizują się w przeprowadzaniu operacji typu „low profile” na terenach Palestyny. Ich znakiem rozpoznawczym jest to, że operatorzy starają się w jak największym stopniu wtopić w miejscową ludność. Ma to uniemożliwić ich wykrycie przez jak najdłuższy czas, a także przedostanie się w pobliże celu w sposób skryty. Dobrze widać to w poświęconym Mista’arvim serialu „Fauda”.

Podczas wspomnianej przez nas na początku tekstu operacji, Izraelczycy ubrani byli więc po cywilnemu i poruszali się popularnym modelem samochodu, aby upodobnić się do „lokalsów”. Ich zadaniem było zainstalowanie i zakamuflowanie w wyznaczonym miejscu wrażliwej technologii (prawdopodobnie mającej na celu pozyskiwanie i przesyłanie danych dla celów wywiadowczych).

Na jednym z checkpointów członkowie Hamasu zatrzymali do kontroli pojazd, w którym podróżowali Mista’arvim. Dłuższa rozmowa nie rozwiała jednak podejrzeń palestyńskich bojowników. Postanowili oni zabrać zatrzymanych na przesłuchanie. Aby uniknąć rozdzielenia, Izraelczycy zdecydowali się wtedy zlikwidować strażników i ratować ucieczką.

Dzięki silnemu wsparciu ogniowemu ze strony lotnictwa i czołgów, żołnierzom sił specjalnych udało się dotrzeć do punktu ewakuacyjnego, skąd zabrał ich śmigłowiec. Pokazuje to jednak jak skomplikowane i ryzykowne jest prowadzenie działań typu „low-profile”. Często uznawane są one więc „w branży” za jedną z najtrudniejszych form pracy.

Rozwój zdolności do prowadzenia operacji typu “low profile” przez polskie jednostki

Aktywność Mista’arvim ilustruje ponadto obserwowany od pewnego czasu trend polegający na konwergencji działań sił specjalnych i instytucji wywiadowczych. Komórki wyspecjalizowane w działaniach typu „low profile” zaczęły więc rozwijać w swoich strukturach także polskie jednostki specjalne.

Wdrażanie w życie nowych pomysłów w rodzimym sektorze bezpieczeństwa zbyt często odbywa się jednak w sposób chaotyczny i/lub na zasadzie „Amerykanie to mają to będziemy mieć i my.” Na przykładzie wspomnianej operacji w Strefie Gazy zastanówmy się więc nad kluczowymi czynnikami, które decydują o powodzeniu misji prowadzonych w formie „low profile”.

Izraelskie jednostki typu Mista’arvim posiadają przede wszystkim ściśle określone specjalizacje, a ich operatorzy przygotowywani są do wykonywania zadań na konkretnych terenach zamieszkanych przez Arabów, a w szczególności Palestyńczyków. Stawiane są więc przed nimi precyzyjne i warunkowane potrzebami państwa cele.

Z kolei polskie Wojska Specjalne dryfują pod tym względem gdzieś pomiędzy przygotowywaniem się do operacji w stylu Iraku i Afganistanu, rozmaitymi misjami typu Military Assistance (szkolenie “lokalsów”), a mglistym wykorzystaniem „specjalsów” w ramach konfliktu symetrycznego. W tym ostatnim zakresie wyobrażenie zewnętrznych dowódców nie zawsze pokrywa się ponadto z wizją samych operatorów.

Tłumaczy to częściowo przyczynę, dla której pomysł przygotowywania się do działań typu „low profile” na poziomie poszczególnych jednostek, nie jest skorelowany z równoległym wprowadzaniem odpowiednich regulacji prawnych. Są one jednak niezbędnym czynnikiem umożliwiającym swobodne prowadzenie tego typu operacji.

Operacje typu “low profile” wymagają odrębnych kompetencji i przygotowania

Członkowie izraelskich formacji Mista’arvim stanowią ponadto szczególny typ wojowników. W ich rekrutacji bierze się pod uwagę pochodzenie, wygląd, czy predyspozycje lingwistyczne. W trakcie szkolenia duży nacisk położony jest bowiem na naukę języka arabskiego, a także tamtejszych zwyczajów, aby operatorzy mogli jak najlepiej „wtopić” się w tłum.

W polskich jednostkach nadal obowiązuje z kolei moda na tzw. „kosiora”, którego wyróżnia ponadprzeciętna muskulatura, fryzura „złojebcy”, groźna mina oraz „taktyczna elegancja”. Na tą ostatnią składają się spodnie-bojówki, plecak/nerka/torba z systemem MOLLE i koszulka termoaktywna. Do tego tatuaże, najlepiej as pik w widocznym miejscu, żeby nie było wątpliwości.. 😉

O ile nie ma to żadnego znaczenia w przypadku większości operacji specjalnych to przy okazji działań „low profile” zespół złożony z samych „kosiorów” będzie miał trudności z wtopieniem się w otoczenie. I polski sektor bezpieczeństwa zna już przypadki, w których takie działanie skutkowało fiaskiem danej operacji, bo “lokalsi” z kilometra widzieli, że z tymi gośćmi “coś jest nie tak”.

Częściową próbą rozwiązania tego problemu miało być w pewnym momencie pojawienie się w różnych formacjach kobiet. W praktyce koedukacja wygląda jednak różnie i nie jest pozbawiona wyzwań 😉 Często kończy się też tym, że „my sobie, a one sobie”.

Operacje „low profile” wymagają ponadto specyficznego doboru sprzętu. Spójrzmy więc jak to wygląda w polskich jednostkach. Weźmy np. pojazdy służbowe. Na stanie są na ogół suvy, furgony, pickupy… obowiązkowo w jakimś „komandoskim” kolorze, czyli czarny, zielony lub coś pomiędzy. Czyli raczej “high” niż “low profile”.

“Dear Watson, we need a plan!”

Brak możliwości zabrania ze sobą i założenia na siebie całego szpeju, który w innych warunkach chroniłby operatora i zapewniał mu dodatkowe wsparcie (balistyczne, ogniowe, logistyczne, itd.) jest ponadto jednym z czynników, który podnosi ryzyko operacji. A że takich czynników jest wiele, wymaga to bardzo szczegółowego planowania.

Pożądana jest więc przede wszystkim kreatywność w trakcie ustalania, co może pójść nie tak, oraz jak można temu przeciwdziałać, niwelować ryzyko, a w razie tzw. „fuck-upu” – zmniejszyć ewentualne straty. Należy drobiazgowo opracować każde potknięcie w trakcie poszczególnych etapów działania – infilu, przemieszczania się, wykonywania zadania, i wreszcie exfilu.

Dlatego za niewielkim izraelskim zespołem operującym w terenie stał zapewne rozległy zespół specjalistów, wchodzących w skład sztabu. W polskich jednostkach komórki te zbyt często traktowane są jednak nieco „po łebkach”. W skrajnych wypadkach zdarza się tak, że pracujący tam ludzie przypominają raczej członków programu „rodzina na swoim”, gapiących się bezmyślnie w ekran.

Aby pracujący w sztabie ludzie mogli właściwie wykonywać swoje zadania powinni oni zaś rozumieć, co dokładnie robią w danej chwili zespoły terenowe (bojowy, obserwacyjny, wsparcia ogniowego, etc.). Zrozumienie to wynika natomiast z własnego doświadczenia zdobytego „w polu”, albo z długoletniej współpracy w ramach innych operacji i na wspólnych szkoleniach.

Od komórek sztabowych wypadałoby więc wymagać analogicznych standardów do tych, które obowiązują w „szturmie”. Częściowo winien jest temu system rekrutacyjny, który w przypadku komórek wsparcia stanowi po prostu nieco „lajtowszą” wersję selekcji do zespołów bojowych. Sprawdzana jest więc „fizyka”, ale już niekoniecznie umiejętności specjalistyczne.

Podobnie jest z systemem szkolenia. Trafiając do pionu bojowego, przyszły operator może liczyć na starannie przygotowany kurs podstawowy i szereg rozmaitych szkoleń, podczas których nabędzie wszystkich niezbędnych umiejętności. W przypadku pionów wsparcia, proces ten już jednak tak dobrze nie wygląda i możliwości rozwoju są tam znacznie bardziej ograniczone.

Last, but not least. Izraelskie jednostki specjalne mogą liczyć na dobrą komunikację i rozwinięte systemy świadomości sytuacyjnej. Aby móc skutecznie neutralizować zagrożenie ze strony Hamasu w trakcie ucieczki, potrzebne było m.in. stałe łącze z dowództwem, precyzyjne namiary GPS oraz podgląd z dronów lub satelity.

Bezpieczna ewakuacja żołnierzy przy pomocy „śmigła” (które co do zasady będzie unikać poruszania się w terenie będącym pod ostrzałem wroga), wymaga ponadto stałego monitoringu trasy ucieczki, oraz wyznaczonych punktów ewakuacyjnych pod kątem ewentualnych niebezpieczeństw (i możliwości przeciwdziałania im). A wiadomo – różnie z tą technologią w Polsce bywa…

Czy na pewno Polska potrzebuje zdolności typu “low profile”?

Analiza przykładu izraelskiej operacji typu „low profile” pokazuje więc, że proces wdrażania nowych koncepcji w sektorze bezpieczeństwa powinien być poprzedzony staranną analizą zagrożeń, a także odpowiednim planem rozwoju poszczególnych zdolności.

W jakich krajach mogłyby ewentualnie operować polskie grupy “low profile? Na Wschodzie? W Afryce? Jeśli tak to wymaga to poważnego przygotowania językowego, kulturowego i ustanowienia odpowiednich regulacji prawnych.

Jakiego typu operacje miałyby ponadto prowadzić tego typu jednostki? Pełne spektrum operacji specjalnych, czy ich zadania polegałyby raczej na prowadzeniu rozpoznania na potrzeby innych formacji i/lub pozyskiwania danych wywiadowczych? Jeśli tak, to czy nie lepiej byłoby wytypować jedną strukturę, która będzie za to odpowiedzialna, zamiast działać na zasadzie “każdy sobie”?

Poza tym…, zdaje się że została już utworzona jednostka, która w początkowych założeniach miała właśnie zajmować się pozyskiwaniem informacji na potrzeby działań innych formacji. Jeśli więc “system” nadal w tym zakresie nie działa to trzeba ją albo zreformować, albo rozwiązać. A może po prostu Polska nie potrzebuje ani własnych Mista’arvim, ani czegoś na kształt Intelligence Support Activity?

A to tylko początek “trudnych” pytań, na które należy znać odpowiedź zanim jeszcze rozpocznie się wdrażanie określonych rozwiązań. Pewne jest jedno – jeśli już coś robić, to porządnie. Operacje “low profile” nie powinny więc oznaczać, że “robimy to samo, tylko w cywilkach”.

Pamiętajmy też, że potrzeby RP w zakresie obronności charakteryzują się własną specyfiką. Należy więc unikać prostego kopiowania rozwiązań funkcjonujących w innych krajach. Stać nas na opracowanie własnych koncepcji. Czasem trzeba tylko po drodze skruszyć „beton” 😉

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Back To Top