Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej to element powiększania rosyjskiej strefy wpływów. Jakie są przyczyny kryzysu i jak można go rozwiązać?

Władymir Putin_powiększanie rosyjskiej strefy wpływów

Naszym zdaniem na obecny kryzys w relacjach na linii Warszawa-Mińsk należy spojrzeć w szerszym kontekście. Z perspektywy Moskwy wybuch protestów na Białorusi w 2020 roku jak i obecna sytuacja na granicy są elementami rywalizacji pomiędzy Rosją, a Zachodem. Wygląda również na to, że W. Putin uznał obecny moment za odpowiedni do przeprowadzenia ofensywy geopolitycznej. Jej wspólnym mianownikiem jest realizacja strategicznych interesów Kremla w Europie Środkowo-Wschodniej wobec słabnących wpływów USA w regionie.

Wieloletnie zaniedbania w służbach, wojsku i dyplomacji zawężają z kolei pole manewru i możliwości odpowiedzi RP. Postaramy się Wam to zilustrować na przykładzie pogłębiającego się od 2020 roku rozdźwięku w relacjach Polski z Białorusią. Pokażemy również jak prowadząc działania poniżej progu wojny Moskwa realizuje własne interesy, ponoszącprzy tym niskie koszty i minimalizując ryzyko eskalacji. Na koniec zaproponujemy możliwości rozwiązania obecnej sytuacji na granicy.

Btw: jeśli chcecie co tydzień otrzymywać od nas krótki komentarz dotyczący wydarzeń bieżących zapiszcie się na wysyłany przez nas co tydzień newsletter 😉

Naciski Rosji na uruchomienie Nord Stream 2 za pomocą szantażu gazowego

W 2021 roku europejskie gospodarki zaczęły systematyczne wychodzić ze spowolnienia, którego przyczyną była pandemią COVID-19 i obowiązujące w poszczególnych krajach lockdown’y. Spowodowało to wzrost zapotrzebowania na surowce energetyczne. W październiku cena importu gazu do UE osiągnęła rekordowy poziom, plasując się na poziomie pięciokrotnie wyższym niż rok wcześniej.

Rozwiązaniem sytuacji mogłoby być zwiększenie importu LNG z USA, zwłaszcza że w ostatnich latach doszło do rozbudowy infrastruktury pozwalającej na dostawy gazu skroplonego na Stary Kontynent. Wysoki popyt globalny uniemożliwia jednak zwiększenie importu ze Stanów Zjednoczonych. Co robi więc W. Putin w sytuacji, w której uzależnienie UE od rosyjskiego gazu sięga niemalże 50%?

Ogranicza dostawy gazu do UE, co doprowadza do kryzysu na rynku energetycznym UE. Gazprom zmniejsza przesył błękitnego paliwa poprzez system tranzytowy przebiegający przez terytorium Polski i Ukrainy. Co więcej, rosyjski koncern odmówił zwiększenia dostaw do Europy w pierwszym półroczu 2022 roku, co może oznaczać, że apogeum trudności jeszcze przed nami.

Powód? Wywarcie nacisku na UE w sprawie jak najszybszego uruchomienia Nord Stream 2. Może się to przeciągnąć z uwagi na fakt, że prowadzący proces certyfikacji niemiecki regulator musi wysłuchać stanowisk wielu zainteresowanych stron, a już wiadomo, że nieprzychylną opinię (i słusznie!) wyraziła m.in. polska spółka PGNiG.

Działania Kremla nakierowane są również na wciągnięcie Niemiec w trwałą zależność surowcową od Rosji. Utrudniłoby to reagowanie Berlina na zwiększające się wpływy Moskwy na wschodniej flance NATO i w krajach leżących pomiędzy sojuszem, a Federacją Rosyjską. Służyć temu ma również przymuszenie państw europejskich do powrotu do długoterminowych kontraktów na dostawy gazu, które hamują rozwój regionalnego rynku surowców energetycznych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Spowolnienie prozachodnich reform w Mołdawii

W. Putin zaplanował również „ciosy” wymierzone w poszczególne kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W październiku Gazprom ograniczył dostawy gazu do Mołdawii i zagroził całkowitym ich wstrzymaniem w grudniu. Pozbawiony alternatywy Kiszyniów zmuszony był podpisać nową, pięcioletnią umowę mającą zabezpieczyć kraj w dostęp do błękitnego paliwa.

Porozumienie zablokuje na przynajmniej kilka lat, planowaną reformę uniezależniającą mołdawski rynek energetyczny od Rosji. Jest to więc świadome posunięcie Kremla wymierzone w prozachodnie aspiracje rządu Mołdawii, których dynamika zwiększyła się po objęciu przez Maię Sandu urzędu prezydenta. Pod koniec 2020 roku pokonała ona w wyborach dotychczasową głowę państwa – Igora Dodona, uznawanego za sprzyjającego interesom Rosji.

Co ciekawe, w negocjacje z Kiszyniowem zaangażowany był Dmitrij Kozak, który nie jest specjalistą od energetyki, a odpowiada w rosyjskiej administracji za wypracowanie rozwiązania politycznego w kwestii Nadniestrza. Może to oznaczać chęć wykorzystania przez Rosję uzależnienia surowcowego Mołdawii na rzecz negocjacji w sprawie uregulowania statusu wspomnianego regionu, znajdującego się obecnie pod kontrolą Kremla.

Próba rozwiązania kwestii Donbasu na linii Rosja-USA i bez udziału Ukrainy

Poprzez zmniejszenie tranzytu gazu do Europy przez terytorium Ukrainy, Rosja dąży do zwiększenia wpływów energetycznych w tym kraju lub całkowitego pozbawienia Kijowa dochodów z tego tytułu. Jednocześnie w ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z serią spotkań pomiędzy V. Nuland (obecna podsekretarz stanu i była specjalna wysłanniczka USA ds. konfliktu na Ukrainie) i D. Kozakiem (zastępca szefa administracji prezydenta Rosji, odpowiedzialny za politykę wobec Ukrainy) w sprawie uregulowania statusu Donbasu.

Administracja Bidena zaakceptowała najprawdopodobniej rosyjskie stanowisko sugerujące, że podstawą rozwiązania sporu powinny być porozumienia mińskie, a Donieck i Ługańsk powinny otrzymać „specjalny status”. Taka perspektywa jest skrajnie niekorzystna dla Ukrainy. Oznacza bowiem akceptację USA dla braku wycofania rosyjskich sił z Donbasu i otwarcie drogi do usankcjonowania tego obszaru jako kontrolowanego przez Moskwę.

Uniemożliwiłoby to rządowi w Kijowie efektywne administrowanie krajem i przekreśliło jego prozachodnie aspiracje. Rosja wstrzymała również eksport węgla na Ukrainę i przerwała jego dostawy z Kazachstanu, co miało częściowo ograniczyć niedobory surowca. Moskwa utrudnia również zakupy energii elektrycznej przez Kijów, na który systematycznie zwiększa presję.

Dla porównania, diametralnie inne podejście Kreml wykazuje w stosunku do Bułgarii, na terenie której doszło do eksplozji gazociągu. W jej wyniku wstrzymano dostawy gazu do Rumunii, Serbii i na Węgry. Gazprom wyraził jednak wyjątkowo przychylne stanowisko i zgodził się na dodatkowe dostawy do Bułgarii po cenach zawartych w obecnym kontrakcie. Dlaczego? Prawdopodobnie po to, aby wesprzeć w nadchodzących wyborach przychylnego Moskwie prezydenta R. Radewa.

Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej to element rozszerzania rosyjskiej strefy wpływów

Na przykładzie innych działań Moskwy, widzimy więc, że jej polityka względem Mińska wpisuje się w szersze dążenia Rosji do odbudowy strefy wpływów w przestrzeni postsowieckiej, czyli jednego z głównych długofalowych celów polityki zagranicznej W. Putina. Terytorium Białorusi odgrywa dodatkowo kluczową rolę w kontekście rywalizacji z NATO, uzyskania przewagi wojskowej nad Polską i Ukrainą, oraz możliwości obrony Obwodu Kaliningradzkiego przez Rosję.

Dlatego Kreml dąży do jak najściślejszej integracji militarnej z Białorusią i uzyskania kontroli nad jej armią. Proces ten znacząco przyspieszył po wybuchu protestów w Mińsku w 2020 roku. Na przestrzeni ostatniego roku pogłębiono integrację operacyjną na szczeblu kompanii, utworzono trzy wspólne centra szkoleniowe (Grodno, Kaliningrad i Niżny Nowogród), rozlokowano na terenie Białorusi samoloty Su-30SM i zapowiedziano zakup przez reżym A. Łukaszenki systemów S-400.

Wszystko to oznacza de facto powolną, „miękką” aneksję naszego wschodniego sąsiada przez Rosję. Natomiast eskalacja sytuacji na granicy polsko-białoruskiej z jednej strony jeszcze bardziej pogłębia izolację A. Łukaszenki na arenie międzynarodowej (pozbawiając go opcji manewru względem Kremla), a z drugiej może posłużyć jako „wymówka” do oficjalnego i stałego rozlokowania wojsk rosyjskich za wschodnią granicą RP.

Prawdopodobieństwo ataku zbrojnego na członka NATO, którym jest Polska jest jednak niewielkie. Dlatego najważniejszym celem ofensywy na granicy RP może być tak naprawdę Ukraina, której sytuacja wobec toczących się za jej plecami negocjacji na linii Moskwa-Waszyngton, pogłębiającej się presji energetycznej wzmocnionej dodatkowo okrążeniem militarnym stałaby się dramatyczna.

Wobec izolacji Białorusi w Europie, cele A. Łukaszenki i W. Putina stają się też coraz bardziej zbieżne. Ewentualne zniesienie sankcji UE poprawi sytuację gospodarczą Mińska, jak i odciąży skarbiec Kremla, którego elity nadal toczą dyskusje dotyczące ciężaru gospodarczego, jakim jest subsydiowanie Donbasu.

Działania Rosji pokazują również praktyczne konsekwencje słabnących wpływów USA w Europie. Przy jednoczesnym pogłębianiu się strukturalnych więzi na linii Berlin-Moskwa, powoli budzimy się więc w rzeczywistości, w której losy Europy Środkowo-Wschodniej decydują się w coraz większym stopniu w trójkącie USA-Niemcy-Federacja Rosyjska. Jednocześnie UE systematycznie wycofuje się z prowadzenia aktywnej polityki względem Ukrainy, Mołdawii, czy Białorusi przyzwalającym tym samym na integrację tego ostatniego kraju z Rosją.

Siłą rzeczy wzmacnia to pozycję Kremla we wspomnianej układance, który liczy że podobny scenariusz może udać się wcielić w życie również na Ukrainie i w Mołdawii. Dzieje się to w sytuacji, w której relacje pomiędzy Warszawą, a Waszyngtonem i Brukselą znajdują się w mniejszym, bądź większym kryzysie. Być może właśnie w tym kontekście należy rozpatrywać chaotyczne ruchy mające szybko zwiększyć potencjał obronny RP – ustawę o obronie Ojczyzny, zakup czołgów Abrams, czy ostatnie nabycie używanych pojazdów opancerzonych.

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej obnażył zaniedbania w sektorze bezpieczeństwa

Często mówi się o „lukach” w służbach, braku modernizacji, czy słabym funkcjonowaniu „mundurówki”. Rzadko kiedy wskazuje się jednak na bezpośrednie konsekwencje takiego stanu rzeczy. Zwróćcie więc uwagę, w jaki sposób zaniedbania uniemożliwiają zapobieganie kryzysom i zawężają pole manewru RP w polityce zagranicznej. Na przykładzie obecnej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, w oczy rzuca się zwłaszcza:

  • Niesprawny wywiad.
  • Nieefektywna dyplomacja.
  • Słabość aparatu analitycznego.
  • Zaniedbania w kwestii możliwości prowadzenia działań poniżej progu wojny.
  • Ograniczone środki monitorowania i oddziaływania na sferę informacyjną.
  • Opóźnienia w rozwoju zdolności cyber.
  • Wadliwy proces podejmowania decyzji.

Zacznijmy od wywiadu i dyplomacji. Źródłem obecnej sytuacji jest tak naprawdę moment wybuchu protestów na Białorusi w 2020 roku. Wydarzenie to zostało uznane przez służby i MSZ za rychły koniec A. Łukaszenki. To jednak wcale nie nastąpiło, a Rosja wykorzystała opór społeczny przeciwko władzy w Mińsku do zwiększenia presji integracyjnej na Białoruś. Tymczasem Polska, zamiast skupić się na powstrzymywaniu, albo przynajmniej spowalnianiu tego procesu, konsekwentnie próbowała doprowadzić do upadku A. Łukaszenki.

Błędnie oceniono przy tym zarówno możliwości oddziaływania RP na Białorusi jak i faktyczną sytuację w tym kraju. Dowodzi to braku wystarczającej liczby odpowiednio uplasowanych aktyw wywiadowczych, oraz słabych relacji dyplomatycznych z otoczeniem A. Łukaszenki i elitami w Mińsku. Zamiast deklarować nadchodzące zwycięstwo demokracji za naszą wschodnią granicą, należało poprzez sieć starannie budowanych latami kontaktów tłumaczyć białoruskiej opozycji brak poparcia Zachodu dla całkowitych przemian w tym kraju.

Można było również ustawić się w pozycji mediatora pomiędzy A. Łukaszenką, a społeczeństwem podkreślając przy tym zagrożenie ze strony rosyjskiej. Pozwoliłoby to np. zaproponować Białorusi pakiet pomocowy w zamian za częściowe i zapewne bardzo powierzchowne dopuszczenie osób z kręgów opozycyjnych do sprawowania władzy w Mińsku.

Za „dźwignię” nacisku na A. Łukaszenkę mogły też posłużyć działania Polski zapobiegające izolacji reżimu na arenie międzynarodowej. Jeśli RP chce rzeczywiście odgrywać w UE rolę kraju, który „zna i rozumie” Wschód to musimy dysponować tam rozbudowanymi strukturami dyplomatycznymi i wywiadowczymi. A robimy dokładnie na odwrót.

Odcinamy się od wszelkich relacji z Mińskiem i Moskwą, pozwalając jednocześnie naszym służbom wykazywać się „łatwymi” sukcesami, a dyplomacji „tanim PR”, które można łatwo „sprzedać na górze”. Zamiast tego należałoby np. wymagać od nich prawidłowych prognoz dotyczących obecnego kryzysu na rynku gazu w Europie. Posiadanie właśnie takich informacji wyprzedzających dostarcza bowiem atutów w rozmowach dyplomatycznych z partnerami w UE.

Skutkiem nieprzemyślanych działań eskalujących od 2020 roku napięcia w relacjach Mińsk – Warszawa jest wywołanie w A. Łukaszence pragnienia zemsty i całkowita izolacja jego władzy na arenie międzynarodowej. Presja sankcyjna tak naprawdę uderza jednak właśnie w społeczeństwo białoruskie, którego deklarowaliśmy przecież bronić. Nie pozostawia też reżimowi innego wyboru jak działania odwetowe mające zmusić UE do zniesienia restrykcji wobec Białorusi, a Rosji umożliwia pełzającą aneksję wschodniego sąsiada.

Nie zgadzacie się z tak cyniczną i pragmatyczną wizję? Jesteśmy w stanie to zrozumieć. Tylko przypomnijcie sobie co robiła w Polsce CIA i amerykańska dyplomacja w czasach Solidarności i schyłku PRL? Właśnie „kontrolowaną” rewolucję – trochę wsparcia dla opozycji, a trochę „dealowania” z komunistami. Równowaga sił pomiędzy ówczesnym ZSRR i Zachodem przemawiała przy tym znacznie bardziej na korzyść Polski niż ma to miejsce obecnie na Białorusi.

Rolą MSZ, a zwłaszcza służb jest zawsze stawanie po stronie interesów RP, a nie „dobra” czy narracji partii, która w danym momencie sprawuje władzę. Dlatego sytuacja na granicy polsko-białoruskiej ujawniła także słabość aparatu analitycznego w sektorze publicznym, o której pisaliśmy już szerzej tutaj. W momencie krytycznym osoby decyzyjne nie dostawały tych informacji, które powinni dostać, lecz te które chciały usłyszeć.

Sprawne służby przygotowują się na różne warianty rozwoju wydarzeń

Nawet trafne odczytanie sytuacji i prawidłowo prowadzone działania w stosunku do Białorusi mogły jednak zakończyć się niepowodzeniem. W. Putinem mógł np. wymóc na A. Łukaszencę „szturm” naszej granicy za wszelką cenę. W takiej sytuacji rolą analityków pracujących dla państwa jest przewidzieć taki rozwój wydarzeń na podstawie otrzymywanych z Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu Wojskowego, Straży Granicznej i MSZ informacji.

Wywołanie obecnego przesilenia na granicy wymagało wielomiesięcznego planowania, zaangażowania w proceder ogromnej liczby osób pracujących w białoruskich służbach, administracji, hotelach, liniach lotniczych, biurach podróży etc. Dobrze funkcjonujący aparat państwa po prostu powinien to przewidzieć, a następnie alarmować o konieczności uszczelnienia granicy, budowy muru i tymczasowych obozów dla migrantów, oraz obowiązku usprawnienia procedur azylowych/deportacyjnych.

Co więcej, działy analityczne służb powinny zawczasu przeprowadzić symulacje możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń i zaproponować utworzenie odpowiednich procedur reagowania w momencie wystąpienia kryzysu. Być może widząc przygotowania Polski do ofensywy migracyjnej, A. Łukaszenka odstąpiłby od wspomnianych działań, a jeśli nie to znacząco ograniczylibyśmy ich możliwe skutki. I tutaj znowu dały o sobie znać zaniedbania w sektorze bezpieczeństwa.

Na skutek wadliwego systemu podejmowania decyzji nie rozpoczęto działań wcześniej, a koordynacja pomiędzy służbami wywiadowczymi, MSZ i Strażą Graniczną zawiodła. W momencie wystąpienia kryzysu rolą sektora bezpieczeństwa powinno być natomiast stworzenie rządzącym jak najszerszych możliwości działania, niezależnie od podejmowanych przez nich decyzji.

Teoretycznie istnieje kilka możliwości rozwiązania kwestii migracji. Jednak gdy w kraju funkcjonują niesprawne procedury azylowe, „deportacje” migrantów wyglądają w ten sposób, że wystawia się ich „za bramę” ośrodka, a w Straży Granicznej brakuje funkcjonariuszy i sprzętu, możliwości zróżnicowanej reakcji na kryzys mogą wydawać się zawężone. Tym bardziej, że brakuje także miejsc w obozach dla ubiegających się o prawo do pozostania w Polsce.

Ograniczone możliwości odpowiedzi RP na działania poniżej progu wojny

Wygląda na to, że obecnie Polska przyjęła kurs na eskalację działań w stosunku do Białorusi. I znowu, można się z tym zgadzać lub nie, lecz należy dostarczyć decydentom możliwości manewru. Niestety, pomimo tego, że od lat „trąbi się” o nadejściu ery starć „hybrydowych”, widzimy że polskie możliwości operowania poniżej progu wojny są bardzo ograniczone i nie zostały odpowiednio rozbudowane.

Sprawny wywiad potrafiłby np. wykorzystać niechęć znaczącej części społeczeństwa białoruskiego do integracji z Rosją na rzecz wywołania protestów wymierzonych właśnie w „wielkiego brata”. Opozycjonistów należałoby z kolei przekonywać kanałami dyplomatycznymi, że znacznie większe zagrożenie niż A. Łukaszenka stanowi dla nich obecnie Kreml. Wobec firm partycypujących w transporcie migrantów można zastosować inne środki – szantaż i łapówki (brutalne, ale tak się właśnie prowadzi działania „hybrydowe”).

W Polsce sporo mówi się też o rosyjskiej propagandzie (i słusznie), ale niewiele robi się, aby z nią skutecznie walczyć. Czy kontrwywiad dysponuje np. systemami wykrywania „fake newsów” opartymi o sztuczną inteligencję? A co z możliwościami identyfikacji i tworzenia tzw. deepfake’ów? Czy posiadamy przy tym kanały informowania zachodnich partnerów i tamtejsze społeczeństwa o agresywnych działaniach Rosji?

Pożądanym byłoby również posiadanie profesjonalnej komórki zajmującej się dezinformacją. Sfałszowane zdjęcia satelitarne pokazujące napływ migrantów można byłoby np. dystrybuować w białoruskiej przestrzeni medialnej. Inspirowane przez RP ostrzeżenia zachodnich liderów opinii publicznej o zbliżającym się do granic UE kryzysie migracyjnym, można byłoby wykorzystać do wywarcia na Brukselę nacisków na udostępnienie środków finansowych na powstrzymywanie napływu ludzi.

Nie można również zapominać o działaniach w sferze cyber, polegających np. na kradzieży i upublicznieniu maili świadczących o przygotowaniach Białorusi do operacji wysyłania migrantów na wschodnią granicę RP. Zakładamy ponadto, że utrzymywane przez państwo za setki milionów PLN instytucje dysponują znacznie większą „wyobraźnią operacyjną” niż tacy hobbyści jak my? 😉

W jaki sposób można rozwiązać sytuację na granicy polsko-białoruskiej?

Działania takie jak obecny kryzys na granicy polsko-białoruskiej są obliczone na osiąganie celów strategicznych przy jednoczesnej minimalizacji ryzyka niepożądanej eskalacji. Takie ryzyko jednak istnieje. Czasem operacje wpływu okazują się po prostu nadzwyczaj skuteczne lub też kombinacja okoliczności geopolitycznych i sytuacji wewnątrz kraju będącego ofiarą agresji sprawiają, że sytuacja wymyka się spod kontroli.

Im dłużej trwa kryzys na granicy, tym większe istnieje więc ryzyko udanej prowokacji ze strony przeciwnika. Może ona zostać następnie wykorzystana jako powód do rozlokowania wojsk rosyjskich w pobliżu granicy z RP. Pamiętajmy, że ewentualna obecność sił zbrojnych FR może być wymierzona nie tylko w nasz kraj, ale przede wszystkim posłużyć do „przypieczętowania” rozpadu Ukrainy. Niestety, Polska posiada przy tym bardzo ograniczone możliwości odpowiedzi na działania Białorusi.

W naszym interesie jest więc ograniczenie chaosu, który pozwala Rosji realizować jej strategiczne interesy. Nie bez znaczenia jest również to, że przerzucając tak duże siły i środki na granicę zmniejszono poziom bezpieczeństwa wewnętrznego. Jeśli na stałe rozlokowano tam np. połowę sił kontreterrorystycznych, to kto będzie dokonywał zatrzymań lub odpowiadał na inne zagrożenia na terenie Warszawy (np. aktywnego strzelca)?

Uważamy więc, że sytuację na granicy należy deeskalować. Jak mogłoby to wyglądać? Jednym ze sposobów jest błyskawiczna zmiana przepisów azylowych, dających możliwość skrócenia takiej procedury w sytuacjach ekstremalnych (a z taką bez wątpienia mamy do czynienia) do 24h. Równolegle należałoby utworzyć tymczasowe obozy dla migrantów i rozwiązania logistyczne umożliwiające natychmiastowe odsyłanie tych osób do krajów pochodzenia (np. drogą lotniczą).

Wpuszczenie i natychmiastowe wydalenie większości migrantów poza UE pozwoliłoby rozładować największy napór na granicę i zmienić pozycję negocjacyjną Polski i Unii w rozmowach z Białorusią, które prędzej czy później nastąpią (z naszym udziałem lub bez). Dodatkowo, rozlokowanie w strefie przygranicznej Frontexu, międzynarodowych obserwatorów i akredytowanych dziennikarzy pozwoliłoby rozpocząć ofensywę informacyjną mającą na celu przekonanie Zachodu, że za działaniami Mińska stoi tak naprawdę Moskwa.

Pozwoliłoby to zminimalizować pole do działań dezinformacyjnych ze strony Rosji i Białorusi, zwłaszcza w sytuacji gdyby doszło do prowokacji z ich strony. Długofalowe rozwiązanie obecnej sytuacji na granicy leży zaś w jej uszczelnieniu, stworzeniu skutecznego mechanizmu deportacyjnego (czego sfinansowania powinniśmy domagać się od Unii) i działaniach dyplomatycznych. Przy pomocy Waszyngtonu i Brukseli należy wypracować z A. Łukaszenką kompromis, który powstrzyma napór migracyjny, podobnie jak uczyniono to swego czasu z Turcją.

Należy się ponadto spodziewać, że działania poniżej progu wojny w naszym bezpośrednim otoczeniu będą się nasilały. Dlatego uzyskany w powyższy sposób czas należy przeznaczyć na wzmocnienie zasobów sektora bezpieczeństwa:

  • Reformę sił zbrojnych. Zobaczmy np. jak słabe jest nasycenie Wojska Polskiego bezzałogowcami, które pomogłyby w monitorowaniu granicy.
  • Głęboką odnowę służb specjalnych, które powinny przeciwdziałać zagrożeniom.
  • Restrukturyzację MSZ w celu poprawy skuteczności polityki wschodniej.
  • Naprawę systemu podejmowania decyzji w administracji, która musi być w stanie odpowiednio reagować na działania poniżej progu wojny.

To właśnie wieloletnie zaniedbania w tych obszarach doprowadziły nas do punktu, w którym znajdujemy się obecnie. I to właśnie skuteczne połączenie tych czterech komponentów stanowi klucz do prowadzenia działań poniżej progu wojny, zwanych modnie „wojną hybrydową”.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

4 thoughts on “Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej to element powiększania rosyjskiej strefy wpływów. Jakie są przyczyny kryzysu i jak można go rozwiązać?

  1. (…)Dlatego Kreml dąży do jak najściślejszej integracji militarnej z Białorusią i uzyskania kontroli nad jej armią. Proces ten znacząco przyspieszył po wybuchu protestów w Mińsku w 2020 roku. Na przestrzeni ostatniego roku pogłębiono integrację operacyjną na szczeblu kompanii, utworzono trzy wspólne centra szkoleniowe (Grodno, Kaliningrad i Niżny Nowogród), rozlokowano na terenie Białorusi samoloty Su-30SM i zapowiedziano zakup przez reżym A. Łukaszenki systemów S-400.(…)
    Warto wspomnieć, że bodajże przedwczoraj w bliskiej okolicy naszej granicy z Białorusią zaczęły się loty strategicznych bombowców Tu-223M zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej.

    (…)Na skutek wadliwego systemu podejmowania decyzji nie rozpoczęto działań wcześniej, a koordynacja pomiędzy służbami wywiadowczymi, MSZ i Strażą Graniczną zawiodła.(…)
    Dodałbym jeszcze do tego grona policyjne wydziały zwalczania przestępczości zorganizowanej i terroru kryminalnego… z jednej strony Białorusini musieli mieć dogadanych niemieckich kierowców do odbioru migrantów, a z drugiej, zwłaszcza, na kilka miesięcy jeszcze przed porwaniem Pratasiewicza (pretekst do przekierowanie ruchu Belavii na kraje dające migrantów) stało się jasne, że klika Łukaszenki angażuje się w przemyt papierosów (link z lutrego… https://www.rp.pl/swiat/art287971-przemyt-papierosow-z-bialorusi-kierowany-przez-rezim-lukaszenki). A i swoją drogą w tym tłumie migrantów zapewne znajdzie się iluś kandydatów na gangsterów.

    (…)Im dłużej trwa kryzys na granicy, tym większe istnieje więc ryzyko udanej prowokacji ze strony przeciwnika.(…)
    Mi się wydaje, że gdyby Ruscy chcieli prowokacji to mogliby zrobić coś w stylu (…)Jak rozpętałem III wojnę światową(…) zwłaszcza, że potencjalnych Franków Dolasów uplasowali w tej okolicy już dziesiątki lat temu. Dodatkowe punkty za styl należałyby się za przynależność agenta do wysokiego szczebla narodowców.

      1. A propos sytuacji na granicy… właśnie w TV usłyszałem przerażające słowa posła DobrejZmiany, której brzmiał mniej więcej tak: (…)Czy Pan potrafi zatrzymać migrantów pokazująć Konstytucję?(…) – dla mnie to ma znaczy, że zatrzymanie tego naporu wymaga likwidacji praworządności na terenie przygraniczny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top