Siedem przemyśleń na temat pracy „przykrywkowców” na podstawie książki byłego policjanta Jurka „Zwierzaka”

Zwierzak_Praca Przykrywkowców

Ostatnio wpadła nam w ręce książka „Zwierzak. Spowiedź policyjnego przykrywkowca” autorstwa Mateusza Baczyńskiego i Janusza Schwertnera. Przyznamy na wstępnie, że cenimy głównego bohatera – Jerzego „Zwierzaka” Hybińskiego za profesjonalizm jakim odznaczał się podczas swojej pracy w Policji.

Zyskał on uznanieprzeprowadzając m.in.operację, w ramach której zmuszony był spędzić kilka miesięcy w więzieniu w celu rozpracowania grupy zajmującej się przestępczością gospodarczą. Było to jeszcze za czasów służby „Zwierzaka” w SB. Następnie pracował on w pododdziale AT, z którego to trafił do Centralnego Biura Śledczego. Pełnił służbę w Zarządzie Operacji Specjalnych, w ramach którego zajmował się infiltracją grup przestępczych „pod przykryciem”.

Zwierzak” był jedną z osób szkolących kolejną generację funkcjonariuszy zajmujących się przeprowadzaniem operacji specjalnych. Odchodząc z „firmy”, pozostawił po sobie wielu kolegów, którzy wspominają go jako stuprocentowego profesjonalistę. Dlatego z chęcią sięgnęliśmy po książkę Jurka napisaną wspólnie z dziennikarzami Onet.pl.

Z pewnością dla czytelników, którzy nigdy nie pracowali w służbach mundurowych będzie to wciągająca lektura. Odnajdą w niej wiele historii dotyczących szkolenia i pracy policyjnych „przykrywkowców”, a także ciekawe spostrzeżenia związane z bardzo głośnymi sprawami sprzed lat, takimi jak np. afera tzw. „łowców skór”.Nie będziemy jednak zamieszczać kolejnej recenzji opowieści „Zwierzaka”. Podzielimy się za to z Wami naszymi przemyśleniami dotyczącymi „przykrywek”, oraz niektórych zagadnień poruszonych w książce.

Realizm książki „Zwierzaka”

Wiele z publikacji autorstwa byłych funkcjonariuszy służb lub żołnierzy Wojska Polskiego jest mniej lub bardziej „podkoloryzowanych”. Historia Jurka pozytywnie wyróżnia się na tym tle. Jest de facto zapisem przebiegu jego służby i realizowanych spraw. W związku z tym, że „Zwierzak” przepracował z sukcesami wiele lat w elitarnych komórkach Policji, ma on do opowiedzenia sporo interesujących historii pochodzących z tamtego okresu.

Naszym zdaniem uzupełnienia wymagają jedynie trzy rzeczy. Po pierwsze, książka streszcza wiele lat pracy Jurka. Nie oddaje to rzeczywistego, znacznie wolniejszego tempa realizacji spraw, oraz masy „kwitów” jakie trzeba przy tym „wyprodukować”.

Po drugie, wyrażona przez „Zwierzaka” opinia dotycząca tego jakoby praca w Zarządzie Operacji Specjalnych uniemożliwiała osiągniecie stabilizacji i szczęścia rodzinnego jest… tylko opinią. Bez wątpienia służba w tej komórce wiąże się z pewnymi trudnościami, związanymi zwłaszcza z okresowymi wyjazdami i koniecznością zachowania realizowanych spraw w tajemnicy. Znamy jednak przynajmniej kilku „przykrywkowców”, którzy z powodzeniem pogodzili pracę z obowiązkami rodzinnymi.

Należy również podkreślić, że zajęcie któremu towarzyszy adrenalina, wystawne życie, alkohol i poczucie misji może być dla niektórych odskocznią od ewentualnych problemów w domu. Podobnie jest z operatorami jednostek specjalnych. Część z nich ma rzeczywiście nieuporządkowane życie rodzinne, lecz większość radzi sobie na tym polu bardzo dobrze. Być może istotniejszy wpływ na relacje osobiste osób trafiających do podobnych jednostek mają ich charaktery, a nie sama specyfika pracy?

Ostatnią rzeczą do jakiej można się „przyczepić” jest rzekome wykorzystanie prawdziwych narkotyków podczas szkoleń organizowanych dla „przykrywkowców” już po ukończeniu przez nich kursu podstawowego. W książce odnajdujemy następujący fragment:

Później pisało się z tego dokumentację. Byłem w takim miejscu, kupiłem to i to. Dołączało się do tego narkotyki i wysyłało się do danej komendy, na terenie której odbywaliśmy szkolenie.”

Być może jest to błąd dziennikarzy piszących książkę i wynikający z nieporozumienia w rozmowie ze „Zwierzakiem”. Jednak zarówno szkolenie jak i same działania Policji prowadzone w ramach Operacji Specjalnej, zawsze muszą znajdować oparcie w podstawie prawnej. W przypadku zakupu narkotyków jest nią art. 19a Ustawy o Policji, który reguluje tzw. zakup kontrolowany. Zgoda na jego dokonanie jest uzależniona od spełnienia szeregu rygorystycznych wymogów. Podczas szkolenia nie mogło być więc mowy o wdrożeniu wymienionej procedury.

Innymi słowy nabycie prawdziwych narkotyków przez funkcjonariusza podczas szkolenia wiązałoby się z narażeniem uczestników jak i organizatorów takiego kursu na zarzuty dyscyplinarne. Bardziej prawdopodobnym jest to, że dla celów szkoleniowych operator dokonywał „zakupu” cukru pudru lub proszku do pieczenia, pełniących rolę narkotyków. Sprzedającym był zaś pozorant, wcielający się w rolę handlarza.

Nie zgadzamy się też z opinią „Zwierzaka” dotyczącą handlu „prochami”:

Uwierzcie, wiem co mówię: to nie jest problem zlikwidować handel narkotykami w Polsce. Nawet jeśli są one do nas przerzucane z Kolumbii. Należałoby rozbić grupy, które obecnie działają na rynku, przeprowadzać uczciwe kontrole przepływu towaru, robić naloty w miejsca, o których wszyscy wiedzą, że są tam dragi. Proste jak konstrukcja cepa

Naszym zdaniem popyt na narkotyki jest obecnie tak duży, a ilość transportów tak wielka, że służby musiałyby dysponować wręcz niebotyczną ilością sił i środków, aby skutecznie ograniczyć ich przemyt. Większość udanych przejęć „towaru” jest opartych albo na szczęściu, albo na informacjach operacyjnych. Odpowiednie skontrolowanie wszystkich ładunków w celu wykrycia narkotyków jest niestety nierealne.

Ujawnienie metod pracy „przykrywkowców”

W 2019 r. Canal+ wyemitował serial dokumentalny w reżyserii Sylwestra Latkowskiego pt. „Przykrywkowcy. Podwójna gra”. Opowiadał on o kulisach infiltracji zorganizowanych grup przestępczych przez Policję. „Zwierzak”, oraz dwóch jego kolegów – „Romeo” i „Miami” szczegółowo omówili we wspomnianej produkcji rekrutację, szkolenie, oraz metody pracy „przykrywek”.

Szanujemy prawo funkcjonariuszy do dzielenia się swoimi wspomnieniami i wyrażania opinii. Uderzyła nas jednak wylewność z jaką byli operatorzy opowiadają o szczegółach metod stosowanych przez konkretną komórkę Policji w celu infiltracji grup przestępczych. „Romeo”, „Miami” i „Zwierzak” nie ograniczyli się do ogólnych sformułowań wyjaśniających, czym jest legenda, czy zespół zabezpieczający.

Poszli dwa kroki dalej: wyjaśnili szczegółowo w jaki sposób uwiarygadniali swoje tożsamości, nawiązywali kontakt z bandytami, oraz jakimi sposobami starano się zwiększyć stopień ich bezpieczeństwa podczas odbywania spotkań z przestępcami. Naszym zdaniem została przy tym przekroczona cienka czerwona linia polegająca na ujawnieniu metod pracy, które to powinny pozostać tajemnicą.

Nie są one co prawda niczym nowym i na dłuższą metę przynajmniej część z nich jest prawdopodobnie nie do ukrycia. Wynika to m.in. z:

  • Odtajniania archiwów służb.
  • Pracy historyków i dziennikarzy (opisujących m.in. dzieje słynnych szpiegów, takich jak Kim Philby).
  • Rozchodzenia się wiedzy w środowiskach przestępczych.
  • Publikacji książek na temat sposobów ochrony osób, czy taktyki działania sił specjalnych.

Osoby interesujące się wspomnianą tematyką mogą domyślać się, że metody pracy służb na całym świecie pozostają podobne od dziesięcioleci. Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy przypuszczeniem i rozproszeniem wiedzy pomiędzy różne źródła, a podaniem jej na talerzu w formie „abc metod pracy” konkretnego wydziału, posiadającego na dodatek wąską specjalizację.

„Zwierzak” opisuje w książce m.in. przeprowadzoną przez siebie infiltrację gangu Janusza Treli ps „Krakowiak”. Widać tam wyraźnie m.in. posiadanie przez niego trudno weryfikowalnej legendy (np. zamieszkanie w mieście innym niż to, w którym prowadzona jest operacja), sposoby nawiązywania kontaktu i zacieśniania relacji z figurantem, czy dążenie do zaimponowania przestępcom za pomocą rozrzutności w wydawaniu pieniędzy.

Naszym zdaniem tak szczegółowy opis metod pracy, przedstawiony jeszcze na konkretnych przykładach przyspiesza erozję skuteczności operacji specjalnych jako jednej z form pracy operacyjnej. Sprzyja ponadto pozyskiwaniu przez przestępców wiedzy dotyczącej słabych punktów policjantów pracujących pod „przykryciem”. Naraża to ich na niebezpieczeństwo. Dzięki ujawnionej wiedzy przestępcy będą wiedzieli np. na co zwracać uwagę „sprawdzając” osobę, która pojawiła się w otoczeniu danej grupy.

Nieprzemyślane decyzje dot. polityki kadrowej w służbach obniżają poziom bezpieczeństwa państwa

W tym miejscu należy sobie zadać pytanie, dlaczego „Zwierzak” zdecydował się na ujawnienie metod pracy „przykrywkowców”? Naszym zdaniem kierowała nim złość związana z odebraniem mu większości otrzymywanej przez niego emerytury. Źródłem tego była ustawa dezubekizacyjna z 2017 roku, która pozbawiła funkcjonariuszy mających za sobą epizod pracy w SB, znacznej części przysługujących im świadczeń. Jerzy odchodził ze służby posiadając bardzo wysoki stopień, oraz maksymalne dodatki do pensji, co spowodowało że różnica w emeryturze, którą otrzymywał przed wejściem w życie wspomnianej ustawy, a pobieranymi obecnie świadczeniami jest na pewno drastyczna.

„Zwierzak” przeszedł pozytywnie weryfikację funkcjonariuszy SB, przeprowadzoną w początkach istnienia III RP. Zgadzamy się, że była ona wadliwa, ale obecnie jest już za późno na naprawę tych błędów. W poważnym państwie musi istnieć odpowiedzialność za podejmowane decyzje i ciągłość prowadzonej polityki. Jerzy przepracował ogromną większość swojej kariery w powstałej już w czasach III RP – Policji. Jeśli państwo korzystało z jego pracy przez wiele lat, oferując w zamian określone warunki zatrudnienia i świadczeń emerytalnych, to nie może teraz jednostronnie wywracać tej umowy do góry nogami i pozbawiać ludzi nabytych przez nich praw.

Dużo logiczniejszym pomysłem byłoby odebranie byłym funkcjonariuszom SB praw emerytalnych naliczanych za okres pracy spędzony w komunistycznych strukturach. Naszym zdaniem, sprawa “Zwierzaka” wpisuje się jednak w szersze zjawisko, polegającego na odchodzeniu ze służby funkcjonariuszy mających uzasadnione poczucie niesprawiedliwości jaka dotknęła ich ze strony kierownictwa poszczególnych formacji. W niektórych przypadkach jej źródłem są obniżki świadczeń emerytalnych. Aczkolwiek coraz większej ilości sytuacji, przyczyną są konflikty osobiste.

Tak było np. w opisywanym przez nas jakiś czas temu sporze w strukturach CPKP „BOA”. Skutkiem postawienia kilku funkcjonariuszy „pod ścianą” przez kierownictwo jednostki było to, że kierując się żalem i chęcią zemsty ujawnili oni prawdopodobnie dane jednego ze swoich byłych kolegów, biorącego udział w zabezpieczaniu jednego z marszy „Strajku Kobiet”. Potępiamy takie działanie, lecz jednocześnie nie możemy przymykać oczu na to, że rolą osób piastujących stanowiska kierownicze w służbach powinno być wygaszanie sporów wewnętrznych, a nie ich eskalacja i dążenie do upokorzenia funkcjonariuszy. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo informacyjne państwa nakazuje rozstawanie się z osobami, posiadającymi dostęp do bardzo newralgicznych informacji w przyjaznej atmosferze.

Vendetta funkcjonariuszy
Słynna firma McKinsey dąży do tego, aby jej byli pracownicy pełnili funkcję “ambasadorów marki”. Takie podejście jest obce w polskich służbach, które często traktują odchodzących pracowników jak wrogów.

Wykorzystywanie Funduszu Operacyjnego w służbach

Zaciekawił nas również fragment, w którym „Zwierzak” opowiada o wykorzystywaniu funduszu operacyjnego:

Na co można, to bierze się paragony, a resztę opisuje się w oświadczeniach finansowych z operacji. Wtedy to faktycznie polega na zaufaniu, ale nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją, żeby ktoś w trakcie operacji opierdolił ojczyznę na jakieś dwieście złotych

Prawda jest taka, że praktycznie w każdej służbie na którymś etapie doszło do przynajmniej jednego incydentu, który budził wątpliwości w zakresie wykorzystania środków z funduszu operacyjnego. Policyjne “przykrywki” nie są pod tym względem wyjątkiem. Zwykle jednak dąży się do wyciszenia tego typu spraw. Naszym zdaniem dużo istotniejsze jest jednak to, że nie wyciąga się z nich wniosków.

Efektem wykrycia nieprawidłowości lub pojawienia się wątpliwości w wykorzystaniu środków pochodzących z Funduszu Operacyjnego jest z reguły zwiększenie ilości “kwitów”, które należy wypełnić przy okazji rozliczania wydatków. Obecna biurokracja rozrosła się wręcz do niebotycznych rozmiarów. Czy zlikwidowano w ten sposób nadużycia? Nie. Czy zmniejszono efektywność działania funkcjonariuszy? Tak.

Dlatego uważamy, że pracownikom należy po pierwsze zaufać i umożliwić skuteczną pracę. Pamiętajmy, że osoby trafiające do elitarnych komórek Policji, czy służb specjalnych są poddawane drobiazgowej weryfikacji. W przeważającej części są to również jednostki wyróżniające się na tle społeczeństwa swoją uczciwością. Przypadki nieprawidłowości w wydatkowaniu funduszu, czy kradzieże pieniędzy są wśród szeregowych funkcjonariuszy operacyjnych bardzo rzadkie.

Dlatego zwiększanie ilości „kwitów” nie prowadzi do realnego rozwiązania problemu nadużyć. Jest za to wygodnym sposobem dla kadry zarządzającej na odepchnięcie od siebie odpowiedzialności i pozorne zajęcie się sprawą. Skutkiem takiego działania jest to, że ogromna większość uczciwych pracowników musi borykać się z uciążliwą biurokracją. Natomiast niewielki odsetek osób dopuszczających się oszustw i tak zna „system” na tyle, aby wiedzieć jak go oszukać, pomimo zwiększonej ilości formalności.

W związku z tym, dużo lepszym rozwiązaniem byłoby chociażby wprowadzenie elektronicznego systemu monitorowania wydatków i przyznanie funkcjonariuszom kard kredytowych/debetowych przypisanych do danej sprawy. Osoby odpowiedzialne za finanse w każdej chwili miałyby wgląd w sposób wydatkowania funduszy i mogłyby je kontrolować, oraz zgłaszać wątpliwości.

W takich przypadkach dopuszczalnym byłoby poddanie funkcjonariusza badaniu wariografem dotyczącym tylko i wyłącznie wydatkowania przez niego środków pochodzących z funduszu operacyjnego. Spowodowałoby to, że testy przebiegałyby szybko i sprawnie. W przypadku potwierdzenia się zarzutów, sprawa przekazywana byłaby do komórki zajmującej się nadzorem wewnętrznym.

Zachodnie” nie oznacza automatycznie lepsze

W książce przewija się również niezwykle interesująca postać Tomasza „Wrzaskuna” Warykiewicza. To właśnie on i Adam Rapacki sformułowali nowatorski pomysł powołania w ramach polskiej Policji jednostki „przykrywek”. Stworzyli następnie odpowiednie przepisy i zwrócili się o pomoc w budowie nowych struktur do Anglików. W ramach współpracy przeszli szkolenie, któremu poddawani się kandydaci na „przykrywkowców” na Wyspach Brytyjskich, oraz partycypowali w prowadzonych tam operacjach. Niedługo po tym, Warykiewicz i Rapacki rozpoczęli przeszczepianie funkcjonujących za granicą rozwiązań na polski grunt.

Nie kopiowali jednak obowiązujących w UK rozwiązań „na ślepo”, co jest dosyć częstą przypadłością w rodzimym sektorze bezpieczeństwa. Po upadku PRL chciano tak bardzo zbliżyć się do NATO i UE, że adaptowano wiele z obowiązujących tam rozwiązań nie patrząc na to, czy przystają one do uwarunkowań, panujących nad Wisłą, czy też nie. „Zachodnie” stało się synonimem „lepszego”. Prekursorzy polskich „przykrywek” inspirowali się natomiast pracą Anglików, lecz nie wahali się zmodyfikować ich metod, tam gdzie uważali to za stosowne.

Jednym z przykładów takiego działania jest stworzenie dedykowanych zespołów zabezpieczających pracę operatorów przenikających do struktur przestępczych. Anglicy wykorzystywali najczęściej jako zabezpieczenie żołnierzy sił specjalnych SAS, oddelegowanych do służby w 14 Kompanii Wywiadowczej. Była to legendarna jednostka, która wsławiła się m.in. walką i rozpracowywaniem IRA.

Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, selekcji i szkoleniu, polski personel wspierający pracę „przykrywkowców” był lepiej przystosowany do pełnienia swojej roli niż ich zachodni koledzy, którzy nie posiadali tak wąskiej specjalizacji. Była to innowacyjna koncepcja, która nie istniała w żadnym innym kraju w Europie. Zwiększała jednak zarówno bezpieczeństwo operatorów jak i szanse powodzenia prowadzonych operacji.

Pokora jest niezbędnym składnikiem pracy pod przykryciem

Na uwagę zasługuje jednak nie tylko innowacyjność pomysłów „Wrzaskuna”. Wydawał się on człowiekiem wręcz idealnie skrojonym do pracy „pod przykryciem”. Był inteligentny, elokwentny, odważny i znał do tego język angielski na poziomie, który umożliwiał mu wręcz udawanie w prowadzonych przez niego operacjach obywatela UK. Warykiewicz był jednocześnie bardzo sprawny fizycznie, co wynikało m.in. z tego, że trenował sporty walki. „Zwierzak” pisze o nim w książce tak:

Kiedyś jeden z twórców przykrywek w Polsce Tomasz Warykiewicz pseudonim „Wrzaskun” zapytał nas na zajęciach, co oznacza skrót PPP. Wszyscy w sali odpowiedzieli chórem: „Policjant Pod Przykryciem!”.

Odpowiedział: „Nie! Pokora, Pokora, Pokora!”. Nie grajcie przed figurantami cwaniaków, bo nie jesteście u siebie tylko na ich terenie.”

“Wrzaskun” miał całkowitą rację. Tym bardziej, że sam nie ustrzegł się w swojej karierze błędu związanego z przeszacowaniem własnych sił. Kiedy został naczelnikiem wydziału nie potrafił zrezygnować z brania udziału w poszczególnych operacjach na rzecz całkowitego poświęcenia się pracy związanej z zarządzaniem podległymi mu osobami. Jest to zresztą częsta przypadłość wśród kadry kierowniczej w polskich służbach. Nie rozumie ona tego, czym powinny zajmować się osoby piastujące stanowiska managerskie.

Podczas jednej z prowadzonych przez „przykrywkowców” za czasów Warykiewicza spraw, pojawiły się istotne przesłanki wskazujące na istnienie narastającego zagrożenia dla bezpieczeństwa funkcjonariuszy. W związku z tym, prowadzący operację był przeciwny udziałowi policjantów pod przykryciem w jednym ze spotkań. Wykorzystując jednak zajmowane przez siebie stanowisko „Wrzaskun” wymógł na nim zmianę decyzji. Wynikało to z tego, że to on sam był w tej sytuacji operatorem. Zabrał więc ze sobą koleżankę i wspólnie udali się na spotkanie.

W rezultacie doszło do jedynego w historii polskich „przykrywek” porwania policjantów, mającego miejsce podczas prowadzenia infiltracji grupy przestępczej. Trzeba oddać Warykiewiczowi to, że trzymał swoją „legendę” do końca. Nie zmienia to jednak faktu, że w międzyczasie Policja musiała szybko wstrząsnąć całym „miastem”. W wyniku podjętych przez nią działań operatorzy „odnaleźli” się po kilkunastu godzinach.

Jak pokazuje wspomniany przykład, pokora jest niesamowicie istotna w pracy „przykrywkowca”. Działanie z „gorącą” głowa nie służy ani bezpieczeństwu funkcjonariuszy, ani powodzeniu samej operacji. W celu właściwej oceny prowadzonej sprawy, funkcjonariusza mającego bezpośredni kontakt z przestępcami wspiera w działaniach prowadzący. Posiada on na ogół wiele lat doświadczenia w pracy „pod przykryciem”. Umożliwia mu to dokonywanie analizy podejmowanych działań i zapewnienie operatorowi odpowiedniego wsparcia merytorycznego.

Jest to bardzo dobre rozwiązanie, którego wprowadzenie należałoby również rozważyć na niektórych kierunkach pracy operacyjnej polskich służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych.

Trudności w pracy “przykrywkowca”

We wspomnieniach „Zwierzaka” widać również trudności, jakie napotyka w swojej pracy „przykrywkowiec”. Najlepsi w tym fachu są w stanie stworzyć bardzo głęboką relację z figurantem, opartą na przyjaźni i autentycznej sympatii osoby rozpracowywanej do policjanta. Ten ostatni nie może jednak zapominać o tym, że wszystko to robione jest po to, aby zmanipulować przestępcę i zebrać dowody, które umożliwią dokonanie jego aresztowania.

W takiej roli najlepiej odnajdują się osoby o silnej osobowości, do bólu pragmatyczne, a wręcz cyniczne, dla których cel uświęca środki. Nierzadko wykazują oni nawet przejawy socjopatii. Ze słów „Zwierzaka” daje się odczuć, że z jednej strony chce on być postrzegany jako pozbawiony emocji „twardziel”, lecz w gruncie rzeczy jest „dobrą duszą”, odczuwającą duży sentyment do napotykanych na swej drodze figurantów. Jest to źródłem zrozumiałych dylematów moralnych bohatera książki.

Widzimy to na przykładzie opisanej w opowieści „Zwierzaka” postaci Marcina, który był jedną z osób obracających się w środowisku gangu „Krakowiaka”. Skontaktował on „przykrywkowca” z przestępcą, z którym policjant robił później interesy w ramach rozpracowywania wspomnianej grupy. W ten sposób Marcin trafił do grona osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Jak wspomina Jurek:

Do dzisiaj mam też żal do siebie, bo myślę, że mogłem to wszystko inaczej rozwiązać – przedłużyć operację i oddalić Marcina od tego wszystkiego.

Widać wyraźnie, że “Zwierzak” autentycznie polubił Marcina. Będąc od niego znacznie starszym, być może poczuł się nawet za niego odpowiedzialnym. Niestety w pracy „przykrywkowca” nie ma miejsca na sentymenty. Wyjeżdżając „na robotę” musi on pamiętać, że jest policjantem, a jego rozmówcy przestępcami. Być może Marcin sam nie handlował narkotykami, ale był bez wątpienia uwikłany w środowisko przestępcze. Rozstrzygnięcie tego, czy stawiane figurantowi zarzuty mają podstawę należy do sędziego. W tym przypadku orzekł on, że Marcin był winny udziału z zorganizowanej grupie przestępczej.

Warto również podkreślić to, że funkcjonowanie policyjnych „przykrywek” opiera się na zasadzie mówiącej o tym, że operator sam nie zarządza operacją. Jest on jedynie narzędziem w rękach Zarządu Operacji Specjalnych. To do przełożonych i prowadzącego sprawę należy decyzja o przedłużeniu, wstrzymaniu lub wycofaniu policjanta. Ten ostatni może jedynie wyrażać swoje opinie i przekonywać innych do swoich racji. Nie może jednak samodzielnie podjąć decyzji o przedłużeniu działań.

Podobnie ma się sprawa z opisywaną w książce sprawą rywalizacji w branży pogrzebowej w Łodzi. Witold Skrzydlewski był potentatem we wspomnianym sektorze, który pokłócił się z Jackiem Tomalskim. Ten ostatni stanął na czele konkurencji próbującej ukrócić monopol rywala. W tle była jeszcze „słynna” afera tzw. Łowców Skór, czyli sanitariuszy sprzedających ciała do zakładów pogrzebowych.

W pewnym momencie „na mieście” zaczęła krążyć plotka, że Jacek Tomalski szuka osoby, zdolnej do dokonania zabójstwa Witolda Skrzydlewskiego. Informacja ta dotarła do Policji, która zdecydowała się wprowadzić „przykrywkowca” udającego „killera”. W tę rolę wcielił się „Zwierzak”. W książce wspomina on te zdarzenia w następujący sposób:

W mediach przeczytałem, że Jacek Tomalski chciał pozbawić życia Witolda Skrzydlewskiego, żeby pozbyć się konkurencji. Jak można było pisać takie bzdury? To nie miało nic wspólnego z prawdą. Jaką konkurencje dla takiego giganta stanowił pan Jacek? On nawet nie był dla niego małą konkurencyjką. Gdy zlecił mi to nieszczęsne zabójstwo, był na granicy…”

Autorzy książki stawiają tezę, że głównym motywem postępowania Jacka Tomalskiego było to, że był on na tyle zdesperowany i zestresowany otrzymywaniem bezustannych gróźb ze strony Witolda Skrzydlewskiego, że zdecydował się zlecić zabójstwo w trosce o bezpieczeństwo własnej rodziny. „Zwierzak” broni Tomalskiego twierdząc że był on tak naprawdę ofiarą w tej sprawie.

Wiemy, że funkcjonowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości pozostawia wiele do życzenia. Ponadto, cała branża pogrzebowa działająca w tamtym okresie w Łodzi zdawała się mieć sporo „za uszami”. Być może nawet Witold Skrzydlewski także powinien trafić do aresztu, lecz nie stało się to z powodu protekcji lub trudności z zebraniem materiału dowodowego.

Nie zmienia to jednak faktu, że Jacek Tomalski zlecił zabójstwo. „Zwierzak” kilkukrotnie uwiecznił na nagraniach ze spotkań z nim słowa potwierdzające intencje figuranta. Jeśli był on zastraszany mógł np. wyprowadzić się z miasta i rozpocząć życie gdzie indziej. Jednak zdecydował się na zlecenie zabójstwa Skrzydlewskiego, co potwierdził później przed sądem.

Należy również pamiętać, że jeśli zlecenia zabójstwa nie przyjąłby od Tomalskiego „przykrywkowiec”, otrzymałby je prawdopodobnie ktoś inny, a wskazana osoba straciłaby życie. Nie chcemy krytykować „Zwierzaka” – rozumiemy emocje, które nim kierują. Zwracamy jedynie uwagę na wątpliwości moralne, które towarzyszą pracy „przykrywkowca”. Potrafią one być bardzo wyczerpujące dla ludzkiej psychiki.

Jak Wam się podobał artykuł? Chcecie, żebyśmy częściej komentowali podobne wydarzenia? Dajcie nam o tym znać na naszym profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Możecie też zapisać się na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top