Porwania obywateli RP za granicą cz. 1: jak duże jest zagrożenie i kto ma największe szanse na przeżycie?

Ofiara porwania

Obywatel Polski powinien mieć świadomość tego, że gdy znajdzie się w przypadku zagrożenia swojego życia, jest w Polsce siła, która się o niego upomni.

płk Piotr Gąstał, były dowódca JW GROM

Czy na pewno obywatel może spać spokojnie? Wszyscy chcielibyśmy wierzyć w moc państwa, które zbudowaliśmy. Szczególnie w momentach, w których jak to mówią koledzy zza wielkiej wody „shit hits the fan”. W przypadku porwania naszego rodaka za granicą, czujemy więc intuicyjnie, że należy uderzyć w „sku…(baniutkich)” tak mocno, jak tylko się da. Wysłać wiadomość do ewentualnych naśladowców: zastanówcie się dwa razy, zanim zdecydujecie się podnieść rękę na Polaka.

Jako osoby, które przez lata dokładały swoją małą „cegiełkę” do systemu bezpieczeństwa RP także chcielibyśmy wierzyć w to, że gdy spotka Was coś złego w innym kraju, państwo się o Was upomni. Ba, chcielibyśmy być pierwszymi, którzy ruszą do Was z pomocą. Realia są jednak znacznie bardziej skomplikowane…

Odbicie” osoby porwanej za granicą to skomplikowana operacja

Przeprowadzenie operacji odbicia obywatela RP, który został porwany za granicą należy do jednych z najpoważniejszych wyzwań, z jakimi muszą mierzyć się instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Temat jest gigantyczny, dlatego musimy rozbić go na nieco mniejsze części składowe.

Najpierw opowiemy Wam trochę o samym zjawisku uprowadzeń. Potem wyjaśnimy dlaczego slogan „We don’t negotiate with terrorists” to… „bullshit”. Negocjacje podejmuje tak naprawdę prawie każde zachodnie państwo. Poważne kraje posiadają ponadto określoną politykę, która determinuje skłonność danego rządu do uiszczenia okupu za uprowadzonego. Większość z nich spełnia żądania finansowe porywaczy.

Powoduje to, że relatywnie wysoki odsetek obywateli takich państw jak Włochy, Hiszpania, czy Niemcy zostaje uwolniona. Wyjątkami w tym zakresie są przede wszystkim USA i UK, choć ich procedury są inne w przypadku dżihadystów, a inne w przypadku porwań o podłożu kryminalnym. Obydwa państwa posiadają też duże zasoby wojskowe, wywiadowcze i dyplomatyczne, które umożliwiają przeprowadzenie operacji odbicia zakładnika. Krajem, który próbował przez pewien okres również prowadzić politykę niepłacenia okupu jest Francja.

Najtrudniejsze do rozwiązania i najbardziej niebezpieczne dla ofiary są porwania dokonywane przez islamskich terrorystów. Jednak nawet w tym przypadku odsetek obywateli krajów zachodnich, którzy zostali uwolnieni wynosi 63%, a w przypadku uprowadzeń, w których sprawcami są inni aktorzy pozapaństwowi aż 80%.

Dopiero ukazanie zagadnienia porwań w szerszym kontekście pozwoli nam odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czy Polska jest przygotowana na uwolnienie swojego obywatela, który został porwany za granicą? Pokażemy, że możliwości użycia Jednostki Wojskowej GROM są tak naprawdę znacznie ograniczone, a do tego wiążą się z ogromnym ryzykiem.

Ponadto, sprowadzanie kwestii porwań zagranicznych jedynie do użycia Wojsk Specjalnych jest błędem. Powinny być one jedynie element znacznie szerszych procedur w zakresie rozwiązywania sytuacji zakładniczych, których to Polska niestety nie posiada. Brakuje ponadto kompetencji i zasobów pozwalających prowadzić skomplikowane działania za granicą. Naszym zdaniem, wszystko to dało o sobie znać w momencie uprowadzenia w Pakistanie Piotra Stańczaka, które to zakończyło się niestety jego śmiercią.

Dlatego na koniec zasugerujemy kilka rozwiązań, które naszym zdaniem powinny zostać wdrożone, aby zwiększyć skuteczność działania RP w razie porwania obywatela za granicą. Chcielibyśmy, skłonić Was do zastanowienia się na dwoma pytaniami:

  1. Czy deklarowana przez Polskę polityka w zakresie uprowadzeń za granicą na pewno przystaje do obecnych możliwości kraju?
  2. Jaka powinna być właściwa odpowiedź rządu na porwanie obywatela RP za granicą?

Nie każde zatrzymanie Polaka za granicą jest uprowadzeniem

Nie każde zatrzymanie Polaka w odległym kraju jest porwaniem. Niekiedy nasi rodacy dostają się do niewoli w wyniku splotu niekorzystnych zdarzeń. Aby taka osoba została uwolniona i wróciła do domu „wystarczy” de facto sprawnie pokierować działaniami o charakterze dyplomatycznym: wymianą pism, rozmowami, negocjacjami.

Nasza poszukująca nieustannie „sukcesu” administracja ma jednak tendencję do ubierania podobnych zdarzeń w zgrabne formułki typu „dzięki podjęciu szeregu niezmiernie skomplikowanych czynności..”. W ten sposób działania, które należałoby uznać po prostu za dobrą robotę wykonaną przez profesjonalistów w ramach ich obowiązków są „pompowane” do rangi ogromnego „sukcesu”. Stanowi to jednak dobre uzasadnienie dla wypłacenia odpowiednich nagród 😉

Nie mamy nic przeciwko temu. Najważniejsze jest przecież to, aby nasz obywatel wrócił do domu cały i zdrowy. Sami również podnosiliśmy potrzebę opracowania systemu wynagrodzeń, który działa motywująco na funkcjonariuszy służb. Dobry pracownik administracji powinien być należycie wynagradzany.

Nieco irytuje nas jednak parcie na „tani” sukces, które prowadzi do dewaluacji tego słowa i zakrzywienia standardów wymaganych od urzędników, czy funkcjonariuszy służb. To, że nasi dyplomaci podejmują próby mediacji w celu uwolnienia Polaka, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie nie jest więc niczym niezwykłym. Taka praca.

Określenie „sukces” i nagrody zachowajmy na sytuacje, które są skomplikowane i wymagają wykazania się ponadprzeciętnym zaangażowaniem, czy kompetencjami. Do takich spraw zaliczają się porwania, podczas których dochodzi do bezprawnego zatrzymania i przetrzymywania Polaka wraz z groźbą pozbawienia go życia lub zdrowia (albo dalszego przetrzymywania) w celu wymuszenia określonego działania lub powstrzymania się od niego. Warto przy tym wspomnieć, że miejsce przetrzymywania ofiary będzie z reguły nieznane. W związku z tym, takie sytuacje jak wzięcie zakładników i zabarykadowanie się w publicznym budynku nie będzie przez nas klasyfikowane jako porwanie.

Uprowadzenia obywateli RP za granicą zdarzają się rzadko

Porwania obywateli danego kraju za granicą rozpalają emocje społeczeństwa i cieszą się dużym zainteresowaniem mediów. Należą one jednak do rzadkości. Statystyki w tym zakresie są obarczone znacznym ryzykiem niedoszacowania, ale dają jednak wyobrażenie o skali zjawiska.

W latach 1970 – 2013 odnotowano 7 048 porwań przez aktorów poza państwowych (terrorystów, piratów, czy lokalnych bojowników). Ogromną większość z nich stanowiły jednak porwania krajowe, czyli przypadki w których np. Syryjczyk porywał Syryjczyka. Incydentów , w których uprowadzono obywateli państw zachodnich za granicą odnotowano w latach 2001-2015 – 657, co daje ok. 40-50 przypadków rocznie.

Najczęściej porywani są obywatele krajów mających regionalne lub globalne interesy takich jak USA, Turcja, Francja, UK, Włochy, czy Niemcy. Polaków na obszarach podwyższonego ryzyka jest po prostu mniej, a więc porwania z ich udziałem zdarzają się naprawdę rzadko. Ofiarami najczęściej padają pracownicy NGO-sów i dziennikarze.

Ogromna większość porwań ma podłożę kryminalne. Od 2001 roku rzeczywiście zaobserwowano wzrost przypadków tego typu zdarzeń, dokonywanych za granicą przez dżihadystów. Nadal jednak, wbrew wrażeniu jakie można czasem odnieść śledząc doniesienia medialne, incydenty z udziałem terrorystów są małą częścią wszystkich uprowadzeń.

Co ciekawe, sposób działania dżihadystów charakteryzuje się tym, że przetrzymują oni zakładników przez dłuższy okres niż ma to miejsce w przypadku innych grup. Większość porwanych obywateli państw zachodnich spędza w niewoli ok. 3-6 miesięcy, a tylko 9% z nich jest przetrzymywanych dłużej niż rok.

Egzekucje zakładników nie są częste. Zdarzają się w około 5% wszystkich przypadków. Dżihadyści są jednak grupą najbardziej skłonną do tego typu rozwiązań i czynią to średnio w 15% wszystkich porwań. Najczęściej śmierć ponoszą w ten sposób Amerykanie. Większość egzekucji (73%) dokonywana jest w pierwszych 30 dniach od porwania.

Pokazuje to, że najczęstszym motywem działania terrorystów są jednak finanse. Jeśli uda im się wynegocjować satysfakcjonujący ich okup, na ogół uwalniają zakładników. Jeśli cel porwania jest natomiast polityczny lub propagandowy egzekucja dokonywana jest szybko. Zakładnicy, którzy stracili życie po upływie 30 dni są na ogół przejawem nieumiejętnego prowadzenie negocjacji lub braku zgody na zapłatę okupu (dotyczy to zwłaszcza obywateli USA).

Z kolei porwania Polaków za granicą są zjawiskiem marginalnym i dochodzi do nich znacznie rzadziej niż w przypadku obywateli innych państw zachodnich. Częstsze są uprowadzenia na terenie naszego kraju, lecz statystyki na ten temat nie są z różnych względów udostępniane przez Policję. Rozwiązywanie porwań, mających miejsce na terytorium danego państwa jest dla organów ścigania łatwiejsze. Mogą one wtedy bez przeszkód operować na „swoim” terenie i mają znacznie bardziej rozbudowane możliwości działania.

Podobne zbrodnie są również niełatwe do przeprowadzenia dla porywaczy – trzeba je najpierw starannie zaplanować, uprowadzić ofiarę bez zaalarmowania otoczenia i pozostając przy tym niezidentyfikowanym, a następnie uzyskać od rodziny okup i nie zostać złapanym. W USA skuteczność organów ścigania doprowadziła do tego, że porwania na terenie tego kraju zdarzają się niezwykle rzadko.

Co wpływa na szanse przeżycia ofiary porwania?

Czynnikami, które naszym zdaniem maksymalizują szansę porwanego na przeżycie są:

  • Odpowiednie przeszkolenie i procedury bezpieczeństwa, którymi kieruje się ofiara.
  • Sprawność instytucji bezpieczeństwa kraju pochodzenia uprowadzonego, zwłaszcza:
    • Możliwości nawiązania kontaktu z porywaczami lub zasoby pozwalające na ustalenie ich lokalizacji w kraju, na terytorium którego doszło do porwania.
    • Skłonność kraju pochodzenia ofiary do zapłacenia okupu.
  • Przynależność sprawców do grupy przestępczej.
  • Posiadanie przez uprowadzonego odpowiedniej polisy ubezpieczeniowej.

Pierwszą linią obrony przed porwaniem jest odpowiednie przeszkolenie ludzi podróżujących w rejony, w których takie niebezpieczeństwo istnieje. Powinni oni mieć również zapewnione wsparcie doradców ds. bezpieczeństwa lub instytucji państwowych. Pozwala to zminimalizować ryzyko uprowadzenia.

Jeśli już do niego dojdzie największe szansę na przeżycie ma osoba, która została porwana przez przestępców, posiada polisę ubezpieczeniową i pochodzi z kraju dysponującego silnymi instytucjami, a także kierującego się polityką płacenia okupu. Odpowiednie przygotowanie osoby przetrzymywanej pozwala również ograniczyć odczuwany stres i lepiej znieść trudy funkcjonowania w niewoli.

„Najlepiej” jest być porwanym przez grupę przestępczą, gdyż prawie zawsze kierują się one motywami czysto finansowymi. Jeśli więc po drugiej stronie znajdzie się sprawny negocjator, a bliscy dysponują możliwością zapłacenia okupu, ofiara zostanie najprawdopodobniej uwolniona. Podobne wsparcie może zapewnić także polisa ubezpieczeniowa lub skuteczne instytucje, kierujące się odpowiednimi procedurami na wypadek porwania obywatela za granicą.

Trudność w przypadku porwań o podłożu terrorystycznym polega na tym, że motywy sprawców mogą być bardziej złożone, a obszar na którym przetrzymywany jest zakładnik bardziej niedostępny. W takich przypadkach kluczową rolę odgrywa sprawność instytucji prowadzących negocjacje, właściwa ocena możliwości odbicia uprowadzonego, polityka państwa względem płacenia okupu i wrażliwość decydentów na presję polityczną związaną z ewentualną śmiercią porwanego.

Wydaje się, że w przypadku uprowadzenia Piotra Stańczaka w Pakistanie wszystkie te czynniki działały na jego niekorzyść, a dodatkowo nie dysponował on odpowiednią polisą ubezpieczeniową.

Odpowiednie przeszkolenie i procedury bezpieczeństwa pomogą uniknąć porwania

Wybierając ofiarę porywacze kierują się na ogół oportunizmem. Rzadko kiedy zdarza się, aby aktorzy pozapaństwowi prowadzili długotrwałą obserwację i wybierali konkretny cel, np. ze względu na narodowość. Znacznie powszechniejsze są sytuacje, w których obcokrajowiec znajdzie się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie.

Może to być np. zatrzymanie na checkpoincie, na którym jednym z wartowników jest osoba współpracująca z dżihadystami, która „wystawi” napastnikom ofiarę. Wyjątkiem są grupy przestępcze, które specjalizują się w uprowadzeniach. W ich przypadku staranny dobór celu pomaga zmaksymalizować zyski i określić właściwy poziom okupu.

Niemniej jednak, firmy (w tym koncerny medialne) i organizacje pozarządowe funkcjonujące na terenach zagrożonych porwaniami mogą zminimalizować ryzyko ich wystąpienia korzystając z usług wyspecjalizowanych doradców. Ich zadaniem jest m.in. zebranie informacji na temat lokalnych niebezpieczeństw i przeszkolenie osób wyjeżdżających tak, aby wiedziały one jak zminimalizować ryzyko uprowadzenia.

Przydatnym może okazać się ponadto przygotowanie potencjalnych ofiar na wypadek dostania się do niewoli. Polega ono m.in. na zaznajomieniu szkolonych ze sposobem postępowania napastników, którzy aby osiągnąć „sukces” muszą zrealizować kilka pomniejszych celów:

  • Wzięcie zakładnika – przygotowanie i przeprowadzenie ataku, które jest szczególnie łatwe w rejonach niestabilnych, gdzie kartele, lokalne bojówki, czy terroryści mogą funkcjonować swobodnie.
  • Przetrzymywanie zakładnika – utrzymanie kontroli nad ofiarą, jej transport i ukrycie.
  • Wysunięcie żądań i przygotowanie negocjacji. Porywacze wypytują np. osoby porwane o dostęp do ich kont mailowych lub adresy mailowe członków rodziny.
  • Uwiarygodnienie groźby zranienia lub zabicia zakładnika – np. poprzez nagranie krótkiego filmu lub przesłanie rodzinie/znajomym ofiary odciętej części ciała.
  • Przejęcie okupu/osiągnięcie założonego celu.
  • Uniknięcie odpowiedzialności karnej lub odwetu – uwolnienie ofiary, zatarcie śladów, ukrycie się.

Wsparcia w zakresie działań prewencyjnych przed podróżą do strefy podwyższonego ryzyka udzielają również instytucje państwowe, chociaż jego zakres waha się w zależności od kraju. W Polsce wykorzystanie tego typu instrumentów nie jest niestety szeroko rozpowszechnione.

Jednak przynajmniej część dziennikarzy, kierując się własnym doświadczeniem i radami doradców ds. bezpieczeństwa przestrzega bardzo rygorystycznych procedur, które pomagają im unikać niebezpieczeństw. Starają się oni np. uniemożliwić lokalnej społeczności identyfikację ich jako obcokrajowców poprzez powstrzymanie się od rozmów w miejscach publicznych i nie wyróżniający ich ubiór.

Kto będzie zaangażowany w rozwiązanie sprawy porwania obywatela RP za granicą?

W przypadku porwania obywatel RP za granicą wiodącą rolę w rozwiązaniu tej sytuacji będzie odgrywał najczęściej MSZ, w obrębie którego dojdzie do powołania zespołu zajmującego się zarządzaniem daną sytuacją. Aktywowani zostaną również oficerowie wywiadu. Wbrew funkcjonującemu niekiedy „mitycznemu” wyobrażeniu o ich roli, w wydaniu polskim będą oni koncentrować się jednak przede wszystkim na pozyskiwaniu informacji.

Istotnymi zadaniami dyplomacji i służb specjalnych są m.in. współpraca z rządem państwa, na terenie którego doszło do porwania, identyfikacja sprawców, próba dotarcia do osób z nimi powiązanych, oraz ustanowienie kanałów komunikacji z napastnikami.

Z uwagi na panującą w naszym państwie dysfunkcjonalną rywalizację pomiędzy Służbą Wywiadu Wojskowego, Agencją Wywiadu i MSZ o wpływy w tym ministerstwie poszczególne organy mogą prowadzić zakulisowe rozgrywki mające na celu udowodnienie własnej „przydatności” kosztem innych instytucji. Będzie to miało negatywny wpływ na sprawność zarządzania sytuacją kryzysową i efektywność podjętych działań.

W stan gotowości podrywane są także Siły Zbrojne RP, zwłaszcza jednostki specjalne. Formacją wyspecjalizowaną w operacjach odbijania zakładników i działaniach kontrterrorystycznych jest JW GROM. Na tym tle również dochodzi do rywalizacji, która przybiera czasem niekorzystne formy. Tajemnicą poliszynela jest np. to, że pomiędzy operatorami JW GROM, a tymi z JW Komandosów, którzy również ćwiczą odbijanie zakładników, panuje wzajemna niechęć.

Niezdrowa rywalizacja wynikająca z niesprawnego systemu zarządzania państwem i niejasnego podziału kompetencji dodatkowo osłabia współpracę pomiędzy poszczególnymi instytucjami, która i tak pozostawia już wiele do życzenia. Tak skomplikowane incydenty jak porwania za granicą wymagają natomiast tego, aby komponenty na co dzień funkcjonujące w innych resortach i realiach sprawnie ze sobą współdziałały.

Osobną kwestią są nikłe kompetencje i doświadczenie w zakresie prowadzenia negocjacji pośród osób zaangażowanych w rozwiązywanie zagranicznych porwań. W połączeniu ze złymi mechanizmami podejmowania decyzji, które funkcjonują w administracji, oznacza to, że osoby na szczytach władzy, od których zależeć będzie wydawanie strategicznych zaleceń będą to czynić w sposób suboptymalny.

Wbrew pozorom największe kompetencje i doświadczenie (co nie oznacza, że są one wystarczające) w sytuacjach związanych z uprowadzeniami posiada Policja. Rola przewodnia tej instytucji w incydentach mających miejsce za granicą nie jest niczym niezwykłym. We Francji przyjmuje się, że jeśli podobna sprawa ma podłoże kryminalne będzie się nią zajmować właśnie Policja. Jeśli cele napastników zostaną z kolei zaklasyfikowane jako polityczne, w rozwiązanie porwania zaangażowana będzie grupa negocjatorów wywodzących się z wywiadu, ministerstwa obrony i szef gabinetu prezydenta.

Rządy będą na ogół dążyć do „wyciszenia” toczącej się sprawy. Jest to zrozumiałe, gdyż rozgłos medialny zawęża ich pole manewru – zmusza do zrobienia „czegoś”, co oznacza najczęściej podjęcie negocjacji. Uwaga mediów może również zwiększyć żądania porywaczy w stosunku do ich początkowych oczekiwań i skomplikować negocjacje.

Paradoksalnie, właśnie dzięki zawężeniu pola manewru rządu, rozgłos medialny zwiększa często szanse zakładnika na przeżycie. W takich sytuacjach porywacze zdają sobie sprawę z tego, że mają w swoich rękach kogoś wartościowego, a ewentualne koszty polityczne śmierci uprowadzonego zmuszą decydentów do ustępstw. Napisaliśmy „często”, ponieważ zdarza się, że rząd wysyła w mediach komunikaty, które mogą zmniejszyć szansę na przeżycie osoby porwanej. Tak było m.in. w sytuacji uprowadzenia Piotra Stańczaka.

Należy przy tym podkreślić, że racja stanu danego kraju nie zawsze musi być niestety tożsama z życiem zakładnika. Właśnie w tym kontekście należy postrzegać publiczne zapewnienia USA i UK w rodzaj „we don’t negotiate with…” Nie oznacza to tak naprawdę, że państwa te nigdy nie podejmą negocjacji. Próbują one jedynie „odpolitycznić” proces decyzyjny i uniemożliwić wywieranie presji na osobach decyzyjnych za pomocą doniesień medialnych i oczekiwań społeczeństwa.

Więcej o tym jak prowadzone są negocjacje z porywaczami przeczytacie w drugiej części tekstu, która ukaże się jeszcze w tym tygodniu. W trzeciej przeanalizujemy możliwości ewentualnego odbicia zakładnika przez Polskę i na tej podstawie sformułujemy wnioski, co do właściwego postępowania w tego typu incydentach.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem naszego profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

2 thoughts on “Porwania obywateli RP za granicą cz. 1: jak duże jest zagrożenie i kto ma największe szanse na przeżycie?

  1. (…)W związku z tym, takie sytuacje jak wzięcie zakładników i zabarykadowanie się w publicznym budynku nie będzie przez nas klasyfikowane jako porwanie.(…)
    Warto wspomnieć, że typem porwań, z które wyłamują się z opisanych w artykule łam są uprowadzenia do niewolniczej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top