Porozumienia mińskie, czyli jak brak rozwiązania konfliktu pomiędzy Rosją, a Ukrainą wpływa na obecne bezpieczeństwo w Europie?

Wojna na Donbasie

Ok, wiemy, że chcecie poznać odpowiedzi na dwa fundamentalne pytania: czy dojdzie do inwazji Rosji na Ukrainę i co powinna zrobić Polska w tej sytuacji? My jednak zobowiązaliśmy się, że dołożymy wszelkich starań, aby tocząca się na naszym blogu debata na temat bezpieczeństwa miała poważny charakter.

Dlatego powiemy wprost: obydwa zagadnienia są na tyle skomplikowanymi kwestiami, że nie jesteśmy w stanie udzielić na nie satysfakcjonującej odpowiedzi w postaci kilku zdań. Zamiast tego, prosimy Was o lekturę dłuższego tekstu, w którym stopniowo przedstawimy nasze stanowisko.

W najbliższych trzech artykułach postaramy się Was przeprowadzić przez meandry polityki międzynarodowej na kierunku ukraińskim. Opowiemy o istocie tzw. „protokołu mińskiegoi o tym, że obecne stanowisko Rosji nie różni się w zasadzie od tego, jakie prezentowała ona w 2014 roku podczas konfliktu na Donbasie.

Omówimy następnie reakcyjną politykę Waszyngtonu wobec Kijowa, a także elementy sytuacji wewnętrznej Ukrainy, które rzutują na jej relacje z innymi państwami. Mamy nadzieję, że zobrazowanie tych wszystkich elementów w znacznie lepszy sposób uwidoczni obszary, w których aktywnością mogła wykazać się Polska, a także powody dla których powinna to robić.

Postaramy się też pokazać, że najlepsze efekty w osiąganiu celów politycznych daje skoordynowane i jednoczesne użycie trzech instrumentów oddziaływania na rzeczywistość jakimi są wojsko, dyplomacja i wywiad. Mamy nadzieję, że pod koniec lektury sami będziecie w stanie ocenić prawdopodobieństwo rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jedziemy z koksem.

Obecne żądania Kremla to kolejna odsłona konfliktu na Donbasie i neoimperialnej polityki Rosji

W piątek, 17 grudnia, Moskwa opublikowała projekty „umów”, które mają uregulować kwestie bezpieczeństwa w stosunkach Rosji z USA i NATO. Wywołały one spore poruszenie wśród polskich komentatorów.

Wynika to z rozmachu postulatów przedstawionych przez Kreml, który domaga się pośrednio m.in. wycofania wojsk USA z Polski i znaczącego zmniejszenia zaangażowania Sojuszu Północnoatlantyckiego w Europie Środkowo-Wschodniej. Żądania Moskwy należy jednak postrzegać w szerszym kontekście prowadzonej przez nią od lat polityki bezpieczeństwa.

Stanowisko Rosji jest bowiem od lat niezmienne. Jaskrawym tego przykładem była wojna w 2014 roku, kiedy to Kreml dobitnie sprzeciwił się rozszerzaniu NATO i UE o Ukrainę. Francja i Niemcy, przerażone perspektywą pełnoskalowego konfliktu w Europie, pospiesznie wynegocjowały wtedy rozejm pomiędzy Kijowem, a Moskwą w postaci protokołu mińskiego.

Porozumienie to skutecznie zakończyło „gorącą” fazę wojny, lecz nie rozwiązało jej przyczyn. Przedstawione 17 grudnia 2021 roku „umowy” są tak naprawdę konsekwencją tego impasu i kolejną próbą osiągnięcia przez Kreml tych samych celów.

Rozmach wysuniętych pod adresem USA i NATO przez Rosję postulatów wynika natomiast z tego, że Moskwa traktuje wspomniane dokumenty jako „pozycję wyjściową” przed spodziewanym rozpoczęciem rozmów z Waszyngtonem, w których to udział wezmą być może również inne stolice.

To nie Joe Biden rozbija jednak spójność NATO. Jej efemeryczność jest w rzeczywistości konsekwencją braku wspólnej strategii Zachodu wobec Rosji. Od lat poszczególne stolicy posiadają rozbieżne interesy i pomysły na ułożenie sobie relacji z Moskwą. Począwszy od przemówienia W. Putina w Monachium, w 2007 roku, staje się to jednak coraz bardziej widoczne.

Kreml ogłosił wtedy znaczącą korektę w prowadzonej przez siebie polityce międzynarodowej. Od tego momentu jej głównym celem stało się powstrzymanie ekspansji NATO i UE, oraz złamanie światowej dominacji USA. Waszyngton, Bruksela, Paryż i Berlin do tej pory nie potrafią wypracować wspólnej i adekwatnej odpowiedzi na zmianę podejścia Moskwy.

Grudniowe propozycje Rosji dotyczące gwarancji bezpieczeństwa są więc kolejnym, bardzo precyzyjnym powtórzeniem jej stanowiska i sugestią wyznaczenia agendy tematów, które zdaniem W. Putina należy rozwiązać. Pozycja NATO i UE w stosunku do większości z tych zagadnień jest zaś niejasna.

Dokumenty opublikowane przez Kreml zawierają przy tym cele maksymalne, a rosyjscy eksperci (m.in. Władimir Wasiliew) potwierdzają, że Moskwa nie liczy na to, że jej postulaty zostaną zaakceptowane w całości. Celem minimum wydaje się być porozumienie dotyczące nierozmieszczania amerykańskich pocisków średniego zasięgu w Europie Środkowo-Wschodniej.

Plan maksimum zakłada z kolei zmianę architektury bezpieczeństwa we wspomnianym regionie, w ramach której kluczową rolę odgrywa Ukraina. Zachód do tej pory nie zdecydował zaś, czy jest skłonny bronić suwerenności Kijowa za cenę długotrwałej „zimnej wojny” z Moskwą, czy też wolałby zaakceptować wyłączną strefę wpływów Kremla.

W przypadku tego drugiego rozwiązania wypadałoby również ustalić, gdzie miałaby ewentualnie przebiegać granica tej strefy. W związku z brakiem wypracowanego stanowiska, Berlin i Paryż od 2014 roku stosują taktykę „gaszenia pożarów” w relacjach z Moskwą. Nie mają bowiem pomysłu na to jak w sposób trwały przywrócić stabilność w regionie.

Rosja zaczęła więc domagać się bezpośrednich rozmów z USA, nie bez racji powołując się na nieskuteczność Niemiec i Francji we wdrażaniu porozumień mińskich (jest to pokłosiem tego, że umowa ta lekceważyła interesy Ukrainy). Stanom Zjednoczonym zależy jednak na tym, aby Europa częściowo odciążyła ich w prowadzeniu polityki bezpieczeństwa na Starym Kontynencie.

Polska nie potrafi odnaleźć się w tej skomplikowanej układance. Nie prowadzi realnych działań zmierzających do ograniczenia wpływów Rosji przy jednoczesnej próbie zwiększenia własnej siły oddziaływania w regionie (wspierając np. Ukrainę) i w ramach sojuszy. Nie potrafi też przekonać partnerów o konieczności przynajmniej utrzymania statusu quo w zakresie ekspansji NATO i UE.

Aktywność RP ma głównie charakter werbalny. Wynika to po części z tego, że Polska wykazuje brak zrozumienia (co nie równa się akceptacji!) motywów i interesów poszczególnych graczy. Jest to jednak niezbędne, aby właściwiej dopasować własną politykę do danej sytuacji. Już bowiem Sun Tzu zauważył, że brak znajomości wroga to prosta droga do porażki.

Cofnijmy się więc do wydarzeń z 2014 roku. Pozwoli to prześledzić mechanizmy stojące za postępowaniem Rosji. Jej obecne żądania nie różnią się w zasadzie od tych, proponowanych w ramach protokołu mińskiego. I podobnie jak teraz Moskwa również wtedy stosowała kombinację środków dyplomatycznych, wywiadowczych i militarnych dla osiągnięcia celów politycznych.

Uważna obserwacja wojny na Donbasie nie pozwala nam więc zgodzić się z tezą, że przedstawione przez Rosję propozycje są zasłoną dymną przybliżają do inwazji na Ukrainę. Są one wstępem do negocjacji, od przebiegu których zależy to, czy groźba ograniczonego konfliktu zmaterializuje się. Dojdzie do niego jednak tylko w przypadku braku osiągnięcia porozumienia dyplomatycznego.

Polska stoi z kolei przed trudnym wyborem: czy bardziej korzystne jest dla niej zawarcie przez USA porozumienia z Rosją za cenę przynajmniej częściowego „przehandlowania” naszych interesów (np. w postaci rezygnacji z tarczy antyrakietowej)? Czy może korzystniejsza będzie wojna na Ukrainie, której wynik dopiero podyktuje treść ewentualnego porozumienia?

Siedem lat wojny na Ukrainie

Przełom XX i XXI wieku to czas dynamicznego rozwoju i poszerzania struktur NATO i UE. W coraz większym stopniu otwierały się one na kraje położone w Europie Środkowo-Wschodniej. Możliwym wydawała się wtedy nawet integracja z Zachodem stanowiącej do niedawna trzon ZSRR Ukrainy. Ten sen, związany z okresem światowej hegemonii USA został przerwany w 2014 roku.

Przesuwanie się granic „wrogich” sojuszy z coraz większym niepokojem obserwowała bowiem wzmacniająca się Rosja. Postrzegała ona te ruchy nie tylko przez pryzmat słabnącego poziomu własnego bezpieczeństwa i malejących wpływów. Elity Kremlowskie obawiały się również tego, że zbytnia ekspansja demokracji i „kolorowych rewolucji” doprowadzi do upadku ich władzy.

Na przełomie 2013 i 2014 roku ostatnią przeszkodę dzielącą Ukrainę od podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE stanowił zaś prezydent W. Janukowycz. Odsunięcie go od władzy w wyniku tzw. Euromajdanu okazało się cienką czerwoną linią, której przekroczenie skłoniło Rosję do podjęcia zdecydowanych i agresywnych działań.

Moskwa postanowiła doprowadzić do rozbicia terytorialnego swojego zachodniego sąsiada i zmiany jego konstytucji. Miało to zapewnić stały wpływ na politykę zagraniczną Kijowa i zahamować jego pro-zachodnie aspiracje. W ten sposób powstał projekt „Noworosji”, czyli przejęcia kontroli nad południowymi i wschodnimi regionami Ukrainy.

Głównym założeniem tej operacji było osiągnięcie celów politycznych przy minimalizacji ryzyka wybuchu otwartego konfliktu. Dlatego główną rolę w tym przedsięwzięciu miały odegrać służby specjalne, najemnicy, formacje paramilitarne, dyplomacja i lokalne społeczności prorosyjskie. Wojsko miało zostać użyte tylko w sytuacji, gdy okaże się to absolutnie niezbędne.

Dlatego armię wykorzystano z początku jedynie na Krymie i to w sposób zapewniający możliwość odcięcia się Kremla od tych działań. Liczono, że opór w poszczególnych regionach będzie minimalny, a władze lokalne pójdą za przykładem szybkich przemian dokonanych na półwyspie. Ich nieodłącznym elementem była jednak niezwykle sprawnie przeprowadzona operacja militarna.

Taktyczny sukces na Krymie nie został więc przekuty w strategiczne zwycięstwo. Ku zaskoczeniu elit kremlowskich, południowe regiony Ukrainy (Charków, Dniepro i Odessa) pozostały bowiem lojalne względem Kijowa. Okazało się, że bez wsparcia armii osiągnięcie takich samych rezultatów jak na zaanektowanym wcześniej półwyspie nie jest możliwe.

Szansa na przejęcie władzy pojawiła się właściwie tylko na obszarze Donbasu. Nawet tam Moskwa musiała jednak rywalizować o wpływy z lokalnymi oligarchami (m.in. Rinatem Achmetowem), przestępczością zorganizowaną i pozostałościami elit związanych z byłym prezydentem W. Janukowyczem.

Kijów zdecydował się w tym czasie na „odcięcie” Krymu i kontynuację pro-europejskiego kursu. Kreml nadal obawiał się konsekwencji przeprowadzenia otwartej inwazji na znacznie większą skalę niż miało to miejsce w przypadku Krymu. Wobec klęski projektu „Noworosji”, Moskwa nie miała jednak innego wyboru. W kwietniu 2014 roku dokonała bezpośredniej interwencji militarnej.

Rosja przejęła kontrolę nad Donbasem i doprowadziła do powstania Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej (DRL i ŁRL). Starała się przy tym zająć jak największy obszar licząc prawdopodobnie na to, że w zamian za jego zwrot, wynegocjuje reformę konstytucji Ukrainy. Miałaby ona usankcjonować federalizację tego kraju i zagwarantować autonomię Donbasu.

Zachowując kontrolę polityczną nad DRL i ŁRL Kreml próbował jednak ponownie zdystansować się od konfliktu, starając się wymusić rozpoczęcie negocjacji przez Kijów nie z Moskwą, a z władzami lokalnymi zajętych przez nią terytoriów. Zarówno to działanie jak i ewentualna reforma konstytucyjna Ukrainy stały się później kością niezgody w ramach porozumień mińskich.

W międzyczasie Kijów zdecydował się natomiast przeprowadzić kontrofensywę w postaci ATO (Operacji Antyterrorystycznej). W czerwcu 2014 roku do rozwiązania konfliktu powołano tzw. Normandzką Czwórkę, której określenie wzięło się stąd, że do jej pierwszego spotkania doszło przy okazji uroczystości upamiętniających lądowanie aliantów we Francji w czasie II Wojny Światowej.

W jej skład weszły Rosja, Ukraina, Niemcy i Francja. Utworzono również Trójstronną Grupę Kontaktową, składającą się z reprezentantów Moskwy, Kijowa i OBWE. Pod koniec czerwca Kreml wymusił dołączenie do tego formatu także przedstawicieli DRL i ŁRL. W sierpniu 2014 roku projekt „Noworosji” był jednak bliski upadkowi za sprawą sukcesów ATO.

Na fali skutecznej kontrofensywy wojskowej, Ukraina wysunęła propozycje rozejmu, które z grubsza przewidywały stopniowe doprowadzenie do przywrócenia statusu quo w Donbasie. Warunki te nie spełniały jednak żadnego z początkowych celów Moskwy. Dlatego, zdecydowała się ona na ponowną interwencję zbrojną, tym razem na większą skalę.

Armia rosyjska odniosła następnie serię niekwestionowanych zwycięstw zadając przy tym dotkliwe straty ukraińskim wojskom. Zmieniło to układ sił i zmusiło prezydenta P. Poroszenkę do rozpoczęcia negocjacji na warunkach podyktowanych przez W. Putina. Podpisano tzw. porozumienia mińskie.

Pierwsze porozumienie mińskie

Pierwsze porozumienie mińskie zostało podpisane w stolicy Białorusi 5 września 2014 roku. Punktem wyjścia dla tych uzgodnień były propozycje wysunięte wcześniej przez stronę ukraińską. Klęski na polu bitwy przełożyły się jednak na konieczność akceptacji przez Kijów dwóch niekorzystnych dla niego rozwiązań:

1) Nadania Donbasowi tzw. „specjalnego statusu”, co od początku miało na celu rozbicie wewnętrzne kraju i osłabienie władzy centralnej w Kijowie. Znacznie poszerzało też koncepcję częściowej decentralizacji zaproponowaną w czerwcu 2014 roku przez prezydenta P. Poroszenkę.

2) Przeprowadzanie wyborów lokalnych na Donbasie dopiero po uzyskaniu przez niego „specjalnego statusu”.

Oprócz tego, protokół miński nie wymieniał Rosji jako jednej ze stron porozumienia pomimo tego, że zostało ono podpisane przez rosyjskiego ambasadora. Zabieg ten de facto sankcjonował pozycję liderów DRL i ŁRL jako przeciwnika Ukrainy w konflikcie.

Intencją propozycji wysuniętych wcześniej przez Kijów była ponadto tymczasowość większości rozwiązań. Miały one stanowić jedynie „mapę drogową” prowadzącą do uregulowania sytuacji na Donbasie. Z kolei w zamyśle Moskwy poszczególne postulaty miały doprowadzić do trwałego rozbicia terytorialnego Ukrainy (zwanego przez Kreml również decentralizacją i federalizacją).

Pozostałe punkty protokołu mińskiego obejmowały takie kwestie jak zawieszenie broni (za monitoring jego przestrzegania odpowiedzialna miała być misja OBWE), amnestia, wymiana więźniów, wycofanie oddziałów zbrojnych, najemników i bojowników z terenu Donbasu, a także pomoc gospodarcza dla regionu.

W następstwie pierwszego porozumienia mińskiego ukraiński parlament uchwalił we wrześniu 2014 roku prawo nadające Donbasowi spory zakres autonomii. Miało ono obowiązywać przez okres trzech lat, po przekroczeniu którego mogło zostać co roku przedłużone. Odzwierciedlało to gotowość Kijowa do przeprowadzenia reformy decentralizacyjnej o ograniczonym zakresie.

Niesiona falą patriotyzmu Ukraina nie zamierzała jednak porzucać swoich pro-zachodnich aspiracji. Zdecydowała się więc na izolację Donbasu, dla którego wsparcie ze strony Rosji systematycznie wzrastało. W rezultacie region ten zaczął funkcjonować na własnych zasadach w coraz większym stopniu przekształcając się nie w autonomiczny region Ukrainy, lecz samozwańcze quasi-państwo.

Widząc więc, że protokół miński nie doprowadził do pożądanego przez nią zwrotu sytuacji, Moskwa kontynuowała ofensywę zbrojną. Presja wojskowa i coraz dotkliwsze porażki ukraińskiej armii (m.in. bitwa o Debelcewe) skłoniły kanclerz A. Merkel i prezydenta F. Hollanda do zwołania kolejnych negocjacji.

Drugie porozumienie mińskie

W lutym 2015 roku podpisano drugie porozumienie mińskie. Stanowiło ono korzystne dla Rosji rozszerzenie propozycji zawartych w pierwszej umowie i odzwierciedlało główne cele polityczne Moskwy. Mińsk II doprowadził więc do zakończenia „gorącej” fazy konfliktu, ale nie do jego rozstrzygnięcia. Warunki układu były bowiem nie do przyjęcia dla Ukrainy.

W myśl porozumienia Donbas miał otrzymać szeroki zakres autonomii, w ramach której miałby on m.in. posiadać prawo do samodzielnego zawierania umów międzynarodowych (np. dotyczących budowy rosyjskiej bazy wojskowej na tym terenie) i pełną kontrolę nad budżetem regionu. Rząd w Kijowie nie dysponowałby nawet prawem do odwołania lokalnej władzy wykonawczej.

Potwierdzeniem tych zapisów miała być permanentna zmiana ukraińskiego prawa i reforma konstytucji sankcjonująca przekształcenie kraju w federację regionów o różnym stopniu autonomii. W ustawie zasadniczej miał ponadto znaleźć się zapis o neutralności Ukrainy.

Przekreśliłoby to szanse Kijowa na członkostwo w NATO, a prawdopodobnie również i w UE. Dalsze osłabienie władzy centralnej uniemożliwiłoby bowiem przeprowadzenie reform koniecznych do członkostwa w Unii. Należałoby spodziewać się też permanentnych prób uzależnienia poszczególnych regionów od Rosji. Ukraina przestałaby de facto istnieć jako suwerenne państwo.

Zapisy porozumień mińskich były ponadto miejscami niejasne lub wręcz ze sobą sprzeczne. Punktem sporny pomiędzy Moskwą i Kijowem okazał się więc nie tylko zakres decentralizacji, ale także moment przeprowadzenie wyborów lokalnych na Donbasie.

Według Rosji powinny one zostać przeprowadzone zanim Ukraina odzyska kontrolę nad granicami państwa. Oznaczałoby to pozostanie armii rosyjskiej na terytorium DRL i ŁRL, na co ze zrozumiałych względów nie chciał zgodzić się Kijów. Obie strony mogą przy tym powoływać się na wybrane punkty porozumień (pkt. 4, 9 i 10), potwierdzające ich interpretację protokołu mińskiego.

Wspomniane wyżej różnice w stanowiskach Rosji i Ukrainy uniemożliwiły implementację podpisanego układu. Powoduje to, że potyczki na linii kontaktowej trwają do dziś. Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy są:

1) Wadliwy proces negocjacji prowadzonych w ramach formatu normandzkiego.

2) Treść porozumień mińskich, która nie odzwierciedla wyniku działań wojennych i jest nie do zaakceptowania dla ukraińskiego społeczeństwa.

Brak jasnego stanowiska Zachodu dotyczącego polityki względem Ukrainy i Rosji spowodował, że kierujące się chęcią jak najszybszego osiągnięcia zawieszenia broni Niemcy i Francja wynegocjowały wadliwe porozumienie.

Wzmogło to jednocześnie przekonanie Moskwy o tym, że groźba użycia siły jest skuteczną taktyką negocjacyjną. Co więcej, powinna ona być skierowana na Paryż i Berlin, które „zobowiązały się” dopilnować wdrożenia porozumień mińskich. Wobec braku postępów w tym zakresie, działania Rosjan stały się więc z czasem coraz bardziej ukierunkowane na USA.

Za deklarowany cel swojej polityki względem stosunków pomiędzy Kijowem, a Moskwą państwa zachodnie uznały z kolei rozwiązanie istniejącego między nimi konfliktu w duchu porozumień mińskich. Ich treść nie odzwierciedlała jednak realnego przebiegu wojny.

Kijów stawił zdecydowany opór, a południowo-wschodnie regiony nie skapitulowały na korzyść Moskwy. Zwycięstwo Rosjan było co prawda możliwe ze względu na posiadaną przez nią olbrzymią przewagę militarną. Wymagałoby to jednak długotrwałej, pełnoskalowej interwencji. Kreml nie chciał jednak ponieść wewnętrznych konsekwencji politycznych takich działań.

Ukraina nie dysponowała z kolei wystarczającą ilością zasobów, aby odzyskać Donbas. Porozumienia mińskie nie odzwierciedlały tej sytuacji. Wręcz przeciwnie – ich wcielenie oznaczałoby polityczną klęska Kijowa i przytłaczające zwycięstwo Moskwy.

W miarę upływu czasu władze separatystów z Donbasu wykształciły ponadto „własne” armie. Są one ściśle zintegrowane z wojskami rosyjskimi, lecz formalnie nie są ich częścią. Powoduje to, że przeprowadzenie wolnych wyborów w rozumieniu tego zwrotu przez OBWE, czy Ukrainę jest praktycznie niemożliwe.

Okresowe spotkania formatu normandzkiego nie mogły więc przynieść żadnych rozstrzygnięć w kwestii zakończenia konfliktu na Donbasie. Co ciekawe, stało się tak pomimo tego, że po objęciu władzy przez W. Zełenskiego strona ukraińska była autentycznie zainteresowana osiągnięciem porozumienia z Rosją, nawet za cenę znaczących ustępstw.

Jednak próby ich wprowadzenia w życie kończyły się wybuchem znaczącego oporu społecznego ze strony obywateli Ukrainy. Groziło to destabilizacją kraju i upadkiem władzy, na co aktualny prezydent nie mógł sobie pozwolić. Społeczeństwo nie jest po prostu gotowe na kompromis z Rosją „za wszelką cenę”.

Czy konflikt na Ukrainie zostanie rozwiązany?

Gotowe do olbrzymich poświęceń w imię głębszej integracji z Zachodem społeczeństwo to obecnie chyba najcenniejszy kapitał Ukrainy. To właśnie ono jest bowiem ostatnią barierą hamującą wprowadzenie porozumień mińskich. Większość obywateli domaga się, aby proces pokojowy nie zachwiał suwerennością ich państwa i prowadził do stopniowej reintegracji Donbasu.

Z kolei rosyjska interpretacja uzgodnień zawartych w Mińsku opiera się na dążeniu do trwałego i rozległego osłabienia wewnętrznego władzy w Kijowie, które wymusiłoby zmianę prowadzonej przez nią polityki zagranicznej. Na implementację tak rozumianych zapisów zgody wyraziły już także Niemcy i Francja (ich stanowiska są łagodniejsze jedynie w niektórych szczegółach).

Co więcej, akceptację dla wdrożenia protokołu mińskiego wyrażała również przez pierwszy okres sprawowania urzędu obecna administracja prezydenta, a głównym motorem porozumienia z Moskwą był (jest?) Szef Biura Prezydenta – Andrij Jermak. To on stał m.in. za wyrażeniem zgody na przeprowadzenie wyborów na Donbasie na zasadach podyktowanych przez Rosję.

Zwrot W. Zełenskiego w kierunku integracji z NATO wynikał z tego, że wbrew jego oczekiwaniom, realizacja początkowej linii politycznej groziła mu utratą władzy i destabilizacją Ukrainy. Poza brakiem akceptacji dla takich działań ze strony społeczeństwa, nie wszyscy w tamtejszym rządzie podzielali prorosyjskie nastawienie A. Jermaka.

Znacznie utrudniało to negocjacje z Rosją i wprowadzanie porozumień mińskich w życie. Dodatkowo, narastająca w ostatnich latach pomoc amerykańska dla Ukrainy wzmacniała pozycję Kijowa. Stąd też ostatnie działania Moskwy skierowane są właśnie ku Waszyngtonowi, który przyznał jednak już, że także akceptuje protokół miński jako wyznacznik dalszego postępowania.

Obecnie to USA wzięło więc na siebie rolę „strażaka” próbującego ugasić tlący się na Ukrainie „pożar”. Kreml stara się natomiast pozbawić Kijów jego ostatniego punktu oparcia w polityce zagranicznej, którym jest pomoc (zwłaszcza militarna) ze strony Waszyngtonu.

Amerykanie zdają się przy tym powielać błędy Francuzów i Niemców, którzy przez kilka ostatnich lat żywili przekonanie o tym, że możliwe jest wynegocjowanie kompromisu „w połowie” drogi pomiędzy stanowiskami Rosji i Ukrainy.

Pozycja Kremla nie drgnęła jednak ani o milimetr. W jego ostatnich postulatach odnajdujemy bowiem te same klauzule dotyczące neutralności Kijowa, rozbicia wewnętrznego Ukrainy i zerwania przez nią współpracy z NATO. O tym, co z tego wyniknie opowiemy Wam w kolejnych tekstach. Już niebawem 😉

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back To Top