Operacje rosyjskich sił specjalnych w pierwszej fazie wojny na Ukrainie cz. 2/2

Rosyjski Specnaz

W pierwszej części tekstu podkreślaliśmy to, że siły specjalne powinny być wykorzystywane zgodnie z ich przeznaczeniem, gdyż w przeciwnym razie dowództwo ryzykuje utratą trudnych do odtworzenia, ograniczonych i cennych zasobów. Przedstawiliśmy Wam też krótką charakterystykę najważniejszych rosyjskich jednostek specjalnych.

Przeszliśmy następnie do próby odtworzenia zamysłów osób, które zajmowały się planowaniem inwazji na Ukrainę i rolą jaką w tej operacji mieli odegrać „Specnazowcy”. W drugiej części przejdziemy więc do tego, jak faktycznie wyglądał udział rosyjskich sił specjalnych w pierwszej fazie wojny.

Startujemy od razu w miejscu, w którym skończyliśmy. W dalszej części artykułu opowiemy Wam za to, o obserwacjach i przemyśleniach, które nasunęły się osobom z naszej „paki” podczas analizy materiałów, które udało nam się zgromadzić. Porozmawialiśmy też z kilkoma ziomkami, którzy są w miarę „blisko tematu” 😉 No to bum.

Rola rosyjskich sił specjalnych w początkowym etapie inwazji

Sam początek inwazji wydawał się iść zgodnie z planem Moskwy. Rosjanom udało się skutecznie zakłócić radary przeciwnika w pobliżu Kijowa. Ukraińcy sądzili początkowo, że poniosą całkowitą klęskę w spektrum walki radioelektronicznej. Agresor podejmował również udane próby ataków na stanowiska obrony przeciwlotniczej.

Otwierające uderzenia przy pomocy pocisków kierowanych były ponadto na tyle efektywne, aby umożliwić desant VDV na lotnisko w Hostomelu (co nie znaczy, że były wystarczające pod kątem osiągnięcia wszystkich zakładanych celów inwazji). Obiekt ten miał stanowić „bramę” do dalszego szturmu na Kijów, gdyż kontrola nad portem umożliwiłaby przerzut kolejnych sił drogą powietrzną.

W stolicy czekały już rosyjskie siły specjalne, które zajmowały się prawdopodobnie:

  • Planowaniem szturmów na obiekty infrastruktury krytycznej.
  • Szkoleniem najemników i osób mających wcielić się w rolę uczestników prorosyjskich protestów. Siły te były zapewne organizowane przy pomocy aktyw rosyjskich służb specjalnych.
  • Zabezpieczeniem pracy oficerów operacyjnych GRU, FSB i SWR.
  • Ochroną ukraińskich współpracowników wymienionych służb specjalnych.
  • Rozpoznaniem pozycji ukraińskich przed i w trakcie trwania operacji.

W momencie rozpoczęcia wojny, siły specjalne miały zainicjować przejmowanie kluczowych obiektów w Kijowie. Z uwagi na niewielką liczebność tych formacji, oraz ograniczone możliwości skrytego przerzutu operatorów do stolicy, potrzebowali oni wsparcia w postaci prorosyjskich sił lokalnych. Tym ostatnim znacznie łatwiej jest ponadto operować w znanym im środowisku.

W miesiącach poprzedzających inwazję, współpracownicy GRU mieli więc za zadanie rozwijać prywatne firmy wojskowe. W momencie wybuchu rosyjskiej agresji, miały one wspomóc działanie Specnazu. Na wzór wcześniejszych operacji na Krymie i w Donbasie, w pogotowiu była zapewne także inna grupa współpracowników rosyjskich służb – cywilni prowokatorzy.

Ich rolą było z kolei wywołanie protestów, które pogłębiłyby chaos w stolicy Ukrainy. Jeśli tłum gromadziłby się dodatkowo w pobliżu przejmowanych przez Specnaz obiektów, utrudniłoby to reakcję lokalnych służb, gdyż musiałyby się one mierzyć z rosyjskimi żołnierzami, wymieszanymi z ukraińskimi cywilami.

W krajach aspirujących do miana „demokratycznych” strzelanie do tłumu obywateli, nawet jeśli działają oni w interesie obcego agresora mogłoby zaś okazać się kontrowersyjne. Bez wątpienia byłoby też „problematyczne” z perspektywy walki informacyjnej. Ten sposób operowania umożliwiał ponadto Rosjanom twierdzenie jakoby planowana zmiana władzy rozgrywała się „na życzenie” lokalnej populacji.

Ktoś musiał oczywiście być na miejscu, aby upewnić się, że cały ten mechanizm dywersyjny zadziała. Najemników trzeba zawczasu zgrać, przeszkolić, a w odpowiednim momencie również umiejętnie nimi dowodzić. Zadanie to Kreml powierzył zapewne siłom specjalnym.

Z uwagi na bardzo dużą rolę FSB w planowaniu szturmu na Kijów, oprócz Specnazu i SSO (najbardziej elitarnych, Sił Operacji Specjalnych, podległych bezpośrednio KSSO) dużą rolę mogły w tym elemencie odgrywać także jednostki specjalne służby bezpieczeństwa, czyli Alfa i Wympieł.

Już podczas trwającego w ubiegłych latach konfliktu na Donbasie specjalsi” zapewniali prorosyjskim separatystom odpowiednią „motywację” (także siłową) wtedy, gdy ci ostatni nie chcieli postępować zgodnie z wolą Moskwy. Niewykluczone też, że operatorzy Specnazu lub jednostek FSB mieli za zadanie popychać tłum do agresywnych zachowań i inicjować prowokacje.

Dywersja, protesty, czy przejmowanie obiektów infrastruktury krytycznej miały być jedynie środkami umożliwiającymi przejęcie władzy na Ukrainie. Do tego celu służby specjalne musiały zaś zwerbować współpracowników, którzy w odpowiednim czasie pokierowaliby procesami politycznymi w zaatakowanym kraju.

W realiach rosyjskich, praca sił i służb specjalnych jest więc ze sobą blisko powiązana. 24 lutego zarówno jedni, jak i drudzy oczekiwali w stolicy na połączenie z siłami uderzeniowymi, mającymi desantować się w Hostomelu. I wtedy zaczęły się kłopoty…

Zmiana zadań sił specjalnych w rezultacie nieudanego desantu w Hostomelu

Z uwagi na wcześniejsze zdemaskowanie planów rosyjskiej inwazji przez wywiad USA, olbrzymią pomoc w zakresie SIGINT, jakiej udzielił Waszyngton Kijowowi, a także łamanie przez wojska Moskwy zasad bezpieczeństwa łączności tuż przed rozpoczęciem szturmu na stolicę, Ukraińcy poznali zapewne plany ataku na Hostomel z wyprzedzeniem.

Mogli nie być pewni, co do konkretnego dnia, mogli nie dowierzać…, ale znali główne założenia operacji Kremla i podjęli odpowiednie przygotowania na wypadek „W”. Nacierające Wojska Powietrznodesantowe utraciły więc element zaskoczenia. Ku ich zdziwieniu, na lotnisku „powitały” ich ogień artyleryjski i kontrataki wojsk Ukrainy.

Co prawda udało im się w końcu zająć ten obiekt, ale nastąpiło to zbyt późno, a pas startowy uległ takiemu zniszczeniu, że nie nadawał się on do użytku. Kolejnym problemem było to, że główne natarcie z terenu Białorusi również napotkało na znaczące problemy. Część z tych wojsk dotarła na obrzeża Kijowa już po 48 godzinach, lecz reszta była jeszcze daleko w tyle.

Rosyjskie siły zostały więc rozczłonkowane, m.in. dzięki skutecznym zasadzkom organizowanym przez obrońców. Zgrupowania, które uległy oderwaniu od głównych wojsk Kremla były zaś „dobijane” przez ukraińską artylerię. Z każdym mijającym dniem Moskwa traciła więc inicjatywę i zdolności militarne do zajęcia Kijowa.

Kreml zbytnio uwierzył w słabość przeciwnika i nie spodziewał się aż tak zdecydowanego oporu ze strony ukraińskiego wojska, klasy politycznej i społeczeństwa.

Obecność elitarnych formacji wewnętrznych wśród sił rosyjskich świadczy co prawda o tym, że zakładały one zawiązanie się ruchu oporu na zajmowanych terenach. Liczono jednak na to, że będzie miał on raczej charakter wojny partyzanckiej i ograniczonych potyczek wojskowych.

Tymczasem ukraiński opór był zacięty, zorganizowany i oparty w pierwszej kolejności na siłach zbrojnych, dziesiątkujących wrogie konwoje. Zamiast spodziewanej apatii społeczeństwa, ludność ukraińska wykazywała się zaś wolą walki. Odnotowywano nawet przypadki, w których „zwykli” mieszkańcy wychodzili bez broni naprzeciw rosyjskim wojskom i grzecznie kazali im… spier…

Siły specjalne znajdujące się w Kijowie nie mogły więc połączyć się z desantem z regionu Hostomela, co wymusiło zmianę ich pierwotnych zadań. W rezultacie, Specnaz jedynie w znikomym stopniu prowadził działania dywersyjne. Był za to coraz bardziej angażowany w regularne walki w terenie zurbanizowanym, do których tego typu formacje nie są przygotowane.

Dowódcy, kierujący działaniami sił specjalnych mieli prawdopodobnie świadomość tego, że desant na Hostomel zakończył się niepowodzeniem, a główne siły nie pojawiły się w umówionych miejscach. W związku z tym, odstąpiono od dokonywania szturmów na obiekty infrastruktury krytycznej lub też przeprowadzono jedynie niewielką ich ilość.

Prawdopodobne jest też to, że zdecydowano się skupić na zadaniach związanych z likwidacją poszczególnych osób, w tym zwłaszcza członków ukraińskich władz. Realizację najbardziej newralgicznych działań powierzono zaś SSO.

Warto przy tym podkreślić, że utworzenie KSSO (Dowództwo Sił Operacji Specjalnych) wpłynęło prawdopodobnie na zwiększenie elastyczności sposobu działania wszystkich rosyjskich sił specjalnych. Można bowiem przyjąć, że to właśnie operatorzy SSO mieli za zadanie koordynować działanie pozostałych formacji „specjalsów”, lokalnych kolaborantów i oddziałów najemników.

Na przykładzie roli jaką miały odegrać rosyjskie siły specjalne w początkowej fazie inwazji na Ukrainę, widzimy zasadniczą różnicę pomiędzy wspomnianymi formacjami, a ich NATO-wskimi odpowiednikami. Ci ostatni szkolą się przede wszystkim do trzech typów zadań:

  • „D-ejek” (Direct Action, czyli „wywalanie drzwi” w celu zatrzymania/likwidacji celu).
  • „M-ejek” (Military Assistance, czyli szkolenie sił lokalnych).
  • Rozpoznania specjalnego (zwiad/patrole za linią wroga).

Specyfiką rosyjskich sił specjalnych jest zaś to, że są one również przeznaczene do wykorzystania jako element szerszych operacji politycznych, zwłaszcza w ramach koncepcji określanej często w sposób mylący jako „wojna hybrydowa”.

Stąd też np. częsta współpraca i bliskie związki Specnazu ze służbami specjalnymi. „Military Assistance” w wykonaniu rosyjskich „specjalsów” może więc sprowadzać się nie tylko do szkolenia armii „separatystów”, ale również „bojówek” paramilitarnych, czy cywili. „D-ejki” mogą byś zaś po prostu zabójstwami przeciwników politycznych.

Specnaz, czyli z komandosa do piechura?

Kiedy pierwsze konwoje z rosyjskimi oddziałami stały się celem ataków, niektórzy z naszych ukraińskich „kolegów po fachu” byli zaskoczeni nie tylko tym, że konwoje te są relatywnie łatwym celem do zniszczenia. Dziwiło ich również to, że Moskwa zdecydowała się wysłać cenne jednostki specjalne na pierwszą linię walk. A potem chłopaki połączyli kropki.

Armia rosyjska nadal boryka się ze słabym poziomem wyszkolenia i wyposażenia indywidualnego żołnierzy, niskim morale i niewystarczającą liczbą żołnierzy kontraktowych. Wyjątkiem są m.in. jednostki specjalne, na które przeznacza się więcej środków, zaspokajając w znacznie większym stopniu ich potrzeby sprzętowe, szkoleniowe i rekrutacyjne.

Są to więc jedne z nielicznych sił, które mogą wykonać precyzyjną robotę, a ich poziom profesjonalizmu nie spada poniżej określonego poziomu. Jednocześnie liczebność oddziałów rosyjskiej piechoty była w pierwszym etapie inwazji dalece niewystarczająca. Powodowało to, że zamiast działać w typowy dla siebie sposób, rosyjscy „specjalsi” zmuszeni byli zastępować często „piechurów”.

Dlatego właśnie w pierwszych dniach walki mogliśmy obserwować żołnierzy Specnazu, usiłujących zdobywać teren na przedmieściach Kijowa. Oprócz tego, siły specjalne napotkały też wiele praktycznych przeszkód, utrudniających im operowanie na tyłach przeciwnika. Przyjrzyjmy się np. kwestii transportu operatorów.

„Specnazowców” można było często spotkać jadących na czołgach, BWP-ach, BTR-ach… Prawie wcale nie używali oni „softów” (pojazdów nieopancerzonych), które to wykorzystują przynajmniej czasem ukraińskie siły specjalne. Dlaczego? Ponieważ gdyby rosyjscy „specjalsi” zrezygnowali z zapewniających lepszą protekcję wozów opancerzonych stanęliby przed następującym wyborem:

  • Przejść do działań typu low-profile (po cywilnemu) i poruszać się samochodami z ukraińskimi tablicami rejestracyjnymi po wyznaczonych strefach odpowiedzialności.
  • Pozostać w formule high-profile (w pełnym „rynsztunku”), wykorzystując pojazdy cywilne jedynie jako mobilny środek komunikacyjny na krótkich odcinkach.

Oba rozwiązania są jednak obarczone wysokim ryzykiem dostania się pod ostrzał sił własnych lub przeciwnika. Działania w formule low-profile pozwalają co prawda „wtopić się” w tłum, ale muszą być poprzedzone starannymi przygotowaniami uniemożliwiającymi przeciwnikowi wykrycie zamaskowanych/”zalegendowanych” żołnierzy.

Rosjanie potrafili czynić to skutecznie w pierwszych dniach wojny, lecz im gorzej rozwijała się dla nich ofensywa na Kijów, tym bardziej musieli oni prawdopodobnie improwizować, a czasu na staranne zaplanowanie operacji specjalnych było coraz mniej. Ukraińcy zwiększali również środki bezpieczeństwa, utrudniając przeciwnikowi skryte przeniknięcie na ich tyły.

Żołnierze działający w formule low-profile muszą ponadto koordynować swoje położenie z pozostałymi komponentami wojsk (aby nie wpaść pod ostrzał własnych sił). A z łącznością po stronie rosyjskiej występowały liczne problemy, nie mówiąc już o ryzyku przechwycenia komunikacji przebywających w newralgicznym położeniu „specjalsów” przez służby ukraińskie.

Z kolei zawieszenie komunikacji wiązałoby się ze zwiększonym prawdopodobieństwem dostania się w kleszcze tzw. „friendly-fire” podczas poruszania się po Ukrainie. Rosjanie zdają sobie też sprawę z tego, że ich wojska nie mają większych oporów przed ostrzeliwaniem cywilnych pojazdów.

Z kolei wykorzystanie przez siły specjalne agresora pojazdów cywilnych w formule high-profile mogłoby się sprawdzić tylko na krótkich odcinkach i wiązałoby się z koniecznością częstej zmiany pojazdów. Poruszanie się tym samym autem przez dłuższy okres zwiększa bowiem ryzyko zidentyfikowania sił rosyjskich przez ukraińskie wojsko lub obronę terytorialną.

Planując działania, operatorzy muszą również uwzględnić takie ewentualności jak wyczerpanie się zapasów paliwa lub usterka pojazdu, co automatycznie uziemia zespół bojowy. Wobec rozlicznych problemów rosyjskiej armii, chaosu powstałego w wyniku fiaska pierwotnego planu i przeszkód, na jakie natrafiały z tych względów siły specjalne, nie dziwi nas więc relatywnie niskie tempo ich operacji w pierwszej fazie konfliktu.

Niewielkie zmiany w sztuce prowadzenia działań bojowych.

Rosyjskie jednostki specjalne potrafią działać skutecznie. Ukraińscy koledzy, z którymi rozmawialiśmy wspominali, że nie raz natrafiali na rosyjskie zespoły bojowe, które były dobrze wyposażone, działały według ustalonego wcześniej planu i były bardzo groźnym przeciwnikiem na polu walki.

Wydaje się jednak, że „Specnazowcy” potrzebują nieco czasu, aby zaadoptować swoje procedury do realiów obecnego konfliktu na Ukrainie. Faktem jest, że skala ataku jest wyzwaniem, z jakim w ostatnich latach nie mierzyła się praktycznie żadna armia świata. Rosyjskie jednostki specjalne muszą więc odnaleźć się w zupełnie innej roli, niż ta, która przypadła im w udziale np. w Syrii.

Skuteczność sił specjalnych wynika zaś m.in. z ich umiejętności dostosowywania procedur do zmieniających się wyzwań. Dlatego najskuteczniejszymi jednostkami tego typu są te, które posiadają najwięcej doświadczenia bojowego. Dużym zmartwieniem dowódców w polskich Wojskach Specjalnych są np. ograniczone możliwości „ostrzelania się” w ostatnich latach.

Zwróćcie np. uwagę, że w przeszłości amerykańscy „specjalsi” szturmowali praktycznie każdy obiekt, w którym ukrywał się cel, aby pojmać go bądź zlikwidować. Doszli jednak do wniosku, że taka taktyka skutkuje dużym ryzykiem poniesienia strat własnych. Obecnie stosują więc m.in. tzw. „call-out”: nawołują „bad guyów” do wyjścia z obiektu i przechodzą do szturmu dopiero, jeśli to nie przyniesie efektu.

„Problemem” rosyjskich sił specjalnych jest zaś to, że ich metody działania nie zmieniły się zbytnio przez ostatnie lata. Nie mieli również porównywalnego z obecnym konfliktem „poligonu doświadczalnego”. To sprawia, że ich modus operandi jest relatywnie łatwy do rozszyfrowania dla Ukraińców.

Wiele osób zapomina o tym, że związki sił zbrojnych Rosji i Ukrainy do roku 2014 były dosyć bliskie. „Stara gwardia” sił specjalnych obydwu krajów zna się wzajemnie. Często wymieniali się przecież doświadczeniami w trakcie wspólnych spotkań i ćwiczeń. Podczas inwazji na Krym dochodziło nawet z tego względu do dość nieoczekiwanych sytuacji.

Rosyjscy „Specnazowcy” dzwonili czasem do swoich ukraińskich odpowiedników i informowali ich, że mogą np. zabrać cenne przedmioty z właśnie przejętego przez nich obiektu. Zapewniali przy tym gwarancje bezpieczeństwa. Czynili to w imię „starej znajomości” i wzajemnego szacunku dla pewnych niepisanych reguł.

Zarówno Rosjanie jak i Ukraińcy znają więc sposób działania drugiej strony. Ci ostatni są jednak wspierani informacjami wywiadowczymi, oraz rozwiązaniami taktycznymi, które przekazali im instruktorzy z Zachodu. To daje im pewną przewagę w walce z rosyjskimi „specjalsami”.

Brak środków transportu, łatwe celeniskie z morale rosyjskich sił specjalnych

Ze względu na stosunkowo ciepłą zimę w tym roku, znaczna część terenów Ukrainy była nieprzejezdna dla ciężkich pojazdów trasami innymi, niż drogi asfaltowe. A pamiętajmy, że drogi na Ukrainie są jeszcze gorsze od naszych 😉 W dobrym stanie utrzymywane są przede wszystkim najważniejsze arterie.

Pogoda, bardzo wysokie wymagania dotyczące tempa operacji, oraz wiara w niewielki opór narodu ukraińskiego przyczyniła się zaś do podjęcia przez wojska rosyjskie decyzji o poruszaniu się w konwojach po głównych szlakach komunikacyjnych.

Jednostki podległe Moskwie, w tym siły specjalne stawały się tym samym łatwym celem dla bezzałogowych pojazdów latających i niewielkich, mobilnych ukraińskich grup przeprowadzających zasadzki. W taki sposób zginęło np. ponad 40 funkcjonariuszy jednostki SOBR, która z terytorium Białorusi kierowała się na Kijów.

Z kolei śmigłowce przeznaczono w pierwszej fazie inwazji na działania desantowe VDV i ich wsparcie, a także skierowano w trudniejsze tereny na wschodzie Ukrainy, gdzie transport kołowy był utrudniony. Co więcej, rosyjskie śmigłowce Mi, którymi najczęściej transportuje się żołnierzy do desantu, są de facto powolne i mało zwrotne.

To powoduje, że maszyny te są w terenie zurbanizowanym łatwym celem dla strzelców, mogących ukryć się w budynkach wielokondygnacyjnych i czekać na dogodny moment do ataku. Moskwa nie osiągnęła też dominacji w powietrzu i obawiała się strat w siłach powietrzno-kosmicznych. Z tego względu, przerzut wojsk specjalnych drogą lotniczą, podobnie jak lądową był utrudniony.

Jeśli zbierzemy to wszystko w całość, czyli: zmiana początkowych założeń inwazji, niepowodzenie desantu w Hostomelu i ogólne wrażenie, że „something is no yes” (tak kiedyś nasz kolega tłumaczył na poligonie Amerykaninowi, że „coś jest nie tak” z Humvee;), a także poruszanie się w konwojach stanowiących łatwe cele dla przeciwnika, przypuszczamy że wśród rosyjskich „specjalsów” zaczęła narastać frustracja.

Doprowadziła ona do systematycznej erozji morale, nawet wśród jednostek elitarnych. Sytuację pogarszał fakt, że – jak pisaliśmy wcześniej – wysłane na Ukrainę formacje specjalne często otrzymywały do realizacji zadania nieadekwatne do swojego przeznaczenia, lub nie dysponowały odpowiednim wsparciem, niezbędnym do wykonania postawionych im zadań.

Co więcej, Rosjanie obserwowali w swoich kręgach oddziały, które „jadą na farmazonie”, wykonując przy tym niewiele faktycznej „roboty”. Idealnym tego przykładem są przynajmniej niektóre siły „kadyrowców”, które publikują np. filmy, na których „walczą” w zdobytych już miastach albo strzelają do drzew i krzaków, za nic mając zasady taktyki.

W takich właśnie okolicznościach doszło m.in. do buntu jednostki specjalnej z Pskowa. Dowódca formacji – płk Buszujew – popadł w konflikt z dowództwem 20-tej Armii i Zachodniego Okręgu Wojskowego, co zakończyło się zawieszeniem go w obowiązkach służbowych.

Po walkach w rejonie Charkowa i poniesieniu znacznych strat w sprzęcie i ludziach (ponad 30 zabitych, 26 rannych i 50 zaginionych żołnierzy tej brygady), płk Buszujew odmówił wykonania rozkazu i wysłania swoich ludzi po raz kolejny w strefę walk.

Podsumowując – pierwszy etap inwazji na Ukrainę to dla rosyjskich sił specjalnych faza pełna powodów do rozczarowań i frustracji. Po miesiącach przygotowań do kolejnej operacji, w której to „specjalsi” mieli odegrać pierwszoplanową rolę i odnieść niewyobrażalny sukces, przyszło im jeździć na BWP-ie razem z piechotą.

Bez wątpienia będzie to jednak doświadczenie, z którego Rosjanie wyciągną odpowiednie wnioski. Ciekawi nas więc przede wszystkim to, jak będzie ewoluować ich koncepcja „wojny hybrydowej” i roli sił specjalnych w tego typu operacjach.

Ps: dziękujemy bardzo Vladowi Dut z ukraińskich sił specjalnych, Karolowi Golowskiemu, Dariuszowi Materniakowi, a także kilku innym chłopakom, którzy pomagali przy zbieraniu informacji do analizy, ale niekoniecznie zależało im na tym, abyśmy ich publicznie wymieniali w tekście 😉

Artykuł ten powstał dzięki wsparciu naszych subskrybentów. Jeśli wierzycie w to, co robimy możecie wspomóc naszą pracę, uzyskując w zamian za to dostęp do cotygodniowych felietonów, w których komentujemy wydarzenia bieżące. Wystarczy kliknąć tutaj.

Zapiszcie się również na wysyłany przez nas co tydzień newsletter, w którym znajdziecie przegląd wydarzeń z minionego tygodnia, komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Back To Top