O Co Grają Rosja, USA I Polska Na Ukrainie?

Dostaliśmy z Waszej strony kilka wiadomości z prośbami o przesłanie ostatniego felietonu, który ukazał się w cotygodniowym newsletterze BiS. Parę osób stwierdziło również, że jest to wartościowy tekst, który warto pokazać szerszemu gronu. Oceńcie więc sami.

Jeśli uznacie, że artykuł „daje radę” to zapiszcie się na listę subskrybentów newslettera (można to zrobić tutaj). Za niespełna dwa tygodnie zamierzamy bowiem odpalić nową wersję strony i wtedy nie będzie już tak łatwo 😉 Cotygodniowe felietony dostępne będą wyłącznie dla subskrybentów newslettera. Aczkolwiek dla Waszej wygody będzie je można czytać także na stronie.

Sytuacja na froncie

Rosyjskie wojska zajęły Popasną – miasto w obwodzie ługańskim, przez które przebiega obecna linia frontu na Donbasie. Kontynuowane są również próby otoczenia od południa innej miejscowości – Siewierodoniecka. Kontrofensywa Ukrainy w rejonie Charkowa odrzuciła z kolei siły Moskwy od granic miasta. Cios za cios, ale bez przełomu.

Możliwe, że tak to właśnie będzie wyglądać przez najbliższe miesiące, a może nawet lata. Rosjanie wydają się być gotowi na mozolne kontynuowanie walk zmierzających do wcielenia w życie idei Noworosji. Przygotowują się więc do wzmożenia działań mających na celu zajęcie reszty terenów obwodów zaporoskiego i chersońskiego.

Pojawiły się ponadto doniesienia mówiące o tym, że ostatnie operacje sabotażowe w Naddniestrzu zostały zorganizowane przez grupę współpracowników rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU) pod dowództwem żyjącego na terenie autonomicznego regionu Generała Majora V. Razgonowa.

Naszym zdaniem, krótkoterminowym celem wspomnianych zabiegów dywersyjnych jest odwrócenie uwagi części ukraińskich służb i wojska od sytuacji na Donbasie. Długofalowo pokazują one jednak determinację obecnych władz Rosji do zajęcia wszystkich południowych regionów Ukrainy, położonych pomiędzy Naddniestrzem, a obwodem rostowskim.

Kreml gra na „zmiękczenie” Amerykanów?

Jeśli jednak dysproporcja pomiędzy celami wojskowymi Kremla, a niewystarczającymi do ich osiągnięcia środkami będzie się utrzymywać, starcie na Ukrainie przerodzi się w długotrwały, wyniszczający konflikt. Faza „gorąca” przeplatana będzie okresowym „zamrożeniem” wojny. Brak decydujących rozstrzygnięć na polu bitwy utrudni zaś podpisanie trwałego traktatu pokojowego.

Będziemy więc mieli w istocie do czynienia z kontynuacją sytuacji trwającej od 2014 roku. Zdobywane tereny przekształcane będą przez Moskwę albo w zależne od niej quasi-republiki, albo włączane bezpośrednio do Rosji. Różnicą będzie jednak to, że to nie Niemcy i Francja będą niezdolne do wypracowania trwałego rozwiązania sytuacji na Ukrainie, a USA.

Na dłuższą metę przyczyni się to do osłabienia pozycji NATO i odnowy podziałów w ramach Unii Europejskiej. Intensywność tych procesów będzie zależeć w dużym stopniu od rozwoju sytuacji w Azji. Chiny mogą bowiem postanowić wykorzystać okres, w którym to uwaga USA skupiona jest na Ukrainie, do rozszerzenia swoich wpływów w regionie lub wręcz próby zajęcia Tajwanu.

Waszyngton stanie wtedy przed wyborem, w którym stawką będzie zgoda na koncesje w stosunku do Moskwy w celu powstrzymywania Pekinu lub też akceptacja wzrostu pozycji Chin na arenie międzynarodowej. Rosyjska inwazja na Ukrainę przyczyni się więc do przyspieszenia procesu transformacji światowej architektury bezpieczeństwa w system dwubiegunowy.

Wydaje się, że obecne elity Kremla prą właśnie ku takiemu rozwiązaniu. Warto pamiętać przy tym, że składają się one w znacznej mierze z osób wywodzących się z sowieckiej nomenklatury, a także przedstawicieli służb specjalnych, zwłaszcza FSB. Osoby te postrzegają świat w kategoriach konfrontacji Rosji z Zachodem i konieczności odbudowy strefy wpływów w „bliskiej zagranicy”.

“Partia wojny”, której przewodzi W. Putin (sam w coraz mniejszym stopniu uwzględniający w procesie decyzyjnym opinie innych osób) wydaje się balansować pomiędzy koniecznością utrzymania władzy, a snem o odbudowie ZSRR. Z jednej strony obawia się nazwania „operacji specjalnej” wojną i nakazuje, aby mobilizacja odbywała się w sposób skryty i na ograniczoną skalę.

Z drugiej zaś strony Kreml uważa, że odrzucając proponowane przez Rosję na przełomie lat 2021 i 2022 warunki rozwiązania „kwestii Ukrainy”, USA nie pozostawiły mu wyboru. Wspomniana dychotomia widoczna była podczas ostatnich obchodów Dnia Zwycięstwa.

Porównania obecnego konfliktu z zagrożeniem z czasów II Wojny Światowej kłóciły się z pośrednimi zapewnieniami prezydenta o tym, że nie oczekuje on ze strony społeczeństwa zwiększenia skali ponoszonych z tytuły inwazji wyrzeczeń.

W. Putin ma przy tym nadzieję, że będzie w stanie zminimalizować negatywne konsekwencje długotrwałego konfliktu na Ukrainie i umiejętnie zarządzać ryzykiem destabilizacji wewnętrznej, związanym z nieuchronnym i postępującym wraz z upływem czasu, słabnięciem poparcia społecznego dla wojny.

Moskwa, skupiająca całą uwagę na podporządkowaniu sobie Kijowa będzie jednak odczuwać problemy z utrzymaniem na niezmienionym poziomie swoich wpływów w innych regionach świata. Konflikt wyniszczy też kraj od strony ekonomicznej i technologicznej. Osłabiona Rosja może więc zostać w „nowym rozdaniu” sprowadzona do roli drugorzędnego gracza.

Z kolei Biały Dom zaangażował duże środki w obronę prymatu USA na świecie i wydaje się być obecnie zainteresowany zawarciem porozumienia z Kremlem jedynie na własnych warunkach. Pozycja ta zależy jednak od rozwoju sytuacji w Azji i sprawności amerykańskiego aparatu bezpieczeństwa w zakresie długotrwałego utrzymywania jedności Zachodu i wsparcia Ukrainy.

Elity w USA zdają sobie ponadto sprawę z tego, że długotrwały konflikt na Ukrainie nie jest w interesie ich kraju. Rozważają więc dwa inne rozwiązania – częściowe ustępstwa na rzecz Rosji lub całkowite jej pokonanie.

Partia pokoju”

Analitycy związani z Rosyjską Radą Spraw Międzynarodowych również uważają, że od długotrwałego konfliktu korzystniejsze jest dla Moskwy zawarcie trwałego pokoju. Zakładałby on częściowe ustępstwa zarówno ze strony Rosji jak i Ukrainy. Kijów zaakceptowałby więc neutralny status kraju, utratę Krymu i Donbasu, a także ograniczenie współpracy wojskowej z Zachodem.

Z kolei Moskwa zrezygnowałaby z okupacji kolejnych obszarów Ukrainy i nie sprzeciwiała się bliższym relacjom politycznym tego państwa z UE. Elementem traktatu byłoby również osiągnięcie porozumienia pomiędzy Rosją i USA, w ramach którego Waszyngton zaakceptowałby częściowe uznanie interesów Moskwy w Europie Wschodniej.

W rezultacie takiej umowy światowy system bezpieczeństwa rozpocząłby ewolucję w stronę systemu dwubiegunowego (z wiodącą rolą USA i Chin). Zaś w wariancie najbardziej pożądanym dla Kremla mógłby się on nawet z czasem przekształcić w ład wielobiegunowy, z coraz silniejszą pozycją stopniowo odbudowującej współpracę z Rosją, UE.

Także część elit Waszyngtonu jest zainteresowana osiągnięciem z Moskwą porozumienia. Grupa ta uważa, że przy założeniu minimalizacji ustępstw na rzecz Kremla, takie rozwiązanie pozwoliłoby utrzymać globalną dominację USA. Wypracowanie trwałego traktatu pokojowego jest jednak obecnie mało prawdopodobne z dwóch powodów.

Po pierwsze, rozmiar ewentualnych koncesji nie został jeszcze określony z uwagi na brak jednoznacznych rozstrzygnięć na polu bitwy. Po drugie, zarówno w USA jak i w Rosji osoby zajmujące kluczowe stanowiska w państwie nie są na tym etapie przekonane o możliwości zawarcia satysfakcjonującego obie strony porozumienia i ograniczenia własnych ambicji narodowych.

Dyrektor Moskiewskiego Centrum Carnegie D. Trenin formułuje ten postulat w sposób łagodny – nawołując do potrzeby zmiany pomysłów głęboko zakorzenionych w elitach narodowych”. Z kolei J. Biden mówi wprost o potrzebie odsunięcia W. Putina od władzy, licząc zapewne na to, że nowy prezydent zgodziłby się na korzystne dla USA warunki w zamian za zniesienie sankcji.

W związku z tym, że żadna ze stron nie jest obecnie gotowa na ustępstwa, w następnych tygodniach i miesiącach spodziewamy się eskalacji działań ze strony Moskwy. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że „partia wojny” wydaje się być zdeterminowana do osiągnięcia założonych celów. Postrzega ponadto obecne starcie jako konflikt z Zachodem, a nie Ukrainą.

Może to oznaczać np., że regiony zdobyte przez jej wojska po 24 lutego zosta włączone bezpośrednio w obręb Federacji Rosyjskiej. W związku z tym, że konwencjonalny układ sił w dziedzinie militarnej jest po stronie Zachodu, eskalacja może obejmować także wykorzystanie sił jądrowych i innych środków obliczonych na ograniczenie wsparcia dla Ukrainy.

„Partia pokoju” uważa przy tym, że koszty takiej polityki będą zbyt wysokie i postuluje odbudowę siły Rosji, umożliwiającą w przyszłości ponowienie wysiłku o wejście do pierwszej ligi światowych mocarstw. Pomysły te nie mają jednak póki co wystarczającego poparcia politycznego na Kremlu.

Jak w tym wszystkim może odnaleźć się Polska?

Przyznajemy więc szczerze, że nie rozumiemy pojawiających się coraz częściej w Polsce głosów nawołujących do ograniczenia pomocy dla Ukrainy. Naszym zdaniem byłoby to błędem i ułatwiło realizację najkorzystniejszego dla Moskwy scenariusza, czyli zawarcia jak najszybszego porozumienia z Kijowem i Waszyngtonem.

Gdyby z kolei Zachód (w tym RP) już na starcie zaniechał udzielania sąsiadowi wsparcia wojskowego skończyłoby się to prawdopodobnie szybką porażką Ukrainy. Byłoby to scenariuszem znacznie mniej dla Polski korzystnym od zarysowanych przez nas powyżej, aktualnych możliwości rozwoju sytuacji.

Szybki upadek Kijowa uruchomiłby bowiem procesy zmierzające do rewizji architektury bezpieczeństwa przynajmniej w Europie Środkowo-Wschodniej, oraz osłabiłby NATO i obecność USA na Starym Kontynencie. Polska znajdowałaby się ponadto w znaczniej gorszej pozycji vis a vis Rosji, która nie zostałaby osłabiona militarnie, ekonomicznie i technologicznie.

Decyzja Warszawy o wsparciu Kijowa jest więc zgodna z długofalowym interesem RP. Ważne, aby towarzyszyły temu jednak także zmiany w sektorze bezpieczeństwa. Niezbędna jest reforma armii nie tylko w sensie modernizacyjnym, lecz również organizacyjnym. Służby specjalne i MSZ muszą zaś otrzymać nowe wytyczne dotyczące priorytetów działania.

Pozycja Polski zależeć będzie bowiem od rywalizacji na linii USA – Chiny, oraz ruchów Pekinu podejmowanych w odpowiedzi na rozwój wydarzeń na Ukrainie. Nie bez znaczenie będzie też sytuacja wewnętrzna w Stanach Zjednoczonych i decyzje tamtejszych elit dotyczące utrzymania konfrontacyjnej polityki względem Rosji, które to mogą ulec zmianie.

Zarówno USA jak i Chiny są zaś kierunkami słabo rozpoznanymi przez nasz aparat państwowy. Oprócz tego, w interesie RP leży przedłużanie konfliktu na Ukrainie i uniemożliwienie zawarcia porozumienia, godzącego w interesy Europy Środkowowschodniej. Jeszcze nie tak dawno sam W. Zełenski postulował bowiem niekorzystne dla Polski warunki pokoju z Rosją.

Oprócz wzmocnienia sektora bezpieczeństwa, dbanie o interesy RP pośród meandrów polityki Moskwy i Waszyngtonu, wymaga nowego otwarcia w stosunkach z Kijowem i zwiększenia wpływów Warszawy za wschodnią granicą. Splot korzystnych okoliczności, a zwłaszcza obrany przez J. Bidena kurs na zmianę władzy na Kremlu pozwala też rozważyć opcję zagrania va banque..

Zwycięstwo nad Rosją

Odniesienie pełnego zwycięstwa nad Rosją w postaci wyparcia agresora z całości terytorium Ukrainy, włącznie z obszarem Krymu i Donbasu oznaczałoby możliwość zawarcia pokoju na zasadach podyktowanych przez USA. Jako jedno z państw ściśle współpracujących ze Stanami Zjednoczonymi, Polska mogłaby starać się o włączenie w te rozmowy.

Porażka Moskwy oznaczałaby przede wszystkim jej długotrwałe osłabienie militarne i ekonomiczne, oraz izolację na arenie międzynarodowej. Kreml straciłby też obecną siłę oddziaływania w takich regionach jak Kaukaz i Bliski Wschód (np. Syria). Już samo przerzucenie rosyjskich wojsk z tych obszarów na Ukrainę zachwiało stabilnością w Górskim Karabachu.

W przypadku zwycięstwa Kijów utrzymałby ponadto zachodni wektor integracji, a stopień współpracy Moskwy i Mińska uległby osłabieniu. Być może pojawiłaby się nawet szansa na znaczące zredukowanie obecności rosyjskiej na Białorusi. Jest też prawdopodobne, że porażka na Ukrainie doprowadziłaby prędzej, czy później do przesilenia na Kremlu.

Dopiero ono umożliwiłoby ponowne włączenie Rosji do globalnego systemu gospodarczego. Ceną byłaby zapewne akceptacja statusu „młodszego brata” w stosunkach z USA i obietnica wspólnego powstrzymywania Chin. Taki rozwój wydarzeń w bardzo znaczący sposób umocniłby NATO i amerykańskie przewodnictwo w świecie.

Francja i Niemcy ograniczyłyby zapewne dążenia do „strategicznej autonomii” na rzecz dalszego oparcia własnego bezpieczeństwa o sojusz z USA. Wszystkie te tendencje musiałyby przyczynić się też do poskromienia azjatyckich ambicji Pekinu. Stabilność takiego systemu byłaby co prawda wątpliwa, lecz osłabienie Rosji okazałoby się prawdopodobnie trwałe.

W takim przypadku ryzyko eskalacji nuklearnej ze strony Kremla byłoby spore, lecz ewentualna detonacja groziłaby przede wszystkim Ukrainie, a nie Polsce. Dla Kijowa pełne zwycięstwo nad Moskwą i tak byłoby jednak jedyną droga mogącą zapewnić mu utrzymanie, a nawet zwiększenie obecnego zakresu suwerenności.

Dotychczasowe wsparcie Zachodu jest jednak niewystarczające do realizacji najbardziej optymistycznego scenariusza. Reakcja władz RP na oblanie rosyjskiego ambasadora farbą pokazuje zaś, że państwo polskie nadal kieruje się w polityce zagranicznej raczej przesłankami wewnątrzkrajowymi i podążaniem za poczynaniami USA, a nie własną kalkulacją strategiczną.

Z kolei w wywiadzie na stanowisko dyrektora jednego z kluczowych departamentów powołano niedawno nową osobę. Obyśmy się mylili, ale póki co początki jego kadencji wskazują raczej na obranie kierunku na „zadowalania szefostwa” w warstwie PR, a nie wdrażanie pożądanych zmian strukturalnych. Do włączenia się w poważną grę nasze elity muszą więc jeszcze dorosnąć.

Póki co wygląda to trochę tak, że jeżeli Amerykanom uda się zrealizować cele maksimum to u nas również będzie „fajnie”. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, to w skrajnym przypadku możemy się nawet znaleźć w tzw. „dup…”. W całej tej układance nigdy nie będzie zaś tak, że wszystko zależy od nas. Możemy jednak starać się lepiej lub gorzej wykorzystywać swoje szanse.

Cieszmy się więc z sukcesu, jakim jest obecność w NATO i UE, a jednocześnie pracujmy nad odnową sektora bezpieczeństwa, aby zacząć odgrywać w tych formatach istotną rolę.

Jeśli chcielibyście co tydzień otrzymywać podobne felietony, w których komentujemy wydarzenia bieżące zapiszcie się na wysyłany przez nas newsletter, klikając w ten link.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Back To Top