Jaka jest prawda o działaniach CPKP „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet i o „wojnie” w jednostce? Część 1

BOA_strajk_kobiet

Bardzo rzadko podejmujemy na łamach bloga tematy związane z bieżącą sytuacją polityczną w kraju. Zdecydowaliśmy się zrobić wyjątek w przypadku szeroko komentowanych działań Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji (CPKP) „BOA”, do których doszło podczas demonstracji Strajku Kobiet w dniu 18 listopada 2020 roku. Skłoniło nas do tego kilka powodów. Po pierwsze, przykład ten ilustruje jak olbrzymia temperatura sporu politycznego oraz skrajne upartyjnienie państwa może doprowadzić do negatywnych konsekwencji dla całego systemu bezpieczeństwa. Po drugie, chcieliśmy zwrócić uwagę czytelników na to, że do doniesień medialnych dotyczących służb mundurowych należy podchodzić z rezerwą, gdyż niepełny dostęp do informacji oraz niewiedza utrudnia przygotowanie rzetelnego i obiektywnego materiału. Po trzecie, przykład „BOA” ilustruje negatywne skutki, do jakich może doprowadzić eskalacja wewnętrznego konfliktu w służbie mundurowej. Wypływa z tego wniosek dla wszystkich formacji (które również nie są wolne od konfliktów), aby polityka kadrowa była prowadzona z rozsądkiem, a spory odpowiednio wcześniej łagodzone.

Zarzuty wobec działań „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet

Wybraliśmy pięć kluczowych materiałów, na podstawie których usystematyzowaliśmy pojawiającą się w mediach krytykę dotyczącą roli CPKP „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet. Jest to przede wszystkim artykuł Bianki Mikołajewskiej i Dominiki Sitnickiej dla portalu oko.press, w którym zostały sformułowane konkretne zarzuty dotyczące działań Policji. Oprócz tego, gazeta.pl piórem Macieja Kucharczyka wskazała na szereg zastrzeżeń dotyczących sytuacji wewnątrz samego „BOA”. W dużej mierze były one następnie powielane w innych mediach i nadały ton całej dyskusji. Super Express doniósł z kolei o dekonspiracji jednego z funkcjonariuszy, który miał wykonywać obowiązki służbowe podczas wspomnianej demonstracji.

Kolejnym wybranym przez nas tekstem jest ten, pochodzący z portalu Radia Zet. Powiela on informację, którą jako pierwszy opublikował Wojciech Czuchnowski z Gazety Wyborczej, a dotyczącą możliwej dymisji dowódcy CPKP „BOA” – insp. Dariusza Zięby. Przytaczamy również tekst Mateusza Baczyńskiego, który jako jedyny przedstawiał perspektywę funkcjonariuszy wspomnianej jednostki dotyczącą zajść, do których doszło podczas Strajku Kobiet. Autor w dużej mierze powstrzymywał się od formułowania własnych ocen, zarysował obiekcje wobec działań antyterrorystów i oddał głos przedstawicielom tego środowiska. Sprawiło to, że publikacja prezentowała się jako najbardziej wyważona i umiarkowana ze wszystkich.

Pojawiające się w wymienionych wyżej mediach zarzuty wobec „BOA” można podzielić na dwie kategorie. Do pierwszej z nich należą te odnoszące się do funkcjonowania samej jednostki. Dziennikarze informowali o:

  • Istnieniu w środowisku AT konfliktu mającego dotyczyć działań CPKP podczas protestu. Gazeta.pl przekonuje o występujących rzekomo w „BOA” podziałach na tle zachowania funkcjonariuszy tej jednostki podczas demonstracji w dniu 18.11.2020 roku. W całym środowisku antyterrorystów miało się „zagotować”. Część z nich ma uważać, że jeden z ich kolegów zachowywał się zbyt agresywnie w stosunku do demonstrantów. Podobno jego zachowanie zostało określone mianem „hańby”.
  • Nieporozumieniach wewnątrz „BOA” mających dotyczyć jego dowódcy – insp. D. Zięby. Gazeta.pl twierdzi, że w CPKP ma miejsce „wojna domowa”, której przyczyną jest wspomniana osoba. Przełożony ma być postrzegany przez funkcjonariuszy jako niekompetentny, lecz lojalny i uległy w stosunku do partii rządzącej. Miał dzięki temu „zasłużyć na pseudonim „kelner”. Jako przykład „upolitycznienia” CPKP wymieniony jest udział funkcjonariuszy jednostki w spocie wyborczym posła PiS Marka Opioły, będącego znajomym D. Zięby. Portal Gazety Wyborczej utrzymuje ponadto, że demonstrację Strajku Kobiet w dniu 18.11.2020 r. celowo zabezpieczali funkcjonariusze Wydziału II, który ma być w odróżnieniu od innych komórek „wierny” dowódcy.
  • Dymisji insp. D. Zięby. Portal Oko.press przytoczył informację podaną pierwotnie przez Wojciecha Czuchnowskiego z Gazety Wyborczej jakoby szef BOA chciał podać się do dymisji. Wzmacniało to przekaz mówiący o tym, że jednostka została wykorzystana podczas protestu wbrew swojej woli i „na polecenie polityków”.

Druga grupa zarzutów odnosi się do zachowania funkcjonariuszy „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet. Omówimy je na łamach naszego bloga jeszcze w tym tygodniu. Dziś skupimy się na analizie wyżej wymienionych słów krytyki pod adresem funkcjonowania jednostki.

Czy w „BOA” istnieje „wojna”?

W „BOA” rzeczywiście istniał konflikt, lecz miał on zupełnie inne podłoże niż to, o którym informowały media. Jego przyczyny sięgają końca 2018 roku i tzw. „psiej grypy” w Policji. Wtedy to duża grupa policjantów z całej Polski, w ramach intensyfikacji trwającej od lipca akcji protestacyjnej, przeszła na zwolnienia lekarskie. Praktycznie wszyscy funkcjonariusze CPKP popierali postulaty strajkujących. Część z nich uważała, że należy w związku z tym zastosować bardziej zdecydowaną formę protestu. Chcieli oni przyłączyć się do kolegów z innych jednostek, którzy masowo przedkładali „L4”. Zachęcali również pozostałych funkcjonariuszy do podjęcia tego kroku. Przeciwnym takiemu rozwiązaniu było dowództwo policyjnej jednostki specjalnej oraz spora grupa operatorów.

Ci ostatni zostali oskarżeni przez zwolenników przechodzenia na zwolnienie lekarskie o brak solidarności
i spolegliwość. Ich sprzeciw przeciwko tej formie protestu wynikał jednak z przekonania, że „BOA” pełni zbyt istotną
(i trudną do zastąpienia) rolę w systemie bezpieczeństwa państwa, aby jej członkowie mogli pozwolić sobie na masowe przejścia na „L4”. Zdaniem wielu operatorów uniemożliwiłoby to odpowiednią reakcję w przypadku zaistnienia zagrożenia zamachem terrorystycznym, czy sytuacją typu „active shooter”. Każdy, kto służył w formacji mundurowej wie, że ze zwolnienia lekarskiego nie można tak po prostu wcześniej „wrócić”. Nawet w przypadku wystąpienia poważnego zagrożenia. Funkcjonariusz podejmujący taką decyzję narażałby się na konsekwencje dyscyplinarne, gdyż pośrednio przyznawałby w ten sposób, że zwolnienie lekarskie było „lewe”. Tym bardziej, jeśli miałoby to miejsce w trakcie trwania w Policji strajku.

Masowe przyłączenie się CPKP do przechodzenia na „L4” oznaczałoby zatem, że w przypadku zaistnienia zagrożeń, do których zwalczania powołano jednostkę, konieczność reakcji spadłaby na funkcjonariuszy z tzw. „patrolówki”. Nie są oni jednak ani do tego odpowiednio przeszkoleni, ani wyposażeni. Część operatorów „BOA” zwracała ponadto uwagę, że w przypadku przedostania się do mediów wiadomości o „psiej grypie” w jednostce, ktoś rzeczywiście mógłby „skorzystać z okazji” i dokonać zamachu. Z kolei zwolennicy ostrzejszej formy protestu twierdzili, że pozostali chcieliby lepiej zarabiać, ale jak trzeba „narazić się” dowództwu poprzez przyłączenie się do „psiej grypy” to brakuje im odwagi.

Ostatecznie wśród większości funkcjonariuszy pododdziału zwyciężyła opcja nie przyłączania się do akcji masowego przechodzenia na zwolnienia lekarskie. Jednak pewna grupa zdecydowała się na ten krok. Dodatkowo, dzień przed tym, gdy część osób służących w CPKP planowała faktycznie przejść na „L4” Zarząd Główny NSZZ Policjantów ogłosił osiągnięcie porozumienia z kierownictwem MSWiA. W tej sytuacji wspomniani funkcjonariusze uznali, że eskalacja strajku jest bezcelowa.

Jak media mogą przyczynić się do kreowania fałszywego obrazu postrzegania CPKP?

Niedługo po tym gdy emocje wokół protestu w Policji opadły, w lipcu 2019 roku, dziennik Fakt” opublikował artykuł, w którym bardzo krytycznie oceniono sytuację wewnątrz „BOA”. Opierając się na informacjach oraz zdjęciach pochodzących od samych operatorów jednostki twierdzono, że korzysta ona ze starych, zniszczonych obiektów szkoleniowych, nie posiada własnej strzelnicy taktycznej (tzw. killing house’a), a przede wszystkim „bieda” powoduje, że brakuje jej podstawowej amunicji kalibru 5,56 mm. Zamiast tego policyjni „specjalsi” mają być zmuszeni do korzystania z „kulek z farbą”.

W rzeczywistości ten ostatni zarzut brzmi wręcz komicznie. Wspomniane „kulki z farbą” to tak naprawdę amunicja typu FX wykorzystywana do celów szkoleniowych przez jednostki specjalne, które na nią stać. Jest ona bowiem w rzeczywistości droższa (!) od standardowych pocisków kalibru 5,56 mm, których w „BOA” wcale nie brakuje. Trening z użyciem FX jest ponadto istotnym elementem doskonalenia umiejętności operatorów.

Bardziej złożona jest za to sytuacja związana z obiektami szkoleniowymi. CPKP wykorzystuje do tego celu m.in. strzelnicę CSP w Legionowie. Będący jej częścią „killing house” faktycznie nie spełnia norm dotyczących amunicji 5,56mm i można tam strzelać jedynie używając kalibru 9mm. Jest to znacząca niedogodność, która nie powinna mieć miejsca. Wynika ona jednak z ogólnego niedofinansowania Policji na tle którego „BOA” i tak stanowi pozytywny wyjątek, dysponując sprzętem i możliwościami szkoleniowymi nieporównywalnymi do żadnej innej komórki. Istotną przyczyną utrudnień związanych ze strzelnicą są również problemy w organizacji przetargów przez komórkę logistyczną Komendy Głównej Policji. Nie ulega wątpliwości, że CPKP powinno dysponować własną strzelnicą, podobnie jak ma to miejsce np. w JW GROM. Ciężko jednak za ten stan rzeczy winić sam pododdział, gdyż wynika on z ogólnego braku wystarczających środków na rozbudowę infrastruktury szkoleniowej Policji.

Należy ponadto pamiętać, że posiadanie nawet najbardziej zaawansowanego miasteczka taktycznego przystosowanego do strzelania z różnych kalibrów broni nie rozwiązałoby całości potrzeb infrastrukturalnych „BOA”. Musi ono szkolić się na wielu obiektach, gdyż umożliwia to przećwiczenie różnych wariantów, a skuteczność treningu nie jest wtedy ograniczona pamięcią mięśniową związaną z ciągłym poruszaniem się po tym samym budynku.

Powyższe uwarunkowania dotyczą również innych zarzutów przytaczanych przez „Fakt”,
a odnoszących się do braku lub wyeksploatowania „makiet” autobusów, wagonów metra, czy samolotów, na których szkolą się operatorzy CPKP. Wynika to nie tylko z braku odpowiedniego budżetu, lecz przede wszystkim z wątpliwego sensu takiego rozwiązania. Pozyskanie starych pojazdów/kadłubów jest problematyczne i drogie. Właściwe szkolenie wymaga przy tym treningu na różnych rodzajach środków transportu, a posiadanie własnych makiet każdego z nich jest nierealne. Oznaczałoby to m.in. konieczność zakupu nie tylko pociągów metra, ale również np. skm, intercity, tramwajów i autobusów (różnego typu, w zależności od miasta). Czy jest to możliwe? Raczej nie. Poza tym, co w przypadku gdyby Metro Warszawskie zdecydowało się na wymianę taboru? Czy należałoby wtedy również „zaktualizować makiety” używane w „BOA”?

Dużo bardziej efektywnym rozwiązaniem jest współpraca z poszczególnymi instytucjami i władzami miast. I jest ona w „BOA” prowadzona. Pozwala to szkolić się operatorom m.in. na zróżnicowanych typach samolotów udostępnianych przez współpracującego z jednostką przewoźnika, czy też na terenie warszawskiego metra. Oprócz tego, pododdział wykorzystuje pustostany i obiekty przeznaczone do wyburzenia. Podobnie robi się również w przywoływanej w materiale JW GROM. Warto również pamiętać o tym, że zakup kosztownej makiety (np. samolotu) i tak nie rozwiązałby całości problemu dostępu do tego typu obiektów, a wiązałby się z brakiem możliwości wykorzystania tych środków finansowych na inne, być może istotniejsze potrzeby.

Największy budżet szkoleniowy z polskich jednostek specjalnych posiada JW GROM i „BOA” rzeczywiście odstaje pod tym względem. Jednak na tle Policji środków na te cele jest naprawdę bardzo dużo. Znacznie istotniejszym problemem rzutującym na możliwości treningowe są niedobory kadrowe. CPKP wykonuje na co dzień zadania związane m.in. z zatrzymywaniem najgroźniejszych przestępców, zabezpieczeniem imprez, czy ochroną VIP. Zbyt mała ilość obsadzonych w jednostce etatów powoduje, że ograniczona liczba funkcjonariuszy jest cały czas wykorzystywana do realizacji bieżących działań. Ciężej jest im wtedy znaleźć czas na niezbędne szkolenia oraz wiążące się z tym przygotowania. Takiego problemu nie ma w JW GROM i innych wojskowych jednostkach specjalnych (poza okresami, w których są one obciążone znaczną ilością zagranicznych misji, wymagających dużych sił). Ich żołnierze nie mają w zakresie swoich obowiązków podejmowania różnego rodzaju czynności operacyjnych przez co posiadają dużo więcej czasu na szkolenie.

BOA_ćwiczenia
CPKP “BOA” trenuje nie tylko na obiektach znajdujących się na terenie jednostki.

Eskalacja wewnętrznego konfliktu pomiędzy funkcjonariuszami CPKP

Poza tym, że omawiany artykuł „Faktu” posiadał sporą ilość przekłamań, doprowadził dodatkowo do eskalacji konfliktu w samej jednostce. Większość funkcjonariuszy uznało, że materiałów dziennikarzom dostarczyli najprawdopodobniej liderzy grupy domagającej się wcześniej masowego przejścia przez funkcjonariuszy pododdziału na „L4”. Dochodziło do indywidualnych napięć między operatorami. Ich najbardziej jaskrawym przejawem było m.in. to, że policjanci z wydziału, w którym istniała największa grupa zwolenników przechodzenia na zwolnienia lekarskie przestali podawać rękę innym.

Można podejrzewać, że jednym z powodów jakim kierowała się grupa, która przekazała informacje dziennikarzom „Faktu” była obawa dotycząca retorsji ze strony dowódcy „BOA” – D. Zięby. Słynął on z bardzo nieustępliwego charakteru oraz nietolerancji jakiegokolwiek sprzeciwu wobec swoich decyzji. Oprócz tego, w CPKP zdawano sobie sprawę, że np. warszawski wydział realizacyjny CBŚP został rozwiązany w odwecie za masowe przechodzenie służących tam funkcjonariuszy na „L4” w ramach strajku w Policji. Liderzy analogicznej grupy w „BOA” mogli uznać, że jedyną możliwością na uniknięcie przez nich szykan, których się obawiali, jest doprowadzenie do usunięcia ze stanowiska D. Zięby.

Sytuację dodatkowo skomplikował fakt, że niedługo przed publikacją w „Fakcie” omawianego wcześniej artykułu, w CPKP powstał oddział terenowy związku zawodowego. Skupiał on przede wszystkim liderów grupy, która postulowała przejście na „L4”. Posiadał również poparcie Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, które było pewną formą parasola ochronnego dla wspomnianych operatorów. Jednak po publikacji niekorzystnych dla „BOA” materiałów w prasie, na jednym z zebrań związkowych przedstawiciel jednostki przedstawił konkretne dowody obalające zarzuty stawiane przez dziennikarzy. Okazało się wtedy, że grupa postulująca przejście na zwolnienia dostarczała fałszywych informacji nie tylko mediom, lecz również kierownictwu NSZZ Policjantów. Wywołało to stanowczą reakcję jego przewodniczącego – Rafała Jankowskiego, który miał pretensje do jednego z liderów grupy zwolenników „L4” o przekazywanie mu fałszywych informacji dotyczących sytuacji w CPKP. Stało się jasne, że stracili oni poparcie Zarządu Głównego.

Przyczyniło się to do dalszego zaognienia konfliktu w jednostce. Do napięć dochodziło przede wszystkim pomiędzy dowództwem, a osobami uważanymi za liderów opcji przejścia na zwolnienia lekarskie. W konsekwencji przegranego starcia o usunięcie D. Zięby ze stanowiska, liderzy grupy „L4” zostali albo zmuszeni do odejścia na emeryturę, albo przeniesieni do innych jednostek. Niedługo po tym doszło do demonstracji Strajku Kobiet w dniu 18.11.2020 r. W „BOA” panuje dość powszechne przekonanie, że to właśnie usunięci z jednostki funkcjonariusze wypowiadali się na ten temat w mediach w sposób nieprzychylny dla CPKP. Podejrzewani są oni również o ujawnienie personaliów dawnych kolegów. Są to oczywiście tylko przypuszczenia, ponieważ jedynie media i politycy, którzy otrzymali te informacje znają źródło ich pochodzenia.

Doniesienia dotyczące dowódcy CPKP – insp. D. Zięby

Na podparcie tezy o tym, że „BOA” zostało wykorzystane przez rządzących jako element walki politycznej przeciwko uczestnikom Strajku Kobiet przywoływana jest osoba dowódcy jednostki – insp. D. Zięby. Media wykreowały jego obraz jako osoby niekompetentnej, powiązanej z PiS i przede wszystkim posiadającej jedynie małe grono „wiernych” funkcjonariuszy, którzy właśnie z tego względu mieli zostać skierowani do wykonywania zadań podczas wspomnianej demonstracji.

W rzeczywistości obecny dowódca CPKP jest doświadczonym szturmanem, który zaczynał jako szeregowy operator, potem został kierownikiem sekcji bojowej, a następnie zastępcą naczelnika. Jego kolejny awans – na zastępcę dyrektora „BOA” nastąpił rzeczywiście nieco szybciej niż zwykle. Doszło do niego z pominięciem stanowiska naczelnika. Ponadto, D. Zięba piastował wspomnianą funkcję jedynie przez krótki okres czasu. Jego wybór na dyrektora (tak nazywany był oficjalnie dowódca jednostki, przed wejściem w życie ustawy dot. działań kontrterrorystycznych) rzeczywiście wywołał w jednostce lekkie zaskoczenie. Nie został jednak odebrany jako coś szczególnie niezwykłego.

W specyfice funkcjonowania CPKP naczelnik oraz zastępca naczelnika to stanowiska w zasadzie równorzędne, wiążące się z tym, że jedna z tych osób dowodzi pierwszą „zmianą” szturmanów, a inna – drugą. Awans D. Zięby nastąpił ponadto w momencie zmiany władzy, co praktycznie zawsze wiązało się z dużą wymianą kadr. W tamtym czasie z „BOA” odeszli równocześnie inny zastępca dyrektora i sam dyrektor. Dlatego to właśnie obecny dowódca mianowany został na najwyższe stanowisko.

Za zasadną należy przy tym uznać krytykę ogólnego braku stabilności w polityce kadrowej służb mundurowych. Jest to związane ze zmianami władz oraz tarciami pomiędzy poszczególnymi frakcjami politycznymi. Fenomen ten istnieje jednak od lat we wszystkich formacjach. Trudno jest mieć więć pretensje do D. Zięby, że sam awans na stanowisko dyrektora przyjął.

Bogate doświadczenie bojowe obecnego dowódcy CPKP sprawia, że można wobec niego wysnuć inne zarzuty, ale na pewno nie te dotyczące jego rzekomej niekompetencji. Nieprawdą jest też, aby był przez „szturmanów” nazywany „kelnerem”. Postrzega się go jako osobę znającą się na „robocie”, za której kadencji doszło m.in. do dwóch istotnych z perspektywy „BOA” wydarzeń. Po pierwsze dokonano dużych zakupów sprzętu i rozwinięcia oferty szkoleniowej. Po drugie, wprowadzono zmiany w przepisach umożliwiające wydanie zgody na tzw. „specjalne użycie broni”.

Do tej pory w jednostkach KT (wcześniej AT) obowiązywała „wykładnia” stosowana w całej Policji mówiąca, że funkcjonariusz oddaje strzał po to, aby obezwładnić przeciwnika, a nie go zabić. To ostatnie działanie groziłoby postępowaniem o przekroczenie uprawnień. Jest to zasada słuszna, wywodząca się z przekonania, że Policja (w odróżnieniu od np. wojska) działa po to, aby zatrzymywać obywateli nieprzestrzegających prawa, a nie po to, aby likwidować wrogów zewnętrznych. Konsekwencją wspomnianej reguły jest to, że zanim funkcjonariusz odda strzał jest on zobowiązany do zidentyfikowania siebie jako policjanta i wezwania podejrzanego do zachowania zgodnego z prawem. Nie przystaje to jednak do działań kontrterrorystycznych, podczas których na podjęcie takich czynności może nie być czasu. Po wprowadzeniu zmian dotyczących „specjalnego użycia broni” dowódca operacji może zadecydować o odstąpieniu od standardowych procedur, jeśli wymaga tego sytuacja.

Z drugiej strony, D. Zięba jest osobą stanowczą, nie znoszącą sprzeciwu i rządzącą jednostką niemalże w sposób despotyczny. Wejście z nim w konflikt grozi negatywnymi konsekwencjami dla kariery w pododdziale i przekłada się na jego stosunek do takich funkcjonariuszy. Już podczas pełnienia przez obecnego dowódcę niższych funkcji znany był on z tego, że gdy coś poszło nie po jego myśli to adresował bardzo ostro formułowane zarzuty wobec pracujących
z nim osób. Taki styl zarządzania podwładnymi jest archaiczny i nie każdemu może się podobać. Ciężki charakter
D. Zięby z pewnością przyczynił się do eskalacji konfliktu w jednostce. Jego rolą jako przełożonego powinno być studzenie nieporozumień.

Prawdą jest również to, że D. Zięba ma poparcie Komendanta Głównego Policji – Jarosława Szymczyka. Zna się również z posłem PiS – Markiem Opiołom. Szeregowi funkcjonariusz nie znają jednak natury tych relacji. Nie ma ona także bezpośredniego przełożenia na wykonywane przez nich codziennie zadania. Do tej pory w jednostce nigdy nie doszło do sytuacji, aby najwyższy przełożóny wydał polecenie naruszające prawo. Oprócz tego, każdy dowódca/szef formacji mundurowej, funkcjonującej w Polsce posiada kontakty na szczeblu politycznym i siłą rzeczy jest mniej lub bardziej uwikłany w politykę. D. Zięba nie jest pod tym względem wyjątkiem, gdyż w obecnych uwarunkowaniach instytucjonalnych nie mógłby po prostu skutecznie pełnić swojej roli.

W tym kontekście nieuprawnione jest przedstawianie przez media zajść podczas demonstracji Strajku Kobiet jako częściowo uwarunkowanych tym, że do ich zabezpieczenia został skierowany Wydział II, mający być rzekomo tym jedynym popierającym dowódcę, który z kolei „ślepo” wykonuje polecenia władzy. Podczas wspomnianych protestów służbę pełnili również funkcjonariusze innych wydziałów i nie można powiedzieć, że grupa ta została wyselekcjonowana w jakikolwiek inny sposób odbiegający od standardowych procedur.

Należy też pamiętać, że „BOA” jest instytucją zhierarchizowaną, pełną ludzi zmotywowanych i lubiących swoją pracę. Operatorzy skupiają się przede wszystkim na realizacji zadań, nie myśląc przy tym o ich politycznych uwarunkowaniach. Przeciętny funkcjonariusz CPKP interesuje się sportem, bronią, czy taktyką, a nie bieżącą sytuacją w kraju. Dlatego nie wywołują u niego emocji, ani demonstracje „narodowców”, ani Strajku Kobiet, do których zabezpieczania jest kierowany.

Skuteczny system bezpieczeństwa wymaga stabilności politycznej

Ostatnie doniesienia mediów dotyczące „BOA” rażąco odbiegają od rzeczywistości. Ponadto, poprzez dopasowywanie wypowiedzi oraz zdarzeń do z góry przyjętej tezy kreują fałszywy obraz w świadomości czytelnika. Z uwagi na ograniczone możliwości i uwikłanie mediów w bieżącą walkę polityczną oraz ulegające degradacji standardy dziennikarskie, działanie CPKP zostało w nieobiektywny sposób przedstawione jako motywowane przekonaniami politycznymi.

Publikacje mediów na temat „BOA” wynikają z jednej strony ze skrajnego upartyjnienia państwa, co przekłada się na funkcjonowanie systemu bezpieczeństwa, ale z drugiej z gry oraz chęci odwetu, które stały się udziałem niektórych operatorów jednostki. Efektem tego była z kolei częściowa lub pełna dekonspiracja funkcjonariuszy, których dane „wyciekły” do dziennikarzy.

Podważa to wiarygodność całego systemu bezpieczeństwa państwa. No bo jak służby mają zapewnić bezpieczeństwo obywatelom, gdy sami obywatele oraz funkcjonariusze, w imię własnych interesów, naruszają bezpieczeństwo chroniących je osób? Należy jednak podkreślić, że odpowiednie zarządzanie narastającym na tle „psiej grypy” konfliktem w „BOA” i jego wcześniejsza deeskalacja prawdopodobnie zapobiegłyby przekazywaniu mediom wrażliwych informacji przez rozżalonych i czujących się zagrożonymi operatorów. Nie zmienia to faktu, że jeśli to właśnie oni stali za dekonspiracją kolegów, przekroczyli tym samym „cienką czerwoną linię”.

3 thoughts on “Jaka jest prawda o działaniach CPKP „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet i o „wojnie” w jednostce? Część 1

  1. Przecież to są najbardziej stronnicze i nieobiektywne media w Polsce. Niestety, szukałem fachowych informacji a znowu trafiłem na lewacką propagandę.

      1. Przepraszam. Zaregowałem w swoim stylu na wzmiankę o GW. Na tą makulaturę mam strasznà alergie. Dopiero potem przeczytałem resztę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top