Jaka jest prawda o działaniach CPKP „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet i o „upolitycznieniu” służb? Część 2

BOA_strajk kobiet

W poprzednim wpisie omówiliśmy dokładnie zarzuty kierowane wobec ogólnego funkcjonowania Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji (CPKP) „BOA”. Drugą grupę obiekcji podnoszonych przez media wobec jednostki stanowią te, dotyczące nieodpowiedniego zachowania się jej funkcjonariuszy podczas protestu Strajku Kobiet w dniu 18.11.2020 r. Dlatego postanowiliśmy dowiedzieć się, co tak naprawdę się wtedy wydarzyło.

Spotkaliśmy się z kolegami z „BOA”, a także z innych komórek Policji, którzy byli tego dnia na miejscu zdarzenia. Każdemu na wstępie mówiliśmy: „dobra, tylko mów jak było, bez ściemy”. Konfrontowaliśmy ich również z zarzutami pojawiającymi się w mediach jak i pokazywaliśmy filmiki z protestu. Wcielaliśmy się za każdym razem w rolę „oskarżycieli” i przyjmowaliśmy za punkt wyjścia perspektywę Strajku Kobiet. I wiecie co…. ? Naszym zdaniem było trochę inaczej niż wskazywałyby na to dotychczasowe relacje mediów.

Czytając tekst pamiętajcie jednak, że piszemy go wyłącznie z perspektywy skutecznie funkcjonującego systemu bezpieczeństwa. To jest dla nas najważniejsze. Nie rozstrzygamy kto ma rację w sporze politycznym toczącym się wokół Strajku Kobiet. Pracę zaczęliśmy od tego, że na podstawie artykułów wymienionych w pierwszej części naszego tekstu, wyróżniliśmy następujące zarzuty formułowane wobec „BOA” na łamach mediów:

  • Zabezpieczanie demonstracji przez „BOA” było nieuzasadnione. Gazeta Wyborcza oraz oko.press twierdzą, że użycie jednostki było nieuzasadnione, ponieważ marsze Strajku Kobiet były do tej pory pokojowe, a incydenty nieliczne. Opinię tą podziela były szef CBŚP oraz CBA Paweł Wojtunik, cytowany w jednym z tekstów oraz jeden z byłych funkcjonariuszy CPKP cytowany w materiale onet.pl. Sugeruje on jakoby jego dawni koledzy użyli środków przymusu bezpośredniego wobec nieagresywnych i nieuzbrojonych kobiet. Aby lepiej zrozumieć okoliczności, mające wpływ na komentarze pochodzące od byłych kontrterrorystów rzućcie okiem na artykuł, w którym opisaliśmy konflikt do jakiego doszło w jednostce.
  • Sposób działania „BOA”. Oko.press utrzymuje, że wspomniana jednostka jak i cała Policja są upolitycznione, a sposób działania operatorów był przynajmniej częściowo podyktowany poleceniami pochodzącymi od najwyższych władz państwowych. Paweł Wojtunik wskazuje: „Problem w tym, że dziś policja jest pod butem Kamińskiego [Mariusza, szefa MSWiA – przyp. red.] i nie wiadomo, na ile to ona obmyśla taktykę działań, na ile jest to scenariusz polityczny”. Później dodaje jeszcze: „Może być zalecenie odgórne, polityczne że w razie konfrontacji policja ma użyć wszelkich możliwych środków, łącznie z pałkami, gazami. Takie rzeczy się zawsze omawia na odprawach.”
  • Brak odpowiedniego oznaczenia funkcjonariuszy. Portal oko.press zarzuca „BOA”, że operatorzy, którzy interweniowali pierwotnie w celu wyciągnięcia mężczyzny posiadającego race oraz ci, którzy osłaniali tą interwencję, nie byli odpowiednio oznakowani i nie identyfikowali się jako będący z Policji. W związku z tym, demonstrujący byli zdezorientowani i próbowali bronić się przed napastnikami, których wzięli za narodowców lub kibiców.
  • Niepotrzebna interwencja CPKP. Wypowiadający się w jednym z tekstów generał Janusz Wikariak twierdzi, że w zdarzeniu, w którym uczestniczyło BOA nie doszło do zagrożenia zdrowia lub życia, a w związku z tym interwencja jednostki była niepotrzebna. Ponadto, nieprofesjonalne wyciągniecie z tłumu jednej z protestujących osób, miało stworzyć zagrożenie dla funkcjonariuszy oraz demonstrantów, ponieważ niepotrzebnie eskalowało sytuację.
  • Brak ostrzeżenia o użyciu środków przymusu bezpośredniego (ŚPB) przez funkcjonariuszy. Gen. Wikariak twierdzi, że niedopuszczalne jest użycie przez policjantów takich pałek czy gazu łzawiącego, bez uprzedniej informacji, że są z policji i ostrzeżenia, że użyją środków przymusu bezpośredniego.”
  • Nieodpowiedni ubiór policjantów. Funkcjonariusze CPKP mieli przez to słabo „wtapiać się” w tłum. Sprzyjało to również pomyleniu ich z „narodowcami” przez demonstrantów.
  • Wykorzystanie przez „BOA” ŚPB. Chodzi przede wszystkim o użycie pałki teleskopowej wobec fotoreportera Wojciecha Wójtowicza, który miał nie wiedzieć, że ma do czynienia z policjantem. Twierdzi, że próbował odebrać funkcjonariuszowi pałkę w obronie demonstrantów. Pomóc mu chciała jedna z kobiet, która zaczęła szarpać policjanta. Została przez to przewrócona na ziemię i potraktowana gazem. Ten sam środek zastosowano chwilę później wobec Magdaleny Biejat z Partii Razem, która zbliżyła się do policjantów z wyciągniętą legitymacją poselską.

Zachowanie BOA podczas demonstracji Strajku Kobiet

Podstawowe pytanie brzmi: czy obecność „BOA” na demonstracji Strajku Kobiet była uzasadniona? Naszym zdaniem – zdecydowanie tak. Wspomniana jednostka to przede wszystkim pododdział kontrterrorystyczny. Częstotliwość występowania w Europie zagrożeń tego typu systematycznie wzrasta, a zgromadzenia publiczne są potencjalnie atrakcyjnym celem dla zamachowców. Na pewno pamiętacie, że w ostatnim czasie doszło do kilkunastu aktów terrorystycznych, z których warto wspomnieć te w:

  • Sztokholmie, gdzie sprawca wjechał ciężarówką w tłum.
  • Strasburgu, w którym zamachowiec zaczął strzelać do uczestników jarmarku.
  • Utrechcie, gdzie zaczęto strzelać do ludzi w tramwaju.
  • Wiedniu, do którego doszło tuż przed (!) demonstracją Strajku Kobiet. Sprawca otworzył wtedy ogień w centrum miasta.

Po drugie, w czasie poprzedzającym opisywaną demonstracją z dnia 18 listopada wzrastały napięcia pomiędzy protestującymi, a ich przeciwnikami. 30-stego października doszło do ataków na uczestników jednego z marszy Strajku Kobiety. W kolejnych dniach odnotowano dalsze napaści na protestujących, a przy napastnikach znaleziono niebezpieczne narzędzia. Z kolei 11 listopada na Marszu Niepodległości rzucona na balkon raca doprowadziła do wybuchu pożaru w jednym z mieszkań. Doszło również do starć z Policją, podczas których interweniowało „BOA” zatrzymując kilku agresywnych narodowców.

Do wiadomości publicznej przedostały się również informacje sugerujące, że Ministrowie Spraw Wewnętrznych i Administracji mogą naciskać na kierownictwo Policji w sprawie podejmowania przez nią działań polegających na legitymowaniu uczestników marszów, nakładaniu na nich mandatów i kierowaniu wniosków o ich ukaranie do Sanepidu. Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski sugerował, że organizatorom Strajku Kobiet może grozić kara pozbawienia wolności, co bez wątpienia było formą wywarcia na nich presji.

W związku z tym, CPKP miał 18 listopada zabezpieczać protest nie tylko pod kątem kontrterrorystycznym (funkcjonariusze nie znajdują się w takim przypadku w bezpośrednim sąsiedztwie demonstrujących, a interweniują tylko w przypadku zaistnienia zagrożenia terrorystycznego), lecz również „wyłapywać” z tłumu osoby agresywne lub te, które swoim zachowaniem zagrażałyby życiu lub zdrowiu innych. Chciano nie dopuścić do sformowania się grup, takich jak te, które podczas Marszu Niepodległości uczestniczyły w tzw. bitwie pod Empikiem. Funkcjonariusze „BOA” nie otrzymali jednak żadnych poleceń mogących dawać choćby cień podstawy do twierdzenia, że były one motywowane politycznie lub sugerowały im użycie przemocy lub niestandardowe traktowanie uczestników Strajku Kobiet.

W marszu w dniu 18 listopada brało udział wielu mężczyzn. To właśnie kilkunastu przedstawicieli tej płci stanowiło ogromną większość osób pozostających w zainteresowaniu CPKP z uwagi na swoje zachowanie. W pewnym momencie Policja zaobserwowała, że jeden ze wspomnianych mężczyzn zaczyna odpalać w tłumie racę, pomimo obowiązującego zakazu ich używania podczas zgromadzeń publicznych. Mając w głowie zeszłotygodniowe podpalenie mieszkania oraz zagrożenia jakie stwarza pirotechnika dla samych protestujących, podjęto decyzję o „wyciągnięciu” uczestnika spośród innych członków demonstracji. Podeszli do niego nieumundurowani policjanci (nie byli to członkowie „BOA”), którzy zgodnie z procedurami zidentyfikowali się i próbowali dokonać zatrzymania. Jednak osoba odpalająca race zaczęła stawiać opór.

Zobaczyli to inni protestujący, którzy ruszyli wtedy w kierunku interweniujących funkcjonariuszy. Istniało realne zagrożenie, że zostaną oni okrążeni, a uczestnicy Strajku Kobiet będą próbowali odebrać im środki przymusu bezpośredniego. Mogło to doprowadzić do szarpaniny, zagrażającej bezpieczeństwu policjantów. Dopiero wtedy interwencję podjęli nieumundurowani członkowie CPKP. Ich celem było jak najszybsze wyprowadzenie z tłumu zatrzymanej osoby oraz funkcjonariuszy, którzy wbrew twierdzeniom Pawła Wojtunika i Janusza Wikariaka znaleźli się w sytuacji zagrażającej ich zdrowiu.

Na filmach ze Strajku Kobiet widać, że członkowie CPKP cały czas się wycofują, nie podejmując żadnych działań w stosunku do demonstrujących. Pamiętajmy też, że to właśnie ci ostatni są autorami video. W kadrze widoczne jest tylko i wyłącznie postępowanie funkcjonariuszy, a odbiorca nie jest w stanie dostrzec zachowania demonstrantów. Z kolei w momencie podejmowania przez „BOA” interwencji protestujący:

  • Rzucali petardy w stronę policjantów oraz widocznych w tle karetek.
  • Używali gazu, aby zdezorientować kontrterrorystów. Wśród członków demonstracji było co najmniej dwóch uczestników, którzy sami byli ubrani w gogle, chroniące przed używanym przez policję gazem. Chowali się oni za uczestnikami demonstracji (m.in. za osobą kręcącą video), a następnie wyskakiwali i pryskali w oczy gazem interweniującym członkom „BOA”.
  • Bili funkcjonariuszy CPKP przy pomocy transparentów oraz nóg.

Należy też pamiętać, że zajście odbywało się w atmosferze, w której wobec „BOA” padało wiele wyzwisk oraz dochodziło do zagłuszania nadawanych przez Policję komunikatów. Używane przez nią megafony były każdorazowo tłumione gwizdami i piskami inicjowanymi przez organizatorki marszu.

Na filmach z incydentu słychać również, że protestujący zdają sobie sprawę, że podejmujący interwencję nieumundurowani członkowie CPKP to policjanci. Rozpoczynając czynności mają oni obowiązek się zidentyfikować, lecz wystarczy że zrobią to słownie. W przepisach regulujących zachowanie funkcjonariuszy w takich sytuacjach nie ma ani słowa o konieczności posiadania opasek. Być może jest to błąd, jednak pretensje należy kierować pod adresem ustawodawcy, a nie „BOA”.

W takich okolicznościach fotoreporter Wojciech Wójtowicz postanowił sięgnąć „za pas” (umieszczona była tam broń i ŚPB) odwróconemu do niego plecami i uczestniczącemu w interwencji kontrterroryście. Ciężko mieć do policjanta pretensje o to, że zareagował w celu uniemożliwienia próby pozbawienia go pistoletu lub środków przymusu. Sam reporter potwierdzał w wypowiedzi dla Oko.press, że przyświecały mu dokładnie takie intencje. W. Wójtowicz popełnił swoim zachowaniem dwa wykroczenia – naruszył nietykalność cielesną policjanta oraz dokonał wspomnianej próby odebrania ŚPB.

Jest dla nas oczywistym, że funkcjonariusz nie mógł pozwolić sobie na utratę broni, tym bardziej w tłumie. W związku z tym zadał fotoreporterowi dwa uderzenia pałką teleskopową i nie posiadał wystarczająco dużo czasu na ostrzeżenie go o swoich zamiarach. Posługując się logiką przedstawioną przez fotoreportera musielibyśmy dalej przyjąć, że funkcjonariusz dokonujący aresztowania podejrzanego nie ma prawa oddać w jego kierunku strzału, gdy ten rzuci się na niego próbując odebrać mu broń.

Niedługo potem doszło do zastosowania gazu przez funkcjonariusza „BOA” wobec Magdaleny Biejat. W tej sytuacji podzielamy racje obydwu stron. Posłanka może czuć się pokrzywdzona, gdyż nie wykazywała żadnych oznak agresji. Należy jednak uwzględnić okoliczności łagodzące odbiór zachowania policjanta. On i jego koledzy odczuwali już wtedy skutki stosowania wobec nich gazu przez protestujących. W rezultacie byli lekko zdezorientowani i mieli zaburzenia wzroku, co mogło uniemożliwić im identyfikację tego, co zbliżająca się M. Biejat trzymała w ręku. Samo podejście w kierunku policjantów z legitymacją poselską wydaje się być ponadto posunięciem PR-owym. Interwencja „BOA” była już wtedy zakończona, a funkcjonariusze stali z boku i nie podejmowali żadnych działań. Nie było więc potrzeby rzekomego „łagodzenia” sytuacji.

Warto zwrócić uwagę na zagrożenia wynikające z nagłośnienia w mediach incydentu z udziałem „BOA”. Narasta przede wszystkim zjawisko celowego podejmowania prowokacji w stosunku do Policji w celu uwiecznienia tego na video i wykorzystania następnie na użytek bieżącej walki politycznej. Prowadzi to de facto do eskalacji przemocy na demonstracjach, ponieważ Policja w coraz większym stopniu odstępuje od podejmowania czynności w obawie przed ukazaniem każdego jej posunięcia w negatywnym świetle. Zagrożenia nie są przez to zwalczane w zarodku, co ośmiela tłum (na wszystkich demonstracjach) do podejmowania bardziej agresywnych działań.

Co więcej, upublicznienie danych jednego z członków „BOA” było przekroczeniem pewnej granicy. Spór polityczny przysłonił bezpieczeństwo policjanta oraz jego rodziny. Była to również próba zastraszenia funkcjonariuszy utożsamionych z byciem przedstawicielami partii rządzącej, co niepotrzebnie eskaluje tylko napięcia. Pamiętajmy, że prędzej czy później władza się zmieni i druga strona sporu politycznego może zacząć używać tego samego argumentu, wykorzystując do tego celu ponownie pododdział kontrterrorystyczny.

Dając się ponieść emocjom towarzyszącym politycznej „nawalance” tracimy też z oczu dużo ważniejsze problemy systemowe, na które cierpi polska Policja. To właśnie one powinny być przedmiotem debaty, gdyż ich eliminacja podniesie ogólny poziom bezpieczeństwa obywateli. Zamiast zajmować się właśnie tym, media pogłębiają infantylizację sporu politycznego. Napędzają bezsensowną nagonkę, w której Policja rzekomo „bije kobiety”, podczas gdy jedna część społeczeństwa to pochwala, a druga piętnuje. Znieczula to wrażliwość obywateli, którzy mogą nie zareagować należycie, gdy rzeczywiście dojdzie do przekroczenia przez funkcjonariusza uprawnień. Ponadto, dziennikarze powinni angażować swoją energię w tropienie prawdziwych afer i nieefektywności, których w służbach mundurowych jest dużo. Okazuje się jednak, że wolą oni być arbitrami emocji społecznych, a nie pełnić prawdziwą funkcję kontrolną wobec władzy.

BOA_Strajk Kobiet
Media przedstawiły tylko zachowanie funkcjonariuszy BOA, a nie to co działo się wokół nich.

Czy służby są „upolitycznione”?

W artykułach dotyczących zachowania „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet pojawiają się też zarzuty o „upolitycznienie” tej jednostki jak i całej Policji. Takie przedstawienie sprawy ma sugerować czytelnikowi, że winę za zajścia ponosi konkretna opcja polityczna, która wykorzystała funkcjonariuszy do walki ze swoimi przeciwnikami politycznymi. Zmiana władzy miałaby więc rozwiązać ten problem. Oznacza to, że ewentualne błędy popełnione przez policjantów nie mogą być np. konsekwencją złego systemu dowodzenia, braków w wyszkoleniu, czy innych faktycznych problemów instytucjonalnych, z którymi boryka się Policja lecz tego, że rządzi partia X. A jeśli władzę obejmie partia Y to kłopoty „znikną”. Podobna optyka jest jednak groźna z dwóch powodów.

Po pierwsze podważa równość obywateli wobec prawa. W publikacjach medialnych powtarzają się tezy mówiące o tym, że obecność i interwencja CPKP byłaby uzasadniona w przypadku marszy organizowanych przez środowiska narodowe lub kibicowskie, lecz jest niezrozumiała w przypadku Strajku Kobiet. Jednak jeśli wykorzystywanie „BOA” do ogólnego zabezpieczania demonstracji o charakterze masowym zostało uregulowane ustawowo, to nie powinno się decydować, czy interwencja tej jednostki jest zasadna lub nie, w oparciu o to, kto organizuje dany protest.

Nadrzędnym kryterium w takich sytuacjach powinny być okoliczności oraz charakter zdarzenia. Jeśli dochodzi do zagrożenia życia i zdrowia policjantów z oddziałów prewencji, interwencja CPKP jest uzasadniona, niezależnie od tego, czy źródłem zajścia jest kobieta, czy „narodowiec”. Nie zmienia to oczywiście faktu, że demonstracje tej drugiej grupy społecznej mają historycznie bardziej agresywny przebieg, wymagający dużo częstszego podejmowania przez Policję działań.

Warto też pamiętać, że notowany w ostatnich latach wzrost temperatury sporów politycznych jest jednym z czynników rzutujących na ogólną eskalację napięcia podczas wszystkich demonstracji. Powinniśmy zatem dążyć do redukcji poziomu agresji towarzyszącej polskiemu życiu publicznym, a nie przyjmować do wiadomości, że służby mundurowe będą inaczej traktować wybrane grupy społeczne, w zależności od tego, która partia sprawuje akurat władzę. Prowadzi to de facto do zakonserwowania tego niekorzystnego zjawiska.

Drugim zagrożeniem związanym z przedstawianiem „BOA” jako formacji mającej znajdować się obecnie pod wpływem polityków jest to, że odwraca ono uwagę od rzeczywistych problemów, które mają charakter systemowy. Prawda jest taka, że wszystkie formacje mundurowe są „upolitycznione” od wielu lat. Dwa najczęstsze przejawy tej choroby to obsadzanie stanowisk „swoimi” ludźmi oraz podejmowanie przez służby działań, zgodnych z tym, jak w danym momencie kierownictwo formacji odczytuje preferencje władzy. Pierwsze z wymienionych zjawisk rzeczywiście znacznie przybrało na sile w czasach rządów PiS, jednak jest obecne przez cały okres funkcjonowanie III RP.

W przypadku drugiego z objawów „upolitycznienia” służb, czyli chęci „wykazania się” przed politykami wina leży zarówno po stronie rządzących partii jak i poszczególnych formacji mundurowych. Zjawisko to wynika m.in. z następujących powodów:

  • Brak precyzyjnie nakreślonych zadań będących elementem długofalowej strategii bezpieczeństwa państwa i systemu rozliczania z ich realizacji. Dotyczy to zwłaszcza służb specjalnych.
  • Ambicje polityczne i biznesowe osób zajmujących stanowiska kierownicze w służbach mundurowych. Starają się oni „przypodobać się” osobom z kręgów władzy, licząc że przełoży się to na ich awans w ramach samej formacji lub uzyskanie stanowiska w jednej ze spółek skarbu państwa. Szczególnie te drugie wydają się być bardzo atrakcyjne, ponieważ wiążą się z relatywnie małym zakresem odpowiedzialności oraz ilością pracy, a gwarantują wysokie zarobki.
  • Polityka dotycząca awansów. Sposób wyłaniania osób obejmujących stanowiska kierownicze jest niejasny. Premiuje za to koniunkturalistów i osoby, które niekonieczne mają odpowiednie kompetencje, ale postrzegane są jako „lojalne” i nie kwestionujące otrzymywanych poleceń.
  • „Upartyjnienie” polityki kadrowej. Zmiana władzy prawie zawsze wiąże się z dogłębną „czystką kadrową” obejmująca nawet relatywnie niskie stanowiska.
  • Niskimi kompetencjami w zakresie zarządzania, posiadanymi przez osoby obejmujące stanowiska kierownicze.

Powyższe przyczyny są pewnym uogólnieniem i prezentują się nieco inaczej w zależności od tego czy mówimy o wojskowej jednostce specjalnej, służbie specjalnej, czy też regularnej formacji mundurowej. Generalnie jednak stworzyliśmy model instytucjonalny, w którym sektor bezpieczeństwa cierpi na słabą kadrę kierowniczą, która jest pełna koniunkturalistów przyzwyczajonych do traktowania instytucji jak swoich prywatnych folwarków. Mają oni świadomość, że awanse są słabo skorelowane z ich kompetencjami, a silnie z konotacjami politycznymi. Ponadto, nie oczekuje się od nich przedstawienia długofalowej wizji rozwoju danej instytucji, której nie ma też często na szczeblu centralnym. Zasady rządzące sektorem państwowym oraz jego nadmierne rozbudowanie powodują do tego nieustanną rywalizację poszczególnych frakcji politycznych. Zamiast skupienia się na realizacji długofalowych interesów polityki bezpieczeństwa państwa, mamy koncentrację na osiągnięciu celów partyjnych.

W takich warunkach poszczególni szefowie służb i podlegający im dyrektorzy oddają się nieustannej walce o wpływy, dostęp do polityków oraz pozytywny PR. Starają się „odgadnąć”, czego oczekuje od nich władza i „wykazać się”. To właśnie w takim modelu instytucjonalnym możliwa była afera ze sprowadzaniem respiratorów i maseczek przez Agencję Wywiadu, mimo że służba ta nie miała ku temu ani kompetencji, ani możliwości. Innym przykładem jest rywalizacja pomiędzy JW GROM, a JW Komandosów, w ramach której jeden Minister ON promował pierwszą z nich, a inny drugą z jednostek. Wpływało to np. na zakupy sprzętu w obu formacjach.

Jakiś czas temu z kolei Oddział Specjalny Żandarmerii Wojskowej „wywalczył” sobie podniesienie uposażeń o tzw. „dodatek antyterrorystyczny”, który funkcjonował pierwotnie jedynie w JW GROM. Nie chcemy tutaj rozstrzygać tego, czy wszystkie jednostki specjalne powinny mieć takie same uposażenia (jest sporo argumentów „za” tą tezą), czy jednak powinno być ono nieco zróżnicowane, w zależności od kompetencji (tutaj tez znajdzie się kilka zalet). Kluczowym jest fakt, że system nie jest transparentny, a odbiór podobnych decyzji w wojsku jest jednoznaczny – „zakulisowe fory u Ministra” przekładają się na konkretne korzyści.

Z kolei niskie umiejętności w zakresie zarządzania ludźmi, niestabilna i nietransparentna polityka kadrowa oraz klientelizm w poszczególnych formacjach mają wpływ na to, że niektórzy funkcjonariusze zostają odstawieni na „boczny tor” lub odchodzą w burzliwych okolicznościach. Co najmniej „nieelegancki” sposób przeprowadzenia zwolnienia ze stanowiska Pawła Wojtunika wpłynął z pewnością na to, w jaki sposób komentuje on obecnie w mediach poczynania poszczególnych formacji, starając się wytknąć „potknięcia” rządzącym. Na gruncie ludzkim można zrozumieć jego motywację. Dlatego polityka kadrowa w służbach powinna być prowadzona w sposób łagodzący, a nie eskalujący występujące tam konflikty.

Wyrazem skandalicznego „upartyjnienia” i nieefektywności systemu bezpieczeństwa państwa była też dekonspiracja jednego z funkcjonariuszy CPKP, do jakiej doszło przy okazji komentowania interwencji jednostki podczas demonstracji Strajku Kobiet. Podobnie bulwersujący był wpis posła Michała Szczerby o następującej treści:

W związku z przygotowywaniem zawiadomienia, proszę o informacje nt. nieoznakowanej osoby używającej do bicia pałki teleskopowej. Wiadomości mające na celu ustalenie sprawcy, proszę wysyłać w wiadomosci prywatnej. Gwarantuję anonimowość sygnalisty. Autor filmu: Antek Mantorski

Wyrazem nieefektywności jest to, że kierownictwo „BOA” nigdy nie powinno było dopuścić do tak znaczącej eskalacji konfliktu wewnętrznego, który to opisywaliśmy w pierwszym wpisie. Powodowało to chęć odwetu pośród funkcjonariuszy, którzy zostali wydaleni z jednostki. Natomiast wyrazem „upartyjnienia” systemu bezpieczeństwa jest z kolei to, że nawet jeśli media lub przedstawiciele innych organizacji otrzymali dane identyfikujące poszczególnych operatorów „BOA” nigdy nie powinni byli oni ich upubliczniać. Żaden poseł na Sejm RP nie powinien również nawoływać w imię interesu politycznego do dekonspiracji funkcjonariusza. Od oceny postępowania tego ostatniego jest Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, które może wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Zostałoby ono ewentualnie przeprowadzone bez narażanie policjanta na ujawnienie jego danych osobowych.

Takie działania są niekorzystne z co najmniej trzech powodów:

  • Bezpieczeństwo osobiste funkcjonariuszy. „BOA” zatrzymuje m.in. najgroźniejszych przestępców, a operatorzy jednostki posługują się wobec najbliższych „legendami”, mającymi na celu ukrycie rzeczywistego miejsca pracy. Służy to zapewnieniu bezpieczeństwa policjantom i ich rodzinom. Co w przypadku gdyby zdekonspirowana osoba mieszkała na tym samym osiedlu, co znajomi przestępcy jednej z zatrzymywanych wcześniej przez CPKP osób?
  • Wiarygodność systemu bezpieczeństwa. Czy państwo, które nie jest w stanie ochronić danych funkcjonariuszy, którzy narażają się na niebezpieczeństwa w jego imieniu może być wiarygodne w oczach obywateli?
  • Marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Wyszkolenie funkcjonariusza „BOA” jest kosztowne. W przypadku gdy zostanie on zdekonspirowany jego przydatność zawodowa do wykonywania zadań operacyjnych zostaje znacznie ograniczona. Czy chcemy wszyscy płacić podatki na szkolenie osób, które w wyniku dekonspiracji nie są potem w stanie realizować wszystkich czynności, do których zostali przeznaczeni?

W służbach mundurowych dochodzi do wielu przejawów nieefektywności, bezmyślności, czy wreszcie patologii rzutujących na stan obecnego systemu bezpieczeństwa, lecz nie wychodzą one na jaw. Mają jednak przeważnie swoje korzenie w konstrukcji instytucjonalnej, jaka została stworzony w naszym państwie. Są też z reguły łatwiejsze do ukrycia choćby w służbach specjalnych niż w Policji, z uwagi na wyższy poziom zakonspirowania funkcjonowania pierwszych z wymienionych formacji. Media powinny raczej piętnować deficyty instytucjonalne systemu bezpieczeństwa, a nie wybierać sobie jedną jednostkę jako „kozła ofiarnego” i używać „BOA” do „udowodnienia” promowanych przez siebie tez, narażając przy tym funkcjonariuszy na niebezpieczeństwo.

3 thoughts on “Jaka jest prawda o działaniach CPKP „BOA” podczas demonstracji Strajku Kobiet i o „upolitycznieniu” służb? Część 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top