Jak zwiększyć bezpieczeństwo ekonomiczne Polski w świecie zdominowanym przez wojny walutowe?

Bezpieczeństwo ekonomiczne Polski

W ostatnich latach obserwujemy wzrost znaczenia geoekonomii. Wykorzystując gospodarkę i kapitał, państwa starają się osiągać cele strategiczne, których urzeczywistnienie wymagałoby kiedyś użycia siły militarnej, a jeśli nie to przynajmniej zastosowania groźby jej wykorzystania. Krajem, który szczególnie często sięga po geoekonomię jest Rosja (a oprócz niej m.in. Chiny, czy Katar), czyli geopolityczny rywal Polski. Jednak w mniejszym lub większym stopniu używają jej praktycznie wszystkie państwa. Jednym z najczęściej wykorzystywanych przez nie narzędzi ekonomicznych jest polityka monetarna, a wśród niej dewaluacja własnej waluty. Ma to na celu napędzenie eksportu i pobudzenie rodzimej gospodarki, kosztem gospodarek należących partnerów handlowych.

Doprowadziło to do intensyfikacji zjawiska wojen walutowych, o których szerzej pisaliśmy tutaj. Wobec słabnącej pozycji Stanów Zjednoczonych oraz dążenia Chin do utworzenia alternatywnego systemu finansowego z elektronicznym juanem na czele, starcia te mogą jeszcze się pogłębić. Dlatego dziś przedstawiamy niektóre z kroków, które może podjąć Polska, aby zwiększyć swoją odporność na niestabilność światowego systemu finansowego oraz własną siłę oddziaływania na niego.

Regionalne bloki walutowe

W sytuacji dalszego pogłębiania się pęknięć strukturalnych na globalnym rynku walutowym, a w szczególności gdyby juan osiągnął status globalnej waluty rezerwowej, bardzo prawdopodobne jest powstanie podziału na trzy bloki walutowe – EUR, USD i CNY. Będzie to skorelowane z wykształceniem się multilateralnego ładu światowego.

Wspomniane bloki będą ze sobą konkurować. Wewnątrz każdego z nich panować będzie w miarę swobodny przepływ towarów. Jednak handel między regionami będzie utrudniony ze względu na pogłębiające się bariery. Banki centralne każdego z bloków będą prowadzić wzajemnie wyniszczające wojny walutowe przerywane czasowo mniej lub bardziej trwałymi porozumieniami. Zmieniać będzie się więc jedynie stopień natężenia tarć na tle monetarnym. Można także spodziewać się okresowych dewaluacji jednej waluty względem innych. Wykorzystywane do tego celu będą stopy procentowe, dodruk pieniądza oraz interwencje banków centralnych powodujące zmiany kursów wymiany walut.

Na wojnach walutowych ucierpi wzrost gospodarczy oraz wolumen handlowy na poziomie globalnym. Niektóre kraje okażą się jednak zwycięzcami takiej rywalizacji, zwiększając swój poziom eksportu oraz dokonując ekspansji gospodarczej. Odbędzie się to jednak kosztem innych państw, które okażą się przegranymi. Realizm polityczny i gospodarczy zatriumfuje.

W takiej sytuacji, Polska będzie miała w praktyce trzy opcje do wyboru:

  • Wejście do strefy euro.
  • Pozostanie przy złotówce przy jednoczesnym wzmocnieniu sojuszu z USA.
  • Zachowanie statusu quo.

Wybór trzeciej opcji byłby fatalny – oznaczałby stopniową marginalizację gospodarczą RP. Pozostalibyśmy w strefie buforowej, bez realnych możliwości oddziaływania na procesy zachodzące zarówno w bloku amerykańskim jak i europejskim. Jednocześnie rywalizacja pomiędzy poszczególnymi strefami wpływu powodowałaby ich systematyczne zamykanie się na kraje znajdujące się poza nimi.

Wybór pogłębienia integracji ze strefą euro byłby wyborem bezpiecznym, ale jednocześnie narzucającym ramy, ograniczające szanse Polski na dogonienie najbardziej rozwiniętych krajów świata. Zrzekając się części autonomii na rzecz Brukseli znacznie ograniczymy własne możliwości prowadzenia polityki monetarnej. Z dużym prawdopodobieństwem można jednak przyjąć, że nasz kraj będzie się rozwijać w tempie średniej unijnej. Handel ze strefą euro będzie ułatwiony, lecz jednocześnie będzie nam ciężko zmienić układ sił gospodarczych panujących w UE. Wymagałoby to znacznego zwiększenia konkurencyjności polskich firm, które musiałyby zacząć wygrywać rywalizację o rynki zbytu z koncernami niemieckimi, holenderskimi czy francuskimi. Jednocześnie przemyślana strategia polityczna byłaby niezbędna do poprawy „reguł gry” na korzyść naszego kraju.

Najbardziej ambitnym wyborem byłaby próba pozostania przy złotówce przy jednoczesnym wzmocnieniu sojuszu z USA (gwarantującym nam istotną rolę w amerykańskim systemie finansowym). Jest to jednocześnie opcja ryzykowna, gdyż wymaga bardzo dużej sprawności strategicznej oraz organizacyjnej RP. Nasz kraj musiałby grać na kilku fortepianach: utrzymywać bardzo dobre stosunki polityczne z krajami UE, wzmocnić podmiotowość w relacjach z USA i zaangażować się w inne projekty. Kluczowym z nich byłoby uzyskanie od Waszyngtonu gwarancji wsparcia środkowoeuropejskiego bloku gospodarczego skupionego wokół Polski. Jego powstanie byłoby korzystne, zasadne i możliwe (aczkolwiek prawdopodobnie na mniejszą skalę) także w przypadku integracji ze strefą euro.

Różnica polega jednak na tym, że w tym ostatnim przypadku byłaby to jedna z możliwych opcji w naszej polityce. Natomiast pozostanie poza strefą euro oznaczałoby wręcz konieczność utworzenia strefy oddziaływania geoekonomicznego Polski w Europie Środkowo-Wschodniej. Inaczej groziłaby nam marginalizacja na kontynencie. Z drugiej strony, stwarzałoby to szansę znacznego wzmocnienia pozycji gospodarczej RP i dogonienia czołowych państw Unii.

Niezależnie od rozwoju wydarzeń, dodatkowym wyzwaniem dla Polski będzie zapobieganie powstaniu bloku walutowego skupionego wokół Rosji, gdzie dominującą rolę odgrywałby rubel. Moskwa jest naturalnym rywalem Warszawy w walce o wpływy geoekonomiczne w takich krajach jak Czechy, Słowacja, Ukraina, Białoruś, Węgry czy Litwa. Wzmocnienie gospodarcze Rosji automatycznie oznaczałoby dla nas trudniejszą rywalizację na wspomnianych rynkach zbytu.

W każdym z opisanych wyżej wariantów bezpieczeństwo ekonomiczne Polski może ulec wzmocnieniu poprzez ograniczenie ryzyka systemowego, co zmniejszyłoby podatność kraju na kryzysy i niestabilność światowego systemu finansowego. Z drugiej strony, wykształcenie instrumentów oddziaływania geoekonomicznego, zwiększyłoby nasze zdolności do oddziaływania w regionie i napędziłoby wzrost gospodarczy.

Ograniczanie ryzyka systemowego

Gospodarka jest systemem złożonym. Poszczególne jej elementy, takie jak firmy, charakteryzują się różnorodnością, a co za tym idzie każda z nich nieco inaczej reaguje na zachodzące w otoczeniu procesy. Aktorzy mogą także komunikować się ze sobą i tworzyć bardziej rozbudowane struktury. Podmioty i instytucje gospodarcze są ponadto współzależne od siebie – mogą wpływać na innych poprzez swoje działania i adaptować się do zmieniających się uwarunkowań. Przedsiębiorstwa uważnie obserwują swoje otoczenie i uczą się na tej podstawie. Jeśli jedna strategia nie zda egzaminu, wypracowywane są alternatywy.

Wszystko to powoduje, że gospodarka jest systemem bardzo złożonym, który stale ewoluuje i wykształca nowe właściwości. Dochodzi w nim również do powstawania zjawisk, których nie jesteśmy w stanie wcześniej przewidzieć. Możemy obserwować działania poszczególnych firm notowanych na GPW, ale bardzo ciężko jest prognozować z wyprzedzeniem jak będzie się zachowywać giełda jako całość. W analogiczny sposób można wyróżnić i obserwować miliony neuronów znajdujących się w ludzkim mózgu, jednak interakcje pomiędzy nimi sprawiają, że powstające w naszych umysłach myśli są całkowicie nieprzewidywalne. Im bardziej złożony jest system, tym bardziej nieoczekiwane mogą być efekty jego działania.

W każdym systemie złożonym, od czasu do czasu zachodzi zjawisko tranzycji – system przechodzi z jednego stanu w drugi. Odbywa się to w sposób gwałtowny. Pozornie nieistotne zjawisko może spowodować wystąpienie katastrofalnych skutków, co ekonomista Nassim Nicholas Taleb nazwał efektem „czarnego łabędzia”. Możemy je obserwować coraz częściej w postaci niespodziewanych kryzysów, których częstotliwość występowania na rynkach finansowych nasila się.

Ekonomiści nie są w stanie ich przewidzieć, ponieważ nie uwzględniają dynamiki rządzącej systemami złożonymi w modelach szacowania ryzyka. Te z kolei narasta wraz z powiększaniem się stopnia złożoności i rozmiaru gospodarki, a w szczególności rynków finansowych. Co więcej, wzrost ten ma charakter wykładniczy, czyli podwojenie wielkości systemu powoduje dziesięciokrotny wzrost ryzyka. Im większa i bardziej złożona jest ekonomia danego kraju, tym więcej „czarnych łabędzi”.

Jednak światowa gospodarka ewoluuje dokładnie w tym kierunku m.in. za sprawą globalizacji, rozwoju przemysłowego, coraz bardziej skomplikowanych instrumentów finansowych, czy tworzenia instytucji typu „too big to fail”.W związku z tym, niestabilność światowego systemu finansowego będzie się nasilać. Dlatego, aby zredukować ryzyko wystąpienia w Polsce kryzysu oraz zmniejszyć jego ewentualne niepożądane skutki należy zredukować stopień złożoności rodzimej gospodarki.

Możemy to zaobserwować na przykładzie występującego w Polsce problemu dotyczącego kredytów frankowych. W ogromnym skrócie chodzi o to, że w momencie gdy frank szwajcarski kosztował około 2 PLN klienci banków zaciągnęli kredyty hipoteczne denominowane w tej walucie. Po tym, gdy kurs waluty wzrósł do 3 PLN, a następnie 4 PLN, raty oraz wartość tych kredytów poszybowały drastycznie w górę. Jednak „frankowicze” stanowią jedynie niecałe 6% wszystkich kredytobiorców w Polsce. W związku z tym, potencjalne problemy z kredytami tego typu nie powinny przekładać się na całą gospodarkę.

Praprzyczyną problemów z kredytami walutowymi był wzrost kursu franka względem złotówki. Wynikał on w znacznej mierze z trzech powodów. Pierwszym było bankructwo Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku, które zapoczątkowało kryzys finansowy. Drugim wybuch kryzysu zadłużenia w strefie euro w 2011 roku, które pogłębiło zapoczątkowaną trzy lata wcześniej tendencję do odpływu kapitału w stronę franka. Natomiast trzecim powodem była decyzja szwajcarskiego banku centralnego z 2015 roku. Zdecydował on wtedy o upłynnieniu kursu franka w stosunku do euro (wcześniej starano się go utrzymywać na poziomie 1.20 franków za euro). Było to wynikiem stopniowo zwiększającej się presji na szwajcarską walutę, spowodowaną luźną polityką monetarną Stanów zjednoczonych prowadzoną od 2008 roku.

Dlaczego sytuacja franka miała przełożenie na bezpieczeństwo ekonomiczne Polski? Dlatego, że gospodarki światowe są ze sobą ściśle powiązane. Jedno wydarzenie może pociągnąć za sobą lawinę. Frank uważany był za „bezpieczną przystań”, dlatego w momencie wystąpienia kryzysu zanotował przypływ kapitału. To spowodowało jego umocnienie względem dolara i innych walut, w tym złotówki.

Rodzimy regulator nie zdecydował się jednak na interwencje mającą na celu redukcję stopnia złożoności systemu, a tym samym przerwanie zależności udzielanych Polakom kredytów hipotecznych od kursu franka. Zaproponowane wyżej postrzeganie gospodarki jako systemu złożonego dawało jednak wszelkie przesłanki do takiego działania i zwiększyłoby bezpieczeństwo ekonomiczne kraju.

Czy kredyty hipoteczne we frankach były odpowiednią formą zobowiązania dla przeciętnego Polaka? Nie, były zbyt skomplikowane. Dla ogromnej większości obywateli, najwłaściwsze jest zaciąganie kredytu w walucie, w której zarabiają. Czy kredyty we frankach miały pozytywny wpływ na rozwój krajowej gospodarki? Jeśli tak, to marginalny. Zwiększyły jedynie okresowo zyski banków i sprawiły, że ludzie pozbawieni odpowiedniej zdolności kredytowej byli w stanie uzyskać oczekiwaną pożyczkę. Czy zatem kredyty walutowe powinny być masowo dostępne jak w okresie boomu na kredyty we frankach? Nie, regulator powinien zareagować wcześniej. Zmniejszenie dostępności zobowiązań zaciąganych w obcych walutach zredukowałoby stopień złożoności i powiązania systemu bankowego z rynkami światowymi. Tym samym zmniejszyłoby ryzyko wystąpienia (w Polsce, nie na świecie) oraz skutki „czarnego łabędzia” w postaci załamania się kursu franka.

Instrumentów, których mógł użyć regulator było wiele, m.in.:

  • Ograniczenie możliwości zaciągania kredytów walutowych przez przeciętnego Kowalskiego.
  • Zmiany w modelu wyceny ryzyka kredytowego. Ciężko jest zrozumieć jak bank mógł orzec, że osoba niemająca odpowiedniej zdolności kredytowej do zaciągnięcia hipoteki w złotówkach, może posiadać taką zdolność, jeśli kredyt będzie denominowany w obcej walucie.
  • Podniesienie wskaźników dotyczących wymaganych poziomów kapitału, co osłabiłoby akcję kredytową banków. Do redukcji złożoności systemu mogłoby również dojść poprzez zwiększenie ilości banków operujących na rynku i niedopuszczenie do powstawania instytucji typu „too big to fail”. Jedynie trzy banki (PKO, mBank, Millenium) odpowiadają za blisko 66% wartości wszystkich kredytów frankowych. Gdyby proporcjonalna ilość, lecz dużo mniejszych banków udzielała tego typu zobowiązań nie stwarzałoby to ryzyka systemowego dla całego sektora bankowego.

Tendencję do zwiększania złożoności widzimy również w innych obszarach polskiej gospodarki. Jednym z najbardziej skrajnych przypadków jest dążenie do tworzenia państwowych molochów. Obecnie w gronie największych pracodawców w Polsce znajduje się m.in. PKN Orlen, Orlen Paliwa, Grupa Lotos, Lotos Paliwa i PGNiG. Rząd planuje połączenie tych pięciu spółek w jedną większą. W związku z tym zwiększy się ilość czynników oddziaływających na nowo-powstały podmiot oraz skala zagrożeń związanych z ewentualnym bankructwem takiej firmy.

Kolejnym krokiem niezbędnym do zwiększenia odporności polskiej gospodarki na kryzysy walutowe jest zmiana modeli zarządzania ryzykiem, używanych przez instytucje finansowe. Obecnie praktycznie najpopularniejszym narzędziem w tym zakresie jest tzw. Value at Risk (VaR). Wskaźnik ten pomaga ocenić ryzyko rynkowe, czyli to jak może zmienić się wycena aktywów i jaka może wystąpić strata w danym okresie. Taka ocena ryzyka jest następnie używana do oszacowania jak duża ilość kapitału jest potrzebna, aby pokryć ewentualne straty. W dużym uproszczeniu banki obliczają, że w danym dniu mogą np. stracić 5 mln PLN, w związku z tym muszą mieć „pod ręką” rezerwy tej wielkości.

Olbrzymią wadą VaR jest jednak to, że metoda ta jest przystosowana do oceniania ryzyka w „normalnych” warunkach, natomiast bardzo słabo sprawdza się w przededniu lub w momencie wystąpienia kryzysu finansowego. VaR potrafi np. przewidzieć, że z 95% prawdopodobieństwem bank nie straci w tygodniu x więcej niż 10 milionów PLN. Problem tkwi jednak w tym co stanie się w przypadku, gdy wystąpi nieoczekiwane zdarzenie zawierające się w pozostałych 5% przypadków. Model nie mówi też nic o tym jaki poziom strat wiąże się z wystąpieniem takiego zjawiska. Ponadto VaR jest często wyliczane każdego dnia, dając fałszywe poczucie komfortu, że kolejny dzień będzie mniej więcej taki sam jak poprzedni. Wiemy jednak, że „czarne łabędzie” występują coraz częściej, podczas gdy VaR jest „poduszką powietrzną, która działa za każdym razem, poza tymi przypadkami kiedy dochodzi do wypadku samochodowego”, jak ujął to znany inwestor David Einhorn.

Użycie wspomnianego wskaźnika prowadzi do sytuacji, w której instytucje finansowe podejmują nadmierne ryzyko, podczas gdy zarówno one jak i zewnętrzni regulatorzy posiadają iluzoryczne poczucie kontroli nad nim. Jest to kolejnym powodem, który tłumaczy dlaczego instytucje takie jak SEC, czy KNF są zaskakiwane skalą pojawiających się nagle kryzysów.

Innymi przykładami zjawisk jakie powinien monitorować regulator chcący redukować ryzyko systemowe jest koncentracja długu publicznego w rękach zagranicznych inwestorów, czy istnienie „bezpieczników” zapobiegających nagłej wyprzedaży polskich obligacji. Nie sposób tutaj wymienić wszystkich obszarów, w których można zwiększyć bezpieczeństwo ekonomiczne Polski.

Bank Narodowy Czech
Bank Narodowy Czech

Ekspansja geoekonomiczna Polski w regionie

Jedną z głównych przyczyn niepowodzeń Polski w polityce względem Ukrainy, Białorusi, czy państw Grupy Wyszehradzkiej jest brak realnych instrumentów oddziaływania na sytuację w tych krajach. Dlatego potrzebny jest znaczący wzrost stosowania geoekonomii, czyli narzędzi ekonomicznych służących osiąganiu korzyści geopolitycznych. W takich działaniach państwo nie kieruje się wyłącznie logiką rynkową, lecz waży potencjalne korzyści gospodarcze z politycznymi. Polskie przedsiębiorstwa muszą dokonywać ekspansji na rynki Europy Środkowo-Wschodniej, a państwo musi odgrywać rolę przewodnią w kierowaniu strumienia inwestycji oraz pomocy ekonomicznej.

W celu skutecznego stosowania geoekonomii należy rozbudować polskie zdolności MARKINT (Market Intelligence) – zbierania informacji dotyczących rynku i jego uczestników w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Potrzebna jest w tym zakresie współpraca dwóch instytucji – MSZ i wywiadu (AW i SWW). Pomijając wsparcie działalności kilku spółek skarbu państwa, działalność wspomnianych służb w zakresie bezpieczeństwa ekonomicznego jest obecnie znikoma. Dlatego zadania wywiadu powinny obejmować:

  • Zbieranie i analizę danych dotyczących wymiany handlowej oraz polityki monetarnej. Jak pisaliśmy tutaj – skuteczna wojna walutowa polega na prowadzeniu działań, które balansują na krawędzi progu odpowiedzi drugiej strony. Powinny być one też skoordynowane z polityką eksportową. Aby ją wspierać kosztem sąsiada złotówka musi być niedowartościowana, lecz nie na tyle aby powodowało to reakcję ze strony przeciwnika, gdyż skutkuje to wojną walutową, na której tracą obie strony. Dlatego informacje dotyczące wymiany handlowej i polityki innych banków centralnych są niezbędne do zwiększania wolumenu wymiany, prowadzenia rywalizacji walutowej i ustalenia optymalnego kursu PLN w stosunku do każdej z walut.
  • Pozyskiwanie aktywów w kluczowych instytucjach gospodarczych. Istotne jest posiadanie źródeł osobowych w dużych spółkach oraz istotnych instytucjach finansowych państw regionu. Umożliwią one identyfikację korzystnych inwestycji, ich przeprowadzenie, a następnie łatwiejsze funkcjonowanie kontrolowanego przez Polskę podmiotu na nowym rynku.
  • Kształtowanie otoczenia konkurencyjnego, w którym operują polskie firmy. Każdy kraj dokonujący ekspansji ekonomicznej wspiera swój biznes. Wywiad powinien co najmniej dostarczać informacji dotyczących warunków funkcjonowania biznesu w danym kraju. Powinien ponadto interweniować w przypadku, gdy polska firma napotka trudności np. dokonując korzystnej z punktu widzenia interesów RP fuzji. Służby mają szczególną rolę do odegrania w takich krajach jak Ukraina i Białoruś. Aby skutecznie rywalizować na tamtejszych rynkach wywiad musi zapewnić ochronę (często również i fizyczną) funkcjonowania przedsiębiorstw oraz umożliwić im swobodne prowadzenie działalności poprzez oddziaływanie na organy tamtejszej administracji. Polega to m.in. na dbaniu o to, aby firmy nie padały ofiarą wymuszeń ze strony grup przestępczych powiązanych z urzędnikami, nadużyć władzy, starć pomiędzy oligarchami, czy tez uzyskiwały wymagane koncesje/pozwolenia na działalność.
  • Sondowanie możliwości inwestycyjnych. Uzyskując niejawne informacje z rynku, wywiad powinien pogłębiać rozpoznanie poszczególnych celów inwestycyjnych dla polskich firm. Tam gdzie jest to niezbędne może również pośredniczyć przy udzielaniu wsparcia finansowego oraz zapewniać przychylność odpowiednich organów lokalnej administracji.

Drugą istotną z punktu widzenia ekspansji geoekonomicznej instytucją jest MSZ. Jednym z najważniejszych zadań wszystkich placówek zagranicznych powinna być promocja gospodarcza Polski, zwłaszcza jej sektora prywatnego. Ambasady powinny otrzymywać wytyczne dotyczące pożądanych kontaktów, sondowania okazji inwestycyjnych oraz poszukiwania rynków zbytu i możliwości importu pożądanych surowców. Szczególny priorytet powinien zostać nadany eksportowi broni. Całość tego typu zadań powinna zostać powierzona MSZ, aby nie dochodziło do sporów kompetencyjnych z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii.

Dyplomaci powinni uczęszczać na targi, konferencje i sami organizować wydarzenia networkingowe, a relacje z biznesem powinny stać się dla nich normą. Dokonując ewaluacji ich pracy należy skupić się na jakości pozyskiwanych informacji, liczbie nawiązanych kontaktów i stawianych im zadań związanych z przyjętą strategią geoekonomiczną. Należałoby wprowadzić zasadę, że kolejną osobą po szefie Wydziału Politycznego na placówce jest osoba odpowiedzialna za dyplomację gospodarczą.

Całość działań powinna być koordynowana przez specjalnie do tego powołany departament, który mógłby zostać usytuowany np. w strukturach NBP. Jego zadaniem byłoby wypracowanie długofalowej strategii geoekonomicznej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej opartej na jasnych kryteriach (np. osiągnięcie określonego wolumenu wymiany handlowej z krajem x, przejęcie trzech przedsiębiorstw w branży z, pozyskanie technologii y do roku xxx) oraz regularne kontakty z MSZ i wywiadem w celu monitoringu podjętych przez nich działań. Jedna, wyspecjalizowana komórka powinna koordynować całość przekazywanej na potrzeby danego kraju pomocy rozwojowej, politykę handlową oraz inwestycyjną. W obecnej chwili jest tak, że nawet w samym MSZ budżety przeznaczone na różnego rodzaju wsparcie finansowe w danym kraju są ulokowane w różnych komórkach. Ponadto działania wywiadu i MSZ nie są w żadnym stopniu skoordynowane, a czasem wręcz napędzane wzajemną rywalizacją. Powoduje to rozproszenie i tak ograniczonych środków jakie Polska przeznacza na szeroko pojęte działania w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W konsekwencji ich efekty są znikome.

Należy też zadbać, aby w przeciwieństwie do aktualnej sytuacji przenikanie się działań wywiadu i MSZ było ograniczone do minimum. Oznacza to powierzenie AW i SWW pewnej ograniczonej ilości stanowisk (mniejszej niż obecnie), stanowiących przykrycie dla oficerów oraz zapewnienie przez nich osłony kontrwywiadowczej działań dyplomatycznych poza granicami RP. Wywiad powinien mieć zakaz posiadania wszelkich innych wpływów w MSZ. Jego zadaniami powinny być pozyskiwanie informacji oraz oddziaływanie na rzeczywistość metodami innymi niż te dostępne dla MSZ. Ograniczyłoby to również panującą obecnie w wywiadzie strukturalną nieefektywność oraz dublowanie przez służby działań zarezerwowanych z zasady dla dyplomacji.

Dopiero tak przygotowane instytucje powinny wykorzystywać dwa istotne narzędzia geoekonomii – politykę handlową oraz inwestycyjną. Polityka handlowa obejmuje:

  • Politykę monetarną promującą eksport.
  • Rozszerzanie rynków zbytu dla rodzimych towarów.
  • Znoszenie oraz nakładanie barier w handlu z poszczególnymi państwami.
  • Politykę importową, w szczególności dot. surowców.
  • Rozszerzanie powiązań handlowych.

Intensyfikując handel z sąsiadem, RP automatycznie zyskiwałaby szereg mechanizmów oddziaływania na to państwo. Będąc istotnym odbiorcom towarów wytwarzanych przez dany kraj można przykładowo zamykać lub otwierać na nie swój rynek oraz decydować o utworzeniu nowych miejsc pracy w sąsiednim państwie. Będąc z kolei eksporterem rzadkich dóbr lub surowców można uzależnić sąsiada od własnego eksportu.

Konkretne sposoby prowadzenia działań geoekonomicznych można prześledzić na przykładzie Rosji. Przed wojną w Gruzji w 2008 roku, FR zamknęła swój rynek na tamtejsze produkty rolnicze. Następnie wstrzymała transport lotniczy, morski, drogowy i kolejowy do Tbilisi, włącznie nawet z pocztą. Moskwa próbowała także wpłynąć za pomocą polityki handlowej na Kijów, aby ten nie podpisywał porozumienia stowarzyszeniowego z UE. W 2012 roku Rosja wstrzymała import wyrobów cukierniczych i zintensyfikowała kontrole produktów ukraińskich na granicach, co wywołało straty szacowane na ok. 500 milionów USD. Następnie Moskwa uniemożliwiła przekraczanie przez tiry z Ukrainy granicy z FR, co doprowadziło wiele tamtejszych firm do bankructwa oraz podwyższyła cenę gazu dostarczanego Kijowowi. W końcu, w grudniu 2013 roku, Kreml zaproponował warty 15 miliardów USD pakiet pomocowy dla ukraińskiej gospodarki. Wysiłki te przyniosły sukces, gdyż W. Janukowycz zdecydował się nie podpisywać umowy stowarzyszeniowej z UE.

Przykład ten jasno pokazuje, że aby móc prowadzić skuteczną politykę wschodnią, która bez wątpienia znajdzie się na kursie kolizyjnym z interesami Rosji, Polska musi posiadać instrumenty ekonomiczne mogące przynajmniej równoważyć wysiłki rywala. Ciężko się dziwić krajowi stojącemu na granicy bankructwa, że wybiera konkretną pomoc finansową ze strony Rosji, zamiast niejasnej wizji demokracji i wartości unijnych.

Polska nie powinna liczyć na to, że wybuch frustracji społecznej w postaci Euromajdanu wprowadzi Ukrainę do UE. Zamiast tego, RP może systematycznie wciągać sąsiada w sieć powiązań ekonomicznych, a w razie potrzeby udzielić wsparcia finansowego, wykorzystując to do zapewnienia polskim firmom preferencyjnych warunków inwestycyjnych i handlowych. Natomiast w momencie zaistnienia korzystnych okoliczności geopolitycznych Polska powinna wzmocnić wysiłki geoekonomiczne wsparciem politycznym ze strony UE i USA oraz gwarancjami militarnymi w celu „wyciągnięcia” danego kraju z orbity wpływów rosyjskich.

Geoekonomicznym uzupełnieniem polityki handlowej jest polityka inwestycyjna. Jej znaczenie i skuteczność wynikają z pogłębiającego się stopnia upaństwowienia gospodarek światowych. Przedsiębiorstwa kontrolowane przez rządy zapewniają obecnie większość inwestycji zagranicznych (tzw. FDI) i należą do jednych z największych firm na świecie. Potwierdzają to np. umowa pomiędzy Gazpromem i CNPC, inwestycje dokonywane przez chińskich gigantów wspieranych przez rząd, czy posiadanie udziałów przez rząd Niemiec w takich firmach jak T-Mobile i Commerzbank.

Dodatkowo, państwa dysponują ogromnymi rezerwami walutowymi oraz tzw. Sovereign Wealth Funds (SWF), czyli państwowymi funduszami posiadającymi ogromne środki finansowe, które są inwestowane w rozmaite aktywa. Posunięcia inwestycyjne wspomnianych podmiotów są przynajmniej częściowo motywowane geopolitycznie. SWF nie posiadają przy tym ograniczeń związanych z kontrolą akcjonariuszy i inwestorów. Ponadto państwa mogą dysponować niejawną wiedzę, umożliwiającą wpływanie na rzeczywistość oraz dokonywanie określonych inwestycji.

Podążając za wspomnianym trendem Polska ma wiele możliwości prowadzenia polityki inwestycyjnej poprzez m.in.:

  • Spółki skarbu państwa.
  • Państwowe fundusze inwestycyjne, w tym SWF.
  • Komercyjne fundusze inwestycyjne, powiązane w sposób niejawny z rządem RP.
  • Prywatne firmy.

Politykę inwestycyjną i handlową można również uzupełniać za pomocą innych posunięć, takich jak:

  • Dyplomacja regulacyjna. Np. zabieganie o odpowiednie uregulowanie ochrony danych osobowych oraz przepisów określających sposób działania walut elektronicznych.
  • Utworzenie własnej waluty elektronicznej.
  • Skupowanie zadłużenia państw istotnych z punktu widzenia interesów RP.
  • Polityka monetarna: stopy procentowe, dodruk pieniądza, manipulacja kursem wymiany złotówki, interwencje na rynku walutowym.
  • Wpływanie na notowania giełdowe spółek, np. poprzez niejawne wspieranie działań z zakresu wojny informacyjnej.
  • Fuzje i przejęcia.
  • Ataki cybernetyczne na kluczowe instytucje finansowe oraz przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym.
  • Odpowiednia selekcja inwestycji na polskim rynku – otwarcie/zamykanie rynku dla określonych graczy.

Polska powinna systematycznie zwiększać swoje oddziaływanie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, podtrzymywać z nimi dobre relacje oraz minimalizować tam wpływy rosyjskie. Dodatkowo należy utworzyć rezerwy na wypadek nieprzewidzianych wydarzeń geopolitycznych. Środki takie umożliwiałyby szybką reakcję na pojawiające się okazje do zwiększenia wpływów geoekonomicznych w regionie. W obrębie UE powinniśmy być obrońcami interesów Europy Wschodniej i państwem współtworzącym strategię Brukseli na tym odcinku. Następnie, w sprzyjających okolicznościach (np. Euromajdan na Ukrainie, czy zeszłoroczne protesty na Białorusi) przystąpić do natychmiastowej ofensywy na dużą skalę, aby przyciągnąć dany kraj we własną orbitę wpływów, w miarę możliwości przy wsparciu UE i USA. Take działania nie są oczywiście łatwe, dlatego powinny być poprzedzone latami przygotowań w postaci zwiększania instrumentów oddziaływania na dany kraj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top