Jak wyglądały początki przestępczości zorganizowanej oraz terroru kryminalnego w Polsce? cz. 2

Początki polskiej przestępczości zorganizowanej i terroru kryminalnego

Lecimy z drugą i ostatnią częścią artykułu dotyczącego początków przestępczości zorganizowanej w Polsce i towarzyszącej temu fali terroru. Opowiemy Wam jak wzrastał poziom uzyskiwanych przez gangsterów przychodów oraz o przebiegu związanych z tym konfliktów, w których szczególną rolę odgrywały zamachy bombowe. Następnie przejdziemy do powstania wydziałów Policji zajmujących się zwalczaniem terroru kryminalnego i omówimy w jaki sposób grupy przestępcze uzyskiwały dostęp do materiałów wybuchowych.

Rosnący stopień organizacji świata przestępczego

Zaawansowany charakter działalności przestępców obrazuje przykład jednego z przygranicznych miasteczek, w którym operowali przemytnicy – Łęknicy. Swego czasu żadna służba nie mogła tam dyskretnie wjechać, aby dokonać aresztowania, nie mówiąc już o śledzeniu, czy przyłapaniu kogoś „na gorącym uczynku”. Wszystkie drogi wjazdowe były obstawione ludźmi, którzy prowadzili całodobową obserwację. Poszczególne grupy przestępcze odprowadzały odpowiednią opłatę, a w zamian za nią dostawały informacje o pojawiających się funkcjonariuszach. Organy ścigania próbowały nawet wjeżdżać do Łęknicy od strony Niemiec, ale wkrótce i ta droga została „obstawiona”. Na podobnej zasadzie monitorowane były również budynki należące do Policji w dużych miastach. Siadał przed nimi człowiek, który odnotowywał wszystkie wyjazdy funkcjonariuszy przez bramę. W ten sposób systematycznie „palone” były nawet zespoły obserwacji, które z zasady powinny stacjonować w budynkach, których lokalizacja jest niejawna.

Znaczenie miejscowości przygranicznych, takich jak Zgorzelec, Gubin, czy Łęknica oraz operujących w tych rejonach grup przestępczych, wynikały z chęci sprawowania kontroli nad przejściami granicznymi, przy pomocy których przemycano towary. Cenne były także ich okolice, w których dynamicznie rozwijał się handel. Oznaczało to duże nasycenie potencjalnych punktów dystrybucji oraz miejsc, z których można było ściągać haracze. Hubem o znaczeniu wręcz strategicznym były Słubice, a właściwie terminal w Świecku. Był to największy punkt przemytu w tej części Europy.

Oprócz polskich grup operowali tam Czeczeni, Ormianie, Turcy oraz Rosjanie (i to zarówno środowiska PZ jak i służby specjalne). Uzyskiwaniu olbrzymich dochodów z przemytu sprzyjał fakt, że początkowo jego ściganiem nie były zainteresowane takie kraje jak Francja, Niemcy, czy Włochy. Wynikało to z faktu, że z ich perspektywy nie był to obrót nielegalny. Spirytus był np. pozyskiwany od normalnie funkcjonujących, zachodnich firm, do których zgłaszał się kontrahent z Polski, który płacił za niego gotówką lub przelewem. W tamtych czasach założenie konta w zagranicznym banku na podstawionego „słupa” nie stanowiło problemu.

Kłopot zaczynał się dopiero wtedy, gdy zakupiony alkohol wjeżdżały do Polski. Zgodnie z prawdą, sprzedawcy wykazywali dokumentach, że spirytus jest eksportowany poza UE, a w związku z tym należy im się zwrot podatku VAT. Jednak na żadnej granicy nie było po sprzedanym towarze śladu. Nie był on ewidencjonowany, gdyż wjeżdżał do Polski np. jako zielony groszek. W konsekwencji, zagraniczne firmy nie mogły odzyskać należnego im podatku VAT. Dopiero gdy podobne przypadki zaczęły gwałtownie narastać, kraje Zachodu zaczęły współpracować z naszymi organami ścigania.

Warto też przy tej okazji wspomnieć dlaczego do popularnych w latach 90-tych napadów na tiry dochodziło w centralnej części kraju. Wynikało to z tego, że ta sama osoba mogła być zaangażowana w przygraniczny przemyt w ramach współpracy z jedną grupą, a jednocześnie „wystawiać” ciężarówki innej ekipie. Obydwie czynności były zależne od posiadanych na granicy lub w firmie spedycyjnej kontaktów. Następnie, wytypowanego tira przejmowały osoby, które pilotowały go od przejścia, podczas gdy inne szykowały się w tym czasie do dokonania napadu. Zwykle, wszystkie te czynności udawało się „zgrać” ze sobą w centralnej Polsce. Towar należało następnie jeszcze rozprowadzić, co wymagało rozległej sieci dystrybucji.

Skuteczność większości opisywanych przez nas procederów zależała więc od odpowiedniej organizacji oraz sieci ogólnopolskich kontaktów łączących gangsterów. W pewnym momencie praktycznie każda grupa przestępcza była w jakimś stopniu powiązana z „Pruszkowem”, albo z grupą „Wołomińską”, które uzyskały dominującą pozycję w świecie przestępczym. Nawet w policyjnym Wydziale ds. Przestępczości Zorganizowanej (funkcjonującym przed powstaniem CBŚ) istniały tylko dwie sekcje: jedna zajmująca się „Pruszkowem”, a druga – rozpracowująca „Wołomin”. W związku z tym, konflikty na szczeblu lokalnym, do których dochodziło pomiędzy poszczególnymi ekipami, miały swoje odzwierciedlenie w całej Polsce.

Opisywana w pierwszej części tekstu rywalizacja pomiędzy „Lelkiem” i „Carringtonem” była jedynie wyrazem narastającej w całej Polsce fali porachunków gangsterskich. Młodsze ekipy w południowo-zachodniej części kraju były wręcz zapatrzone w obu legendarnych gangsterów. Jednak, „Lelek” i „Carrington” zajmowali się tylko organizacją przemytu spirytusu, który stanowił jeden z elementów znacznie większego biznesu, jakim była produkcja i dystrybucja alkoholu. Całość kontrolował „Pruszków”.

Niespokojne lata 90-te, czyli początki terroru kryminalnego

Rosnące wpływy z działalności przestępczej powodowały coraz większe napięcia, których źródłem był podział zysków. Rozpoczęła się fala uprowadzeń gangsterów. Pewnego razu „zawinięto” np. rezydenta „Pruszkowa” ze Słubic. Spowodowało to przyjazd odpowiedniej ekipy, która po kolei katowała miejscowych „kozaków”. W końcu część z nich uległa i wydała osoby stojące za porwaniem. Zakładnik został uwolniony.

O tego typu zdarzeniach Policja dowiadywała się zwykle w wyniku przypadku lub rozmów ze źródłami. Jednak informacje pozyskane drogą operacyjną nie pozwalały na podjęcie działań. Często spływały one dopiero po kilku miesiącach, a ponadto rzadko kiedy można było je wykorzystać. Dlatego jeśli rodzina lub znajomi porwanego nie zgłaszali zajścia, organy ścigania miały związane ręce. Oprócz tego, celowo porywano osoby z półświatka wiedząc, że w większości przypadków nie spowoduje to powiadomienia Policji. Otoczenie uprowadzonego lub on sam musieliby się wtedy tłumaczyć skąd pochodzą pieniądze, których napastnicy żądali w ramach okupu. Powstały całe grupy, specjalizujące się w porwaniach podejrzanych „biznesmenów”.

Zdarzały się jednak przypadki, w których Policja wykazywała się skutecznością. Pewnego razu rodzina porwanego wyjątkowo powiadomiła o tym fakcie Policję. Udało się dotrzeć do świadka, który wskazał funkcjonariuszom kierunek odjazdu pojazdu z uprowadzonym. Po pewnym czasie udało się namierzyć auto. Sprowadzono więc pododdział antyterrorystyczny w celu dokonania zatrzymania, które zakończyło się sukcesem. Odbity przestępca był tak bardzo zaskoczony operacją Policji, że próbował zbliżyć się do interweniujących funkcjonariuszy, aby podziękować im za ratunek. Okazało się jednak, że nie była to właściwa decyzja, gdyż to właśnie on został zidentyfikowany jako zagrożenie i najbardziej „poobijany” podczas zatrzymania.

Coraz powszechniejsze stawały się także zabójstwa. Członkowie tzw. „Łódzkiej Ośmiornicy”, czyli świetnie zorganizowanej i wpływowej grupy przestępczej czerpiącej znaczną część zysków z przestępstw gospodarczych, zaczęli zabijać m.in. własne „słupy”. Były to osoby, na które gangsterzy rejestrowali spółki, za pomocą których dokonywali potem wymuszeń VATu, czy kradzieży surowców. Z kolei na ulicach stolicy trwały regularne wojny gangów. Dodatkowo, konflikty między samą „górą”, czyli „Pruszkowem” i „Wołominem”, przekładały się na wojny podjazdowe pomiędzy ich filiami w całej Polsce.

Przykładem jednej z nich była napaść na członka grupy przestępczej, który przewoził zysk pochodzący z przemytu. Zasadzkę przygotowali jego „koledzy”, z którymi wcześniej pracował. Nie zakończyła się ona jednak sukcesem, a cel zdołał uciec. Co gorsza, rozpoznał napastników i wkrótce sam dokonał zemsty, podpalając im samochody. Doprowadziło to do kolejnego odwetu w wyniku którego spłonęły auta należące do kolegów niedoszłej ofiary transportującej wcześniej zysk z przemytu.

Aby zażegnać kryzys, zaproszono wszystkich uczestników wspomnianych zajść na imprezę towarzyszącą otwarciu nowej agencji towarzyskiej. Powstawały one w szczególnie dużych ilościach w rejonach przygranicznych i stanowiły bardzo intratne źródło przychodów. Nawet w małych miasteczkach, w których populacja nie przekraczała 20 tys. mieszkańców potrafiło działać ponad 20 agencji. W jednym z takich miejsc zebrała się właśnie skonfliktowana ekipa, łącznie około 30 ludzi.

Z imprezy wygoniono jednak trzy osoby należące do innej grupy, która kontrolowała agencję. Okazało się, że pod pozorem imprezy pojednawczej przestępcy tym razem wykorzystali swoich „kolegów” do przejęcia interesu należącego do jeszcze innej ekipy. Ta nie dawała za wygraną. Wkrótce zebrała swoich ludzi i odbiła „burdel”. W odpowiedzi na to, grupa próbująca go przejąć poprosiła o pomoc wpływową osobę kojarzoną z „Pruszkowem” i ponownie odniosła zwycięstwo. Nie trwało ono jednak długo. Pierwotni właściciele ponownie najechali na agencję. Tym razem byli uzbrojeni po zęby. Zaczęła się strzelanina z użyciem broni maszynowej i granatów. Kilka osób zostało rannych. Rozpoczęło się polowanie na resztę.

Co ciekawe, podczas wspomnianego zdarzenia jeden z uczestników został ranny w rękę, w taki sposób że pocisk rozerwał mu pasek od zegarka. Jego część wbiła się w ścianę i została później znaleziona przez policjantów. Otrzymali oni również informację o tym, że do szpitala w innym mieście przyjęto osobę z raną postrzałową ręki. Okazało się, że ma ona na sobie zegarek z uszkodzonym paskiem, do którego idealnie pasował materiał znaleziony na miejscu zbrodni. Posłużył on następnie jako bardzo ważny dowód w sprawie.

Opisana strzelanina była tylko jedną z wielu, lecz trafnie oddaje mechanizm eskalacji konfliktów oraz sposób wciągania w nie coraz to większej ilości przestępców. Szczególną rolę w powstających zatargach zaczęły również odgrywać zdarzenia z użyciem materiałów wybuchowych. Takie incydenty przyrastały w bardzo szybkim tempie. Gangsterzy upodobali sobie tą metodę eliminacji konkurencji z uwagi na efekt zastraszenia towarzyszący wybuchowi bomby. Kraj pogrążył się więc w fali przemocy, którą to obszernie relacjonowały media. W podobny sposób wyglądały właśnie początki terroru kryminalnego w całej Polsce.

Powszechne stały się także haracze i wymuszenia, uważane za przestępstwa charakterystyczne dla przestępczości zorganizowanej. Na warszawskim Starym Mieście doszło w pewnym momencie nawet do słynnego strajku restauratorów, którym zastraszenia i haracze uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. W pewnym momencie fala terroru i strachu stała się zbyt dokuczliwa. Bardzo duży rozgłos medialny sprawił jednocześnie, że społeczeństwo zaczęło domagać się zdecydowanych działań.

Terror kryminalny w Polsce
Apogeum terroru kryminalnego przypada na lata 1995 – 2006. Wielu gangsterów zginęło w tym okresie w wyniku zamachu bombowego. Fot. Zbigniew Woźniak / 2000 /

Powstanie Wydziałów ds. Aktów Terroru Kryminalnego

Jedną z form odpowiedzi Policji na zalewającą Polskę spiralę przemocy, było powstanie Wydziału zajmującego się Terrorem Kryminalnym. Działał on najpierw w strukturach Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej, a następnie w ramach CBŚ (po jego utworzeniu). Wyspecjalizował się natomiast w zapobieganiu i zwalczaniu przestępstw z użyciem materiałów wybuchowych. Resztą zdarzeń z tym związanych, czyli wymuszeniami, haraczami oraz uprowadzeniami zajmowały się inne komórki kryminalne.

Oprócz tego w każdej Komendzie Powiatowej powołano nieetatowe zespoły Aktów Terroru Kryminalnego (ATK). W ich skład wchodził zawsze prokurator, który prowadził postępowania, policjanci z pionów dochodzeniowych i operacyjnych oraz technicy. Całość nadzorowali funkcjonariusze z Komend Wojewódzkich, którzy wykorzystywali do pomocy specjalistów z laboratoriów kryminalistycznych. Liderem zespołu ATK był pracownik Centralnego Biura Śledczego. Wszyscy członkowie wchodzący w skład grupy posiadali również przeszkolenie minersko-pirotechniczne.

Zespoły ATK oraz Wydział „Terroru” starały się przede wszystkim pozyskać operacyjnie informacje dotyczące planowanego użycia materiałów wybuchowych i przeciwdziałać takim incydentom. Zajmowały się również prowadzeniem śledztw po wybuchu lub ujawnieniu ładunku. Do ich obowiązków należało rozpoznanie oraz zabezpieczenie każdego miejsca, w którym doszło do takiego zdarzenia. Jedynym wyjątkiem były niewybuchy i pozostałości po wojnie, którymi zajmowali się wojskowi saperzy.

Równolegle Policja zwiększała ilość funkcjonujących w jej ramach Wydziałów ds. Przestępczości Zorganizowanej. W 1997 roku istniały one już w każdym województwie. Kolejnym krokiem na drodze do podniesienia efektywności pracy policjantów było opisywane przez nas wcześniej powstanie CBŚ. Nie rozwiązało to wszystkich problemów, ale przyczyniło się do lepszej koordynacji działań wymierzonych w przestępczość zorganizowaną oraz rozwinięcia nowych metod pracy.

Jedną z istotnych bolączek wszystkich polskich służb pozostaje do dziś nadmierna biurokracja oraz to, że funkcjonariusz operacyjny odpowiada za organizację dosłownie wszystkich czynności w ramach prowadzonej sprawy. Wiąże się z tym ciekawa anegdota, która jest niestety nadal aktualna. Na jednym ze spotkań niemieckich policjantów z ich polskimi odpowiednikami do omawiania jednej ze spraw oddelegowano pięciu Niemców i jednego Polaka. Gdy partnerzy mówili: „Ok, porozmawiajmy teraz o… Tym zajmuje się u nas… (tu padało jedno z pięciu różnych imion)”. Po polskiej stronie odpowiedź pozostawała niezmiennie ta sama: „A u nas tym zajmuje się Marek” 😉

Użycie materiałów wybuchowych w Polsce

W okresie najostrzejszych porachunków pomiędzy grupami przestępczymi, ilość wybuchów w Polsce liczono w setkach rocznie. Ich popularność wynikała z:

  • Relatywnie łatwego dostępu do materiałów wybuchowych.
  • Braku nadzoru nad konstruktorami bomb.
  • Dążenia przestępców do osiągnięcia efektu zastraszenia przeciwników, co jest cechą charakterystyczną aktów terroru.

Materiały wybuchowe pozyskiwano głównie z kopalń, które na co dzień zużywają olbrzymie ilości tego rodzaju związków chemicznych. W związku z tym, ubytek 10-15 kg danej substancji był tam praktycznie niezauważalny. Podobnie było z tzw. zapalnikami, czyli środkami służącymi do zainicjowania reakcji chemicznej, która w konsekwencji prowadzi do wybuchu głównego materiału. Funkcję taką często pełnił heksogen, a w bombach domowej roboty, wykorzystujących zapalniki samodziałowe – nadtlenek.

Innym sposobem na pozyskanie materiałów do konstrukcji bomby było odnalezienie niewybuchu wojskowego, których w Polsce nadal nie brakuje i pozyskanie z niego odpowiednich środków. Z czasem coraz bardziej popularne stawały się eksplozje dokonywane przy pomocy wspomnianych nadtlenków. Ich największą zaletą była ogromna dostępność i łatwość wykonania takiego ładunku wybuchowego. Można było tego dokonać używając praktycznie wyłącznie rzeczy ogólnie dostępnych w sklepach. Stąd późniejsze zamachy terrorystyczne na londyńskie metro, czy autobusy komunikacji miejskiej zostały przeprowadzone właśnie z użyciem bomb domowej roboty, opartych o wykorzystanie nadtlenków.

Do wyprodukowania ładunku wybuchowego, który miał następnie posłużyć do dokonania zamachu na członków określonej grupy przestępczej, potrzebny był również konstruktor. Takich osób w Polsce nie brakowało, a co więcej lubiły one opowiadać o swoich specyficznych umiejętnościach i zainteresowaniach. Wykorzystywali to gangsterzy, którzy posiadali dobry wywiad środowiskowy i bez problemu docierali do osób skłonnych skonstruować dla nich bombę. Dorabiali sobie w ten sposób m.in. górnicy strzałowi.

Konstruktorzy mieli też swoje specjalizacje. Jeden z nich zajmował się np. tworzeniem ładunków na magnesach, które instalowane były w formie podrzutek na samochody. Zaopatrywał w nie kilka dużych grup przestępczych, dla których wykonał łącznie kilkanaście (!) bomb. Co ciekawe, w pewnym momencie ładunki wybuchowe stały się tak łatwo dostępne, że próbowali z nich korzystać nawet „zwykli” obywatele.

Pewnego razu dokonano np. zamachu na Komendanta Policji na Dolnym Śląsku. Zainstalowano bombę pod siedzeniem jego samochodu. W wyniku jej wybuchu kierowca został ranny elementami fotela, które wbiły mu się w ciało. Zmarł w szpitalu. Uwaga policjantów próbujących wyjaśnić tą sprawę została skierowana oczywiście na środowiska przestępcze. Okazało się jednak, że bombę podłożył kochanek żony wspomnianego komendanta, a jej zakupu dokonała ona sama. Zrobiła to celowo, aby zmylić funkcjonariuszy usiłujących znaleźć sprawców. W tym celu czuwała nawet przy mężu, gdy ten leżał w szpitalu…

Jednak powstanie wydziałów „Terroru” oraz rozwój struktur zajmujących się walką z przestępczością zorganizowaną spowodowały, że twórcy bomb znaleźli się pod ścisłym nadzorem Policji. Wielu z nich udało się udowodnić konstruowanie ładunków wybuchowych, co samo w sobie oznaczało już uzyskanie wyroku skazującego oraz objęcie takiej osoby stałym monitoringiem. Trwa on nieprzerwanie, aż do dziś. Podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej organizowanych w Polsce, każda osoba skazana lub podejrzewana o przygotowywanie ładunków wybuchowych została np. odwiedzona przez odpowiednich funkcjonariuszy.

Informacje o skutecznych działaniach Policji prowadzonych systematycznie na przestrzeni lat, a szczególnie obejmowaniu konstruktorów uciążliwym nadzorem, roznosiły się w środowisku i zniechęcały potencjalnych zleceniobiorców. Oprócz tego, znacznie usprawniono monitoring dostępu do materiałów informacyjnych, z których można dowiedzieć się jak skonstruować bombę. Nawet samo ich poszukiwanie może obecnie wywołać reakcję odpowiednich służb. Podobnie dzieje się w przypadku obrotu materiałami wykorzystywanymi do produkcji ładunku wybuchowego.

Schyłek terroru kryminalnego

Apogeum terroru kryminalnego przypada na lata 1995 – 2006. Po tym okresie nastąpił jego systematyczny zanik. Stopniowo odeszły w niepamięć również haracze. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że aktywne w tamtym okresie grupy przestępcze zostały rozbite, a wielu ich członków trafiło do więzienia. Przełożyło się to na spadek agresji, zabójstw i ograniczenie ilości przypadków użycia materiałów wybuchowych. Wspomniana wcześniej praca operacyjna nakierowana na zmniejszenie obrotu substancjami potrzebnymi do stworzenia bomby oraz nadzór nad środowiskiem konstruktorów również przyniosła rezultaty w postaci mniejszej ilości eksplozji.

Bardzo dużą rolę w zwalczaniu terroru i przestępczości zorganizowanej odegrało również wprowadzenie nowych metod pracy Policji. Szczególnie instytucja świadka koronnego okazała się trafnym posunięciem, ponieważ obnażała brak lojalności funkcjonujący w środowisku kryminalistów. Okazało się, że gangsterzy „sprzedają” wszystko i wszystkich, a nawet rzeczy, w których nie brali udziału, lecz jedynie o nich słyszeli. Poszczególne grupy „donosiły” na siebie nawzajem. Z czasem „w koronę” szło coraz więcej „pewniaków”, co do których środowisko było absolutnie przekonane, że nie pójdą na współpracę z Policją.

O skali tego procederu świadczy to, że jeden świadek zeznawał zwykle przeciwko 150-200 osobom. Niektórzy traktowali to jako szansę na zmianę swego życia, inni zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli wszystkiego nie powiedzą to koledzy ich „wystawią”. Doszło nawet do tego, że obecnie praktycznie każdy liczący się przestępca ma przygotowany plan na wypadek „wtopy”, który zakłada zostanie świadkiem koronnym. Swoją rolę odegrało również wprowadzenie do Kodeksu Karnego pojęcia zorganizowanej grupy przestępczej, za udział w której grożą wysokie wyroki.

Pozytywny efekt przyniosło ponadto wprowadzenie po roku 1997 możliwości przeprowadzania operacji specjalnych. Polegały one w znacznej mierze na wprowadzaniu w środowiska przestępcze policjanta, operującego pod przykryciem. Mógł on dokonywać zakupu kontrolowanego, czy prowokacji, obliczonych na zebranie materiału dowodowego, potrzebnego do skazania określonego figuranta. Pierwsze „przykrywki” robione były z założeniem prowadzenia operacji ciągnących się latami, tak więc rezultaty zaczęły być widoczne dopiero po roku 2000.

Obserwując zmieniający się modus operandi Policji, rozbicie dużych grup, oraz zaostrzanie kar za przestępstwa popełniane przeciwko życiu i zdrowiu, przestępcy zaczęli adaptować się do nowych reguł gry. Zaczęli być znacznie bardziej ostrożni w dokonywaniu zabójstw, pobić i innych rodzajów napaści. Do lamusa odeszły szczególnie metody wywołujące duży oddźwięk społeczny i przyciągające niepotrzebną uwagę, zwłaszcza użycie materiałów wybuchowych.

Stale zwiększał się obrót narkotykami, który zastępował dochody uzyskiwane z takich dziedzin jak haracze i wymuszenia. Handel substancjami psychoaktywnymi oraz papierosami jest również bardzo dochodowy, a przy tym znacznie łagodniej karany. Podobną drogą rozumowania poszli również np. złodzieje samochodów, którzy w większości sprzedają kradzione auta na części. Jeśli zaliczają przy tym „wpadkę” grozi im wyrok za paserstwo, który będzie znaczniej łagodniejszy od tego, który groziłby im za kradzież.

Popularne zrobiły się również przestępstwa karno-skarbowe. Pozwalają one często unikać zarzutów dotyczących ewentualnego udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Gdy jednak takie zostaną postawione, powodzeniem wśród kryminalistów cieszy się metoda polegająca na wymyśleniu szefa wspomnianej grupy. Można wtedy zaoferować Policji swoje usługi jako świadka koronnego i bohatersko rozbić zarządzaną przez siebie grupę, w której nagle pojawia się tajemnicza postać zleceniodawcy, którego identyfikacja jest jednak niemożliwa.

Wraz z postępującymi zmianami w świecie przestępczym, coraz mniej potrzebne stawały się zespoły ATK oraz wydziały zajmujące się terrorem kryminalnym. Po ustaniu zdarzeń z wykorzystaniem materiałów wybuchowych, część z nich rozwiązano. Niektórych pracujących tam funkcjonariuszy przeniesiono do innych komórek, a pewna grupa odeszła na emerytury. Ci, którzy zostali, musieli znaleźć sobie nowe zadania. Zajęli się m.in. walką z zabójstwami, czy środowiskami kibicowskimi.

Macie swoje przemyślenia na temat przestępczości zorganizowanej i terroru? Dajcie nam o tym znać w komentarzach lub na naszym profilu na twitterze. A jeśli chcecie otrzymywać informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb, zapiszcie się na nasz dwutygodniowy newsletter tutaj.

One thought on “Jak wyglądały początki przestępczości zorganizowanej oraz terroru kryminalnego w Polsce? cz. 2

  1. W kontekście tego artykułu warto wspomnieć, o tym mafią nowego typu stały się środowiska kibolskie. Jeszcze parę lat temu było gorąco między innymi w Krakowie za sprawą gangu Wisła Sharks, która miała na koncie głośne zabójstwa konkurentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top