Jak wygląda szkolenie z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej w służbach i wojsku?

Pierwsza pomoc przedmedyczna w wojsku i służbach

Dziś mamy dla Was skromną zapowiedź tego, co chcielibyśmy stopniowo budować w ramach bloga Bezpieczeństwo i Strategia, czyli kompendium wiedzy z różnych dziedzin. Mamy w naszej „pace” wielu ekspertów od strzelectwa, taktyki, medycyny pola walki, czy też bezpieczeństwa w biznesie. Dlatego chcielibyśmy zacząć dzielić się z Wami tą wiedzą. Mamy nadzieję, że dzięki temu poszerzymy możliwości rozwoju osobistego żołnierzy, funkcjonariuszy i cywili.

Na początek wjedzie medycyna pola walki. Opiszemy jak wygląda szkolenie z tego zakresu w wojsku oraz służbach. Pokażemy, że niestety jest ono pod wieloma względami niewystarczające. Następnie będziemy systematycznie omawiać poszczególne zagadnienia, które z czasem stworzą swoisty przewodnik z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej dla żołnierzy, funkcjonariuszy oraz bardziej dociekliwych cywili. Stay tuned!

Dlaczego należy szkolić żołnierzy i funkcjonariuszy z udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej?

Potrzeba szkolenia z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej w wojsku i służbach wynika z następujących przyczyn:

  1. Możliwość znalezienia się w sytuacji, w której zaistnieje konieczność udzielenia pomocy obywatelowi.
  2. Występowanie różnych form ryzyka związanego z posługiwaniem się bronią palną.
  3. Ewentualność wystąpienia zagrożenia życia lub zdrowia podczas szkolenia oraz bieżącej służby.

Obywatel ma prawo wymagać udzielenia mu fachowej pomocy przedmedycznej od ludzi, których zadaniem jest dbać o jego bezpieczeństwo. Dlatego właśnie powinni oni prezentować dużo wyższy poziom wiedzy i umiejętności we wspomnianej dziedzinie niż przeciętna osoba. Oprócz tego, zarówno funkcjonariusze jak i żołnierze odbywają szkolenie z zakresu posługiwania się bronią palną. Stwarza to ryzyko wystąpienia sytuacji groźnej dla życia lub zdrowia. Wielokrotnie dochodziło już do wypadków z udziałem mundurowych, z których najczęstsze to chyba właśnie postrzelenia w trakcie zajęć na strzelnicy:

  1. W czasie szkolenia na strzelnicy KWP w Lublinie, policjant postrzelił swojego kolegę podczas czyszczenia broni.
  2. W Wyższej Szkole Policji w Szczytnie instruktor oddał niekontrolowany strzał, który ranił dwójkę kursantów.
  3. Na strzelnicy w Zielonce doszło do wypadku, w wyniku którego postrzelił się funkcjonariusz CPKP „BOA”.
  4. Rany postrzałowe podczas szkoleń prowadzonych przez żołnierzy Wojsk Specjalnych.
  5. Postrzelenie w brzuch podchorążego Akademii Wojsk Lądowych przez prowadzącego zajęcia.

Istnieje ponadto ryzyko związane z koniecznością użycia broni palnej, które może skutkować potrzebą udzielenia poszkodowanemu koledze lub agresorowi pomocy do czasu przybycia na miejsce zespołu ratownictwa medycznego. Do takiej sytuacji doszło np. w Rybniku, gdzie policjant postrzel agresywnego napastnika w nogę.

Jednak zagrożenie może wiązać się nie tylko z użyciem broni, lecz również z samym funkcjonowaniem w niebezpiecznych warunkach zarówno w trakcie szkolenia jak i realizacji zadań. Tragicznie zakończył się np. organizowany kilka lat temu przez JW GROM pokaz w Gdańsku, podczas którego zginął jeden z operatorów.

Należy przy tym pamiętać, że w sytuacjach, w których udzielenie pomocy zagraża życiu lub zdrowiu załogi karetki może ona, a wręcz powinna odmówić interwencji. Innymi słowy, jeśli nad głową latają kule lub w rejonie działania grasuje napastnik uzbrojony w nóż, pomoc może nie dotrzeć do funkcjonariuszy. Brutalnie przypomniała nam o tym niedawna sytuacja z Raciborza, gdzie w wyniku odniesionych ran postrzałowych zmarł policjant.

Podobnie jest z tzw. MEDEVACiem w wojsku – poszkodowanemu trzeba często udzielić natychmiastowej pomocy, a następnie ewakuować go w bezpieczny rejon. Dopiero tam będzie mógł on zostać poddany kompleksowej opiece medycznej. Zanim dojdzie do MEDEVACu może upłynąć nawet kilkanaście godzin, podczas których żołnierze będą zdani jedynie na własne wyszkolenie i dostępne wyposażenie.

Istotne jest również to, że wojsko i służby mogą natknąć się na zupełnie innego typu obrażenia niż te, które występują powszechnie w cywilnym systemie zdrowia. Dobrze wyszkolony i wyposażony mundurowy wie, jak znaleźć i zaopatrzyć ranę powstałą np. w wyniku dźgnięcia ostrym narzędziem czy postrzału. Standardowy personel medyczny pomagający na co dzień głównie ofiarom wypadków lub schorowanym starszym osobom może mieć w tym zakresie znacznie mniejsze doświadczenie. W tym miejscu przychodzi nam do głowy historia, która miała miejsce w jednym z polskich szpitali.

Na SOR przywieziono mężczyznę w ciężkim stanie z raną powstałą w wyniku ugodzeniu nożem. Po dokonaniu oceny stanu pacjenta personel medyczny stwierdził, że nie jest w stanie udzielić mu już pomocy. Ofiara straciła dużo krwi, rana była trudno dostępna i nie udawało się zatamować krwawienia. Wśród pracowników był też nasz znajomy, który na co dzień zajmował się medycyną pola walki, a w szpitalu zdobywał jedynie dodatkowe doświadczenie zawodowe. Pomimo sprzeciwu pozostałych członków personelu, który zarzucał mu łamanie obowiązujących procedur, kolega skutecznie zatamował krwawienie z rany przy użyciu specjalnego zestawu ze środkiem hemostatycznym. Uratował dzięki temu życie pacjenta. Mimo tego musiał przyjąć na klatę ostrą reprymendę…

Na własne oczy widzieliśmy też, jak ratownik medyczny zaopatrywał ranę postrzałową, czyniąc to jedynie z jednej strony, gdyż zapomniał o ranie wylotowej… Wymienione przykłady wyraźnie ilustrują potrzebę odpowiedniego przygotowania żołnierzy oraz funkcjonariuszy w zakresie udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Jak więc naprawdę wygląda ich poziom wiedzy w tej dziedzinie? Naszym zdaniem: „szału nie ma”, głównie z uwagi na na nieodpowiedni proces szkolenia, oraz ograniczone wyposażenie.

Jak wygląda szkolenie medyczne w Policji?

W Policji kursant w trakcie szkolenia podstawowego uczestniczy w zajęciach z tzw. „Pierwszej Pomocy”. Jest to jeden z obowiązkowych przedmiotów podlegających zaliczeniu. Różni się on zakresem materiału od dobrze znanych kursów Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy (obejmuje udzielanie pierwszej pomocy w sytuacjach występujących na co dzień), czy Tactical Combat Casualty Care (szkolenie dedykowane dla służb mundurowych, obejmujące ratownictwo medyczne w warunkach bojowych).

W trakcie zajęć teoretycznych i praktycznych początkujący funkcjonariusz uczy się m.in.:

  • Procedury sprawdzenia stanu przytomności pacjenta.
  • Resuscytacji krążeniowo oddechowej.
  • Zabezpieczenia dróg oddechowych przy użyciu mało inwazyjnych środków.
  • Szybkiego badania urazowego.
  • Zapobiegania hipotermii.
  • Zbierania parametrów życiowych.
  • Tamowania krwotoków i zaopatrywania ran.

Dodatkowym plusem jest to, że zajęcia prowadzone są również przez praktyków czyli osoby, które posiadają doświadczenie w zawodzie ratownika medycznego. Oprócz tego, do dyspozycji uczestników kursu podstawowego są różnego rodzaju nowoczesne fantomy. Są to urządzenia-manekiny, które zachowują się w sposób odzwierciedlający reakcje człowieka, który doznał określonych obrażeń. Wspomniane pomoce znacznie wzbogacają proces szkolenia, gdyż w przeciwnym wypadku wszystkie czynności musiałyby odbywać się z udziałem kolegów.

Fantom umożliwia odgrywanie bardziej zbliżonych do rzeczywistości scenek, takich jak symulacja utraty przytomności, zaburzone oddychanie, czy też nagłe zatrzymanie krążenia u poszkodowanego. Manekin podłączony jest ponadto do monitora pokazującego np. czy resuscytacja krążeniowo-oddechowa jest prowadzona w sposób prawidłowy. Zapisywane są głębokość i szybkość uciśnięć mostka poszkodowanego, ilość sztucznych oddechów, czas przerw pomiędzy uciśnięciami i wiele innych danych.

Podczas kursu podstawowego słuchacze zapoznają się także z dostępnym na rynku podstawowym sprzętem medycznym, takim jak:

  • Opaski uciskowe (tzw. stazy taktyczne).
  • Opatrunki do zaopatrywania ran: jałowe jak i hemostatyczne (nasączone specjalnym środkiem chemicznym, dzięki któremu dochodzi do szybszego krzepnięcia krwi, a tym samym do zatamowania krwawienia).
  • Opatrunki okluzyjne, stosowane do zabezpieczania ran penetrujących okolice klatki piersiowej przed potencjalną odmą.
  • Mało inwazyjnymi rurkami do zabezpieczenia dróg oddechowych, m.in. nosową czy ustno-gardłowa.

Istotne jest także to, że każdy z uczestników ma możliwość dotknięcia i samodzielnego przetestowania wspomnianego wcześniej sprzętu. Wbrew pozorom nie jest to normą ze względu na częste ograniczenia finansowe. Aby jednak potrafić posługiwać się poszczególnymi akcesoriami nie wystarczy jedynie obejrzeć je przez zamknięte opakowania. Osoba udzielająca pomocy powinna posiadać doświadczenie i pewność w zakresie użytkowania sprzętu. W przeciwnym razie stres towarzyszący interwencji może wywołać niepotrzebne problemy związane np. z walką z opakowaniem.

Z naszych informacji wynika też, że szkolenie z zakresu pomocy przedmedycznej, jakie przechodzą uczestnicy kursu podstawowego wygląda podobnie we wszystkich szkołach Policji. Po jego ukończeniu świeżo upieczony funkcjonariusz trafia jednak do jednostki macierzystej. I tu zaczyna się największy problem, ponieważ nabyta wcześniej wiedza nie jest utrwalana, a dalszych szkoleń nie ma.

Ogromnym mankamentem jest też sprzęt, w jaki wyposażony jest policjant działający „w terenie”. Ogranicza się on jedynie do indywidualnego opatrunku jałowego. Większość funkcjonariuszy ma do dyspozycji także radiowóz, w którym znajdować się powinna apteczka samochodowa. Jej wyposażenie jest jednak z reguły równie niewystarczające i obejmuje bandaż, małe nożyczki, folię NRC, plaster i rękawiczki jednorazowe.

Wspomniane akcesoria medyczne nie zapewniają odpowiedniej możliwości reakcji na potencjalne zagrożenia. W przypadku bardzo poważnej rany ręki lub nogi, ofiarę od wykrwawienia się dzielą raczej sekundy niż minuty. Pogotowie Ratunkowe raczej nie zdąży dojechać wtedy na czas, a dostępna na miejscu opaska uciskowa mogłaby uratować życie. Wyposażenie powinno również zakładać możliwość odniesienia rany w strefach, w których znajdują się organy ważne dla życia, co wymaga użycia innych narzędzi.

Dlatego brak odpowiedniego sprzętu medycznego może być źródłem uzasadnionego żalu funkcjonariuszy. Sytuacja, w której wiemy jak udzielić pomocy rannemu koledze lub przypadkowej osobie, lecz nie mamy ku temu odpowiednich instrumentów może być uważana za niezwykle frustrującą.

Nasuwają się więc dwa pytania: po co wkładać tyle wysiłku i środków w szkolenie podstawowe skoro później nie można go wykorzystać z uwagi na brak podstawowego wyposażenia? Czemu funkcjonariusze nie są poddawani okresowemu szkoleniu w celu podtrzymania nabytych kompetencji i podnoszenia poziomu doświadczenia? Przykład ten ilustruje systemowe bolączki, które funkcjonują w wielu służbach, a których nikt od lat nie chce usprawnić. Obiecujący zakres wiedzy wpajanej policjantom podczas szkolenia podstawowego nie idzie niestety w parze z wyposażeniem i możliwościami samodoskonalenia.

Jak wygląda szkolenie medyczne w służbach specjalnych?

Problemem jest również szkolenie medyczne w służbach specjalnych, gdyż na ogół zaniedbuje się je podczas kursów podstawowych, koncentrując się na przedmiotach ściśle związanych z wykonywanymi zadaniami. Zakres wiedzy i sposób prowadzenia zajęć bardziej przypomina „pogadanki” dotyczące pierwszej pomocy w szkołach, niż profesjonalny kurs.

Mała liczba godzin poświęconych na zdobywanie wiedzy z zakresu paramedyki pozwala praktycznie jedynie na omówienie z uczestnikami resuscytacji krążeniowo oddechowej: sprawdzenie stanu świadomości pacjenta, liczenie uciśnięć klatki piersiowej i wdechów, ułożenie poszkodowanego w pozycji bocznej ustalonej, okrycie go folią NRC i zastosowanie podstawowego sprzętu znajdującego się w samochodowej apteczce. Ignorowane są wątki postrzałów, obrażeń pola walki, czy nauka obsługi specjalistycznego wyposażenia.

Brakuje ponadto systemowych rozwiązań mających za zadanie utrwalenie wiedzy funkcjonariuszy. Ze słów naszych rozmówców wynika, że w sprzyjających okolicznościach jedynie wybrane osoby mają możliwość odbycia odpowiednich szkoleń. Ciężko zrozumieć, że w jednostkach odpowiedzialnych m.in. za zwalczanie terroryzmu, przestępczości zorganizowanej, kontrwywiad, czy prowadzenie działań za granicą nie przygotowuje się odpowiednio pracowników na wystąpienie sytuacji, w której niezbędne będzie udzielenie pierwszej pomocy przedmedycznej.

Kontrastuje to ze szkoleniem paramedycznym w Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej Frontex, która niedawno rozpoczęła tworzenie własnego stałego korpusu funkcjonariuszy. Organizacja tego procesu jest co prawda nieco chaotyczna, lecz wynika prawdopodobnie z braku doświadczenia unijnych urzędników w tworzeniu służby mundurowej. Nie przeszkodziło im to jednak w dostrzeżeniu potrzeby odpowiedniego przeszkolenia funkcjonariuszy z zakresu pomocy przedmedycznej. Zatrudniono w tym celu doświadczonych instruktorów, uczestniczących w przeszłości np. w zagranicznych misji wojskowych.

Wdrożyli oni program szkoleniowy na bardzo przyzwoitym poziomie. Obejmuje on m.in. ocenę stanu świadomości poszkodowanego, badanie przy wykorzystaniu protokołu MARCHE (algorytm determinujący priorytety w udzielaniu pomocy pacjentowi), tamowanie krwotoków przy użyciu nowoczesnych środków, resuscytację krążeniowo oddechową (RKO), używanie defibrylatorów automatycznych, czy nadawanie priorytetów do transportu rannych. Wszystkie wymienione procedury ćwiczone są podczas symulacji prowadzonych na sobie nawzajem oraz na specjalnych manekinach.

Jak wygląda szkolenie medyczne w wojsku?

Aby zostać żołnierzem zawodowym kandydat musi z reguły odbyć służbę przygotowawczą, czyli podstawowe przeszkolenie wojskowe. Jednym z jego elementów są zajęcia z zakresu pomocy przedmedycznej. Ilość godzin na nie przeznaczona jest na ogół niewielka. Natomiast zakres nauczania obejmuje głównie ocenę stanu przytomności poszkodowanego, ułożenie go w pozycji bocznej, założenie stazy taktycznej, oraz transport rannego. Nad ćwiczeniami praktycznymi przeważa konieczność „wkucia” teorii potrzebnej do zaliczenia egzaminu końcowego, którego forma jest bardzo ograniczona. Tak „przeszkolony” rekrut nie jest raczej gotowy do udzielania pomocy komukolwiek.

Ponadto, od momentu ukończenia służby przygotowawczej do momentu powołania do służby zawodowej upływa zwykle kilka miesięcy, w czasie których nieutrwalona wiedza ulega dalszej atrofii. Dlatego żołnierza, który trafia do docelowej jednostki ciężko jest określić mianem „przeszkolonego” i naukę trzeba rozpoczynać de facto od nowa. Wydaje się, że świadomość dotycząca tej sytuacji istnieje również na szczeblach dowództwa Wojska Polskiego.

W związku z tym, już po rozpoczęciu służby zawodowej, „świeżak” ponownie uczestniczy w zajęciach z pierwszej pomocy przedmedycznej, które odbywają się w ramach harmonogramu szkolenia. Swym zakresem obejmują one podstawową wiedzę, czyli ocenę stanu przytomności, zaopatrywanie ran przy użyciu zwykłych środków medycznych oraz złapanie kolegi tzw. chwytem strażackim i jego ewakuację. Brak jest szkoleń specjalistycznych. Wyjątkiem są żołnierze przeznaczeni na etat ratownika medycznego. Wówczas prędzej czy później będą oni mieć możliwość odbycia kursu KPP lub TCCC.

Zajęcia w ramach harmonogramu szkolenia prowadzone są głównie przez wojskowych, którzy posiadają kwalifikacje w postaci kursu Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy (KPP). W każdej kompanii jest zwykle jedna taka osoba. Z reguły nie posiada ona jednak innego doświadczenia w zakresie ratownictwa medycznego. Nabyta przez nią wiedza jest więc w dużej mierze teoretyczna. Skutki takiego stanu rzeczy mogą okazać się opłakane w razie wystąpienia sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia.

Tragicznie wygląda również wyposażenie osobiste żołnierzy w apteczki. Dochodzi wręcz do tego, że są one wypychane koszulką, aby wyglądały na pełne, choć w rzeczywistości są… prawie puste. Indywidualne pakiety medyczne (tzw. IPMED) są na ogół wydawane dopiero przed wyjazdem na misję. Zaczęło się to powoli zmieniać dopiero od niedawna, lecz dotyczy to głównie jednostek, uważanych z różnych względów za najistotniejsze, takich jak np. komponenty 18 DZ. W tym roku rozpoczęto uzupełnianie wyposażenia indywidualnego żołnierzy służących w ramach „Żelaznej Dywizji” w apteczki zawierające:

  • Opaskę uciskową.
  • Opatrunek okluzyjny.
  • Gazę ze środkiem hemostatycznym.
  • Nożyczki.
  • Jałowy opatrunek.
  • Rurkę nosową.
  • Rękawiczki jednorazowe.
  • Plaster.

Każdy żołnierz otrzymuje na wyposażenie taki sam zestaw. Standaryzację należy uznać w tym wypadku za zaletę, ponieważ powoduje to, że w przypadku konieczności skorzystania z apteczki należącej do kogoś innego, w środku będzie znajdować się to samo.

Niestety na przykładzie procesu rozpoczętego w 18 DZ dobrze widać problemy systemowe jakie panują w Wojsku Polskim. Po pierwsze, żołnierzom nakazano, aby apteczkę przypięli na stałe do pleców kamizelki taktycznej. Takie umiejscowienie uniemożliwia jej samodzielne użycie (!). Po drugie, użytkowników nie przeszkolono w zakresie prawidłowego wykorzystania sprzętu. W związku z tym, wojskowi mają na wyposażeniu rurkę nosową, lecz przynajmniej część z nich nie wie jak jej użyć. U jeszcze innych opaski uciskowe leżą w apteczce zapakowane w fabryczną folię, co powoduje że nie są one przygotowane do użycia. Chyba nie tak powinno wyglądać szkolenie i przygotowanie żołnierza Wojska Polskiego na wypadek wojny?

Pozytywnie należy ocenić istnienie w wojsku etatów ratownika medycznego, oraz posiadanie karetek wyposażonych w sprzęt, którego nie powstydziłby się Państwowy System Ratownictwa Medycznego. To właśnie te załogi są odpowiedzialne za zabezpieczenie medyczne w trakcie poligonów i strzelań. Wyposażenie oraz wyszkolenie żołnierzy należy jednak uznać za wysoce niezadowalające, szczególnie pod kątem wyzwań napotykanych na polu walki. Spora część wojskowych wyraża chęć podnoszenia kwalifikacji w zakresie pomocy przedmedycznej, lecz albo nie mają ku temu warunków, albo zmuszeni są robić to we własnym zakresie.

Nieco lepiej prezentuje się szkolenie oficerów. Akademia Wojsk Lądowych we Wrocławiu, potrafi zorganizować swoim studentom np. 5-dniowy kurs Ratownictwa Medycznego. Podchorążowie uczą się podczas niego m.in. jak zbadać poszkodowanego, założyć opaskę uciskową, stosować opatrunki hemostatyczne i okluzyjne, czy udrażniać przyrządowo drogi oddechowe. Całość zakończona jest egzaminem teoretycznym oraz praktycznym. Dużym minusem jest jednak to, że podobne szkolenie jest z reguły jednorazowe i po ukończeniu studiów, oficerowie nie mają możliwości utrwalania wiedzy w jednostkach, do których trafiają.

Jak można poprawić wyszkolenie medyczne w wojsku i służbach?

Aby poprawić poziom umiejętności w zakresie udzielania pomocy przedmedycznej w wojsku i służbach należy przede wszystkim zwrócić uwagę na trzy obszary: wyposażenie indywidualne, systematyczność i poziom szkolenia oraz zwiększanie doświadczenia w zakresie ratownictwa medycznego.

Żołnierze i funkcjonariusze muszą posiadać środki niezbędne do udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej i to w szczególnych w warunkach, z jakimi mogą się zetknąć. Uważamy, że indywidualne wyposażenie powinno zawierać ograniczoną ilość podręcznego sprzętu, który jest prosty w obsłudze, a zarazem skuteczny:

  • Opaska uciskowa (najlepiej 2 szt).
  • Rurka nosowo gardłowa.
  • Opatrunek okluzyjny.
  • Gaza ze środkiem hemostatycznym.
  • Jałowy opatrunek indywidualny.
  • Nożyczki.
  • Rękawiczki jednorazowe.
  • Maseczka do sztucznego oddychania.

Jak widać nasz wybór w znacznej mierze pokrywa się z akcesoriami, które są demonstrowane uczestnikom kursu podstawowego w Policji. Umiejscowienie apteczki powinno być jednakowe u wszystkich (z możliwością stosowania wyjątków np. w przypadku kierowców), w łatwo dostępnym miejscu, które zapewnia możliwość korzystania z niej zarówno w pozycji stojącej jak i leżącej. Takie kryteria spełnia np. przytwierdzenie IPMEDa z tyłu na pasie głównym.

Zaletą takiego rozwiązania jest to, że noszący apteczkę zawsze będzie ją miał przy sobie, ponieważ pas główny będzie ostatnią rzeczą jaką żołnierz zdejmie ze swojego oporządzenia. Będzie ona również łatwo dostępna dla niego samego oraz dla kolegów z zespołu. Nie będzie ponadto przeszkadzać w poruszaniu się, prowadzeniu ognia i innych czynnościach.

Kolejnym etapem wymagającym zmian jest szkolenie, szczególnie to, z którym mamy do czynienia w wojsku. Każdy żołnierz i funkcjonariusz powinien potrafić:

  • Określić, czy w danej chwili można udzielić pomocy poszkodowanemu. Kiedy jest „gorąco” priorytetem jest walka, a ranny musi niestety liczyć tylko na siebie.
  • Dokonać oceny stanu świadomości poszkodowanego.
  • Tamować krwotoki.
  • Wykonać przyrządowe zabezpieczenie dróg oddechowych.
  • Zabezpieczać rany, przeciwdziałać odmie.
  • Zbierać parametry życiowe.
  • Wezwać pomoc i przeprowadzić ewakuację rannego.
  • Dbać o komfort termiczny poszkodowanego.

Podczas zajęć należy kłaść nacisk na opanowanie przez uczestnika konkretnych zagadnień. Dobrym wzorem w tym aspekcie są szkolenia TCCC, podczas których uczestnik poznaje ograniczony zakres wiedzy, którą musi następnie wykorzystać w praktyce. Akcent położony jest na powtarzalność i utrwalenie danej umiejętności. W związku z tym, podczas kursu wykonuje się np. dużą ilość powtórzeń tej samej techniki. Umożliwia to nabycie pewności w działaniu.

Kolejnym istotnym aspektem jest systematyczność. Nabyta wiedza powinna być obowiązkowo powtarzana w regularnych odstępach czasu. Dodatkowo, po tym jak żołnierz lub funkcjonariusz opanuje już podstawowe umiejętności z zakresu udzielania pomocy przedmedycznej, należy ją zintegrować z aspektami taktycznymi. W trakcie obowiązkowych zaliczeń ze strzelania, Policja i Wojsko powinny trenować takie elementy jak:

  • Udzielanie pomocy osobie agresywnej.
  • Strzelanie połączone z wykorzystywaniem zasłon, ewakuacją rannego i udzieleniem niezbędnej pomocy przedmedycznej.
  • Umiejętne posługiwanie się służbowym sprzętem medycznym w trudnych warunkach, generujących stres.

To właśnie połączenie umiejętności interweniowania, stosowania elementów taktyki oraz medycyny cywilnej i medycyny pola walki powinno charakteryzować dobrze wyszkolonego żołnierza lub funkcjonariusza. Duży nacisk należy położyć również na bezpieczeństwo własne ponieważ „martwy ratownik to żaden ratownik”.

Ostatnim elementem, na który warto zwrócić uwagę, jest zwiększenie doświadczenia praktycznego ratowników pracujących w służbach i wojsku. W obydwu formacjach znajdują się osoby, które w przeszłości jeździły na karetce lub pracowały w szpitalu. Jednak na kontynuację tej pracy po wstąpieniu do służby należy otrzymać zgodę, która niestety w wielu przypadkach nie zostaje udzielona. Obejmuje to również osoby, które chcą to robić w czasie wolnym.

Służby i wojsko powinny natomiast dążyć do tego, aby posiadani przez nich ratownicy mogli doskonalić lub chociaż utrzymywać swoją wiedzę na dotychczasowym poziomie. Co więcej, celem powinno być zwiększenie ilości osób posiadających praktyczne doświadczenie wyniesione ze szpitala lub karetki. Umożliwiłoby to lepsze przekazywanie wiedzy i procedur pozostałym funkcjonariuszom, a także podniesienie ogólnego poziomu kompetencji. Przekłada się to potem na lepsze reagowanie w sytuacjach zagrożenia.

Niedawne wydarzenia z Raciborza, gdzie napastnik otworzył ogień do policjantów udowodniły konieczność poprawy wyszkolenia taktyczno-medycznego w wojsku i służbach. Podchodzenie do leżącego mężczyzny, trzymającego w ręku broń, który przed chwilą strzelał do policjantów niepotrzebnie naraziło na zagrożenie kolejnych funkcjonariuszy i osoby postronne, gdyż do zdarzenia doszło na terenie parkingu osiedlowego. Im dłużej napastnik był w stanie prowadzić ogień tym większe generował ryzyko dla innych.

Co więcej, jak wynika z komunikatów Policji w samochodzie napastnika była również broń maszynowa (!). Rozumiemy, że funkcjonariusze boją się sięgać po broń z uwagi na grożące im później konsekwencje, konieczność składania toczących się latami wyjaśnień, oraz niewystarczające wyszkolenie. Praktyka jest taka, że prokuratura często podważa zasadność użycia broni. Jednak zgodnie z przepisami broni palnej można użyć m.in. wobec osoby:

niepodporządkowującej się wezwaniu do natychmiastowego porzucenia broni, materiału wybuchowego lub innego niebezpiecznego przedmiotu, którego użycie może zagrozić życiu, zdrowiu lub wolności uprawnionego lub innej osoby

Dlaczego więc nie zmuszono napastnika do odrzucenia broni lub nie obezwładniono go, aby nie stwarzał zagrożenia dla innych? Powinniśmy wyciągnąć wnioski z niepewności jaka towarzyszyła interweniującym w Raciborzu funkcjonariuszom. Należy zmienić system, w którym oddają oni jedynie kilkanaście strzałów na strzelnicy w roku, stojąc na dodatek naprzeciwko nieruchomej tarczy strzeleckiej, a ich wyszkolenie medyczne stoi na niskim poziomie. W przeciwnym razie, procedury na pewno zawiodą raz jeszcze.

Chcecie podnieść stan swojej wiedzy z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej? Napiszcie do nas na adres: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Możecie też zabrać głos w dyskusjach toczących się na naszym profilu na twitterze lub zapisać się na cotygodniowy newsletter tutaj. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top