Jak ulepszyć szkołę szpiegów? Cz. 2: Specjalizacja funkcjonariuszy wywiadu.

Z napływających do nas wiadomości wiemy, że spodobał Wam się pierwszy artykuł dotyczący tego, jak można byłoby usprawnić szkolenie w służbach wywiadowczych. Pisaliśmy w nim o potrzebie modernizacji tego procesu, poprawie poziomu nauczania języków obcych, stopniowaniu trudności kursu, a także możliwości sprofilowania ścieżki kariery funkcjonariuszy.

W drugiej części tekstu pociągniemy ten ostatni wątek. Spróbujemy przekonać Was do tego, że obecny wywiad powinien działać na wielu płaszczyznach jednocześnie: HUMINT, SIGINT, OSINT, IMINT, cyber, analiza informacji. Każdy z tych obszarów jest bardzo ważny. Wymusza to na oficerach specjalizację, co powinno być również odzwierciedlone w procesie szkolenia. A nie jest.

Żeby była jasność: w tekście mówimy jedynie o tym, jak powinno wyglądać przygotowanie funkcjonariuszy do pracy. Artykuł ma więc charakter hipotetyczny nie zostały w nim opisane obecnie stosowane metody szkoleniowe. Niektórzy mówią, że o „takich” tematach powinno się rozmawiać wyłącznie w „zaciszu gabinetów”. No fajnie, tylko że przez 30 lat nic z tego nie wynika.

Naszym celem jest więc wskazanie potrzeby zmian i zainicjowanie debaty. Są to w końcu nie „czyjeś” służby, ale Wasze służby. Nie mówimy przy tym, że „pozjadaliśmy wszystkie rozumy”. Wręcz przeciwnie – tekst jest punktem wyjścia do dalszej dyskusji, a nie gotową koncepcją. Aha. I jeszcze jedno.

Nie obrazimy się jeśli ktoś zdecyduje się na wcielenie tych pomysłów w życie „sprzedając” je jako swoje 😉 Chcemy po prostu, aby nasz kraj lepiej szkolił funkcjonariuszy wywiadu. W przyszłości zamierzamy też wziąć „na tapetę” kształcenie oficerów Wojska Polskiego i Policji, bo tam problemy są chyba nawet jeszcze poważniejsze

Struktura organizacyjna determinuje potrzeby szkoleniowe

Jednym z istotnych problemów polskich służb wywiadowczych jest to, że nie są one „skrojone” do potrzeb naszego kraju. Ich struktura nie jest więc odzwierciedleniem interesów RP, a jedynie wypadkową pozostałości z czasów „komuny”, a także mniej lub bardziej chaotycznych pomysłów grupy osób „rozdających w danym momencie karty”.

Jeśli chcielibyście więc rozrysować podział organizacyjny poszczególnych formacji to okazałoby się, że nadal przypominają one w tym względzie służby radzieckie. Tu i ówdzie dołożono co prawda komórki, które miały odpowiadać za poszczególne obszary współpracy z którymś z nowych sojuszników. Od czasu do czasu ktoś wpada też na pomysł przeprowadzenia „reorganizacji”.

Zazwyczaj pod tym hasłem kryje się jednak wdrożenie zmian, które nic w gruncie rzeczy nie zmieniają. Dają za to możliwość „wrzucenia” tu i ówdzie „swoich” ludzi. Poszczególne działy są więc ze sobą łączone, aby po kilku latach znów je rozłączyć. Wydziały, które kiedyś były w departamencie X, teraz przechodzą zaś pod kontrolę departamentu Y.

Od czasu do czasu, tworzone są ponadto nowe komórki, które raz przetrwają próbę czasu, a raz nie. Z reguły mają one bowiem służyć jako „trampolina” do dalszego awansu. A więc jak już spełnią swoją „funkcję”, to następcy często nie mają wizji na ich dalsze funkcjonowanie. Zdarza się też, że korzystne rozwiązania „odwracane” są przez nowe kierownictwo, bo „stare” było „złe”.

W każdej służbie istnieją ponadto struktury, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić, więc „tak sobie po prostu żyją”. Podamy Wam przykład. W książce „W Cieniu” G. Małecki opowiada o tzw. „wydziale trolli” używając następujących słów:

„jest potoczną nazwą supertajnej i elitarnej komórki organizacyjnej odpowiedzialnej za realizację, najogólniej mówiąc, operacji specjalnych.”

G. Małecki

Czytacie sobie i myślicie: „ja jeb… co tam się musi dziać!” A w realu jest to wydział utworzony na potrzeby jednego celu, którego formuła wyczerpała się już ładnych kilka lat temu i teraz nie za bardzo wiadomo co z nim zrobić. Obecnie zdarza się nawet, że niektórzy członkowie kierownictwa traktują tą komórkę jako miejsce, gdzie można zesłać funkcjonariusza na tzw. „banicję”.

A że poszczególne służby w Polsce lubią „dublować” swoje kompetencje to w „siostrzanej firmie” również utworzono odpowiednika „trolli”. W jednej formacji wydział taki budowali byli żołnierze jednostki X, zaś w drugiej jednostki Y. Struktura organizacyjna służb wywiadowczych cechuje się więc brakiem podejścia systemowego i nieumiejętnością jej adaptacji do zmieniającego się otoczenia.

Czytających nas „trolli” z obu służb uspokajamy: wiemy, że jest wśród Was masa wartościowych ludzi i chcecie robić „dobrą robotę”. Chodzi tylko o to, aby w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie o to, jakiego typu operacji tak naprawdę potrzebuje RP. Wtedy Wy będziecie wiedzieć do jakich zadań powinniście się przygotowywać, a inni zrozumieją zaś w jaki sposób Was wykorzystywać.

I właśnie dlatego tekst dotyczący szkoły szpiegów rozpoczęliśmy od rozważań organizacyjnych. Jeśli bowiem nie wiemy do czego ma być wykorzystywany „troll”, to jak możemy opracować dla niego właściwy proces szkoleniowy? I szerzej: jeśli struktura danej formacji jest nieuporządkowana, anachroniczna i niedostosowana do potrzeb RP, to tak samo wyglądać będzie również proces kształcenia jej funkcjonariuszy.

Czym powinien zajmować się wywiad?

Na przestrzeni ostatnich 30 lat nikt na poważnie nie zastanowił się w Polsce nad następującym pytaniem: po co właściwie nam ten wywiad? „Miszmasz” organizacyjny nazywany był przy tym usiłowaniem tworzenia „wywiadu globalnego”. W takim razie my mówimy tak: zbudujmy najpierw skuteczny wywiad „lokalny”, a potem ewentualnie będziemy lecieć „grubiej”.

Naszym zdaniem więc, w tego rodzaju służbie potrzebna jest ścisła specjalizacja. Kluczowe kierunki pracy to według nas:

  • Rosja.
  • Białoruś.
  • Ukraina.
  • Pozostałe państwa Europy Środkowo-Wschodniej.
  • Niemcy.
  • Francja.
  • Ewentualnie, jeśli starczy środków i w mniejszym wymiarze: Stany Zjednoczone i Chiny.

Uważamy, że wywiad nie powinien zajmować się innymi kierunkami niż te. Przy obecnej liczbie oficerów i zakładając, że wielu z nich zostałoby w takim przypadku odwołanych z „ciepłych placówek” i „oddelegowań”, środki przypadające na poszczególne obszary i tak mogłyby okazać się niewystarczające do ich kompleksowego opracowania.

Dlaczego akurat te kierunki? Nasza logika w tym względzie jest taka – naturalnym obszarem ekspansji geopolitycznej RP jest region Europy Środkowo-Wschodniej. A więc to tutaj musimy wiedzieć wszystko, o tym co dzieje się w poszczególnych krajach. Stany Zjednoczone i Chiny to z kolei rywalizujące ze sobą mocarstwa, które decydują o losach świata, a tym samym i o losach RP.

Tak, wiemy że USA to nasz sojusznik. I dlatego tym bardziej powinniśmy znać ich intencje, sposób myślenia elit, pozycję negocjacyjną w poszczególnych sprawach, czy możliwości wojskowe, gdyż ma to bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo Polski. Z kolei Niemcy i Francja to kraje decydujące o obliczu UE, czyli organizacji której kształt ma kluczowe znaczenie dla polityki RP.

Aspirując do odgrywania większej roli w regionie i w ramach Unii, Warszawa skazana jest na rywalizację o wpływy z Paryżem i Berlinem. Wiedza dotycząca tego, co dzieje się w tych stolicach umożliwiłaby więc odpowiednie skalibrowanie działań, aby np. asertywność nie przeradzała się w otwarte spory z sojusznikami. Zbytnie ich nagromadzenie prowadzi bowiem do efektu odwrotnego od zamierzeń, czyli marginalizacji pozycji Polski w ramach UE.

Ewentualna praca wywiadowcza na kierunkach sojuszniczych musi również uwzględniać fakt, że Niemcy są co prawda geopolitycznym rywalem RP, jednak nie grozi nam obecnie z ich strony bezpośrednie zagrożenie. Cele i stosowane metody pracy wywiadowczej w Niemczech będą więc różne od tych, które będą dopuszczalne np. na kierunku rosyjskim.

Każdym z wymienionych przez nas obszarów geograficznych powinny ponadto zajmować się interdyscyplinarne zespoły. W ich skład wchodziliby analitycy, funkcjonariusze operacyjni, a także specjaliści od OSINT-u, SIGINT-u, oraz od działań w cyberprzestrzeni. W związku z tym, że Polska nie dysponuje własnymi satelitami, IMINT włączylibyśmy do zadań „OSINTowców”.

Pracę takich zespołów powinny ponadto uzupełniać różnego rodzaju komórki wsparcia, a także dział „R&D”, skoncentrowany na rozwoju technologii przydatnych z puntu widzenia wywiadu. Palącym problemem jest np. adaptacja metod pracy operacyjnej do wyzwań stwarzanych przez coraz powszechniejsze systemy zabezpieczeń wykorzystujące biometrię.

Najpierw kurs podstawowy, a dopiero potem specjalistyczny

Dopiero wychodząc od wspomnianych wcześniej podstaw strukturalnych można zająć się reformą systemu szkolenia funkcjonariuszy wywiadu. Jego podstawą powinna być specjalizacja, której to obecnie brakuje – każdy oficer przechodzi „z grubsza” takie samo szkolenie. Jest ono ponadto ukierunkowane wyłącznie na jedną działkę – HUMINT.

Proces kształcenia odbywa się na dodatek według metodyki żywcem przeniesionej z czasów PRL. Dlatego naszym zdaniem każdy nowy funkcjonariusz powinien najpierw trafiać na szkolenie podstawowe trwające około trzech miesięcy. Podczas niego uczęszczałby on na zajęcia podzielone na osiem bloków tematycznych:

  • WF, walka wręcz, podstawy obsługi broni palnej.
  • Podstawy geopolityki i stosunków międzynarodowych.
  • Podstawy pracy operacyjnej.
  • Podstawy pracy analitycznej.
  • Podstawy OSINT.
  • Podstawy SIGINT.
  • Podstawy operacji w cyberprzestrzeni.
  • Rola pionów wsparcia i techniki operacyjnej.

Dlaczego tak? Po pierwsze, bo każdy funkcjonariusz powinien mieć pojęcie o tym, na czym polega praca jego kolegów i koleżanek, a także rozumieć jaka jest rola poszczególnych narzędzi w procesie pozyskiwania informacji. Po drugie, pozwoliłoby to na lepszy dobór oficerów do poszczególnych specjalności. Damy Wam dwa przykłady.

Pierwszy to WF. Podczas kursów operacyjnych notorycznie zdarzają się osoby „ściemniające się” od tego rodzaju zajęć. I nie chodzi nam o to, że każdy kursant powinien biegać 3km w tempie 12:00. Nie, wystarczy że zmieści się w 16:00. Sport jest bowiem także testem charakteru funkcjonariusza.

Jeśli służba już na tym etapie „przymyka oko” na zachowania typu „pierd… nie biegnę”, to jest to zalążek kłopotów w przyszłości. Od czasu do czasu, zdarza się np., że w pionach operacyjnych pojawia się możliwość wzięcia udziału w czymś na kształt szkolenia „SERE”. Okazuje się wtedy, że… istnieje ograniczona liczba kandydatów, których można na nie wysłać.

Albo z pięciu uczestników kursu, zalicza go tylko dwóch. Kiedyś znajomy opowiadał nawet, że jeden ze szkolonych funkcjonariuszy „poskarżył się”, że został potraktowany „niezgodnie z prawami człowieka”. Nie no fajnie, tylko po co pchał się w takim razie do pionu operacyjnego w wywiadzie? Wszystko to ma potem przełożenie na codzienną pracę danej służby.

„Ostre” działania na wschodzie? Tak, ale raczej tylko w książkach. Wyjazd na placówkę? Jasne, ale najlepiej tam, gdzie jest „ciepełko” i dobra „szamka”. Trasa sprawdzeniowa? Spoczko, zrobię. Dajcie tylko krótką, bo przecież mi nogi odpadną… Nie każdy musi być jednak „operuchom”. Podejście do WF-u może być nieistotne, m.in. w przypadku pracy w pionie analitycznym.

Drugi przykład to polityka międzynarodowa. Anegdota. Konwersacja w budynku centrali:

– A dlaczego „Gromiki” to sobie mogą robić „siłkę” w godzinach pracy, a my nie?

– Hmm… no bo ich praca wymaga dobrego przygotowania fizycznego. A Twoja wymaga np. wiedzy o tym i o tym kraju. Dlatego Ty możesz sobie w godzinach pracy „na luzaku” czytać lokalną prasę i depeszki. Noi zapewne robisz to codziennie, żeby być na bieżąco, nie?

– Eeee…, no nie bardzo. A powinienem?

W wywiadzie są tacy, którzy się znają na obszarze, którym się zajmują i tacy, którzy się na nim nie znają. Nie ma problemu, dla każdego znajdzie się miejsce. Ci pierwsi mogą być osobami prowadzącymi sprawy, a ci drudzy zapewniać im wsparcie. Po co jednak uparcie forsować model, w którym wszyscy mają robić to samo?

Albo wrzucać na kurs operacyjny gościa, który pracował wcześniej w laboratorium kryminalistycznym i przyszedł do wywiadu, aby zajmować się „techniką”? A potem zdziwienie, że kazano takiemu człowiekowi zajmować się krajem Y i „coś wymyślić”, a on nic nie może wymyślić… Może porozmawiajmy z gościem i dopasujmy zadania do jego predyspozycji?

Nie rozumiemy również tego, że osoba pracująca np. w SIGINT może trafić „w nagrodę” na kurs oficerski, na którym… uczyć się będzie pracy HUMINT-owca (bo innej możliwości nie ma), a następnie powróci do pracy… w SIGINT! Co na to podatnik? Może policjantów też zaczniemy wysyłać na bardzo drogie szkolenia w straży pożarnej, aby potem wrócili do „patrolu”?

Dlatego trzeba to powiedzieć sobie wprost: obecny wywiad wykorzystuje model szkoleniowy z czasów Służby Bezpieczeństwa (Departament I MSW) i to w wersji „okrojonej”. Instytucja ta zajmowała się zaś jedynie wywiadem agenturalnym, a np. operacje w cyberprzestrzeni mogła wtedy prowadzić co najwyżej na maszynach do pisania.

Dlatego proponujemy wprowadzenie szkolenia podstawowego, na którym oficerowie uczyliby się jedynie podstaw pracy w różnych obszarach. To dałoby zarówno im jak i służbie lepsze wyobrażenie na temat tego, jakie powinno być przeznaczenie poszczególnych funkcjonariuszy na dalszych etapach ich kariery. Podniosłoby to również efektywność i stopień satysfakcji z pracy.

Kurs specjalistyczny w wywiadzie

Po krótkim kursie podstawowym funkcjonariusz trafiałby na kurs specjalistyczny. W zależności od obszaru trwałby on od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy:

  • Kurs dla OSINTowców. W założeniu najkrótsze ze szkoleń ograniczające się do poznania technik, oraz narzędzi przydatnych w procesie pozyskiwania informacji ze źródeł otwartych.
  • Kurs dla analityków. Nacisk na nim położony byłby przede wszystkim na zdobycie wiedzy z zakresu kraju/zagadnienia, nad którym pracować będzie dany analityk. Istotną częścią szkolenia byłaby również umiejętność analizy informacji, znajomość pułapek poznawczych, technik OSINT i metod weryfikacji informacji.

    Dorzucilibyśmy do tego jeszcze szkolenie językowe, a także rozwój zdolności do zadaniowania oficerów innych działów w celu pozyskiwania przez nich tych informacji, na które istnieje w danym momencie zapotrzebowanie.
  • Kursy specjalistyczne dla pracowników SIGINT. Osoby odpowiedzialne za ten obszar potrzebują zaawansowanych umiejętności lingwistycznych, wiedzy z zakresu kryptografii, telekomunikacji, IT, a w niektórych przypadkach nawet inżynierii budowlanej. Nie ulega więc wątpliwości to, że należy opracować dla nich specjalne curriculum.
  • Kurs dla „operuchów”. Z grubsza: specjalizacja pod dany kraj, umiejętności interpersonalne, wiedza psychologiczna i ta z zakresu profilowania, szkolenia językowe, podstawowe umiejętności z obszaru IT i bezpieczeństwa komunikacji, biegłość w pracy „pod legendą”, wykrywanie obserwacji, czy znajomość systemów zabezpieczeń.

    Do tego jeszcze trochę „patentów” zaczerpniętych od złodziei i odpowiednia doza „fizola” – samoobrona i obsługa broni palnej. A przy tym wszystkim… minimum teorii i wkuwania instrukcji operacyjnej, a maksimum praktyki.
  • Kurs dla „hackerów”. Tutaj widzielibyśmy stworzenie dwóch ścieżek – jednej dla osób posiadających jedynie ograniczoną wiedzę z zakresu IT, a drugą dla doświadczonych specjalistów, którzy chcieliby sprawdzić się w wywiadzie. W ramach obu dróg obowiązywałaby dalsza specjalizacja – inna ścieżka dla programistów „malware”, inna dla specjalistów od socjotechniki, a jeszcze inna dla ekspertów od sieci.
  • Kursy dla pracowników wsparcia. Jest to chyba jeden z najbardziej zaniedbanych obszarów w polskim wywiadzie. Jak wiecie James Bond miał wokół siebie masę osób ułatwiających mu działanie.

    Polski „wywiadowca” musi za to wszystko robić samemu: wykupić bilety na pociąg, napisać raport, przeprowadzić rozmowę z aktywem, zabezpieczyć inne działania, rozliczyć finanse, zorganizować łączność, przygotować sobie „legendę”, wydrukować wizytówki, itp. itd. W rezultacie wszystko to jest robione „po łebkach”, a „operucha” spędza 80% swojego czasu na administracji…

    Jednym słowem: marnowanie „kasy” i potencjału. Dlatego będziemy to powtarzać do znudzenia: nie każdy musi być oficerem operacyjnym. Jeśli Polska ma dysponować wywiadem z prawdziwego zdarzenia, to należy dołożyć znacznie większych starań do takich obszarów jak „legendowanie”, logistyka, obserwacja, technika operacyjna, czy zabezpieczenie działań.

    Funkcjonariusze zajmujący się tą ostatnią dziedziną powinni np. wiedzieć jak zareagować w sytuacji, w której „coś pójdzie nie tak” i posiadać odpowiednie przeszkolenie w tym zakresie. Nie muszą za to cechować się wysokim poziomem umiejętności interpersonalnych.

Już na wstępnych etapach poszczególnych szkoleń, ich uczestnicy powinni być ponadto dzieleni według specjalizacji. Osoba przeznaczona do pracy na kierunku rosyjskim już od samego początku powinna uczyć się rosyjskiego i poznawać sytuację wewnętrzną tego kraju, zamiast „zaśmiecać” sobie głowę tym, co się akurat wydarzyło w Syrii…

Specjalizacja potrzebna jest również z innego powodu. Metody, których wywiad będzie używał na Wschodzie będą znacznie bardziej ofensywne, od tych które stosowane powinny być na Zachodzie. Specyfika działania w Rosji różni się diametralnie od tego, jak należałoby prowadzić pracę operacyjną na terenie USA, ograniczając przy tym ryzyko nadszarpnięcia relacji z tym krajem.

W wywiadzie istnieje też niepisane “ciśnienie” na to, że prawie każdy powinien być oficerem. Otóż nie – stanowiska wsparcia są np. świetnymi etatami dla podoficerów lub też pracowników cywilnych. To jakoś tak dziwnie wygląda jak widzi się majora, który od 10 lat zajmuje się logistyką, czy finansami… Nie twórzmy fikcji.

Specjalizacja w wywiadzie nie powinna ograniczać się jedynie do jednego kursu

Naszym zdaniem, opisane w tekście zmiany w procesie szkoleniowym umożliwiłyby podniesienie efektywności działania wywiadu. Praca na poszczególnych kierunkach nie byłaby rozdrobniona na kilka, niewspółpracujących ze sobą grup funkcjonariuszy. Zamiast tego, w każdym zespole mielibyśmy do czynienia ze współdziałaniem analityka, OSINT-owca, HUMINT-owca, czy SIGINT-owca.

Działanie kilku takich zespołów na danym kierunku mógłby wspomagać dedykowany komponent cyber. Oficerowie operacyjni mieliby zaś dodatkowo zapewnione wsparcie ze strony komórek odpowiedzialnych za logistykę, łączność, szatnię operacyjną, bezpieczeństwo, czy „legendowanie”.

W ramach danego kierunku, powinny ponadto istnieć dalsze specjalizacje, takie jak: sytuacja polityczna, ekonomia, czy wojsko i służby specjalne przeciwnika. Należałoby również odróżnić oficerów prowadzących źródła, od werbowników, czy też osób nadzorujących pracę z aktywami na danym odcinku (funkcja ta powierzana byłaby w ręce doświadczonych funkcjonariuszy).

Kolejne etapy karier oficerów mogłyby ponadto stanowić jeszcze bardziej specjalistyczne komórki, takie jak dezinformacja, praca pod „głebokim” przykryciem/infiltracja, czy też dział innowacji technologicznych (dla osób zajmujących się techniką operacyjną).

Postawienie na specjalistów jest również kwestią efektywności i oszczędności. Po co przez wiele miesięcy kształcić oficera, który potem spędza czas na tworzeniu rozliczeń finansowych czy staniu w kolejce do „pani od finansów”? Bez sensu. Wystarczy po prostu zatrudnić kilku księgowych, którzy nie muszą kończyć wielomiesięcznych szkoleń wywiadowczych…

I ostatnia rzecz: nikt nigdy nie powiedział, że każda służba powinna mieć własny ośrodek szkoleniowy, utrzymywany na potrzeby kształcenia kilkunastu, czy kilkudziesięciu osób w ciągu roku. Wspólne centrum kształcenia kadr mogłoby również zajmować się dalszą edukacją specjalistyczną oficerów służb i wojska.

Skoro nawet CIA może dzielić ośrodki szkoleniowe z NSA, Departamentem Obrony i Departamentem Stanu, to chyba polskie służby również mogłyby to rozważyć?

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Do Góry