Jak ulepszyć szkołę szpiegów? Cz.1: przygotowanie oficerów do pracy za granicą.

Szkoła Szpiegów_przygotowanie do pracy za granicą

W ostatnim czasie coraz większa liczba ekspertów z zakresu polityki zagranicznej podkreśla, że skala wyzwań stojących przed Polską wymusza konieczność usprawnienia działania wywiadu. Pisali o tym m.in. Filip Dąb-Mirowski, oraz Witold Jurasz i Kamil Turecki.W 100% zgadzamy się z tymi postulatami.

Uważamy, że położenie geograficzne RP wymusza na nas posiadanie funkcjonariuszy „grających” w Lidze Mistrzów. Tymczasem przeczucie podpowiada nam, że w hierarchii światowych wywiadów nasze służby plasują się gdzieś na poziomie rodzimych klubów piłkarskich. Czyli próbują swoich sił w trzeciej klasie rozgrywkowej – Lidze Konferencji. Dlatego postanowiliśmy uzupełnić pracę ekspertów ds. międzynarodowych o listę rozwiązań, które mogłyby podnieść skuteczność działania wywiadu.

Aby wejść do Ligi Mistrzów trzeba tak naprawdę dokonać całościowej reformy służb. Punktem wyjścia jest jednak właściwa selekcja i przygotowanie kadr do wykonywania powierzonych im zadań. Dziś napiszemy o tym, w jaki sposób szkoła szpiegów mogłaby lepiej przygotowywać oficerów do pracy za granicą.

Dlaczego szkolenie oficerów wywiadu jest tak istotne?

Podobnie jak w przypadku elitarnych jednostek specjalnych, fundamentem sprawnie działającego wywiadu są ludzie. Operatorów tego typu formacji nie da się produkować na skalę masową, gdyż skala trudności wykonywanych przez nich zadań wykracza poza możliwości przeciętnej osoby. Rożnica pomiędzy polskimi Wojskami Specjalnymi, a instytucjami wywiadowczymi jest jednak taka, że te pierwsze tworzyli nie tak dawno Amerykanie, a te drugie nadal funkcjonują według starych wzorców radzieckich.

Odrębna geneza powstania przekłada się na selekcję i szkolenie kandydatów. Żołnierze z USA przekazali Polakom know-how dotyczący tworzenia jednostki specjalnej na wzór takich formacji jak słynne 1st SFOD-D i Special Air Service. Obejmował on określenie zadań poszczególnych formacji, a także dobrany pod tym kątem profil operatora, obejmujący listę pożądanych umiejętności jakie powinien on posiadać. Następnie Amerykanie zademonstrowali jak wyszukiwać takich kandydatów, a następnie ich szkolić, aby mogli oni przeprowadzać operacje specjalne na światowym poziomie.

Z kolei słynna „szkoła szpiegów”, czyli ośrodek szkoleniowy w Starych Kiejkutach, kształcący kadry wywiadu powstał w latach 70-tych. Sposób nauczania siłą rzeczy oparty został więc o wzorce funkcjonujące w radzieckim wywiadzie. Problem polega jednak na tym, że od tamtej pory niewiele się zmieniło w programie szkolenia oficerów. Z kolei Centrum Kształcenia Służby Wywiadu Wojskowego powstało na wzór Kiejkut, co pozwala sądzić, że szkolenia w obu tych miejscach wyglądają bardzo podobnie.

Przykład ten pokazuje niestety brak samodzielnej myśli strategiczno-organizacyjnej w polskim sektorze bezpieczeństwa. Jeśli „Wielki Brat” nie przeszczepi na polski grunt własnych rozwiązań, sami nie jesteśmy w stanie stworzyć niczego od podstaw. Konsekwencją tego jest erozja sposobu kształcenia oficerów wywiadu.

Wielu z Was słyszało pewnie pochwały pod adresem ośrodka szkolenia w Starych Kiejkutach, wygłaszane przez absolwentów tej szkoły, którzy przechodzili kursy jeszcze w czasach PRL. Podkreślają oni jak bardzo ówczesna szkoła szpiegów wyróżniała się na tle otaczającej ich rzeczywistości. Świat poszedł jednak od tamtego czasu do przodu. I to w dramatycznie szybkim tempie. Konsekwencją tego powinno być dostosowanie szkolenia funkcjonariuszy do obecnych realiów.

Tymczasem kształcenie w ośrodku szkolenia w Starych Kiejkutach wygląda praktycznie tak samo od momentu jego powstania. Dzień zaczyna się poranną zaprawą. Po śniadaniu słuchacze udają się na zajęcia, które trwają z reguły do ok. 17. Potem przychodzi czas na na samodzielną naukę. Przyszli oficerowi uczą się m.in. języków obcych, przeprowadzania spotkań operacyjnych, polityki zagranicznej i wykrywania obserwacji. Od czasu do czasu ćwiczą te umiejętności w praktyce podczas wyjazdów szkoleniowych. Kurs operacyjny trwa niecały rok.

Na przestrzeni ostatnich 50 lat forma i treść szkolenia oficerów wywiadu ulegały jedynie nieznacznym modyfikacjom. Powielane są trendy znane z innych służb – warunki wstępne i program kształcenia ulegają systematycznemu obniżaniu. Skazując oficerów wywiadu na kształcenie rodem z lat 70-tych, ciężko jest oczekiwać od nich odpowiedniego przygotowania do realizacji zadań na wysokim poziomie. Praca operacyjna za granicą jest przy tym słusznie uważana za zdecydowanie najtrudniejszą formę pracy w służbach.

Oficerów wykonujących tego typu zadania jest zawsze bardzo mało i powinni oni stanowić rzeczywistą, a nie malowaną elitę kraju. Dobry wywiad zajmuje się nie tylko pozyskiwaniem kluczowych informacji na temat sytuacji w innych państwach, ale również kształtowaniem otaczającej nas rzeczywistości w kierunku zgodnym z interesami kraju. Dlatego oficerowie operacyjni przeznaczeni do pracy za granicą są tak naprawdę gwarantami bezpieczeństwa Polski i sposobem na rozszerzenie jej wpływów.

Jak więc podnieść stopień przygotowania funkcjonariuszy do wykonywania zadań poza terytorium kraju? Podsuwamy kilka autorskich pomysłów. Jeśli mamy je wprowadzić w życie – dzwońcie 😉

Poprawa znajomości języków obcych

Podstawowym zadaniem oficera wywiadu jest pozyskiwanie do współpracy obcokrajowców posiadających przydatne informacje, umiejętności lub możliwości. Wiąże się to z koniecznością częstego działania w środowisku zagranicznym. Z tego też względu funkcjonariusze powinni odznaczać się bardzo dobrą znajomością języków obcych. Niestety rzeczywistość w tym względzie bywa czasami zupełnie inna. Jak to zmienić?

  • Zwiększyć wymagania początkowe stawiane kandydatom na oficerów operacyjnych.
  • Wprowadzić trzystopniową ścieżkę szkolenia.
  • Prowadzić przynajmniej część zajęć w języku obcym.

W innych służbach wywiadowczych kandydaci nie zawsze trafiają od razu na kurs przeznaczony dla oficerów operacyjnych. Jeśli są np. świeżo upieczonymi absolwentami uniwersytetu lub nie posiadają znajomości przynajmniej jednego języka obcego, a wykazują przy tym potencjał w innych aspektach, zostają skierowani na szkolenie wstępne. Jego celem jest przygotowanie kandydatów do udziału w kursie dla oficerów operacyjnych. W ten sposób mogą oni najpierw rozwinąć swoje umiejętności językowe do poziomu umożliwiającego im swobodne prowadzenie rozmowy.

Taki proces nauczania umożliwiłby zwiększenie wymagań „bazowych” stawianych wywiadowcom. Powinno się od nich oczekiwać znajomości języka angielskiego, jako podstawowego narzędzia używanego w środowisku zagranicznym na poziomie C1. Najlepiej gdyby kursant posiadał dodatkowo przynajmniej podstawową znajomość jednego z języków kierunkowych, tak aby w procesie szkolenia „nie zaczynać od zera”. Jeśli nie spełnia tego wymogu powinien zostać wysłany np. na trzymiesięczne szkolenie językowe, a dopiero po jego ukończeniu mógłby rozpocząć kurs operacyjny.

Na kurs operacyjny powinni trafiać już odpowiednio wyselekcjonowani i przygotowani kandydaci. Ukończenie takiego szkolenia stanowiłoby jednak dopiero drugi szczebel edukacji oficera. Trzeci poziom łączyłby zdobywanie doświadczenia z możliwościami dodatkowego kształcenia, zwłaszcza w obszarze wiedzy specjalistycznej i języków obcych. Nie powinno to jednak odbywać się w formie swobodnie wybieranych zajęć, lecz kursu dobranego pod kątem docelowego przeznacznia funkcjonariusza. Obecnie w polskim wywiadzie dochodzi do paradoksu polegającego na tym, że brakuje osób znających najważniejsze z punktu widzenia realizacji zadań języki, a jednocześnie funkcjonariusze uczą się w czasie pracy np. języka hiszpańskiego. Może potrzebują go na wakacjach? 😉

Zwiększenie wymagań językowych umożliwiłoby prowadzenie części szkolenia, w tym zwłaszcza pozorowanych rozmów operacyjnych w języku obcym. Według relacji absolwentów kiedyś było to standardowym elementem nauki, lecz ze względu na coraz słabsze umiejętności lingwistyczne kandydatów obecnie z tego zrezygnowano. Odbija się to negatywnie na stopniu przygotowania oficerów do pracy za granicą. Pamiętajmy też, że rozmowa operacyjna, zwłaszcza przy alkoholu, to nie to samo co wyuczone w sali: „How are you?” i „I’m fine, thank you”.

Korzystnym rozwiązaniem byłoby ponadto zaostrzenie wymogów wstępnych dla kandydatów w innych obszarach. Mamy tu na myśli zwłaszcza politykę zagraniczną, choć weryfikacja dotychczasowych osiągnięć kandydata mogłaby również być dobrym wyznacznikiem jego potencjału. Kończący szkolenie oficerowie wywiadu powinni cechować się bardzo dobrą znajomością realiów wojskowych, politycznych i ekonomicznych kraju, w którym będą pracować. Jeśli już na etapie selekcji kandydat myli Libię z Libanem, prawdopodobnie nigdy nie osiągnie wspomnianego poziomu, a praca wywiadowcy nie jest dla niego odpowiednią ścieżką kariery.

Stopniowanie trudności szkolenia

Podobnie jak szkolenie strzeleckie w jednostkach specjalnych, nauczanie w wywiadzie powinno opierać się na stopniowym zwiększaniu poziomu trudności wykonywanych zadań. Na końcowym etapie kursu operacyjnego, ćwiczenia powinny w jak największym stopniu odzwierciedlać realia prawdziwej pracy. Powinien im również towarzyszyć stres.

Przykładowo – pozorowane spotkania operacyjne mogłyby najpierw odbywać się w okolicach ośrodka szkolenia. Następnie kandydaci przeprowadzaliby je w dużych miastach, przechodząc stopniowo do rozmów za granicą. Początkowo miałyby one miejsce w kraju o niskim reżimie kontrwywiadowczym, a na ostatnim etapie szkolenia kursanci przeprowadzaliby spotkania na „trudnym” terenie. Od momentu pierwszego wyjazdu do innego kraju konwersacje odbywałyby się wyłącznie w języku obcym.

Systematycznie powinien wzrastać też poziom trudności prowadzonych rozmów. Interlokutorzy wymagaliby coraz większej wiedzy geopolitycznej, okazywaliby się coraz bardziej podejrzliwi i niechętni w stosunku do przyszłych oficerów. Do tego dochodziłby jeszcze alkohol i nieoczekiwane sytuacje. W drodze do hotelu, podpity kursant otrzymywałby np. telefon od aktywa z propozycją wspólnego wyjścia „na miasto”. Bawiąc się ze źródłem w klubie, kandydat mógłby na dodatek zorientować się, że jest pod obserwacją…

Podobnie mogłyby wyglądać ćwiczenia z zakresu prowadzenia i wykrywania obserwacji. Pozwoliłoby to uwrażliwić oficerów na konieczność zachowywania zasad konspiracji i odpowiedniego „legendowania się”. Trening w kraju nie zawsze oddaje realia pracy i uczy chodzenia „na łatwiznę”. Ponadto, wyjazdy zagraniczne umożliwiają rozwój umiejętności językowych w naturalnych ku temu warunkach. Z czasem powinno się również wymagać od kandydatów coraz większej wiedzy dotyczącej kultury i geografii danego kraju.

Zróżnicowane podejście do kandydatów i indywidualna ścieżka kariery oficera wywiadu

Stopniowanie trudności szkolenia umożliwiłoby wstępną selekcję kandydatów pod kątem wykonywanych przez nich później zadań. W jednostkach specjalnych niektórzy trafiają do zespołów bojowych, inni do komórek zabezpieczających. Jedni zostają snajperami, inni medykami. W polskim wywiadzie natomiast wszyscy mają w teorii robić to samo, mimo że w praktyce jest to niemożliwe.

Oficerowie wywiadu operują pod przykryciem nieoficjalnym (bez immunitetu) i oficjalnym (dyplomatycznym). Mogą ponadto „utrzymywać się w legendzie” przez dłuższy czas, a mogą ograniczać się jedynie do krótkich wyjazdów. Ponadto, umiejętności funkcjonariuszy mogą być wykorzystywane w różnym charakterze np.:

  • Werbownik.
  • Prowadzący źródło.
  • Oficer nadzorujący pracę ze źródłami na danym odcinku.
  • Personel zabezpieczający pracę werbowników i prowadzących.

Praca funkcjonariusza w obrębie jednej roli również może być zróżnicowana. Na starcie pracy oficer może np. zajmować się werbunkiem współpracowników, których zadaniem jest jedynie wsparcie działania służby (np. występując jako kurier, czy osoba potwierdzająca „legendę”). Zebrane w ten sposób doświadczenie stanowiłoby przepustkę do wykonywania przez funkcjonariusza znacznie trudniejszych zadań np. werbunku wysokiego oficera obcej armii.

Najlepsi kandydaci powinni być przygotowywani do długotrwałej pracy pod przykryciem za granicą. Po pewnym czasie mogliby oni trafiać również na „trudny teren”. Osoby z predyspozycjami do nawiązywania relacji mogłyby próbować sił w charakterze werbownika. Z kolei ci, którzy wolą kultywować kontakty zajmowaliby się prowadzeniem już pozyskanych źródeł. Zadaniem jeszcze innych byłoby zabezpieczanie spotkań.

W ten sposób oficerowie uzupełnialiby się wzajemnie i uczyli pracy zespołowej. Pozwoliłoby to również lepiej zagospodarować indywidualne predyspozycje kandydatów. Tymczasem polskie służby nadal działają według schematu „Ty robisz sobie, a kolega sobie”. Każdy jest przy tym odpowiedzialny za wszystkie elementy prowadzonej sprawy. Koordynacją zajmuje się natomiast dyrektor, który z definicji jest wszechwiedzący i pomimo miliona spływających do niego dokumentów rzekomo jest w stanie tym wszystkim zarządzać. To nie działa.

Zróżnicowane charakteru pracy oficerów umożliwiłoby ponadto stworzenie hierarchii wewnętrznej opartej na przejrzystych zasadach, a także ścieżki kariery zachęcającej funkcjonariusza do dalszego rozwoju. Największym prestiżem, wsparciem ze strony służby i zarobkami powinny cieszyć się osoby wykonujące najtrudniejsze zadania. Z kolei osoby odpowiadające np. za zabezpieczenie pracy innych oficerów otrzymywałyby niższe wynagrodzenie połączone z mniejszą odpowiedzialnością i wymogami dotyczącymi kompetencji.

Przydział ról nie powinien być jednak przesadnie sztywny. Funkcjonariusz wyróżniający się w jednej dziedzinie mógłby liczyć na awans poziomy i zmianę funkcji. Na samym szczycie hierarchii powinni znajdować się oficerowie z realnym doświadczeniem w pracy za granicą. Szczególnie pod przykryciem nieoficjalnym.

Podobnie jak operatorzy zespołów bojowych, każda z osób wykonujących taką pracę ma określony okres „przydatności” do służby. Dlatego po jego upływie powinni oni odgrywać rolę mentorów i osób prowadzących młodszych stażem oficerów. Doświadczeni funkcjonariusze służyliby radą, dbali o bezpieczeństwo operacji, wytyczali kierunki zbierania informacji i pilnowali jakości pozyskiwanych materiałów.

Wydaje się, że wyżej wymieniony podział ról i progresja zawodowa, obowiązująca w liczących się na świecie wywiadach został w Polsce zatarty. Z naszych rozmów z absolwentami wynika, że w trakcie kursu nieustannie powtarzane jest sformułowanie o tym jak ważnym jest zaangażowanie słuchaczy w proces szkolenia i uzyskanie przez nich wysokich rezultatów końcowych.

Jednak później okazuje się, że poza jednorazowymi nagrodami finansowymi dla najlepszych kursantów pozycja tego, który uzyskał najlepsze wyniki nie różni się niczym od tej, jaką zdobył kandydat z najgorszymi wynikami (o ile nie zostanie on usunięty z kursu). Nie istnieje jakakolwiek pozytywna stymulacja osób aktywnych i wyróżniających się. Co więcej, brak jest informacji na temat możliwości dalszego rozwoju. Wynika to z braku jasno sprecyzowanych zadań, ścieżki kariery i formalnych wymogów towarzyszących danemu stanowisku i możliwościom awansu.

Jak Wam się podobała pierwsza część artykułu? W drugiej odsłonie omówimy kolejne umiejętności, które naszym zdaniem mogą okazać się istotne w pracy oficera wywiadu i powinny być nauczane w „szkole szpiegów”.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem naszego profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

2 thoughts on “Jak ulepszyć szkołę szpiegów? Cz.1: przygotowanie oficerów do pracy za granicą.

  1. Witam, bardzo chcę redakcji podziękować za interesujące i informatywne artykuły. Bardzo dobrze się je czyta, a podłączanie źródeł o których mowa w tekstach jest niesamowicie przydatne. Ciekaw jestem opinii redakcji na temat problemu przed jakim stoją służby wywiadowcze, a mianowicie skoro mamy zacofane metody szkoleniowe i dzięki temu słabo funkcjonujący wywiad, skąd mielibyśmy zdobyć alternatywne metody szkoleniowe? Zwłaszcza jeżeli obecnie Polska odstrasza od siebie wszystkich sojuszników i kraje które mogłyby nam w tym pomóc, a odkrycie ich na nowe zajęłoby nam zapewne kilka-kilkanaście lat. Pozdrawiam.

    1. Cześć, dzięki wielkie za dobre słowo – bardzo nas to motywuje do dalszej pracy. Zadałeś też bardzo ciekawe pytanie. Naszym zdaniem:

      1) Nie musimy pozyskiwać metod szkoleniowych od innych. Możemy je sami opracować. Problemem jest tak naprawdę to, że wywiad funkcjonuje we własnej “bańce” i nie do końca zdaje sobię sprawę z tego, że świat ucieka do przodu.

      2) Opracowanie metod szkoleniowych należy rozpocząć od jasnego zdefiniowania priorytetów i zadań polskiego wywiadu. To one pozwalają potem na identyfikację niezbędnych umiejętności i dobranie do tego odpowiedniego programu szkoleniowego.

      3) W Polsce istnieje grono specjalistów, którzy są byłymi lub obecnymi żołnierzami/funkcjonariuszami Wojsk Specjalnych, służb specjalnych, czy też elitarnych komórek CBŚP. Wielu z nich odbyło także szkolenia zagraniczne, u partnerów należących do światowej czołówki w określonych dziedzinach. Problemem jest to, że ich wiedza nie jest usystematyzowana i przekazywana na poziomie instytucjonalnym.

      4) Nasz kraj nadal dysponuje wieloma kontaktami zagranicznymi, które można wykorzystać do pozyskiwania wiedzy z obszarów deficytowych.

      Podsumowując: sami musimy odpowiedzieć sobie na pytanie do jakich zadań chcemy przygotowywać oficerów i opracować unikatowy system szkolenia. W procesie szkoleniowym należy wykorzystać wiedzę i umiejętności specjalistów, którzy są obecnie rozsiani po różnych instytucjach zajmujących się bezpieczeństwem lub odeszli już do cywila. Jednocześnie musimy wysyłać naszych ludzi na najlepsze zagraniczne szkolenia cywilne jak i te przeznaczone dla wojska/służb. Muszą oni następnie dzielić się pozyskaną wiedzą i adaptować ją do naszych warunków. Należy również poprawić efektywność pracy komórek szkoleniowych w służbach wywiadowczych. To wszystko możemy zrobić sami.

      Pozdrawiamy serdecznie,
      Ekipa BiS

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top