Fizyczna likwidacja jako element modus operandi służb specjalnych FR.

Obrazek przedstawiający oficerów rosyjskich służb

część 1. – Historia i założenia teoretyczne.

Физическое устранение (Fiziczeskoje ustranienije) – dosł. fizyczna eliminacja; termin operacyjny w radzieckich służbach specjalnych, eufemistyczne określenie mokrych dieł. (Wielki leksykon tajnych służb świata – J.H. Larecki)

Fizyczna likwidacja w dalszym ciągu pozostaje jednym z ważnych narzędzi wykorzystywanych przez rosyjskie służby specjalne. W ostatnich latach światowymi mediami regularnie wstrząsają doniesienia o kolejnych zuchwałych morderstwach lub ich próbach, w które zamieszani są oficerowie rosyjskich organów bezpieczeństwa. Skoro zatem operacje służb specjalnych najbardziej lubią ciszę, czy możemy mówić o sukcesie tego rodzaju przedsięwzięć? Czy uparte trwanie przy „sprawdzonych metodach” ma swoje uzasadnienie? Co jest przyczyną kolejnych nieudanych operacji tego rodzaju? Na wszystkie te pytania staramy się odpowiedzieć poniżej.

Przyjrzymy się w szczególności tym operacjom, które miały miejsce poza granicami kraju, ze względu na fakt, że ich zorganizowanie wymaga dużych nakładów pracy, niezwykłej precyzji, a także umiejętności działania na „wrogim terytorium”, która powiązana jest ze zdolnością bardzo skrupulatnego kamuflowania swoich działań. Z tego względu tego rodzaju przedsięwzięcia są najlepszym wykładnikiem zdolności operacyjnych służb w dziedzinie fizycznej likwidacji. Często operacje tego rodzaju wymagają wprowadzenia źródeł osobowych w otoczenie celu, długotrwałej obserwacji jego zachowań i zwyczajów w taki sposób, aby wybrać najbardziej korzystny moment do przeprowadzenia finalnego zamachu. W większości przypadków do wykonania zadania likwidacji celu niezbędne jest też wykorzystanie szerokiego spektrum środków techniki operacyjnej.

Początki prac nad substancjami trującymi

Modus operandi współczesnych rosyjskich służb specjalnych zostało w prostej linii odziedziczone po Związku Radzieckim. Historia sowieckich zabójstw na tle politycznym jest bardzo długa i sięga czasów rewolucji bolszewickiej. Sowieci zbudowali całe zaplecze niezbędne dla operacji tego rodzaju. Już w latach 20. XX wieku pod przewodnictwem profesora medycyny – Ignatija Kazakowa, zaczęło funkcjonować specjalne laboratorium zajmujące się badaniem działania i możliwościami wykorzystania odpowiednich substancji trujących. Jego praca przyczyniła się do likwidacji wielu przeciwników reżimu wewnątrz kraju i poza jego granicami (m.in. Lwa Siedowa). Działało ono pod przykryciem Wszechzwiązkowego Instytutu Biochemii. W 1937 założyciel laboratorium został zamordowany w konsekwencji „wielkiego terroru”, jednakże instytucja nie zaprzestała swojej działalności. Następcą Kazakowa został Grigorij Mojsiejewicz Majranowski zwany również „Doktorem Śmierć” oraz „Radzieckim Mengele”. 7 sierpnia 1937 roku powołano 12. Wydział Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD (tzw. Wydział Techniki Operacyjnej), w skład którego weszło laboratorium Majranowskiego oraz laboratorium bakteriologiczne pod przewodnictwem Siergieja Muromcewa.

Pomimo licznych późniejszych przekształceń organizacyjnych idea pozostała niezmienna. Pracownie miały za zadanie znaleźć najbardziej optymalne substancje służące do fizycznej likwidacji celów. W ramach realizacji tych założeń prowadzono liczne testy na więźniach, którym podawano truciznę w drodze iniekcji albo umieszczano ją w pożywieniu. Eksperymentowano przy pomocy toksycznych gazów oraz trucizn wchłanianych przez skórę i oddziałujących na układ nerwowy. Substancje wypuszczane przez laboratoria miały za zadanie powodować śmierć, która do złudzenia przypominałaby naturalną – a sam środek miał być pozbawiony smaku, zapachu oraz nie pozostawiać śladu w ciele ofiary. Produktów laboratorium używano do likwidacji „niewygodnych” dla reżimu osób takich jak: Naum Samet, Aleksander Szumowski, Teodor Romża, Izjasz Oggins, Raoul Wallenberg oraz prawdopodobnie również Helmuth Weidling. 

Majranowskiego spotkał nieco łagodniejszy los niż jego poprzednika – Ignatija Kazakowa. W wyniku ostatniej czystki stalinowskiej – tzw. „spisku lekarzy”, znalazł się na ławie oskarżonych i ostatecznie skazany został na 10 lat pozbawienia wolności. Mniej szczęścia miał jego zwierzchnik – Minister Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR – Wiktor Abakumow, skazany na rozstrzelanie w 1954 roku. Wspomniane zawirowania personalne zaszkodziły funkcjonowaniu laboratorium tylko krótkotrwale. 14 marca 1953 roku powołano Laboratorium nr 12 z Władimirem Naumowem na czele. W lutym 1953 roku przeprowadzono skuteczną akcję otrucia w Monachium Wolfganga Salusa – byłego sekretarza Lwa Trockiego. Akcja zakończyła się pełnym sukcesem – śledczy byli przekonani, że śmierć Salusa została spowodowana przez zapalenie płuc. Działalność laboratorium była kontynuowana również za czasów przewodnictwa w KPZR Nikity Chruszczowa, o czym świadczy eliminacja lidera nacjonalistów ukraińskich – Stepana Bandery oraz jednego z głównych teoretyków ukraińskiego ruchu narodowego – Łwa Rebeta. Próbowano również przy pomocy radioaktywnego talu pozbyć się uciekiniera z KGB – Nikołaja Chochłowa, jednak operacja nie przyniosła powodzenia. Ostatecznie najbardziej aktywną fazę działania laboratorium zamknęła ucieczka na Zachód Bohdana Staszynskiego – oficera KGB, zabójcy Reberta i Bandery. Niemniej jednak „Kamiera”, bo tak potocznie nazywano laboratorium, nie zaprzestała swojej działalności i w większym stopniu otworzyła się na udzielanie pomocy sojusznikom – tak jak chociażby w przypadku udostępnienia środków techniki operacyjnej niezbędnej do likwidacji Georgija Markowa przez służby bułgarskie.

Obrazek oficer rosyjskich służb specjalnych.
Ciężko jest oczekiwać, że rosyjskie służby specjalne zrezygnują w najbliższym czasie z dokonywania zabójstw.

W 1973 roku, po podpisaniu przez władze ZSRR Konwencji o Zakazie Broni Biologicznej i Toksycznej w miejsce dotychczasowych struktur utworzono podmiot pod nazwie „Biopreparat”. Była to przykrywka dla sowieckiego programu badań nad bronią biologiczną, w skład którego wchodziło około 40 zakładów w całym kraju. Był to w omawianym okresie zdecydowanie największy program broni biologicznej na świecie. Szacuje się, że w pracach „Biopreparatu” zaangażowanych było około 30-40 tysięcy osób. Po upadku Związku Radzieckiego prace na bronią biologiczną i toksykologiczną kontynuowane były przez rząd Federacji Rosyjskiej. Z kolei osoby takie jak Wił Mirzajanow, które podejmowały próby zawiadomienia opinii publicznej o całym procederze, były skutecznie uciszane. Obecnie pozostałości po „Kamierze” mogą wchodzić w skład Zarządu ds. Środków Operacyjno-Technicznych FSB. Oddzielne laboratoria są prawdopodobnie podporządkowane SWR oraz GRU. O dalszym wykorzystaniu toksyn przez służby rosyjskie, oprócz tych najgłośniejszych, świadczą chociażby przypadki otrucia Romana Cepowa oraz Jurija Szczekoczichina oraz te niezakończone śmiercią celu, jak w przypadku Anny Politkowskiej (w 2004 roku, ostatecznie zamordowanej dwa lata później), Andrieja Babickiego oraz małżeństwa Kałasznikowów.

Program badań nad bronią biologiczną

Oczywiście nie oznacza to, że radzieckie, a obecnie rosyjskie służby specjalne zawsze uciekały się do stosowania zaawansowanych środków trujących. Czasami najskuteczniejszymi metodami okazywały się broń palna (Zelimchan Changoszwili, Rusłan Israpiłow), materiały wybuchowe (Zelimchan Jandarbijew, Maksym Szapował) czy nawet broń biała (Abdulwahid Edilgerijew).

Kryteria sukcesu fizycznej likwidacji za granicą

Skoro przyjrzeliśmy się już „najpopularniejszym” sposobom fizycznej likwidacji rosyjskich służb specjalnych, warto zastanowić się nad założeniami takiego przedsięwzięcia. Po pierwsze, należy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy w obecnych realiach fizyczna likwidacja może być nadal skuteczną metodą operacyjną? Odpowiedź, jak to zwykle bywa w świecie służb specjalnych, brzmi: „to zależy”. Na pełną skuteczność takiego przedsięwzięcia składają się dwa główne elementy. Pierwszym i zarazem determinującym powodzenie całej akcji jest osiągnięcie celu, czyli w tym wypadku oznacza to udaną likwidację wskazanej osoby. Za drugi, czasami nie mniej ważny, uznać należy przeprowadzenie całej akcji w sposób uniemożlwiający udowodnienie, że za zabójstwem stoją oficerowie służby specjalnych danego kraju. Specjalnie używamy sformułowania „sposób uniemożlwiający udowodnienie”, ponieważ najczęściej ze względu na sam wybór celu (przeciwnicy polityczni rządu, uciekinierzy ze służb, opozycjoniści) dosyć oczywistym staje się, że określona osoba najprawdopodobniej „znalazła się na celowniku” służb specjalnych danego kraju.

Pierwsza składowa nadal wydaje się możliwa do osiągnięcia, chociaż i z nią w ostatnim czasie rosyjskie służby mają spore problemy. Natomiast w przypadku przeprowadzenia operacji w sposób uniemożliwiający udowodnienie kto za nią stał trudno odnaleźć jest przykłady przynajmniej poprawnej realizacji zadania. Nie można jednak zrzucić pełnej odpowiedzialności za taki stan rzeczy wyłącznie na nieudolność rosyjskich oficerów. Wszystkie służby świata muszą zmagać się z coraz większą ilością zmiennych (systemy biometryczne, wszechobecny monitoring itd.), które muszą uwzględniać w trakcie swoich działań operacyjnych. Odrębnym zagadnieniem jest fakt, że rosyjskie służby nie zawsze nastawione są na zachowanie pełnej niejawności tego rodzaju przedsięwzięć, zwłaszcza wtedy, kiedy zależy im np. na uzyskaniu efektu odstraszającego – chociażby poprzez zamordowanie uciekiniera z własnych szeregów, o czym najlepiej świadczyć może przykład Aleksandra Litwinienki.

W przypadku współczesnej Rosji warto zwrócić szczególną uwagę na uwarunkowania międzynarodowe. Po aneksji Krymu i wywołaniu konfliktu we wschodniej Ukrainie, na Rosję nałożony został bardzo poważny reżim sankcyjny. Wydaje się, że uwzględniając stale pogarszającą się sytuację ekonomiczną kraju, priorytetem rosyjskiej polityki zagranicznej powinno być dążenie do poprawienia relacji z Unią Europejską oraz Stanami Zjednoczonymi, przynajmniej do osiągnięcia poziomu, umożliwiającego czerpanie pełnych profitów z wymiany handlowej. Ponadto, coraz gorszy stan rosyjskiej gospodarki wprost proporcjonalnie przekłada się na mniejszą atrakcyjność Rosji na arenie międzynarodowej i może dostarczać problemów z utrzymaniem wpływów w krajach „bliskiej zagranicy”. Tymczasem kolejne zidentyfikowane zamachy (albo ich próby) stają się źródłem reperkusji politycznych. Nawet z punktu widzenia służb specjalnych są one bardzo niepożądane, zwłaszcza jeżeli uwzględni się fakt, że w przypadku przymusowych wydaleń „dyplomatów”, tak jak miało to miejsce chociażby w konsekwencji sprawy Skripala, za persona non grata uznawano w większości przypadków ustalonych oficerów rosyjskiego wywiadu.

Dlaczego rosyjskie służby specjalne decydują się na zagraniczne likwidacje?

Poza wspomnianym odstraszaniem, korzyści z eliminowania za „wszelką cenę” przeciwników politycznych Kremla nie wydają się być duże. Po pierwsze, najczęściej są to osoby stosunkowo „małego kalibru” – zbiegli oficerowie, którzy zdążyli już opowiedzieć wszystkie tajemnice swoim nowym mocodawcom (a czasami nawet napisać książkę) lub pozbawieni realnej władzy przywódcy czeczeńskich bojowników, ukrywający się od lat poza granicami Rosji itd. Po drugie, w przypadku niepowodzenia akcji, cele zamachów zyskują na znaczeniu i rozpoznawalności stając się poważniejszymi przeszkodami niż było to wcześniej (vide Aleksiej Nawalny oraz swego czasu Wiktor Juszczenko). Z kolei w przypadku powodzenia mogą stać się po śmierci ważnymi symbolami dla antyrządowej opozycji (przykład Borisa Niemcowa). Trudno mówić zatem w tym przypadku o większych korzyściach niż jedynie doraźne rozwiązanie określonego problemu. Takie działanie porównać można do punktowego gaszenia niezbyt groźnych pożarów, które pochłania tyle czasu, że te poważniejsze tylko wzbierają na sile.

Wobec wszystkich przedstawionych powyżej argumentów trudno odnaleźć jest zatem racjonalne przesłanki upartego trwania przy „sprawdzonych metodach” przez rosyjskie służby specjalne, zwłaszcza jeżeli w ostatecznym rozrachunku najczęściej prowadzi to do pogorszenia sytuacji politycznej i dużych strat wizerunkowych. Warto jednak zwrócić uwagę na wpływ lobby samych służb specjalnych. Skoro byli oficerowie organów bezpieczeństwa sprawują najważniejsze urzędy w kraju (począwszy od samego prezydenta) to można zakładać, że nadal utrzymują realne powiązania ze swoimi służbami macierzystymi i są przesiąknięci ich sposobami działania i myślenia. Dlatego też, to właśnie działania wchodzące w skład modus operandi służb, a zatem również i fizyczna likwidacją, są im szczególnie bliskie.

Ponadto, warto zaznaczyć, że akcje fizycznej likwidacji celów uchodzą za jedne z najtrudniejszych w pracy służb specjalnych. Skuteczne ich wykonanie przynosi swoistą „chwałę” oficerowi, który się ich podjął. W tradycji radzieckiej i rosyjskiej osoby takie zazwyczaj nagradzane były najwyższymi odznaczeniami wojskowymi lub cywilnymi – tak jak chociażby w przypadku Ramona Mercadera odznaczonego Orderem Lenina i tytułem Bohatera Związku Radzieckiego, czy Bohdana Staszynskiego, któremu nadano Order Czerwonego Sztandaru, albo Anatolija Biełaszkowa (znanego też jako Jabłoczkow) i Wasilija Bogaczowa, którzy po powrocie z katarskiego więzienia zostali powitani z pełnym ceremoniałem wojskowym, należnym bohaterom. Z tego względu sami oficerowie mogą być szczególnie zmotywowani do planowania i wdrażania działań tego rodzaju.

Co więcej, nie można pominąć też faktu występowania w wielu przypadkach zabójstw politycznych motywu działalności służb specjalnych powiązanych z Ramzanem Kadyrowem. Republika Czeczeńska jako podmiot federalny w mniejszym stopniu niż władze centralne partycypuje w polityce zagranicznej i nie odczuwa w tak dużej mierze wpływu reperkusji międzynarodowych. Z tego względu przywódca Czeczenii dosyć chętnie korzysta z elementów faktycznej autonomii jaką posiada w zakresie działalności służb bezpieczeństwa, uprawiając tym samym politykę wpisującą się w obyczaj pomsty znany wśród ludów Kaukazu Północnego. Do zabójstw dokonanych rękoma tzw. „kadyrowców” zaliczyć można m.in. likwidację byłych żołnierzy batalionu „Wostok” – Mowładiego Bajsarowa oraz Sulima Jamadajewa.

Wnioski na przyszłość

Przyszłość dotycząca przeprowadzania operacji fizycznej likwidacji za granicą w rosyjskich służbach specjalnych wydaje się niepewna. Seria niepowodzeń i związanych z nimi reperkusji prawdopodobnie uświadomi władzom Rosji, że operacje tego rodzaju zwyczajnie nie należą do szczególnie opłacalnych. Możliwe korzyści są niewspółmierne do ogromu podejmowanego ryzyka i możliwych konsekwencji w wypadku niepowodzenia misji i dekonspiracji biorących w niej udział oficerów. Z drugiej strony „okazjonalne” likwidowanie uciekinierów ze służb wpływa na większą szczelność formacji i zniechęca przed podejmowaniem współpracy z wrogimi wywiadami. Inaczej prezentuje się kwestia likwidacji osób uznawanych za „terrorystów” (chociaż jak dowodzi przypadek Zelimchana Changoszwilego nie wystarczy post factum określić kogoś taki m mianem), ponieważ w tej dziedzinie widoczne jest dużo większe przyzwolenie na tego typu działalność ze strony społeczności międzynarodowej, Głównym przeciwnikom Rosji na arenie międzynarodowej w przypadku krytyki takich przedsięwzięć, łatwo można by też zarzucić hipokryzję.

Dla naszych służb specjalnych płynie z tego kilka istotnych wniosków:

1.      Nie należy oczekiwać żeby Rosja w najbliższym czasie zupełnie zrezygnowała ze sprawdzonej metody jaką jest fizyczna likwidacja.

2.      Polska jako kraj goszczący liczną grupę czeczeńskich imigrantów hipotetycznie mógłby w przyszłości stać się areną fizycznej likwidacji, dokonanej przez lub na zlecenie rosyjskich służb specjalnych. Sprzyja temu również postrzeganie Polski raczej jako kraju o stosunkowo niskim reżimie kontrwywiadowczym.

W kolejnych odsłonach cyklu przyjrzymy się konkretnym przypadkom fizycznych likwidacji przeprowadzonych przez rosyjskie służby specjalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top