Elektroniczny juan jako element tworzonego przez Chiny alternatywnego systemu finansowego i próba podważenia roli dolara. Cz. 2

Alternatywny system finansowy

W pierwszej części opisaliśmy czym jest e-juan. Dziś zastanowimy się nad tym, skąd biorą się wątpliwości dotyczące dolara jako najważniejszej globalnej waluty rezerwowej i jak wpisują się w to chińskie plany.

Dolar jest istotnym narzędziem w arsenale geoekonomicznych możliwości USA. Jego pozycja jako najważniejszej waluty rezerwowej na świecie jest źródłem ogromnej przewagi finansowej Stanów Zjednoczonych nad resztą świata. Pozostali gracze godzą się na taką sytuację ze względu na brak możliwości podważenia hegemonii Waszyngtonu oraz zalety wynikające ze stabilności światowego systemu gospodarczego. Tarcia pojawiają się jednak wtedy, gdy USA zaczynają nadużywać swojej pozycji dla osiągnięcia zbyt dużych korzyści kosztem innych państw.

Dlaczego świat traci zaufanie do dolara?

Na świecie coraz większą popularność zdobywa pogląd, że przy okazji starań o pobudzenie własnej gospodarki Stany Zjednoczone destabilizują światowy system finansowy. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest polityka monetarna Fed, a w szczególności program Quantitative Easing (QE). Polega on na bardzo znaczącym zwiększaniu podaży pieniądza w obiegu, poprzez dodruk nowych dolarów i wykorzystanie ich do zakupu instrumentów finansowych (m.in. obligacji skarbowych rządu USA). Według podstawowych zasad rządzących ekonomią takie działania muszą prędzej czy później wywołać inflację. Jednak ze względu na globalną rolę jaką pełni dolar, jest ona często transmitowana za granicę.

Jakie zagrożenia niesie za sobą QE dla innych krajów pokazuje m.in. przykład Brazylii. W okresie 2002-2010 kraj ten rozwijał się w szybkim tempie i był wschodzącą gwiazdą grupy BRICS. Przyczynił się do tego m.in. rosnący eksport, którego symbolem stała się firma Embraer. Dołączyła ona wtedy do grona największych producentów samolotów na świecie. Jednak w latach 2009-2010 brazylijska waluta – real znacznie umocniła się w stosunku do dolara. Było to w dużej mierze skutkiem programu QE i świadomego osłabiania amerykańskiej waluty przez tamtejsze władze. Doprowadziło to do wyhamowania brazylijskiego eksportu, a ogromna nadwyżka w handlu z USA nagle przekształciła się w znaczny deficyt. We wrześniu 2010 roku brazylijski minister finansów – Guido Mantega oznajmił jako pierwszy na świecie początek ery wojen walutowych.

Kłopoty reala dodatkowo pogłębiła polityka monetarna Chin. Rząd w Pekinie starał się utrzymywać stały kurs juana względem dolara. Oznaczało to, że wzmacniając się w stosunku do amerykańskiej waluty, real zyskiwał również w stosunku do juana. Polityka monetarna Fed prowadziła więc do drastycznego spadku konkurencyjności brazylijskiego eksportu zarówno względem USA jak i Chin. Dodatkowo amerykański bank centralny utrzymywał rekordowo niskie stopy procentowe. Z kolei jego brazylijski odpowiednik – jedne z najwyższych na świecie. Skutkiem tego był dalszy napływ kapitału spekulacyjnego (poszukującego lepszych krótkoterminowych zysków) do jednego z członków BRICS. To z kolei wzmagało popyt na reala (napływające dolary musiały zostać wymienione na lokalną walutę, aby następnie przy jej pomocy dokonywać inwestycji). Rezerwy walutowe Brazylii były zbyt małe, aby sprostać zapotrzebowaniu. Konieczny był dodruk pieniądza. Skupowanie dolarów za reale, zwiększało jednak podaż tej ostatniej waluty na lokalnym rynku powodując inflację. Doprowadziło to do dużego kryzysu gospodarczego, z którego Brazylia nie podniosła się de facto aż do dziś.

Podobne kłopoty z QE odczuli również Chińczycy. Na skutek dodruku pieniądza przez Amerykanów do Państwa Środka zaczęła napływać znaczna ilość dolarów w postaci popytu na tamtejsze produkty oraz kapitału spekulacyjnego. Pekin starał się z kolei utrzymywać stały, korzystny dla ich eksportu kurs juana w stosunku do dolara. W tym celu Bank Ludowy Chin pełnił rolę pośrednika w handlu. Skupował napływającą do kraju zagraniczną walutę, a następnie wręczał jej równowartość w juanach docelowym odbiorcom chińskim. Im więcej dolarów, produkowanych przez Fed płynęło do Chin, tym więcej tamtejszy bank centralny musiał wydrukować juanów – zwiększając w ten sposób podaż pieniądza na rodzimym rynku.

Doprowadziło to w latach 2010-2011 do wzrostu inflacji w Państwie Środka – do poziomu ok. 5%. Równolegle Waszyngton wywierał presję polityczną na Pekin, aby ten zwiększył konsumpcję towarów z USA i osłabił juana. Liczono, że w ten sposób pobudzony zostanie amerykański eksport, co pozwoli na wyjście z kryzysu gospodarczego. Chiny stanęły więc przed niełatwym wyborem – albo pozwolić na wewnętrzną inflację, która obniży standard życia poprzez podwyżki cen towarów, albo wzmocnić własną walutę względem dolara i osłabić konkurencyjność eksportu. W obydwu przypadkach Stany Zjednoczone odniosłyby korzyści. Zarówno inflacja jak i wzmocnienie waluty prowadziły de facto do osiągnięcia tego samego efektu w postaci zwiększonej struktury kosztów w Chinach. To sprawiało, że tamtejszy eksport stawał się droższy względem amerykańskiego (w przeliczeniu na dolary). W latach 2010-2015 Pekin zdecydował się na systematyczną aprecjację kursu juana w stosunku do dolara.

Podobne problemy spowodowane amerykańską polityką monetarną odczuwane są na całym świecie od około 2010 roku. W Azji ucierpiały m.in. Korea Południowa, Indonezja i Wietnam. QE powoduje również inflację towarów wycenianych na rynkach światowych, w tym cen żywności i energii. Problem ten jest szczególnie dotkliwy w Afryce i na Bliskim Wschodzie, gdzie PKB na głowę jednego mieszkańca jest niskie. Tamtejsze rządy starają się ograniczać wzrost kosztów życia za pomocą transferów budżetowych. Jednak pogłębia to z kolei ich problemy fiskalne. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza była jedną z przyczyn wybuchu tzw. Arabskiej Wiosny.

Europa również nie jest zachwycona poluzowaniem polityki monetarnej USA. Jest to częściowo niwelowane własnymi działaniami tego typu oraz intensywnym handlem wewnątrz strefy euro (gdzie rozliczenia dokonywane są właśnie w tej walucie). Jednak poszczególne państwa wciąż borykają się z niełatwą sytuacją ekonomiczną i nie chcą zbytniego osłabienia dolara względem euro. Sprzeciwiają się temu szczególnie Niemcy utrzymujące bardzo duże nadwyżki eksportowe (od których częściowo zależy poziom zatrudnienia w Europie). Co więcej, główne państwa europejskie pamiętają okres niestabilności jaki zapanował na rynkach walutowych w drugiej połowie XX wieku oraz okresowe wymuszanie przez Amerykanów osłabienia dolara względem marki, funta, czy franka. Jednym z motywów stojących za powstaniem strefy euro była wręcz chęć częściowego uniezależnienia się od polityki monetarnej Waszyngtonu przez Berlin. Potrzebne do tego było pozyskania sojuszników w walce przeciwko dewaluacjom dolara.

Oczywiście bardzo ciężko jest oszacować „optymalny” i „sprawiedliwy” kurs danej waluty względem innych. Problem ten rozwiązywał jedynie standard złota, dążący do naturalnej równowagi rynkowej. Szerzej pisaliśmy o tym tutaj. Swobodne kursy wymiany przyczyniają się do powstawania wojen walutowych, destabilizacji i osłabienia handlu światowego. W konsekwencji spowalniają globalny wzrost gospodarczy. Banki centralne poszczególnych państw zdają sobie z tego sprawę. Okres wojen walutowych na początku lat 70-tych XX wieku, zakończony podpisaniem tzw. porozumienia ze Smithson, zapoczątkował trwający prawie dziesięć lat czas słabego wzrostu gospodarczego i rosnącej inflacji. Światowy system finansowy nie posiada jednak „bezpieczników” penalizujących manipulacje kursami walut.

Podział świata na lokalne bloki walutowe

Najważniejszymi obecnie walutami świata są dolar, euro i juan. Wynika to z siły gospodarek za nimi stojących, wielkości ich rynków i wolumenu handlowego oraz roli politycznej jaką odgrywają ich emitenci. Hegemonem jest jednak dolar. Euro jest natomiast czymś w rodzaju jego młodszego brata. Państwa Unii Europejskiej są silnie związane politycznie i gospodarczo z USA. Ich celem nie jest podważenie roli dolara, lecz zwiększenie własnej autonomii oraz skłonienie Waszyngtonu do szerszego uwzględnienia interesów UE w ramach obecnego systemu finansowego. Dlatego tarcia na linii euro-dolar bardziej przypominają kłótnie w gronie przyjaciół. Natomiast rywalizacja dolar-juan to raczej starcie między dwoma najbardziej wpływowymi osiłkami na osiedlu, na które jeden z nich niedawno się wprowadził. Państwa strefy euro chciałyby handlować zarówno z USA jak i Chinami. Jednak starszy brat w Waszyngtonie coraz bardziej naciska, aby wspólnie przeciwstawić się Pekinowi.

Jak wygląda starcie pomiędzy głównymi walutami w liczbach? Procent rezerw walutowych trzymanych przez wszystkie państwa w dolarze waha się od początku XXI wieku pomiędzy poziomem 60-70%, wykazując raczej trend spadkowy. Euro stanowi ok. 20-25% globalnych rezerw, a juan około 2%. Przepaść jest zatem ogromna. Chińska waluta jest obecnie mniej popularnym wyborem niż chociażby jen (ok. 5% światowych rezerw), aczkolwiek wykazuje ona trend wzrostowy. Póki co nikt nie jest jednak w stanie zagrozić dolarowi. Niemniej ekonomiści są świadomi słabości amerykańskiej waluty oraz rosnących wpływów politycznych i gospodarczych Chin.

Kształtowanie się multilateralnego porządku światowego może z czasem doprowadzić do powstania systemu finansowego, w którym kilka walut rezerwowych będzie rywalizować ze sobą. Ewentualny zmierzch hegemonii dolara będzie jednak dojrzewać stopniowo i jeśli do niego w końcu dojdzie, przemiana dokona się nagle i niespodziewanie. W tym celu Pekin musiałby wykonać jeszcze sporo pracy: stopniowo rozszerzać swoje wpływy ekonomiczne, umacniać juana, a zaufanie do dolara musiałoby przy tym nadal spadać. Po osiągnięciu punktu krytycznego, jedno z pozoru mało znaczące wydarzenie mogłoby zapoczątkować lawinę, która doprowadziłaby do powstania świata pozbawionego jednej waluty rezerwowej na rzecz kilku bloków o podobnej sile.

Byłoby to wydarzenie bez precedensu w historii gospodarczej świata. Do tej pory waluty zawsze miały jakiś punkt oparcia/odniesienia. W wieku XIX i XX była to głównie podaż złota, na które wymienialne były pieniądze emitowane przez rządy państw. Od 1971 roku rolę taką pełnił dolar jako główna waluta rezerwowa świata. Jej kurs także został w pewnym stopniu ukształtowany na podstawie standardu złota, od którego systematycznie odchodzono w XX wieku. Dlatego ciężko jest przewidzieć jak zachowywać będzie się światowy system finansowy, oparty na kilku walutach rezerwowych. Prawdopodobnie będzie on jednak znacznie bardziej niestabilny.

Już samo odejście od standardu złota, na rzecz pieniądza fiducjarnego i prymatu dolara opartego na płynnym kursie, przyczyniło się do nasilenia rywalizacji walutowej. Skutkiem tego są duże wahania notowań, ograniczające rozwój handlu międzynarodowego i promujące działania mające na celu sztuczne zwiększenie konkurencyjności eksportu danego kraju, kosztem jego partnerów handlowych. Powstanie systemu z trzema dominującymi walutami – USD, EUR i CNY tylko pogłębiłoby te tendencje i spowolni zagregowany światowy wzrost gospodarczy.

Przyczyniłoby się również do prawdopodobnego powstania bloków ekonomicznych, skupionych wokół emitentów głównych walut oraz zmniejszenia wpływów USA w Azji. W takim wypadku, banki centralne uwikłałyby się w wojny walutowe przypominające obecne nadużywanie roli dolara przez Fed. Konsekwencją byłaby eskalacja rywalizacji ekonomicznej oraz dalsze ograniczenia wolnego handlu na poziomie globalnym. Z perspektywy Polski istotne jest też to, że Rosja mogłaby chcieć wykorzystać taki moment do utworzenia własnego bloku gospodarczego, skupionego wokół rubla. Moskwa jest od dawna niezadowolona ze sposobu w jaki Amerykanie wykorzystują dolara do wywierania nacisków na nią. Federacja Rosyjska znajduje się także w coraz większym stopniu na marginesie globalnego systemu finansowego, co skłania do poszukiwania alternatyw i wspierania chińskich dążeń na rzecz podważenia hegemonii waluty USA.

Nowy Jork_centrum amerykańskiego systemu finansowego
Czy powstanie e-juana zapoczątkuje zbieranie się czarnych chmur nad stworzonym przez USA globalnym systemem finansowym?

Alternatywny system finansowy

Oprócz polityki monetarnej Stanów Zjednoczonych oraz słabnącego zaufania do dolara, na jego niekorzyść oddziałują również następujące czynniki:

  • Nakładane przez USA sankcje. Za każdym razem powoduje to w kraju będącym ich celem chęć poszukiwania alternatywy dla dolara. Przykładowo, po wprowadzeniu sankcji na Rosję z powodu wojny na Ukrainie, Gazprom zaczął akceptować płatności w rublu i juanie, zamiast w euro i dolarze. Podobne procesy zachodzą w odniesieniu do Iranu, który stara się omijać ograniczenia nałożone przez USA za pomocą bliższej współpracy z Chinami.
  • Coraz liczniejsze głosy w UE, przekonujące o konieczności zwiększenia autonomii względem USA. Jeszcze przed powstaniem europejskiej waluty kanclerz Niemiec – Helmut Schmidt twierdził, że wprowadzenie euro jest niezbędne m.in. dla pozyskania sojuszników, z którymi wspólnie, w sprzyjających okolicznościach, można by sprzeciwić się amerykańskiej polityce osłabiania kursu dolara względem niemieckiej waluty.

Nie zmienia to faktu, że w obecnych uwarunkowaniach jedynym graczem, który mógłby stworzyć alternatywny do amerykańskiego system finansowy są Chiny. Wielu tamtejszych liderów mówi otwarcie o konieczności „decouplingu” – rozdziału juana od dolara, a także stworzenia własnej architektury finansowej. Z jednej strony ma to na celu zmniejszenie możliwości oddziaływania ekonomicznego USA na Chiny (więcej pisaliśmy o tym tutaj). Problem ten stał się szczególnie dokuczliwy po tym, gdy Amerykanie zaczęli nakładać sankcje na urzędników z Państwa Środka.

Z drugiej strony Pekin myśli długofalowo i postrzega internacjonalizację juana jako element własnego grand strategy. Wie, że silna waluta o międzynarodowym zasięgu oznaczałaby wzrost ich potęgi. Chińczycy zdają sobie sprawę z wagi polityki monetarnej jak nikt inny, gdyż przez lata podwyższali konkurencyjność własnego eksportu przy pomocy manipulacji juanem. Wzrost znaczenia tej waluty nawet do poziomu reprezentowanego obecnie przez euro pozwoliłby Pekinowi na utworzenie regionalnego bloku handlowego i ściślejsze powiązanie Chin z otaczającymi je państwami. Ma to szczególne znaczenie w kontekście rozwoju inicjatywy „Pasa i Szlaku”, ponieważ większość z projektów powstających w jej ramach jest nadal rozliczanych w dolarze. Wprowadzenie e-CNY mogłoby przyczynić się do zwiększenia ilości międzynarodowych transakcji dokonywanych w chińskiej walucie. Dodatkowo pozycjonowałoby Ludowy Bank Chin jako innowatora w świecie finansów, gotowego na przyszłość zdominowaną przez elektroniczne waluty.

Jednak problemami w dalszym upowszechnianiu się juana jest niski wolumen jego obrotów, nie w pełni rozwinięty system finansowy, oraz zamknięty charakter chińskiej gospodarki. Zagraniczne firmy są ponadto niechętne transakcjom w juanie z powodu ograniczeń w swobodnym przepływie kapitału nakładanych przez tamtejsze władze. CNY jest obecnie szóstą walutą pod względem ilości dokonywanych w niej globalnych transakcji. Ustępuje w tym zakresie miejsca choćby japońskiemu jenowi. Ponadto, transakcje międzynarodowe nawet pomiędzy Chinami a państwami ASEAN są dokonywane z użyciem tzw. „cross-rate”, którą to funkcję pełni dolar (strony transakcji ustalają kurs wymiany na podstawie kursu wymiany każdej z walut względem dolara). Kolejną przeszkodą jest słaba integracja systemu, w którym dokonywane są płatności w juanie wewnątrz Chin, z systemem który pośredniczy w płatnościach międzynarodowych w juanie. Ograniczenia chińskiego systemu finansowego są jednym z głównych powodów dla którego popularność juana jako międzynarodowej waluty rezerwowej jest znacznie mniejsza niż mogłoby to wynikać z siły i roli chińskiej gospodarki.

Kolejnym istotnym czynnikiem z punktu widzenia oddziaływania geoekonomicznego USA oraz budowy alternatywnej architektury finansowej jest system SWIFT, z pomocą którego dokonywana jest większość międzynarodowych transakcji. Jest on więc odpowiednikiem kanału sueskiego czy cieśniny Malaka w świecie przepływów kapitałowych. Chińczycy uważają, że Amerykanie kontrolują SWIFT. Wynika to z faktu, że stowarzyszenie zarządzające systemem ma swoją siedzibę w Belgii, a znacząca część jego dyrektorów to Amerykanie lub ich bliscy sojusznicy. Ponadto, dane dotyczące transakcji przeprowadzanych za pomocą SWIFT są udostępniane Stanom Zjednoczonym, gdy te powołują się na zagrożenie terrorystyczne.

Z perspektywy Chin, zależność systemu finansowego od dolara w połączeniu z kontrolą nad SWIFT daje USA ogromne możliwości nakładania skutecznych sankcji na inne państwa. Waszyngton używa danych pochodzących z systemu m.in. do oznaczania i zamrażania transakcji przeprowadzanych przez banki irańskie. Samo użycie przez USA groźby wykluczenia z systemu SWIFT Rosji w 2014 roku miało bardzo negatywny wpływ na tamtejszą gospodarkę i przyczyniło się do osłabienia rubla. Chiny obawiają się, że podobne narzędzia mogą zostać wykorzystane również przeciwko nim.

Sposobem na uniezależnienie się od SWIFT jest utworzony kilka lat temu przez Pekin system Cross-Border Inter-Bank Payments System (CIPS). Jest on jednak relatywnie mało popularny – w 2019 roku odpowiadał za transakcje o wartości 19.4 miliarda USD/dzień, podczas gdy SWIFT przetwarza ok. 5-6 bilionów USD/dzień.

Chiny liczą na to, że elektroniczny juan rozwiąże przynajmniej część z wymienionych wyżej problemów ich systemu finansowego, co przyczyni się do międzynarodowej ekspansji tej waluty. Zagraniczne firmy będą zachęcane do używania systemu DCEP w transakcjach międzynarodowych, pomijając w ten sposób dolara. Będzie to szczególnie widoczne przy okazji projektów powstających w ramach „nowego Jedwabnego Szlaku”, gdzie już utworzono osiem lokalnych banków ułatwiających dokonywanie rozliczeń w juanie oraz strefy wolnego handlu. Pekin podpisuje również bilateralne umowy swapów walutowych oraz zgodził się dodać CNY do koszyka walut wchodzących w skład tzw. SDR (jednostka rozrachunkowa utworzona przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Wspiera także szereg projektów regionalnych, których finansowanie opiera się na juanie. Ponadto, spodziewane są pilotażowe projekty integracji elektronicznego juana z innymi tego typu projektami w Singapurze i Hong-Kongu. Być może skłoni to partnerów Chin do powiększenia swoich rezerw walutowych w juanie.

DCEP jest również postrzegany przez Pekin jako element wyścigu o pierwszeństwo na rynku kryptowalut i walut elektronicznych. Inicjatywy takie jak stablecoin (kryptowaluta mająca odznaczać się stabilnością kursu przez powiązanie jej z wartością innego instrumentu bądź towaru), czy Diem (system płatności tworzony przez firmę Facebook) w chińskiej percepcji mają wspierać hegemonię dolara.

Pekin stara się z jednej strony stopniowo poszerzać znaczenie juana, a z drugiej zbudować narzędzia pozwalające wykorzystać sytuację, w przypadku zaistnienia sprzyjających okoliczności do podważenia hegemonii dolara. W tej chwili jednak ciężko sobie wyobrazić, aby chińska waluta mogła zdetronizować amerykańską. Juan ma jednak szanse, aby w dłuższej perspektywie stać się jedną z trzech, czterech globalnych walut rezerwowych.

Korzyści dla Chin

Korzyści płynące z wprowadzenia elektronicznego juana będą zależeć od ostatecznej efektywności systemu oraz stopnia w jakim upowszechni się on na arenie międzynarodowej. W przypadku odniesienia sukcesu należy spodziewać się zwiększenia siły geoekonomicznej Chin w relacji do USA i uniezależnienia się od polityki prowadzonej przez Fed, a w dłuższej perspektywie dołączenia chińskiej waluty do grona globalnych walut rezerwowych.

W krótszej perspektywie Pekin może oczekiwać innych wymiernych korzyści wiążących się z wprowadzeniem e-CNY. Po pierwsze, stworzenie alternatywnego systemu finansowego pozwoli na omijanie międzynarodowych sankcji. Turcja i Rosja już teraz używają do tego celu systemu CIPS. Korea Północna może być również zainteresowana jego wykorzystaniem oraz adaptacją DCEP, zwłaszcza jeśli Chiny umożliwiliby konwersję e-CNY na używane przez to państwo kryptowaluty.

Po drugie, sukces elektronicznego juana pozwoli Chinom wpływać na globalne standardy finansowe w tym zakresie. Może również doprowadzić do tego, że Państwo Środka będzie eksportować tą technologię do innych krajów, co będzie wiązać się z zachętami do stosowania e-CNY kosztem USD. Po trzecie, DCEP umożliwi lepszy monitoring przepływów pieniężnych, w tym zagranicznych oraz zmniejszy koszty druku pieniądza. Chiny otrzymają niespotykaną ilość danych, które mogą być użyte do korygowania polityki monetarnej. Pomagać w tym będą narzędzia big data oraz AI. Po czwarte, Pekin będzie dążyć do upowszechnienia elektronicznych systemów płatności w krajach uczestniczących w inicjatywie „nowego Jedwabnego Szlaku”. Teoretycznie za pomocą e-portfeli zarówno konsumenci jak i firmy będą mogli dokonywać płatności z pominięciem istniejącej infrastruktury finansowej.

Inne korzyści geoekonomiczne jakich może dostarczyć Chinom e-juan to:

  • Zmniejszenie ryzyka systemowego związanego z istnieniem w gospodarce tzw. instytucji „too big to fail” w postaci Alipay i WeChat Pay. Tylko te dwa podmioty odpowiadają za prawie cały rynek płatności mobilnych w Chinach, które stanowią z kolei ok. 80% wszystkich płatności. E-CNY zredukuje rolę obydwu wspomnianych platform, a przez to zmniejszy ryzyko wystąpienia kryzysu podobnego do tego do jakiego doszło w USA w związku z bankructwami lub groźbami bankructw Lehman Brothers, AIG, czy GE.
  • Ograniczenie roli kryptowalut (w opinii władz Chin promują one dolara) na korzyść e-CNY.
  • Ograniczenie niespodziewanych napływów nielegalnego kapitału na wypadek gdyby nowe technologie finansowe i systemy płatnicze umożliwiały takie działanie.
  • Prowadzenie wojny finansowej. DCEP będzie umożliwiał inwigilacje transakcji użytkowników oraz zablokowanie użytkownikowi dostępu do środków.

4 thoughts on “Elektroniczny juan jako element tworzonego przez Chiny alternatywnego systemu finansowego i próba podważenia roli dolara. Cz. 2

  1. (…)Dlatego ciężko jest przewidzieć jak zachowywać będzie się światowy system finansowy, oparty na kilku walutach rezerwowych. Prawdopodobnie będzie on jednak znacznie bardziej niestabilny.(…)
    Sądzę, że jest jeszcze inny scenariusz…. do tego czasu może dojrzeć akceptacja kryptowalut jako walut rezerwowych o zasięgu światowym, a to może złagodzić wstrząsy wynikłe wycofanie się najważniejszych walut narodowych do ich stref wpływów.

    1. Sami jesteśmy ciekawi jak będzie zachowywał się światowy system finansowy za kilka lat. Do tej pory nie słynął on z innowacji, a z jednej strony mamy właśnie krypto, a z drugiej elektroniczne waluty rozwijane przez większość banków centralnych krajów rozwiniętych. I to rodzi pytanie, czy rządy nie będą starały się ograniczyć wpływu kryptowalut?

  2. Dopiero co natrafiłem na temat chińskiej sieci blockchain BSN. Warto się tym zainteresować, bo ekosystem ten wygląda na taki co ma grubszy potencjał i to dużo.

    1. Racja, słuszna uwaga, dzięki 🙂 E-yuan, BSN i jednoczesne ograniczenia funkcjonowania kryptowalut to poszczególne elementy chińskiego podejścia do elektronicznej waluty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top