Dlaczego wysyłanie polskich żołnierzy na misje na „końcu świata” ma sens? Cz. 1

Dlaczego udział polskich żołnierzy w misjach antyterrorystycznych ma sens?

Zadawano Wam kiedyś pytania typu: „po co Amerykanie pchali się do Afganistanu? A nasi to już w ogóle nie wiadomo dlaczego tam pojechali? Afryka?! Serio? Czemu mamy wysyłać żołnierzy na „koniec świata”?” Rozmawiając z wojskowymi można z kolei czasem usłyszeć w odpowiedzi banały typu: „jedziemy tam, ponieważ tak nakazują nasze zobowiązania sojusznicze.” A prawda jest taka, że żołnierze biorą udział w misjach, bo a) są one świetnie płatne, b) jest rozkaz, c) można się „sprawdzić”.

Chcielibyśmy więc opowiedzieć Wam o tym, jak stacjonowanie żołnierzy państw NATO w Iraku, Afganistanie, czy Mali przekłada się na ryzyko zamachów terrorystycznych w Europie. I tak, to prawda, że obecne zagrożenie ze strony dżihadystów jest w Polsce na tyle małe, że samo w sobie nie uzasadnia obecności naszych żołnierzy w odległych rejonach świata. Ale… postaramy się Wam pokazać szerszy kontekst działań antyterrorystycznych, który RP mogłaby wykorzystać do odniesienia własnych korzyści w sferze bezpieczeństwa.

Aby osiągać cele trzeba posiadać karty przetargowe

Bezpieczeństwo nie jest dane „za darmo” i nigdy „raz na zawsze”. Dlatego polityka w tym obszarze powinna dążyć do budowy zasobów, które można następnie wykorzystać jako atuty w negocjacjach z innymi graczami. Esencją kolektywnej obrony są bowiem bardzo konkretne ustalenia w stylu „ja tobie pomogę tutaj, a ty mi tam”. Wykorzystanie tego mechanizmu umożliwia odniesienie obopólnych korzyści ze współpracy z partnerami.

Korespondencja Szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka pokazuje jednak, że polscy politycy nadal nie potrafią zaadaptować się do takiego sposobu myślenia. W związku z tym, Polska zbyt często podejmuje działania tylko dlatego, że „przyszli Amerykanie i powiedzieli…”. I zbyt rzadko prowadzi wspólne operacje z innymi partnerami, bo np. „Francji teraz nie lubimy” lub „mamy przecież USA”. NATO nie jest jednak organizacją, w której członkostwo gwarantuje wieczny „spokój”. Jest raczej platformą, w ramach której należy stale prowadzić politykę bezpieczeństwa.

Naszym najważniejszym sojusznikiem wojskowym są Stany Zjednoczone. Wsparcie prowadzonych przez nie operacji wydaje się więc logicznym posunięciem, aczkolwiek nie może to mieć charakteru bezwarunkowego. Jeszcze przed wyjazdem należy więc ustalić jakie cele chce w ten sposób osiągnąć Warszawa i jak „odwdzięczy się” Waszyngton.

Nie ma również sensu „obrażać się” na Paryż. Zamiast tego powinno się np. rozważyć wykorzystanie oferty wsparcia francuskiej inicjatywy antyterrorystycznej w Sahelu do uzyskania korzystniejszego stanowiska Pałacu Elizejskiego wobec Kremla lub transferu technologii wojskowych na rzecz RP. Udział w działaniach antyterrorystycznych innych krajów może być więc instrumentem, za pomocą którego Polska uzyskuje korzystne rozwiązania w zakresie bezpieczeństwa.

Podobnie postąpiła Australia. Jej elity polityczne musiały zmierzyć się z wyzwaniem jakim była w ostatnich latach budowa relacji handlowych w oparciu o Chiny przy jednoczesnej ścisłej współpracy w zakresie bezpieczeństwa z USA. Canberra wiedziała przy tym, że Waszyngtonowi zależy na pogłębieniu współdziałania w zakresie powstrzymywania Pekinu. W zamian za nawiązanie sojuszu wojskowego z Amerykanami, który z pewnością odbije się negatywnie na wymianie handlowej Australii z Chinami, Canberra uzyskała więc m.in. zwiększenie obecności militarnej Stanów Zjednoczonych w swoim kraju, oraz transfer unikatowej i niezwykle wrażliwej technologii – okrętów podwodnych z napędem jądrowym.

Przykład ten pokazuje, że podobne negocjacje nie mogą być prowadzone w próżni. Trzeba rozumieć, jakimi motywami kierują się sojusznicy i potrafić czasem podporządkować cele krótkoterminowe, długofalowym korzyściom. W przypadku zagrożenia terrorystycznego kluczową sprawą jest wiedza dotycząca tego, jaki wpływ na możliwości operacyjne w Europie ma posiadanie przez organizację „bazy” terytorialnej.

Jej istotna rola tłumaczy to, dlaczego państwa zachodnie mają potrzebę prowadzenia wojskowych operacji antyterrorystycznych. Politycy w tych krajach zdają sobie przy tym sprawę z tego, że takie działania nie cieszą się na ogół długotrwałym poparciem społecznym i mogą być politycznie kosztowne. I właśnie to zjawisko powoduje, że ewentualny udział Polski w operacjach militarnych, których celem jest walka z dżihadystami może być cenną kartą przetargową. Z jej pomocą rząd RP mógłby uzyskać korzyści w innych dziedzinach bezpieczeństwa.

Należy przy tym pamiętać, że państwa takie jak Francja, Hiszpania, czy UK mają zupełnie inną niż Polska percepcję zagrożeń w sferze bezpieczeństwa. Jeśli oczekujemy od nich większego zaangażowania na wschodniej flance, musimy również wykazać się większym zrozumieniem ich problemów.

Z kolei wiedza na temat sposobów prowadzenia wojskowych operacji antyterrorystycznych i przeciwpowstańczych pozwala zwiększyć wartość naszych żołnierzy w oczach sojuszników, a także wykorzystać tego typu misje do testowania rozwiązań, które armia mogłaby później użyć w ramach odpowiedzi na ewentualne działania asymetryczne prowadzone na terenie Europy Środkowo-Wschodniej.

Charakter zagrożenia terroryzmem islamskim w Europie

Raport Europolu dot. zagrożeń terrorystycznych w Europie wskazuje, że na terenie UE doszło w ubiegłym roku do dziesięciu ataków powiązanych z terroryzmem islamskim. Trzy przypadki odnotowano ponadto w UK, a dwa w Szwajcarii. Liczba ta jest ponad dwukrotnie wyższa niż dane za rok 2019. Warto jednak zwrócić przede wszystkim uwagę na sposób działania dżihadystów:

  • Większość z planowanych przez terrorystów zamachów to działania tzw. „samotnych aktorów/wilków”, czyli osób działających w pojedynkę i nie mających wsparcia organizacyjnego ze strony Państwa Islamskiego (PI), czy Al-Kaidy.
  • Ataki pojedynczych sprawców są znacznie trudniejsze do wykrycia niż te, w których uczestniczy większa ilość osób. Wynika to z faktu, że skala planowanego przez „samotnego aktora” zamachu jest na ogół ograniczona i nie wymaga złożonych działań przygotowawczych ze strony organizacji terrorystycznych.
  • Brak wsparcia organizacyjnego sprawia jednak, że ataki „samotnych aktorów” stanowią znacznie mniejsze zagrożenie i charakteryzują się relatywnie małą śmiertelnością. W wyniku dziesięciu zamachów przeprowadzonych na terenie UE w 2020 r. śmierć poniosło „jedynie” 12 osób, a rannych zostało 47. Dla porównania, w ataku zorganizowanym przez komórkę wywiadowczą Państwa Islamskiego w Paryżu, w 2015 roku, zginęło 137 osób.
  • Ataki „samotnych aktorów” są również mniej „spektakularne” i wywołują znacznie mniejszy efekt zastraszenia społeczeństwa niż zamachy masowe. Pozbawieni wsparcia organizacyjnego sprawcy mają trudności z pozyskaniem i konstrukcją materiałów wybuchowych, czy nabyciem i obsługą broni. Wykorzystują w związku z tym broń białą, podpalenia, czy pojazdy. Metody te zawierają w sobie jednak znacznie mniejszy element „terroru”. Wyjątkiem są sytuacje, w których napastnicy wykażą się ponadprzeciętną inwencją i kreatywnością, a służby lokalne zaniedbają działania ochronne.

Ze względu na modus operandi dżihadystów możemy więc podzielić na trzy kategorie. Do pierwszej z nich zaliczają się osoby działające w ramach organizacji terrorystycznej. To ona odpowiada za zatwierdzanie operacji i celu, a także za selekcję i przygotowanie zamachowców. Na ogół w tego typu aktywność zaangażowanych jest kilka lub kilkanaście osób. Przykładami są zamachy przeprowadzone w listopadzie 2015 roku w Paryżu i w marcu 2016 roku w Brukseli. Pochłonęły one blisko 200 ofiar i należały do najkrwawszych w historii obu krajów. Za ich organizację odpowiedzialny był Wywiad Państwa Islamskiego, tzw. Amn al-Kharji.

Na przeciwległym biegunie znajduje się druga grupa zamachowców – „samotni aktorzy”. Nie posiadają oni żadnych bezpośrednich kontaktów z organizacją terrorystyczną. Traktują ją jednak jako inspirację do przeprowadzenia zamachów i często ulegają radykalizacji pod wpływem ekspozycji na materiały propagandowe terrorystów. Wywiad Państwa Islamskiego monitoruje tego typu ataki, a następnie przypisuje sobie za nie odpowiedzialność. Może to prowadzić do nadinterpretacji rzeczywistej roli organizacji. Przykładem działania „samotnego aktora” jest Tunezyjczyk, który w lipcu 2016 roku wjechał w Nicei ciężarówką w tłum ludzi obchodzących Święto Narodowe Francji.

Trzeci rodzaj zamachowców stanowią ludzie, których modus operandi sytuuje się pomiędzy dwiema pierwszymi grupami. Są to osoby będące w kontakcie z członkiem organizacji terrorystycznej, który zdalnie koordynuje przygotowania do zamachów. Jego wsparcie polega na podtrzymywaniu motywacji przyszłego zamachowca, przekazywaniu wiedzy operacyjnej, czy pomocy w doborze celu ataku. Na co dzień napastnik działa jednak sam i nie posiada wcześniejszego przeszkolenia w jednym z obozów PI.

W ten sposób dokonano np. zamachu terrorystycznego na jarmark bożonarodzeniowy w Niemczech w 2016 roku. Anis Amri zabił najpierw polskiego kierowcę ciężarówki, aby później wykorzystać pojazd do rozjechania jedenastu osób. Przyczyniły się do tego zaniedbania niemieckich służb, które nie stworzyły fizycznych barier mogących ograniczyć poruszanie się pojazdu po zatłoczonym miejscu pomimo tego, że taka metoda ataku została już wykorzystana kilka miesięcy wcześniej w Nicei.

Wiadomo ponadto, że Anis Amri był w kontakcie z tzw. wirtualnym plannerem Państwa Islamskiego. Taką rolę pełnią wybrani członkowie wywiadu tej organizacji, którzy odpowiadają m.in. za zdalną koordynację zamachów w Europie. Taki model organizacyjny należy uznać za innowację wprowadzoną przez PI. Umożliwił ją rozwój nowych technologii (narzędzia pozwalające na utrzymywanie szyfrowanej łączności pomiędzy osobą znajdującą się np. w Syrii, a napastnikiem w Niemczech) i specyficzny know-how z zakresu działania wywiadu, jaki posiada Państwo Islamskie.

Jednym z najskuteczniejszych sposobów przeciwdziałania zamachom, których modus operandi wpisuje się w pierwszą i trzecią z opisanych grup są wojskowe operacje antyterrorystyczne mające na celu likwidację „bazy” terytorialnej danej organizacji. Dlaczego? Wynika to z czynników wpływających na zagrożenie terroryzmem islamskim w Europie.

Czynniki wpływające na zagrożenie terroryzmem islamskim w Europie

Nasza analiza pokazuje, że największe zagrożenie związane jest z atakami osób, które działają w sposób zorganizowany w ramach struktur terrorystycznych. Przeprowadzenie zamachu wymaga ponadto podjęcia szeregu czynności rozłożonych w czasie. Organizacja musi posiadać „bazę”, na terenie której może np. szkolić i przygotowywać bojowników, stworzyć komórkę odpowiedzialną za działania propagandowe, czy odnogę koordynującą zamachy w Europie (w przypadku PI jest to skrzydło wywiadowcze – Amn al-Kharji).

Służby kontrwywiadowcze, policyjne, czy kontrterrorystyczne państw zachodnich mierzą się tak naprawdę ze „skutkami” działania wspomnianej „bazy”. W obrębie swojego kraju muszą zidentyfikować już zradykalizowanych aktorów, którzy nawiązali kontakt z organizacją terrorystyczną i znajdują się w fazie planowania ataku. Czasu na jego udaremnienie jest więc niewiele. Ze względu na największe zagrożenie, oraz możliwości jego wykrycia organy ścigania koncentrują się na zapobieganiu zamachom masowym. Łatwiej jest zidentyfikować działanie grupy osób podejmujących dodatkowo szereg czynności przygotowawczych niż pojedynczego sprawcę.

Sprawa Abu Walaa – jednego z najbardziej wpływowych Salafitów w Niemczech pokazuje jednak trudności jakie napotykają służby państw demokratycznych w aresztowaniu i osądzeniu osób podejrzanych o związki z terroryzmem. Posiadanie wiedzy operacyjnej wskazującej na to, że dana osoba podróżowała np. do Iraku, ma powiązania z dżihadystami, czy brała udział w walkach na Bliskim Wschodzie może nie wystarczyć do uzyskania nakazu aresztowania, czy udowodnienia w sądzie, że figurant wstąpił w szeregi organizacji terrorystycznej i zamierza dokonać zamachu.

Jeszcze trudniejsze jest udaremnienie ataku planowanego w tajemnicy przez pojedynczą osobę. Dlatego wraz ze wzrostem zagrożenia ze strony samotnych aktorów i zmniejszeniem się ilości planowanych zamachów na dużą skalę, liczba przeprowadzonych z powodzeniem ataków zaczęła przewyższać liczbę tych, którym udało się zapobiec. Natomiast śmiertelność poszczególnych incydentów zmalała. Działalność indywidualnych sprawców najlepiej jest więc zwalczać za pomocą uderzeń w aktywność propagandową i rekrutacyjną terrorystów.

Kolejnym czynnikiem ograniczającym ryzyko zamachów w Europie jest zapobieganie masowej, niekontrolowanej migracji z krajów odznaczających się niestabilnością i tlącymi się konfliktami zbrojnymi, takich jak Syria, Irak, czy Afganistan. Statystyki wskazują, że 70% osób podejrzewanych przez Europol o związki z terroryzmem jest albo obywatelami państw spoza UE albo urodziło się poza krajami wspólnoty. Stąd, w jednym z ostatnich tekstów zwracaliśmy uwagę na zagrożenia związane z chaotycznie przeprowadzoną przez Polskę ewakuacją z Kabulu.

Im bardziej kontrolowany charakter ma proces napływu migrantów do danego kraju, tym łatwiej jest służbom identyfikować ewentualne osoby podejrzane o związki z terroryzmem. Im większy panuje za to chaos na granicach, tym jest to trudniejsze i łatwiej jest terrorystom „przerzucić” na teren UE osoby przez nich przeszkolone. Mogą one być autorami znacznie groźniejszych zamachów niż ma to miejsce w wypadku osób nieprzeszkolonych.

Warto jednak podkreślić, że związek migracji z terroryzmem nie jest jednoznaczny. Sprawcy połowy zamachów, do których doszło na terenie Unii w 2020 roku rzeczywiście przedostali się na jej teren w poszukiwaniu azylu lub jako nielegalni migranci. Znaczna część napastników wykazuje także przejawy radykalizacji i kieruje się motywami religijnymi.

Do odpowiedzialności za ubiegłoroczny atak w kościele w Nicei, w wyniku którego zginęły trzy osoby nie przyznała się jednak żadna z organizacji terrorystycznych. Nie każdy sprawca będący migrantem i krzyczący „Allahu akbar” jest więc inspirowany przez tego typu struktury. Część ataków ma naturę kryminalną. U napastników odnotowuje się np. choroby psychiczne lub ogólną nienawiść do Zachodu na tle kulturowym. Czynnikami zwiększającymi ryzyko zamachu jest ponadto poczucie izolacji, frustracja i negatywne doświadczenia życiowe.

Należy jednak pamiętać o tym, że terrorystom zawsze łatwiej będzie działać w rejonach, gdzie istnieją znaczne skupiska ludności muzułmańskiej. Jeśli są one dodatkowo nasycone osobami zradykalizowanymi i słabo zintegrowanymi z lokalnym społeczeństwem, napastnicy mogą stworzyć na takich obszarach jak dzielnice Molenbeek (Bruksela) i Sevran (Paryż) „bezpieczną przystań” logistyczną.

Dlatego właśnie uderzenie w „serce” organizacji jest skutecznym sposobem na ograniczenie zagrożenia terrorystycznego w Europie. Rozbicie „bazy” oddziałuje praktycznie na każdy z wymienionych wyżej czynników ryzyka. Znacząco utrudnia organizację masowych zamachów, pracę „wirtualnych planerów”, szkolenie terrorystów, ich przerzut na teren UE, rekrutację nowych członków i prowadzenie działań propagandowych.

Jeśli będzie to czynione w sposób skuteczny, dżihadystom pozostanie jedynie oddziaływanie komunikacyjne mające na celu radykalizację pojedynczych osób i wezwanie „samotnych aktorów” do przeprowadzania mniejszych ataków. Dokładnie takie skutki wywołał rozpad „kalifatu”, czyli „bazy” Państwa Islamskiego.

Dlaczego rozpad „kalifatu” PI osłabił zagrożenie terroryzmem w Europie?

Do najkrwawszych zamachów organizowanych przez Państwo Islamskie doszło w Europie w latach 2014-2017, kiedy to organizacja osiągnęła apogeum swego rozwoju i utworzyła na obszarze Syrii oraz Iraku quasi-państwo. Posiadanie terytorium pełniącego rolę wspomnianej wcześniej „bazy” umożliwiło przeprowadzenie ataków w Paryżu (13-14 listopada 2015), Brukseli (22 marca 2016), na lotnisku w Stambule (28 czerwca 2016), w Nicei (14 lipca 2016) i Manczesterze (22 maja 2017). Zginęło w nich prawie 330 osób. Wszystkie z nich zostały prawdopodobnie zorganizowane przez Wywiad Państwa Islamskiego.

W 2014 roku szereg państw rozpoczęło ofensywę wojskową skierowaną przeciwko PI. W rezultacie tych działań do grudnia 2017 roku organizacja utraciła wszystkie zdobycze terytorialne w Iraku i większość z tych, znajdujących się na obszarze Syrii. Rozpad „kalifatu” spowodował drastyczne zmniejszenie się zasobów Państwa Islamskiego. Tysiące jego członków zostało zamkniętych w obozach przejściowych. Ograniczone zostały również źródła finansowania, możliwości szkolenia, rekrutacji i przerzutu terrorystów do Europy.

Likwidacja „bazy” PI osłabiła również zdolności do produkcji i dystrybucji materiałów propagandowych. W listopadzie 2019 roku dokonano ponadto usunięcia dużej ilość kont, powiązanych z organizacji i funkcjonujących na platformie Telegram. Działania te doprowadziły do tego, że materiałów dystrybuowanych przez Państwo Islamskie jest obecnie mniej i są one bardziej rozproszone.

Wszystkie czynniki związane z utratą przez PI „bazy” przyczyniły się do tego, że jego możliwości operowania na Starym Kontynencie zostały ograniczone. W lipcowym wywiadzie dla Le Monde unijny koordynator ds. kontrterroryzmu Gilles de Kerchove powiedział, że Państwo Islamskie „nie ma już możliwości, aby wysyłać terrorystów do Europy”. Ostrzegł jednocześnie przed zagrożeniem ze strony „samotnych aktorów”.

W Europie istnieje jednak spory potencjał do wykorzystania obywateli państw członkowskich na potrzeby organizacji terrorystycznych. Relatywnie duża liczba zradykalizowanych osób przejawiających tendencje dżihadystyczne występuje w przynajmniej kilku krajach UE i pozostaje na tym poziomie od kilku lat. Służby wspomnianych krajów muszą więc monitorować przynajmniej kilkuset zidentyfikowanych ekstremistów islamskich, pośród których sympatycy PI uznawani są za największe zagrożenie. We Francji władze szacują, że w 2017 roku liczba zwolenników dżihadyzmu liczyła ok. 15 000.

Rozwój fenomenu „samotnych aktorów” przeprowadzających zamachy nie jest więc kolejną innowacyjną taktyką stosowaną przez Państwo Islamskie, a wyrazem posiadania przez nie ograniczonych zasobów. Odzwierciedla on także świadomą hierarchię priorytetów organizacji. Europa nigdy nie była głównym celem dżihadystów. W szczytowym okresie swojej „potęgi” PI posiadało jednak wystarczającą ilość zasobów do prowadzenia znaczących operacji również na Starym Kontynencie.

Obecnie Państwo Islamskie musiało jednak „zejść pod ziemię”, a jego priorytety operacyjne wymuszają koncentrację działań na zupełnie innych obszarach. Natomiast w Europie kierownictwo organizacji „włączyło” coś na kształt „maintenance mode” sprowadzającego się do podżegania pojedynczych ekstremistów do dokonywania aktów przemocy z ich własnej inicjatywy. Wbrew pozorom większa w tym zasługa wojska, które zlikwidowało „bazę” terrorystów, a nie służb wewnętrznych w poszczególnych krajach UE.

Nie oznacza to jednak, że zagrożenie terroryzmem islamskim zniknęło, ponieważ posiada ono tendencję do „odradzania” się. Z kolei niechęć do długotrwałego prowadzenia militarnych operacji antyterrorystycznych przez państwa Zachodu, oraz koncentracja potencjału USA w Azji powodują, że istnieje niedobór zasobów wojskowych przeznaczonych do prowadzenia operacji antyterrorystycznych w takich krajach jak Syria, Irak, czy Afganistan. Nasi sojusznicy zdają sobie z tego sprawę. Są również świadomi, że fundamentalne przyczyny rozwoju terroryzmu na niestabilnych obszarach Bliskiego Wschodu, czy Afryki nie znikną.

Wiedząc o ograniczeniach i potrzebach innych państw Polska mogłaby spróbować zagospodarować część powstającej próżni w zakresie prowadzenia operacji antyterrorystycznych. W zamian za to domagalibyśmy się korzystnych dla nas rozwiązań, które wpływałyby już bezpośrednio na poprawę bezpieczeństwa RP. Działania CT (counterterrorism) i COIN (counterinsurgency) mogłyby również zostać wykorzystane do testowania rozwiązań, które armia mogłaby później użyć w ramach odpowiedzi na ewentualne działania asymetryczne prowadzone na terenie Europy Środkowo-Wschodniej.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem naszego profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top