Dlaczego polskie służby specjalne nie działają? Rola służb i dostarczanych przez nie informacji w procesie podejmowania decyzji. cz. 2/4

W poprzedniej części artykułu nakreśliliśmy jeden z głównych problemów, dla których naszym zdaniem polskie służby nie działają tak, jak działać powinny. Jest nim brak jasno postawionych zadań i mechanizmów oceny skuteczności ich realizacji. Rodzi to „bylejakość”, skutecznie maskowaną „ściśletajnością”, za którą kryje się ponadto szereg innych problemów.

Jednym z nich jest to, że struktura organizacyjna służb nie odpowiada priorytetom bezpieczeństwa państwa. Brak koordynacji i syndrom tego, że „każdy robi sobie” nie pozwala ponadto na realizację ambitnych i długofalowych przedsięwzięć. Dominującym sposobem motywacji, pozbawionych wiary w sens tego co robią funkcjonariuszy, staje się zaś „kasa” i przywileje.

Prowadzi to do demoralizacji kadr. Kierownictwo żyje przy tym w „bańce” informacyjnej, która uniemożliwia jego członkom dostrzeżenie realnych problemów danej instytucji. Przynajmniej niektórzy wysocy rangą funkcjonariusze nie chcą też ich dostrzec. Niestety przekłada się to na wadliwy proces podejmowania decyzji w państwie, co postaramy się Wam dziś zobrazować.

Służby specjalne wykonują de facto dwa rodzaje zadań. Ten pierwszy sprowadza się do szeroko pojętego pozyskiwania informacji, np. związanych z aktywnością wybranego państwa na terenie RP. Natomiast drugi obszar działania związany jest z oddziaływaniem na rzeczywistość w taki sposób, aby jak najlepiej odzwierciedlała ona interesy danego państwa.

Mossad prowadzi np. działania aktywne mające za zadanie uniemożliwienie lub utrudnienie Iranowi prowadzenia prac nad programem nuklearnym. USA organizuje z kolei operacje polityczne mające wspierać politykę zagraniczną tego kraju. Polskie służby z reguły wychodzą jednak z założenia, że ich głównym zadaniem jest uzyskiwanie i przekazywanie informacji.

W założeniu ma to usprawnić proces decyzyjny w państwie. Politycy nie mogą bowiem znać się na wszystkim. Logika nakazuje więc otoczenie się kompetentnymi doradcami, których rolą jest dostarczanie wiedzy i proponowanie optymalnych rozwiązań w sferach związanych z bezpieczeństwem. Makes sense. Sprawdźmy jednak jak wygląda to w praktyce.

Instytucje oparte na tych samych zasadach popełniają te same błędy…

Wyobraźcie sobie, że po latach sporów z władzami bardzo istotnego dla Polski kraju X, w relacjach bilateralnych następuje okres delikatnej odwilży. Stosunki zaczynają być oparte w nieco większym stopniu na pragmatyzmie. Ze strony władz RP widoczny jest jednak brak zdecydowania w działaniu, co ogranicza możliwości osiągnięcia przełomowych rezultatów.

W Warszawie trwa oczekiwanie na przejęcie sterów przez Waszyngton, który jednak nie przywiązują wagi do stosunków z krajem X, gdyż z jego punktu widzenia jest on nieistotny. Całą sytuację obserwują zaś Rosjanie, którzy od lat starają się usilnie wciągnąć omawiane państwo we własną strefę wpływów, co stara się utrudniać sprawujący tam władzę dyktator.

I wtedy właśnie wybuchają skierowane przeciwko niemu protesty… USA wykazują przy tym kompletny brak zainteresowania sytuacją, podczas gdy Rosja poczytuje ją jako okazję do zwiększenia swoich wpływów w kraju X. Tajemnicą poliszynela jest jednocześnie to, że antypatię do rządzącego nim dyktatora odczuwa 90% establishmentu politycznego RP.

Elity mają więc nadzieję na „upadek” rządzącego od lat despoty. Muszą też zająć stanowisko wobec protestów. Rozważają więc porzucenie polityki nieśmiałego zbliżenia z władzami kraju X. Przyjęcie tego kierunku opierało się jednak na wniosku, że wcześniejsze działania nakierowane na izolację dyktatora nie przyniosły żadnych rezultatów, a do tego wpychały go w objęcia Moskwy.

Może więc zachować wstrzemięźliwość i poczekać na rozwój wydarzeń? Nieee… Taka szansa! Zwycięstwo demokracji tuż, tuż! Nareszcie ten wieśniak zostałby „obalony”! Nie można też pominąć wyników badań socjologicznych, które wskazują, że Polacy sympatyzują z osobami protestującymi w kraju X. A to oznacza kilka dodatkowych punktów w sondażach partyjnych.

I właśnie w takich momentach służby mogą udowodnić swoją przydatność poprzez dostarczenie rzetelnych informacji i analiz. Powinny one brać pod uwagę wyłącznie długofalowy interes państwa i przedstawiać ewentualne konsekwencje rozważanych przez polityków ruchów. Wszystko to powinno być podparte dogłębną ekspertyzą w danej dziedzinie.

Dzięki temu służby mogłyby pełnić w państwie istotną funkcję doradczą. W podobnej sytuacji znalazło się zapewne kilka miesięcy temu… FSB, gdy W. Putin przedstawił jej szefowi „wizję” podboju Ukrainy. Odpowiedział on wtedy: „Świetny pomysł! Mamy masę informacji na ten temat i wszystkie one potwierdzają, że w Kijowie czekają już z kwiatami na przyjęcie wyzwolicieli.”

Wiemy jak to się skończyło – popełnieniem przez Rosję ogromnego błędu. Polskie służby funkcjonują na podobnych zasadach, bowiem w sensie instytucjonalnym i mentalnym nadal są one reliktem PRL-u. Bliżej jest im więc do roli „potakiwaczy” dostarczających politykom informacji, które chcieliby oni usłyszeć, a nie tych które powinni usłyszeć, aby podjąć optymalną decyzję.

Nawet w Rosji zdecydowano się jednak na rozliczenie FSB z jej nieskuteczności na Ukrainie (jest to oczywiście raczej wyjątek niż reguła działania Moskwy). W Polsce tendencja wydaje się być za to odwrotna – nie tylko nigdy nie stworzyliśmy mechanizmów ewaluacji pracy służb, lecz nawet skrajna niekompetencja nie skutkuje poniesieniem przez nie odpowiedzialności.

Służby pełnią rolę kompetentnego doradcy, czy raczej „naginacza” rzeczywistości?

Brak jasno sprecyzowanych zadań powoduje, że na co dzień funkcjonariusze zajmują się „wszystkim i niczym”. Obszarów zainteresowania jest tyle, że żaden z nich nie jest opracowany w sposób dogłębny i wyczerpujący. Informacje pozyskiwane na dany temat są więc z reguły wycinkowe, a tworzony na ich podstawie obraz sytuacji niepełny.

Proces pozyskiwania informacji nie jest ponadto prowadzony w sposób skoordynowany. Nie wiadomo więc, gdzie istnieją „luki”, a wiedza pozyskiwana za pomocą różnych metod i z różnych źródeł nie jest wykorzystywana w sposób komplementarny, a na zasadzie wzajemnej rywalizacji. Ciężko jest w takich warunkach o właściwą weryfikację informacji i ich systematyczne pogłębianie.

Zdarza się również, że „na górę” przekazywana jest jedynie część posiadanej wiedzy. Innym razem dokumenty oparte są na bazie danych pochodzących tylko z jednego źródła lub też prezentowane są jako pochodzące z wielu źródeł w sytuacji, w której pod względem jakościowym różnią się one od siebie jedynie w niewielkim stopniu.

Czasem funkcjonariusz słyszy również sugestie dotyczące sformułowania notatki w taki sposób, aby spodobała się ona „na górze”. Niektórzy się do tego dostosowują, inni starają się „walczyć”. Opór ma jednak ograniczony sens, bo „kwit” i tak musi przejść przez ręce przełożonych, z których każdy może posiadać własną wizję tego, o czym powinien wiedzieć lub nie wiedzieć szef.

Osoby zajmujące w służbach poszczególne szczeble organizacyjne nie przywykły ponadto do tego, aby ktokolwiek brał ich zdanie pod uwagę. Do perfekcji opanowały za to sztukę odpychania od siebie odpowiedzialności. „Funkcjusze” zdają sobie więc sprawę z „pudrowania” rzeczywistości na „kwitach”, ale przyzwyczajają się do operowania na zasadzie „sztuka dla sztuki”.

Są też w wielu przypadkach zdemotywowani, a więc robią po prostu „co im każą” i idą do domu. Wielu wychodzi z założenia, że nie ma sensu „walczyć z wiatrakami”. Co ciekawe, wspomniane wcześniej problemy pogłębiają funkcjonujące w służbach działy analiz, których praca ma w istocie niewiele wspólnego z analizami.

Często najlepszymi notatkami okazują się bowiem te, które potwierdzają przyjęty przez „anali” ogląd rzeczywistości i które można po prostu… w całości skopiować. Wśród funkcjonariuszy pracujących w tego typu wydziałach ciężko będzie też natrafić na dyskusję na temat sposobów uniknięcia błędów poznawczych, takich jak syndrom myślenia grupowego, czy efekt potwierdzenia.

Z łatwością natraficie tam jednak na „szermierkę” słowną dotyczącą właściwej stylistyki i interpunkcji wychodzącego ze służby dokumentu. Elementów analizy jest w nim zaś jak na lekarstwo, gdyż notatki trafiające na biurka polityków pisane są w taki sposób, aby nie powiedzieć niczego konkretnego i w żadnym wypadku nie zająć jednoznacznego stanowiska.

Bolączką wszystkich polskich służb specjalnych jest ponadto brak wystarczającej liczby ekspertów kierunkowych posiadających dogłębną wiedzę na temat danego obszaru. Dopiero bowiem połączenie wiedzy, doświadczenia i pozyskiwanych różnymi metodami informacji pochodzących ze źródeł jawnych i niejawnych daje możliwość stworzenia miarodajnej analizy sytuacji w kraju X.

Zamiast tego typu osób, szef służby otoczony jest jednak kierownictwem, którego członkowie toczą pomiędzy sobą zażartą rywalizację o jego „ucho”. Skutecznie izolują go przy tym od wiedzy na temat opisanych wyżej „mankamentów” funkcjonowania podległej mu „firmy”. Na najwyższych szczeblach organizacyjnych nietrudno również odnaleźć oportunistów, budujących „kariery” na bazie pojedynczych „strzałów PR-owych”.

I teraz jak myślicie, jakie informacje docierają w takich okolicznościach do decydentów? Takie, które powinni oni usłyszeć, czy takie które chcieliby usłyszeć? Czy służby będą wykazywać tendencję do utwierdzania polityków w przekonaniu o tym, że przywódca kraju X za chwilę upadnie, czy przedstawią jednak trzeźwą ocenę sytuacji i skutków rozważanych posunięć?

Nasze własne doświadczenia, a także rozmowy, które przeprowadziliśmy z funkcjonariuszami różnych szczebli w ramach zbierania materiałów do tego tekstu każe przypuszczać, że w większości przypadków służby mogą de facto swoim działaniemnie wnosić żadnej wartości dodanej do procesu decyzyjnego w państwie, a niekiedy nawet go komplikować. Dlaczego? No to patrzcie.

Wadliwa rola służb w procesie podejmowania decyzji

Czy jeśli „firma” nie posiada wystarczającej ilości informacji, aby w ogóle oszacować szansę upadku dyktatora w kraju X to przyzna się do tego? Raczej nie, bo przez ostatnie lata utwierdzała polityków w przekonaniu, że działa wyśmienicie, za to inne służby są „do du…”. Wysłana więc zostanie notatka, że gość prawdopodobnie upadnie, ale nie wyklucza się, że jednak przetrwa.

A czy jeśli dana instytucja posiada wiedzę wskazującą na to, że przywódca kraju X jednak przetrwa to zdecyduje się ona nią podzielić z „górą”? Raczej nie, bo to „mogłoby się nie spodobać” i wymagałoby ewentualnego narażenia się na sytuację, w której służba stoi „w kontrze” do planowanych przez rząd posunięć. A wiadomo – nie sprzyja to utrzymaniu „stołka”.

Alternatywnie, informacja mogąca podważyć przyjętą politykę rządu trafi do decydentów, ale w formie „zmiękczonej” i pozbawiona komentarza dotyczącego możliwych skutków poszczególnych posunięć. Służba może też zapewnić, że posiada plan na to, jak ewentualnie „obalić” dyktatora, co wcale nie musi jednak oznaczać, że rzeczywiście dysponuje takimi zdolnościami 😉

Czy w takim przypadku „firma” zastanowi się również nad tym, czy RP posiada wystarczające wpływy, aby pokierować ewentualną zmianą władzy w taki sposób, aby odbyło się to z korzyścią dla jej interesów? Ups.. alarm! Takich „trudnych” pytań nie zadajemy! Bo jeszcze wyjdzie na to, że realna siła oddziaływania w kraju X jest niewielka, a więc… co robiły służby w ostatnich latach?!

Czy „firma” rozważy też ewentualne skutki „obalenia” dyktatora? Czy jest w ogóle możliwe to, aby Rosja pozostała bierna w sytuacji, w której kraj X wybrałby opcję „zachodnią”? Jaka będzie jej odpowiedź? Czy jesteśmy w stanie jej przeciwdziałać? Może lepiej jest więc grać o maksimum w ramach tego co możliwe i czekać na dogodną szansę, niż łudzić się perspektywą niemożliwego?

Poszczególne instytucje zdają się dodatkowo wychodzić z założenia, że nikt nigdy nie powie „sprawdzam”, podejmując istotne dla kraju decyzje w oparciu o „analizy” pochodzące ze służb. Hmm… FSB chyba też nie brało pod uwagę, że W. Putin zdecyduje się jednak na przeprowadzenie ataku na Kijów. A potem wychodzi jak wychodzi.

Nieumiejętność wyciągania wniosków z przeszłości

Na Białorusi polski establishment popełnił w 2020 r. dokładnie ten sam błąd, który popełniał już w przeszłości w relacjach z tym krajem – zaognił stosunki Mińska z Warszawą i Brukselą, czym doprowadził do zbliżenia A. Łukaszenki z W. Putinem. Pogorszyła się tym samym pozycja militarna Polski i Ukrainy względem Rosji. Na „efekty” nie trzeba było długo czekać.

Po dwóch latach Moskwa zaatakowała Kijów wykorzystując do tego terytorium Białorusi. Na dodatek Wojsko Polskie było w tym czasie tak zaabsorbowane pilnowaniem wschodniej granicy, że w razie potrzeby, nie byłoby zdolne do podjęcia innych działań, np. wsparcia kontyngentu armii USA, który to Waszyngton dyslokował w pobliżu granicy z Ukrainą w pierwszych dniach wojny.

Dlatego należy sobie powiedzieć wprost – działalność informacyjna służb specjalnych wnosi minimalną wartość dodaną do procesu decyzyjnego w Polsce, a w przypadku istotnych posunięć politycznych może go wręcz zaburzać. Spójrzmy na kilka istotnych wydarzeń z ostatnich lat:

  • Dopuszczenie do pogłębienia integracji Rosji z Białorusią i brak realnych wpływów w tym ostatnim kraju.
  • Nieprzygotowanie sektora bezpieczeństwa na kryzys migracyjny na granicy z Białorusią.
  • Brak wsparcia dla Ukrainy w latach poprzedzających tegoroczną inwazję Rosji.
  • Słabe rozpoznanie możliwości rosyjskiej armii i ponowne zaskoczenie wojną na Ukrainie.
  • Atrofia sektora zbrojeniowego w Polsce.
  • Ograniczone sukcesy w walce z rosyjską dezinformacją i penetracją kraju przez obce wywiady.

Bieżąca działalność informacyjna służb jest z kolei mało efektywna, ponieważ pozyskiwana wiedza ma charakter wycinkowy, nie łączy w sobie możliwości jakie niosą za sobą różne metody pozyskiwania informacji, a poszczególne instytucje stronią od produkowania wartościowych analiz i rekomendacji. Nic więc dziwnego, że nikt nie uważa ich za poważnego doradcę.

Nie chodzi bowiem o to, aby wiedzieć „coś tam” o wszystkich możliwych zagadnieniach, od czasu do czasu przesłać suchą notatkę do wybranego ministerstwa, a w sytuacjach przełomowych „przytakiwać” politykom, że mają rację. Na przykładzie roli służb specjalnych USA w konflikcie na Ukrainie widać bowiem jak wielką rolę informacyjną mogą one odegrać.

Nic nie stało na przeszkodzie, aby to polskie „firmy” posiadały świetne rozpoznanie na Wschodzie, a następnie zaalarmowały sojuszników o nadchodzącym niebezpieczeństwie i już dużo wcześniej przygotowały plan pomocy Ukrainie. Być może szybsze dostarczenie ciężkiego sprzętu uchroniłoby ten kraj przez utratą na rzecz Rosjan Chersonia i Zaporoża.

W trzeciej części artykułu opowiem Wam o tym jak służby radzą sobie z kolei z operacjami, które mają na celu kształtowanie rzeczywistości. Wykorzystamy do tego fikcyjną operację dezinformacyjną, na przykładzie której postaramy się również potem zaproponować kilka pomysłów na to jak poprawić efektywność pracy służb.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Payload.pl
5 miesięcy temu

Ciekawy artykuł, podobnie jak poprzednie części. Natomiast fajnie by było zobaczyć więcej twardej wiedzy – bo obecnie piszecie jednak opinie i odczucia. Te oczywiście poszerzają mocno perspektywę, zwłaszcza że jest to z sensem zredagowane – jednak czegoś brakuje.

“Wykorzystamy do tego fikcyjną operację dezinformacyjną” – a gdyby tak skupić się na czymś być może mniejszym, ale za to w 100% realnym?

Back To Top