Dlaczego Polska potrzebuje własnej Grupy Wagnera i Legii Cudzoziemskiej?

Polskie prywatne firmy wojskowe

Zdradzimy Wam małą tajemnicę. Wiecie co polski wywiad robił w momencie wybuchu Euromajdanu? Osoby z kierownictwa odpowiedzialne za podejmowanie decyzji na kierunku wschodnim były wtedyna urlopie (i wcale go nie odwołały). Kiedy natomiast na Majdanie padały strzały, w budynku przy ul. Miłobędzkiej trwała impreza pożegnalna jednego z funkcjonariuszy…

Rząd i administracja RP były zaskoczone rozwojem wydarzeń na Ukrainie, a ponadto nie posiadały narzędzi poprzez które mogłyby oddziaływać na tamtejszą sytuację. Czy wyciągnęliśmy wnioski z Euromajdanu i inwazji Rosjan na Ukrainę? Nie. Czy jesteśmy lepiej przygotowani na potencjalny konflikt asymetryczny? Nie.

Co w tym czasie zrobili Rosjanie? Doszli m.in. do wniosku, że gdyby na przełomie 2013/2014 roku dysponowali Grupą Wagnera to mieliby znacznie większe możliwości wsparcia W. Janukowycza, który być może nie utraciłby dzięki temu władzy, a opcja militarna na Ukrainie nie byłaby potrzebna. W związku z tym, od tego czasu Moskwa systematycznie poszerza swoje zdolności do prowadzenia działań kinetycznych w oparciu o wiarygodną możliwość zaprzeczania aktywnemu udziałowi w takich operacjach (tzw. „plausible deniability”).

Obserwując wydarzenia na Ukrainie, a obecnie systematycznie wzrastającą aktywność rosyjskiej armii na Białorusi oraz prawie pewną obecność w tym kraju służb specjalnych i prywatnych firm wojskowych kontrolowanych przez Moskwę, polska polityka bezpieczeństwa jest z kolei nacechowana pozbawionymi skuteczności, chaotycznymi reakcjami na bieżący rozwój wypadków. Jeśli nawet rozpoczęte w zeszłym roku protesty skierowane przeciwko A. Łukaszence, doprowadziłyby do jego obalenia i pojawiłaby się realna szansa na integrację Białorusi z Zachodem, Rosja najprawdopodobniej dokonałaby interwencji w tym kraju.

Polska nie dysponuje możliwością odpowiedzi na takie działania, ani nie jest w stanie przekonać UE lub USA do zwiększenia ich zaangażowania na Białorusi. Po co więc wspierać opór tamtejszego społeczeństwa i podsycać demonstracje, skoro w decydującym momencie nie będzie się w stanie udzielić pomocy? A skoro tak, to czemu przez lata Polska wzbraniała się przed dialogiem z A. Łukaszenką i stopniowym zmniejszaniem uzależnienia Mińska od Moskwy? Sun Tzu mawiał, że „taktyka pozbawiona strategii jest tylko hałasem poprzedzającym klęskę”.

Dlatego dziś mamy dla Was lekką prowokację intelektualną. Naszym zdaniem Polska potrzebuje własnej prywatnej firmy wojskowej oraz oddziałów zdolnych do szybkiej odpowiedzi na rozwijający się konflikt asymetryczny w sposób, który stwarza możliwości wiarygodnego zaprzeczania jakiemukolwiek związkowi RP z takimi działaniami. Patrząc z perspektywy bezpieczeństwa, potrzebujemy więc własnej Grupy Wagnera oraz polskiego odpowiednika Legii Cudzoziemskiej.

Rosja operuje w stanie permanentnego konfliktu

Wojna. Pokój. Przyzwyczailiśmy się, że ta para jest jak system binarny – występuje tylko w dwóch postaciach. W pierwszej z nich obowiązują ekstraordynaryjne zasady, działania podejmowane są w stanie wyższej konieczności, a zabijanie jest nie tylko uzasadnione, ale wręcz konieczne. Z kolei podczas pokoju funkcjonują zupełnie inne prawidła, zgodnie z którymi zastrzelenie drugiego człowieka jest surowo karane.

Jednak nasz głównym geopolityczny rywal – Rosja rozumuje innymi kategoriami. Według niej istnieje wiele stanów pośrednich pomiędzy zerem, a jedynką – wojną, a pokojem. Cała „zabawa” polega z kolei na tym, aby posunąć się na tyle daleko, aby zmusić drugą stronę do ustępstw, lecz nie na tyle daleko, aby przekroczyć granicę, poza którą w percepcji Zachodu dany ruch zostanie odebrany jako wojna. Rosja eskaluje, aby potem deeskalować. W międzyczasie zwiększa swój stan posiadania.

Zachód wydaje się być z kolei ukontentowany faktem, że udaje mu się „rozładowywać” kolejne napięcia w relacjach z Kremlem. Jednak strategicznym celem Moskwy cały czas pozostaje powstrzymanie ekspansji NATO i podporządkowanie sobie Ukrainy, Białorusi, Gruzji i innych republik poradzieckich. Dlatego wspomnianą przestrzeń Rosjanie postrzegają jako strefę permanentnego konfliktu, w której to ich interesy ścierają się z interesami hegemona w postaci USA, którego prymat starają się zakwestionować.

Dla osiągnięcia własnej dominacji Kreml wykorzystuje cały arsenał środków: wojna informacyjna, ataki cybernetyczne, presja wojskowa, operacje służb specjalnych, dezinformacja, geoekonomia, dyplomacja i inne narzędzia nastawione na zwiększanie wpływów. W tle zawsze widoczna jest siła militarna, jednak jej użycie to tak naprawdę dla Rosji ostateczność.

Podjęcie działań zbrojnych okazało się konieczne na Ukrainie. Nastąpiło to po wyczerpaniu się możliwości oddziaływania za pomocą innych środków, m.in. geoekonomicznych. Jednak nawet w takim wypadku Kreml starał się zdezorientować przeciwnika i zamaskować swój udział w operacjach na Krymie i Donbasie. Uczestniczący w walkach żołnierze nie nosili regularnych mundurów i oznaczeń. Operatorzy sił specjalnych byli wręcz ubrani po cywilnemu. Putin zaprzeczał, jakoby rosyjska armia w ogóle przebywała na Ukrainie. Wypierał się także starań o aneksję Krymu. Aż do momentu, w którym Duma Państwowa ratyfikowała traktat dotyczący włączenia wspomnianego półwyspu w obręb Federacji Rosyjskiej.

Udało się w ten sposób zmylić NATO, a przez to zminimalizować ryzyko eskalacji. Państwa sojuszu miały trudności z jednoznacznym ustaleniem (przynajmniej w warstwie narracyjnej), co tak naprawdę dzieje się na Ukrainie. W związku z tym, nie zdobyły się na adekwatną odpowiedź. Polski wywiad również nie był w stanie dostarczyć szybkich i przekonujących dowodów na agresję militarną Rosjan.

Do pierwszego wzmocnienia obecności wojskowej NATO na wschodniej flance (kilkuset amerykańskich żołnierzy) doszło dopiero w kwietniu 2014, a więc już po formalnym ogłoszeniu aneksji Krymu. W tym czasie pozbawieni insygniów rosyjscy żołnierze, siły specjalne, oddziały najemników oraz kontrolowane przez Moskwę formacje paramilitarne dokonywały już faktycznej okupacji Donbasu. Taki sposób przeprowadzenia operacji kinetycznych zapewnił Rosjanom tzw. „plausible deniability”.

Jednocześnie Moskwa wzmacniała posunięcia wojskowe za pomocą narzędzi pozamilitarnych, takich jak wojna informacyjna, ataki w cyberprzestrzeni, dezinformacja, czy narracja ideologiczna mająca uzasadnić obecność rosyjską na Ukrainie.

Rosja preferuje zwycięstwo odniesione bez walki

Rosjanie preferują jednak model konfliktu asymetrycznego obserwowany obecnie na Białorusi. Osłabiony wewnętrznym kryzysem, wyizolowany na arenie międzynarodowej i zdający sobie sprawę z rozległych wpływów Moskwy w swoim kraju, A. Łukaszenka nie ma innego wyboru niż akceptowanie rosnącego uzależnienia od wschodniego sąsiada. Presja wojskowa ponownie pojawia się w tle. Mińsk czuje, że jeśli tym razem nie zaakceptuje ściślejszej integracji z Rosją i przekazania władzy w ręce opcji kontrolowanej przez Kreml, Rosja może zdecydować się na podjęcie interwencji. Z jej perspektywy jest to jednak ostateczność. Preferowane jest zmuszenie przeciwnika do kapitulacji bez walki.

Rosja mogła podjąć bardziej agresywne działania już na przełomie 2019 i 2020 roku, kiedy to A. Łukaszenka szukał na Zachodzie możliwości balansowania rosnących nacisków na ściślejszą integrację z FR, m.in. poprzez rozmowy na temat dywersyfikacji dostaw ropy. Moskwa wybrała jednak inne metody. Wsparła prawdopodobnie wybuch protestów na Białorusi w 2020 roku (ich skala mogła jednak wymknąć się spod kontroli), a następnie wykorzystywała je do zwiększenia swoich wpływów.

To co jest czasem nazywane „wojną hybrydową” jest zatem jedynie zintegrowanym wykorzystaniem przez Rosję wszelkich dostępnych jej instrumentów oddziaływania w celu implementacji tzw. doktryny Primakowa. Zakłada ona dążenie do utworzenia architektury bezpieczeństwa w oparciu o koncert mocarstw oraz zdominowanie przez Moskwę przestrzeni postsowieckiej. Zasady te Moskwa implementuje w swojej polityce zagranicznej od 1996 roku. Stało się to jednak bardziej widoczne dopiero po wzmocnieniu wewnętrznym Rosji oraz reformie militarnej, których dokonał W. Putin. Umożliwiło mu to podjęcie bardziej asertywnych działań.

Jeśli chcemy przeciwdziałać temu trendowi, musimy dostosować się do narzuconych przez Rosję reguł gry. A te zakładają prowadzenie działań militarnych w oparciu o siły, od których RP może w sposób wiarygodny „odciąć się”. Innymi słowy, trzeba posiadać własne „zielone ludziki”.

Zmieniające się oblicze konfliktów

Zmieniający się sposób prowadzenia działań wojennych pokazują m.in. spory jakie toczone są wokół obecnych konfliktów. Czy Rosja wygrała na Ukrainie? „Przegrała, bo teraz Ukraińcy są nastawieni antyrosyjsko”. „Wygrała, bo ukraińska armia została rozbita”. Czy Amerykanie wygrali w Iraku? „Tak, bo wygrali wszystkie starcia militarne.” „Nie, bo uwikłali się w peryferyjną wojnę, która uszczupliła zasoby potrzebne gdzie indziej.”

Nie zapominajmy jednak o słowach klasyka: „Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami.” Konflikt prowadzony jest więc po to, aby rozwiązać problemy polityczne, które do niego doprowadziły. Zwycięstwo we wszystkich bitwach jest niczym, jeśli nie zostanie ono przekute na korzyści polityczne. Patrząc z tej perspektywy widzimy, że Rosjanie poprzez swoją ofensywę na Ukrainie:

  • Powstrzymali integrację Ukrainy z NATO i Unią Europejską, co było ich głównym celem.
  • Utrzymali oddzielający ich od NATO pas państw buforowych, które są mniej lub bardziej zależne od Moskwy.
  • Podważyli zaufanie do NATO.
  • Zdobyli przy okazji Krym i rozszerzyli swój dostęp do Morza Czarnego, co jest jednym z celów strategicznych Kremla.

Czy Rosjanie osiągnęli cele polityczne stojące u podłoża konfliktu na Ukrainie? Tak. W związku z tym, odnieśli zwycięstwo. W opinii wielu analityków, m.in. tych pracujących dla amerykańskiego wywiadu wojskowego, operacje na Krymie i Donbasie potwierdziłyrównież powrót Rosji do grona światowych potęg militarnych.

Poza zmieniającym się sposobem rozgrywania konfliktów, na świecie wzrasta także sama ich liczba. Coraz większą rolę odgrywają również aktorzy pozapaństwowi, a światowa architektura bezpieczeństwa chwieje się. W związku z tym, wzrasta wykorzystanie najemników do rozmaitych celów. Nie posiadając własnych prywatnych firm wojskowych Polska jest podatna na działania analogicznych podmiotów pracujących na rzecz innych mocodawców.

Przeciwnik zdaje sobie sprawę z tego, że RP nie ma możliwości przeprowadzanie równorzędnej (pod względem stopnia eskalacji) odpowiedzi. Ewentualny atak musiałby się spotkać z niewspółmierną reakcją lub jej brakiem.

Wyobraźmy sobie, że Rosja podejmuje prowokację polegającą na przekroczeniu przez członków Grupy Wagnera granicy polsko-białoruskiej, dokonaniu na terytorium naszego kraju rozpoznania wyznaczonego celu, a następnie wycofaniu się. W takiej sytuacji RP nie dysponuje porównywalną siłą, która mogłaby przeprowadzić analogiczną operację. Jedyną opcją jest użycie Wojsk Specjalnych, co znacznie podwyższa ryzyko eskalacji, ponieważ FR może zaprzeczyć wszelkim powiązaniom z Grupą Wagnera i przedstawiać Polską odpowiedź jako faktyczne wtargnięcie żołnierzy WP na terytorium Białorusi.

Dodatkowo, rząd RP nie posiada wystarczających instrumentów umożliwiających fizyczną ochronę własnych interesów ekonomicznych. Obejmuje to zarówno zagrożenia dla polskich projektów energetycznych na Bałtyku, które bez wątpienia mogą być celem działań asymetrycznych ze strony Rosji jak i możliwości ochrony aktywów polskich firm chcących operować na rynkach wschodnich. Brak stabilności otoczenia konkurencyjnego oraz wsparcia w walce z nieczystymi zagrywkami konkurencji jest jednym z głównych przyczyn hamujących ekspansję polskiego biznesu na wschodzie.

Oprócz tego, jeśli Polska chce mieć karty przetargowe w rozmowach z sojusznikami dotyczącymi ich zaangażowania w Europie Wschodniej musi również uwzględniać ich oczekiwania dotyczące aktywniejszego wsparcia operacji w takich rejonach jak Afryka, czy Bliski Wschód. Posiadanie Legii Cudzoziemskiej i własnej firmy wojskowej umożliwiłoby np. połączenie działań wymierzonych w osłabienie wpływów Rosji na wspomnianych obszarach ze wsparciem sojuszników w działaniach kontrterrorystycznych. Wykorzystanie najemników zmniejszyłoby koszty polityczne, a same operacje byłyby bardziej zbieżne z interesami RP niż np. interwencje w Iraku, czy Afganistanie.

Nie zrozumcie nas źle. Nie nawołujemy do starcia z Rosją. Wykorzystywanie najemników przez Moskwę oraz ewentualnie przez Warszawę to de facto nowa forma tzw. „proxy wars”. Dlatego jest to w istocie rzeczy instrument służący minimalizacji ryzyka zaistnienia bezpośredniej konfrontacji pomiędzy obiema stronami. Dodatkowo, posiadanie równorzędnych możliwości odpowiedzi na działania agresora jest elementem polityki odstraszania, która również niweluje prawdopodobieństwo zaistnienia otwartej konfrontacji.

Polskie prywatne firmy wojskowe
Czy jesteśmy przygotowani na funkcjonowanie w stanie permanentnego konfliktu i zmieniające się sposoby prowadzenia działań zbrojnych?

Polska potrzebuje własnej prywatnej firmy wojskowej i Legii Cudzoziemskiej

Sposobem na powstrzymanie potencjalnej operacji z udziałem „zielonych ludzików” jest przeprowadzenie szybkiego kontruderzenia, uniemożliwiającego Rosjanom konsolidację swoich zdobyczy na danym terenie. Powinno to być połączone z działaniami w innych obszarach (m.in. ofensywa informacyjna, aktywność w cyberprzestrzeni i wywiadowcza), oraz poprzedzone odpowiednimi przygotowaniami. Potrzebne do tego są mobilne siły szybkiego reagowania zdolne do natychmiastowego podjęcia wielowymiarowej operacji bez pozostawiania związków z RP.

Idealnie nadawałaby się do tego Legia Cudzoziemska, tworzona pod egidą Polski, a złożona z rekrutów pochodzących ze wszystkich państw Europy Środkowowschodniej. Jej uzupełnieniem byłaby zarejestrowana w raju podatkowym prywatna firma wojskowa (PMC), w której kluczowe stanowiska pełniliby byli operatorzy polskich jednostek specjalnych.

Rekrutację należałoby przeprowadzić przede wszystkim spośród byłych żołnierzy elitarnych formacji wojskowych i policyjnych z krajów Europy Środkowowschodniej. Z kolei osoby posiadające ograniczone doświadczenie trafiałyby do Legii Cudzoziemskiej, gdzie miałyby okazję przejść pełne przeszkolenie wojskowe. Personel militarny uzupełnialiby specjaliści z zakresu mediów, IT, czy wywiadu, zatrudnieni w ramach PMC.

Czemu podobnej roli nie mogą pełnić siły specjalne? Są one zbyt małe i mają bardzo ograniczone zdolności do roztaczania kontroli nad danym terenem, gdyż ich domeną są szybkie operacje dywersyjne. Z tego względu nie nadają się one również do całościowego przeprowadzania działań przeciwpowstańczych, np. na Donbasie. Przede wszystkim jednak, polskie Wojska Specjalne nie gwarantują wiarygodnej możliwości zaprzeczania obecności sił powiązanych z rządem RP na danym terenie.

Niemilitarne komponenty oparte o wysokiej klasy specjalistów

Ponadto, funkcjonując w oparciu o zasady rynkowe PMC mogłaby pozyskać wysokiej klasy specjalistów z zakresu mediów i PR. Skoro Rosja prowadzi zmasowane operacje dezinformacyjne, my również powinniśmy zadbać o posiadanie analogicznych narzędzi oddziaływania. Niektóre z nich mogą być jawnie wspierane przez polski rząd, a inne powinny być tworzone przy pomocy wywiadu, w sposób nie ujawniający ich powiązań z naszym krajem.

W mediach pozornie niezwiązanych z RP należy zatrudnić Rosjan, którzy nie mieliby świadomości tego, dla kogo pracują. Ich przekaz mógłby być subtelny, skierowany na antagonizowanie rozmaitych grup wpływu skupionych wokół Kremla oraz zwiększanie zakulisowych wpływów. Nie powinny one również sympatyzować z opozycją, a z ich przekazem powinien móc utożsamiać się przeciętny Rosjanin. Tylko w takim kształcie mają one szansę przetrwać w Rosji i osiągnąć znaczącą pozycję na rynku.

W odpowiednim momencie takie środki przekazu mogłyby jednak zadać Kremlowi dotkliwy cios, np. w postaci opublikowania i kolportowania reportażu dotyczącego obecności prywatnych firm wojskowych i rosyjskiej armii na Ukrainie lub ponoszonych przez nie porażek. Podważyłoby to spoistość centralnie planowanej narracji Kremla i uczyniłoby ją niewiarygodną.

Operacje w sferze informacyjnej muszą być ponadto odpowiednio skoordynowane. Obecnie zdarza się np., że działania Biełsatu nie podobają się przedstawicielom niektórych instytucji państwowych. Wynika to m.in. z tego, że w danym okresie nie wszystkie z nich prowadzą taką samą i wzajemnie komplementarną politykę na kierunku białoruskim. Poszczególne ośrodki próbują zatem podważyć starania „konkurencji” w oczach najwyższych władz. Dochodzi wtedy do bezsensownych przepychanek, na które nakłada się tradycyjna rywalizacja o wpływy. To wszystko niepotrzebnie rozdrabnia polskie narzędzia oddziaływania.

Biełsat należy przy tym uznać za relatywnie udaną próbę wytworzenia instrumentu oddziaływania na białoruską przestrzeń informacyjną. Zasięg tego medium ogranicza jego jednoznacznie opozycyjna postawa w stosunku do władz w Mińsku, lecz i takie narzędzia są potrzebne. Problemy z finansowaniem jakich w ostatnim czasie doświadczył Biełsat są absurdalnymi i wymagającymi potępienia „wojenkami” wynikającymi z braku długofalowej strategii działania na poszczególnych kierunkach oraz permanentnej walki o wpływy polityczne.

Oprócz tego, w ramach prywatnej firmy wojskowej można utworzyć komponent cyber, który operowałby spoza terytorium RP, zmniejszając w ten sposób ryzyko powiązania takich działań z naszym krajem. W Europie Środkowowschodniej nie brakuje hakerów chcących przeprowadzać regularnie operacje skierowane przeciwko Rosji. Wystarczy jedynie ich pozyskać do współpracy, zapewnić im odpowiedni poziom konspiracji oraz długofalowe finansowanie. Wspomniany zespół dokonywałby ponadto wstępnego rozpoznania celów, na które przypuszczany byłby atak w momencie eskalacji konfliktu. Rozwijałby również odpowiednie metody i narzędzia działania, a także identyfikowałby podatności systemów przeciwnika.

Prywatna firma wojskowa to potencjalnie również naturalne miejsce, w którym można lokować oficerów wywiadu, operujących pod przykryciem. Ich zadaniem byłby m.in. rozwój antyrosyjskich formacji paramilitarnych, potajemnie wspieranych przez rząd RP oraz rozpracowywanie podobnych organizacji wspieranych przez Moskwę.

Polskie zdolności do prowadzenia działań asymetrycznych

Posiadając opisany powyżej apart narzędzi prowadzenia działań asymetrycznych, konflikt taki jak ten na Ukrainie w 2014 roku mógłby przebiegać zupełnie inaczej. Dysponujący odpowiednim rozpoznaniem polski wywiad przewidziałby ryzyko rosyjskiej interwencji. Nieoficjalnymi kanałami polski rząd zaoferowałby wsparcie w postaci jednej lub kilku prywatnych firm wojskowych, w których to zatrudnienie na czas trwania operacji znaleźliby również żołnierze Legii Cudzoziemskiej.

Grupa psyops będąca częścią „polskiej” PMC od razu rozpoczęłaby kierowanie przekazem płynącym na Zachód. Od rana do nocy specjaliści od PR pokazywaliby tamtejszym mediom, że na Ukrainie nie funkcjonują „zielone ludziki” tylko armia rosyjska. Jednocześnie narracja skierowana do Rosjan miałaby zupełnie inną treść: zwracałaby uwagę na ponoszone przez ich wojska porażki, popełniane zbrodnie i umierających żołnierzy.

Dodatkowo, zorganizowana zostałaby kampania PR ośmieszająca otoczenie W. Putina na Zachodzie. W oparciu o przekazane przez wywiad informacje zidentyfikowane zostałyby dzieci wspomnianych osób studiujące na Zachodzie, żony i kochanki udające się na zakupy do Paryża i majątki zebrane przez oligarchów dzięki ich związkom z Kremlem.

Rolą komponentu wywiadowczego byłoby z kolei zebranie dowodów na obecność armii FR i rekrutacja do współpracy lokalnej ludności, aby dostarczała ona informacje o pozycjach rebeliantów. Nie byłoby również problemem odpowiednie wyselekcjonowanie rozmówców, którzy występowaliby w zachodnich mediach i potwierdzali opracowane wcześniej narracje. Z kolei inni współpracownicy byliby rekrutowani w celu wpływania na rosyjskich dziennikarzy i szerzenia dezinformacji.

Jednocześnie żołnierze Legii Cudzoziemskiej, współpracujący z ukraińskim wojskiem mieliby za zadanie powstrzymanie ofensywy Rosjan, a następnie stłumienie „powstania”. Zostałyby do tego wykorzystane mniej popularne, ale skuteczne sposoby prowadzenia działań przeciwpowstańczych (tzw. COIN, Counter-insurgency). Prorosyjscy rebelianci byliby po prostu systematycznie eliminowani wszelkimi dostępnymi sposobami, włącznie z przeprowadzaniem zamachów na ich liderów. Zarówno najemnicy jak i Legia Cudzoziemska walczyliby bez żadnych insygniów, twierdząc że są ochotnikami, którzy przyjechali na Ukrainę, aby zapobiec rosyjskiej agresji.

Operacje specjalne przeprowadzane byłyby „pod obcą flagą” przez byłych operatorów, pracujących obecnie dla PMC. Akcje sabotażowe, zabójstwa, czy akty terroru pozwoliłyby uwierzyć w możliwość pokonania Rosjan oraz podziałałyby demoralizująco na ich armię. Podniosłyby również koszty przedłużającej się interwencji Kremla na Ukrainie.

Dodatkowo, lokalna ludność byłaby karana więzieniem za udzielanie wsparcia separatystom, a zwolennicy Moskwy zostaliby przymusowo wysiedleni na inne tereny. W ich miejsce należałoby sprowadzić np. nacjonalistów ukraińskich. Metody te mogą wydawać się drastyczne, ale są one skuteczne. Stosuje je chociażby Izrael w walce z Palestyńczykami.

W momencie rozpoczęcia konfliktu procentowałyby również prowadzone wcześniej działania przygotowawcze (wychodząc z założenia, że konflikt jest stanem permanentnym). Antyrosyjskie bataliony ochotnicze, dzięki skrytemu wsparciu udzielonemu im wcześniej przez Polskę, zorganizowałyby się dużo szybciej i pomogłyby odeprzeć rosyjską agresję. Doszłoby również do ataków hackerskich na cele na terenie Federacji Rosyjskiej oraz instytucje kontrolowane przez separatystów. Moskwa poczułaby, że jej działania cyber spotykają się z natychmiastową odpowiedzią.

Działania asymetryczne mogą być prowadzone w sposób ciągły, tak jak to robi Rosja

Istnieje szereg instrumentów poprzez które Polska może osłabiając wewnętrznie Rosję, a przez to zmniejszać jej zdolności do podejmowania operacji ofensywnych w przestrzeni postsowieckiej. Przykładem takiego działania jest budowa relacji w świecie przestępczości zorganizowanej, operującej na terenie byłego ZSRR. Można w ten sposób destabilizować Rosję (np. poprzez wywołanie porachunków pomiędzy grupami, czy zwiększenie podaży narkotyków) oraz pozbawiać dochodów oficerów rosyjskich służb współpracujących z kryminalistami.

Inny sposobem są kontakty z liderami ruchów separatystycznych w Rosji i zapewnienie im niejawnego wsparcia. Można również przekonać zachodnich partnerów do ograniczenia współpracy technologicznej z rosyjskimi koncernami energetycznymi przedstawiając ich działalność jako zagrożenie dla środowiska naturalnego (prokurując np. katastrofę ekologiczną z ich udziałem). Do wszystkich tych czynności idealnie nadają się prywatne firmy wojskowe.

Równolegle należy podjąć działania prowadzące do osłabienia rosyjskich PMC. Przede wszystkim wywiad musi dostarczać informacji wiążących konkretne firmy z Kremlem, aby ograniczyć Moskwie możliwości „odcinania się” od operacji prowadzonych chociażby w Afryce. Pozytywne zmiany mogłyby przynieść również naciski na Amerykanów i Brytyjczyków, aby uregulować rynek prywatnych firm wojskowych.

Równolegle należałoby prowadzić operacje osłabiające rosyjskie narzędzia asymetryczne. Moskwa wspiera projekty badawcze, które promują koncepcję tzw. Noworosji? Niech utworzone przez Polskę zagraniczne think-tanki dyskredytują wspomniany pomysł. Otoczenie A. Nawalnego produkuje materiał wymierzony w W. Putina? Przekażmy w sposób niejawny środki finansowe na dalsze produkcje oraz inne materiały obciążające Kreml.

MON może również włączyć się w tworzenie instrumentów wojny asymetrycznej. W ramach Wojsk Specjalnych można kształcić np. większą ilość operatorów wzorowanych na US Army Special Forces, czyli tzw. „Zielonych Beretach”. Ich głównym zadaniem jest szkolenie zagranicznych oddziałów do prowadzenia walki asymetrycznej z często liczebniejszym przeciwnikiem. Dlatego są oni nastawieni na współdziałanie z lokalnymi siłami oraz posiadają ku temu kompetencje językowe i kulturowe.

Dodatkowo, idąc wzorem amerykańskich Foreign Area Officers, polscy oficerowie mogliby być oddelegowywani do krajów sojuszniczych w regionie Europy Środkowowschodniej, aby wspierać nawiązywanie relacji w ramach sojuszniczych armii oraz promować ich interoperacyjność z Wojskiem Polskim. Polska Legia Cudzoziemska oraz prywatne firmy wojskowe mogłyby również brać udział w operacjach kontrterrorystycznych państw NATO i UE, które niechętnie ponoszą koszty polityczne zagranicznych misji wojskowych. W zamian za to moglibyśmy domagać się większego zaangażowanie w działania mające na celu zwiększanie bezpieczeństwa w Europie Środkowowschodniej.

Osobom twierdzącym, że Polska nie może „zniżać się” do poziomu państw autorytarnych i postępować w ten sam sposób co one, polecamy obserwować działania dywizji paramilitarnej CIA lub ostatnie doniesienia z Pentagonu. Posiada on 60 tysięcy operatorów zdolnych do prowadzenia działań paramilitarnych na całym świecie i funkcjonujących pod przykryciem w postaci zatrudnienia w prywatnej firmie. Są to głównie członkowie sił specjalnych, oficerowie wywiadu oraz specjaliści od wojny informacyjnej i działań hackerskich. Tego typu siły służyć mają prowadzeniu operacji, nie mających formalnego związku z rządem USA.

Amerykanie odrabiają lekcje wyniesione z Wietnamu, Iraku, czy Afganistanu i przygotowują się nie tylko do prowadzenia regularnych działań, ale również tych o charakterze asymetrycznym. Może leżąc w bezpośrednim obszarze oddziaływania Rosji, która stopniowo wchłania Białoruś również powinniśmy o tym pomyśleć? My chcielibyśmy w przyszłości wygrywać, a nie ponosić „romantyczne” porażki.

Jak zawsze, dajcie nam znać co myślicie w komentarzach lub na naszym profilu na twitterze. A jeśli chcecie otrzymywać informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb, zapiszcie się na nasz dwutygodniowy newsletter tutaj.

One thought on “Dlaczego Polska potrzebuje własnej Grupy Wagnera i Legii Cudzoziemskiej?

  1. (…)Zdradzimy Wam małą tajemnicę. Wiecie co polski wywiad robił w momencie wybuchu Euromajdanu? Osoby z kierownictwa odpowiedzialne za podejmowanie decyzji na kierunku wschodnim były wtedyna urlopie (i wcale go nie odwołały). Kiedy natomiast na Majdanie padały strzały, w budynku przy ul. Miłobędzkiej trwała impreza pożegnalna jednego z funkcjonariuszy…(…)
    Teraz chyba jednak przebilśmy dno… W okresie Czechy rzucają oskarżenie na Rosję za wysadzenie składu amunicji, a białoruskie służby porywają samolot z dysydentem polskie służby angażują się i to otwarcie… w nawalankę z prezesem Najwyższej Izby Kontroli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top