Dlaczego agent Tomek i CBA przegrali walkę z korupcją w Polsce? Cz. 2 – Rola operacji specjalnych w strategii antykorupcyjnej.

CBA_operacje specjalne

W pierwszej części artykułu analizowaliśmy różne metody walki z korupcją. Skupiliśmy się w szczególności na przypadku Singapuru, który osiągnął duże sukcesy na tym polu. Pokazywaliśmy różnice w sposobie funkcjonowania tamtejszego Biura Ścigania Praktyk Korupcyjnych (CPIB) i polskiego Centralnego Biuro Antykorupcyjnego, oraz bardzo dużą dysproporcję w skuteczności i efektywności pracy obydwu instytucji.

W części drugiej skupimy się przede wszystkim na roli operacji specjalnych w działaniu CBA. Naszym zdaniem wydział „przykrywkowców” nie jest wcale potrzebny do efektywnego zwalczania korupcji. Zbyt częste stosowanie tej metody prowadzi do zmniejszenia jej skuteczności. Operacje specjalne są ponadto bardzo ofensywnym narzędziem inwigilacji obywateli i powinny być stosowane z olbrzymim wyczuciem i rozwagą.

Operacje specjalne nie są potrzebne do tego, aby skutecznie walczyć z korupcją

Operacje prowadzone przez CBA nie są tak naprawdę elementem szerszej strategii antykorupcyjnej, a jedynie wybiórczymi uderzeniami w niejasno określane cele. Najlepszym tego przykładem jest stosowanie przez Biuro tzw. operacji specjalnych. Polegają one na uplasowaniu funkcjonariusza w określonym środowisku. Operuje on wtedy pod przybraną tożsamością i odpowiednio dobraną „legendą”, która nie wskazuje na jakikolwiek związek z organami ścigania. Tak działał m.in. agent Tomek.

Do tej pory zastanawiamy się po co w ogóle utworzono w CBA wydział zajmujący się tego typu operacjami? Przecież kraje, które znajdują się na czele indeksu percepcji korupcji sporządzanego przez Transparency International prowadzą skuteczną walkę z nadużyciami bez potrzeby wykorzystywania do tego celu „przykrywkowców”. Odpowiedź na to pytanie skrywa geneza powstania polskiej agencji antykorupcyjnej. Pomysł jej stworzenia zrodził się w głowach policjantów z otoczenia M. Kamińskiego. Dlatego tworząc nową służbę przenieśli oni znaną sobie strukturę i metody działania do nowej formacji. Skoro „przykrywki” działały w CBŚ to dlaczego nie spróbować ich przenieść do CBA?

Wyglądało to prawie tak, jakby pewnego dnia pod budynek, w którym swoją siedzibę miał policyjny Zarząd Operacji Specjalnych podjechała ciężarówka i zabrała znaczną część służących tam funkcjonariuszy do nowego miejsca pracy. Powód był prozaiczny: zdecydowanie większe zarobki. W CBA „przykrywkowcy” przekonali się też, że mogą liczyć na większe możliwości finansowania operacji, oraz rozszerzone kompetencje.

Na pakę wspomnianej ciężarówki załapał się m.in. agent Tomek, a także jego „prowadzący”, zwany „Pułkownikiem”. Do legendy przeszedł ponadto policjant, który niedługo po przejściu do CBA, zobaczył jak funkcjonuje nowa „firma” i… rzucił „kwitem” o emeryturę. Służba nie miała jednak stworzonych jeszcze wtedy odpowiednich regulacji w tym zakresie. W związku z tym wspomniany funkcjonariusz przez rok siedział w domu pobierając przy tym pełną pensję. Tyle trwały prace nad tym, aby kierownictwo sformalizowało przepisy dotyczące przechodzenia na emeryturę.

W ten sposób powstawały operacje specjalne w CBA. Rożnica pomiędzy tym jak funkcjonowały one w ramach CBŚ była następująca: więcej środków, lecz mniej obowiązujących procedur i doświadczenia instytucjonalnego. Efekt był prosty do przewidzenia: nadużywanie operacji specjalnych i brak profesjonalizmu w podejmowanych działaniach.

W tym kontekście należy podkreślić, że podstawową regułą warunkującą pracę „przykrywek” jest to, że takiego funkcjonariusza używa się jedynie w bardzo ściśle określonych warunkach, gdy:

  • Posiadana wiedza operacyjna wskazuje na to, że cel operacji jest groźnym przedstawicielem przestępczości zorganizowanej – istnieją informacje wskazujące na popełnianie przez niego poważnych naruszeń prawa, oraz zajmowanie wysokiej pozycji w hierarchii grupy.
  • Cel porusza się w bardzo hermetycznym środowisku. Pracuje tylko z zaufanymi ludźmi, którzy tworzą „mocną” ekipę. Przyjmuje się, że jej członkowie raczej nie pójdą na współpracę z Policją, są profesjonalistami i zachowują się bardzo ostrożnie – nie tykają np. narkotyków, a do komunikacji używają trudnych do „przechwycenia” rozwiązań.

W rozdziale VII książki „Przykrywkowcy: Agent Tomasz i inni” Bogdan Święczkowski przyznaje, że gdy za jego kadencji jako Szefa ABW utworzono w ramach tej służby Biuro Operacji Specjalnych, miało ono być używane jedynie w sprawach najcięższego kalibru, kiedy to zawiodą wszystkie inne metody zbierania dowodów. Przez lata funkcjonariusze, którzy w swojej karierze zetknęli się z pracą pod przykryciem tłumaczyli, że jest to bardzo kosztowna i zaawansowana metoda, która wymaga posiadania „godnego przeciwnika”.

Olbrzymia większość, jeśli nie wszystkie osoby dopuszczające się korupcji nie spełniają wyżej wymienionych kryteriów. Centralne Biuro Antykorupcyjne powinno zamiast tego zabiegać o zaufanie społeczne. Jeśli byłoby postrzegane jako instytucja sprawiedliwa, gwarantująca anonimowość i ochronę informatorów, to dlaczego pracujący również na rzecz państwa urzędnicy mieliby odmawiać współpracy z CBA? Jeśli burmistrz gminy X dopuścił się nadużyć, to z jakich powodów osoby z jego otoczenia miałyby nie chcieć udzielać odpowiedzi na pytania badających tę sprawę funkcjonariuszy publicznych?

Właśnie tak podchodzi się do kwestii prowadzenia postępowań w Singapurze. W Polsce problemem jest jednak to, że osoba pracująca w administracji w momencie zgłaszania korupcji musi liczyć się z reperkusjami ze strony przełożonych. Szczególnie narażeni na „dojazd” są funkcjonariusze służb mający wątpliwości odnoszące się do działania instytucji, w których pracują. Przykładem tego jest sprawa oficera SOP, który ujawnił wykorzystywanie przez marszałka Sejmu państwowego samolotu do prywatnych celów. Polityk, który dopuścił się nadużyć pozostaje do dziś bezkarny, a zarzuty usłyszał raportujący o nich funkcjonariusz.

Operacje specjalne nie rozwiązują jednak wymienionych wyżej problemów w zwalczaniu korupcji. Wydaje się, że w ich przypadku zwyciężyła możliwość prowadzenia w ten sposób inwigilacji określonych środowisk. Jeśli rzeczywiście walka z nadużyciami jest jedynie fasadą służącą wykorzystywaniu bardzo kosztownych, ofensywnych metod pracy operacyjnej do zbierania określonych informacji, należałoby właśnie to uznać za przejaw korupcji.

Konsekwencje nadużywania operacji specjalnych przez CBA

Stosowanie operacji specjalnych w sprawach, które mogłyby być bez przeszkód prowadzone za pomocą innych metod prowadzi do tego, że w środowisku przestępczym istnieje coraz większa wiedza na ich temat. Do tej pory rozpowszechniały ją głównie osoby wobec których wykorzystano funkcjonariusza „pod przykryciem”. CBA wprowadziło to zjawisko na inny poziom. Nie tylko poprzez nadużywanie tej formy pracy, ale przede wszystkim za sprawą wykorzystywania operacji specjalnych do spraw szczególnie narażonych na rozgłos medialny. Co więcej, zamiast dążenia do ukrycia wykorzystywanych w ich trakcie metod, udostępniano dziennikarzom „kuchnię” w imię próby udowodnienia z góry założonych tez.

Przypomina to walkę z głodem w Afryce za pomocą sprowadzenia tam światowej sławy kardiochirurgów, których na skutek takiego działania brakuje potem do wykonywania naprawdę skomplikowanych procedur. „Zgranie” operacji specjalnych zmniejsza ich skuteczność, gdyż przestępczość zorganizowana uczy się jak przeciwdziałać stosowanym przez służby metodom. Niedopuszczalnym jest też doprowadzenie do dekonspiracji funkcjonariusza operującego pod przykryciem, tak jak miało to miejsce w przypadku agenta Tomka.

Warto w tym miejscu wspomnieć o losie jaki spotkał swego czasu inne narzędzie stosowane w pracy operacyjnej – skrytą obserwację figuranta. W przeszłości była ona wykorzystywana jedynie w przypadkach podejrzeń o popełnienie najcięższych przestępstw i wyłącznie przez odpowiednio do tego przeszkolone zespoły. W pewnym momencie zaczęto jej jednak nadużywać.

Robili to np. „kryminalni”, którzy siłami własnego wydziału prowadzili obserwację dealerów handlujących małymi ilościami narkotyków. W konsekwencji metoda ta, a także stosujący ją ludzie i wykorzystywane przez nich pojazdy „opatrzyły się” w środowiskach przestępczych. Znacznie utrudniło to pracę policjantom rozpracowującym najgroźniejszych bandytów, którzy zaczęli nawet stosować tzw. „samokontrolę” w celu wykrycia obserwacji.

Niewłaściwe użycie operacji specjalnych przez CBA

Na służbach stosujących ofensywne metody pracy operacyjnej ciąży wielka odpowiedzialność, aby nie sprowokować uczciwego człowieka do popełnienia przestępstwa. Dlatego operacja specjalna jest swego rodzaju balansowaniem na granicy, która oddziela właściwe metody zbierania materiałów dowodowych od „namawiania” podejrzanego do naruszenia prawa i „wyprodukowania” w ten sposób przestępcy.

Świetny materiał do analizy tej kwestii dostarczyła sprawa Beaty Sawickiej. Pomimo iż jej postępowanie wyczerpywało de facto znamiona popełnienia przestępstwa, w oczach opinii publicznej stała się ona ofiarą intrygi wykreowanej przez służby na potrzeby polityczne. Sąd apelacyjny również przychylił się do tego, że posłanka przyjęła „łapówkę”. Uniewinnił ją jednak z powodu rażących uchybień jakich dopuściło się CBA w trakcie zbierania materiału dowodowego.

Głównymi argumentami podnoszonymi na niekorzyść służby było wszczynanie działań operacyjnych bez posiadania poszlak świadczących o możliwości popełnienia przez figurantkę przestępstwa, oraz właśnie sprowokowanie Beaty Sawickiej do przyjęcia korzyści majątkowej. Zadaniem dobrego „przykrywkowca” jest zbudowanie silnej relacji towarzyskiej z osobą rozpracowywaną. Jest to warunkiem niezbędnym w doprowadzeniu do przyznania się przez podejrzanego do popełnianych przez niego przestępstw. Granicą, której nie może jednak przekroczyć funkcjonariusz jest nakłanianie figuranta do podjęcia nielegalnych działań. Propozycja popełnienia przestępstwa musi zawsze wyjść ze strony bandyty, a nie „przykrywkowca”.

Agent Tomek popełnił w tym zakresie błąd. W pewnym momencie jego działania polegały wręcz na namawianiu figurantów do przekraczania prawa i przyjmowania korzyści majątkowych, aby potem złapać ich „na gorącym uczynku”. Tego typu podejście mogą stosować jedynie służby wywiadowcze wobec obcokrajowców, od których pragną uzyskać poufne informacje. Nie może ich jednak praktykować formacja antykorupcyjna, której celem są obywatele własnego kraju i to na dodatek w sytuacjach, w których brak jest wcześniejszych poszlak wskazujących na kryminalną przeszłość figuranta.

Częściowym wyjątkiem od tej sytuacji jest kombinacja operacyjna, w ramach której funkcjonariusz „pod przykryciem” uczestniczy w „nagranym” wcześniej tzw. zakupie kontrolowanym. Nawet wtedy służba musi zachować jednak ostrożność i postępować w sposób odpowiedzialny. Nie można np. dostarczyć drobnemu handlarzowi narkotykami podstaw do tego, aby sądził, że znalazł w osobie „przykrywkowca” „jelenia”, który nieroztropnie wydaje pieniądze. Taki przestępca może wtedy zapożyczyć się na „towar”, którego sam nie posiada u kilkunastu innych handlarzy. Tworzy w ten sposób pozory bycia „grubym gangusem”, którym faktycznie jednak nie jest.

Doprowadzając do tego typu sytuacji Policja tak naprawdę nie łapałaby groźnych przestępców „na gorącym uczynku”, lecz sama by ich kreowała. Oprócz tego, wspomniany scenariusz zakupu kontrolowanego i tak nie powinien dojść do skutku bez posiadania wcześniejszych informacji potwierdzających, że druga strona regularnie handluje narkotykami.

Mając za sobą sztab ludzi, nieograniczone środki i czas, można „złamać” prawie każdego obywatela. Jeśli nie proponując mu pieniądze to np. tak manipulując uczuciami, aby skłonić daną osobę do podjęcia określonych działań. Ale czy na pewno pożądanym jest, aby służba antykorupcyjna podstawiała figurantom funkcjonariuszy, których zadaniem jest rozkochać ich w sobie, aby za wszelką cenę nakłonić potem tych ludzi do popełniania przestępstw?

My sądzimy, że podobnych metod można używać jedynie wobec obcokrajowców w sytuacjach istotnych dla bezpieczeństwa państwa. Na pewno nie przeciwko Polakom. W związku z tym, powinny być one zarezerwowane dla wywiadu, a nie CBA. Pamiętajmy też o tym, że operacje specjalne są bardzo kosztowne. Dlatego ich miejsce jest tam, gdzie zagrożenie stwarzane przez figuranta jest na tyle groźne dla społeczeństwa, że ponoszenie przez nie wysokich kosztów takich działań operacyjnych jest uzasadnione.

Jak Wam się podobała druga część artykułu? W trzeciej odsłonie omówimy kolejne błędy popełniane przez CBA i czynniki warunkujące skuteczną walkę z korupcją.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem naszego profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top