Dlaczego Agent Tomek i CBA przegrali walkę z korupcją w Polsce? Cz. 1

Centralne Biuro Antykorupcyjne

Korupcja była i nadal niestety jest poważnym problemem w Polsce. Główną bronią w zwalczaniu tego zjawiska miało być utworzone w 2006 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne. Po piętnastu latach funkcjonowania wspomnianej instytucji nadal budzi ona kontrowersje, a ocena jej działania jest często warunkowana preferencjami politycznymi. Spróbujmy więc na chwilę oderwać się od bieżących sporów i porównać funkcjonowanie CBA do działania Biura Ścigania Praktyk Korupcyjnych (Corrupt Practices Investigation Bureau – CPIB), czyli singapurskiego odpowiednika polskiej służby.

Czemu akurat takie zestawienie? Ponieważ okres brytyjskiej kolonizacji postawił Singapur przed podobnym wyzwaniem do tego, z którym zmierzyć musiała się Polska w 2005 roku. Szalejącą korupcję należało ograniczyć dysponując relatywnie słabym otoczeniem instytucjonalnym, które miało ulec jednoczesnej przebudowie. Po odzyskaniu niepodległości władze Singapuru zapowiedziały, podobnie jak swego czasu rząd RP, zdecydowaną walkę z korupcją.

Podjęte w latach 60-tych przez azjatyckie państwo-miasto działania okazały się trafne. Już w 1995 roku, kiedy to ukazała się pierwsza edycja indeksu percepcji korupcji tworzonego przez Transparency International Singapur zajął w nim bardzo wysokie trzecie miejsce. Od tego czasu nieprzerwanie znajduje się on w czołówce zestawienia, a CPIB uważane jest za główny element tego sukcesu. Postaramy się zatem odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: czemu Agentowi Tomkowi nie udało się powtórzyć znakomitych wyników Singapuru?

Być może niektórzy będą próbowali przekonać nas do tego, że walka z korupcją została w Polsce wygrana, ale… spójrzmy na liczby. W 2007 roku nasz kraj zajmował 61 miejsce we wspomnianym indeksie percepcji korupcji publikowanym przez Transparency International. W roku 2009 zanotowaliśmy największy skok, plasując się na miejscu 49-tym. W kolejnym roku awansowaliśmy na miejsce 45-te. Dane z kolejnych lat pokazują jednak, że od tego czasu praktycznie przestaliśmy walczyć z korupcją.

W 2020 roku uplasowaliśmy się… ponownie na 45 miejscu. Wynik Polski utrzymuje się na bardzo podobnym poziomie od roku 2012 kiedy to zmieniono skalę, na jakiej Transparency International przedstawia wyniki. Obecny rezultat – 58 pkt sytuuje nas poniżej średniej unijnej (66 pkt.) i jest jedynie 9 pkt. wyższy od wyniku Białorusi (!), która zdobyła 47 pkt. Wydaje nam się jednak, że w powszechnym mniemaniu Polaków różnica pomiędzy standardami rządzącymi Mińskiem, a Warszawą jest jednak znacznie większa.

Na czym polega korupcja?

Naszym zdaniem, obraz korupcji w Polsce jest częściowo zakrzywiony przez ograniczoną świadomość tego, czym tak naprawdę jest korupcja. Operacje CBA zdają się sprowadzać to zjawisko w znacznej mierze do przyjmowania „łapówek” przez polityków. Jednak według Transparency International korupcja oznacza szeroko pojęte nadużywanie powierzonej władzy dla odniesienia prywatnych korzyści. Występuje ona więc w różnych formach, z których najczęstszymi są:

  • Sprzeniewierzanie publicznych dóbr i środków.
  • Wręczanie łapówek.
  • Klientelizm. Faworyzowanie osób nie ze względu na ich kwalifikacje, lecz z uwagi na ich koneksje i powiązania polityczne.
  • Nepotyzm. Preferencyjne traktowanie wybranych obywateli z powodu ich powiązań rodzinnych i towarzyskich.
  • Sytuacje, w których dochodzi do konfliktu interesów. Skutkiem tego jest to, że działanie na rzecz państwa, ustępuje miejsca osobistym korzyściom.
  • Nadużycia popełnianie przy okazji organizowania zakupów publicznych.

W związku z tym, walka z korupcją powinna obejmować nie tylko zwalczanie „łapówkarstwa”, ale również innych wymienionych przez nas wyżej patologii. Wszystkie one łamią bowiem niepisaną umowę społeczną, w ramach której środki publiczne powinny być wykorzystywane do tego, aby zwiększać jakość życia obywateli, a nie do osiągania osobistych korzyści. Charakterystycznym zjawiskiem towarzyszącym korupcji jest często spotykany w polskim sektorze publicznym brak przejrzystości w działaniu poszczególnych instytucji. Ułatwia on ukrycie takich zjawisk jak nepotyzm, czy klientelizm.

Według Transparency International wręczenie łapówki jest jednak tak samo szkodliwe jak przyjęcie na szkołę oficerską syna generała wyłącznie na podstawie jego powiązań rodzinnych. Znaczna część polskiej administracji nie podchodzi jednak do tego w ten sam sposób. Podczas gdy przyjmowanie korzyści majątkowych spotyka się z powszechnym potępieniem, to „pomoc” rodzinie nie jest już traktowana tak jednoznacznie. Nepotyzmu broni (!) w swoich książkach chociażby Vincent Seversky. W służbach żartuje się nawet czasem, że nazwiska legalizacyjne służą tak naprawdę do ukrycia powiązań osobistych pomiędzy funkcjonariuszami.

Podejście polskiego społeczeństwa do korupcji można zaobserwować na przykładzie grupy czytelników byłego oficera AW, którzy zdają się zgadzać z argumentami dotyczącymi nepotyzmu przedstawianymi przez V. Severskiego. Broniąc pozytywnej roli jaką miałyby rzekomo pełnić tego typu praktyki podczas procesu rekrutacji do służby, większość osób nie zdaje sobie jednak sprawy z realiów pracy w administracji i powstających w ten sposób patologii. Najbardziej tracą na tym osoby pozbawione koneksji. Z jednej strony nie mogą one liczyć na preferencyjne traktowanie, a z drugiej ich sukcesy mogą być deprecjonowane twierdzeniem, że „na pewno jego wujkiem jest X”.

Powstaje wtedy pytanie jak przeprowadzić sprawiedliwą ewaluację pracowników, skoro większość z nich jest przekonana o tym, że o ich karierze decydują „układy”, a nie ich zaangażowanie i odnoszone sukcesy? Co więcej, istnieje też grupa funkcjonariuszy i żołnierzy, która albo nie widzi nic niestosownego w „załatwianiu” pracy członkom swoich rodzin, czy przyznawaniu awansów znajomym, albo podchodzi do tego „z przymrużeniem oka”. Ciekawi nas, czy zastanawiają się oni jak też udało się zbudować sprawne wojsko i służby bez stosowania nepotyzmu chociażby w Stanach Zjednoczonych?

W związku z tym, naszym zdaniem walkę z korupcją należałoby zacząć od edukacji i zmiany świadomości osób zatrudnianych w sektorze publicznym. W Singapurze jeden z wysokich urzędników przyłapany na korupcji popełnił samobójstwo w obawie nie przed więzieniem, lecz właśnie napiętnowaniem społecznym. Dlatego agent Tomek powinien rozpocząć swoją pracę od edukacji i wprowadzania zasad transparentności do sposobu funkcjonowania służb.

Warto zadać sobie pytanie, czy np. dobór prowadzonych przez CBA spraw nie faworyzuje jednych środowisk kosztem drugich? Albo czy przyznawanie funkcjonariuszom premii w wysokości 20 tys. PLN za operacje, które wywołały burzę medialną w pożądanym momencie, lecz „rozpadały się” na etapie postępowania sądowego nie jest formą klientelizmu? Walka z nepotyzmem, klientelizmem, czy rozmaitymi konfliktami interesów spotykanymi w sektorze bezpieczeństwa na pewno podniosłaby jego sprawność. W następnej kolejności podobne działania należałoby roztoczyć na całą administrację publiczną.

Różne podejścia do walki z korupcją

Istnieją różne podejścia do walki z korupcją. Kraje takie jak Dania, Szwecja, Finlandia i Nowa Zelandia, dysponujące sprawnym otoczeniem instytucjonalnym oparły swoje zmagania o szereg oddolnych inicjatyw. Polegają one na zagwarantowaniu otwartości i przejrzystości działania sektora publicznego, wsparciu aktywizmu i budowie zaufania społecznego, rozwoju wolnych mediów, wprowadzaniu kodeksów postępowań i przykładaniu uwagi do osobistej odpowiedzialności urzędników za podejmowane decyzje. Wspomniane państwa osiągnęły w ten sposób sukces, w wyniku którego od lat zajmują czołowe miejsca w rankingu percepcji korupcji, tworzonym przez Transparency International.

Z kolei wiele krajów azjatyckich, dysponujących mniej wydajnym aparatem państwowym i niższym poziomem kapitału społecznego zdecydowało się na utworzenie dedykowanych agencji przeznaczonych do zwalczania korupcji. Podejście takie nazywane jest czasem odgórnym. Za wzór do naśladowania w tej grupie uchodzą zwłaszcza Singapur i Hong-Kong. Na drugim biegunie znajdują się Korea Południowa, Chiny, czy Filipiny, które okazały się znacznie mniej skuteczne w zakresie walki z nadużyciami.

Najgorszym podejściem jest jednak trzecie rozwiązanie, polegające na powierzeniu zwalczania korupcji jednej lub większej ilości instytucji, dla których działania takie są jedynie jednym z wielu różnych zadań. W takich przypadkach starania o ograniczenie nadużyć władzy nie są traktowane priorytetowo i okazują się nieskuteczne z uwagi na niewystarczające finansowanie i brak odpowiedniej woli politycznej.

Analizując więc politykę w zakresie korupcji prowadzoną przez inne kraje, sam pomysł utworzenia CBA należy ocenić pozytywnie. Błędem było jednak pozostawienie walki z nadużyciami władzy wśród zadań innych formacji, a także podtrzymywanie wadliwego działania wewnętrznych komórek nadzoru w poszczególnych służbach. Funkcjonują one praktycznie wszędzie: od Straży Pożarnej, poprzez Straż Graniczną, Policję, a kończąc na służbach specjalnych. Doświadczenia innych państw pokazują z kolei, że dana formacja nie jest w stanie sama oczyścić się z korupcji z uwagi na fundamentalne konflikty interesów, jakie towarzyszą tego typu sytuacjom.

Niepokojąca jest również nieumiejętność wyciągania wniosków z dotychczasowych doświadczeń. W ostatnim czasie pojawiły się np. informacje mówiące o utworzeniu Biura Spraw Wewnętrznych Służby Więziennej, które miałoby funkcjonować na wzór swego odpowiednika w Policji. O nieskuteczności i kontrowersjach związanych z działaniem BSW pisaliśmy w jednym z ostatnich artykułów.

Ponadto, tworząc CBA należało mieć na względzie dwa zagrożenia wiążące się z jego powstaniem. Jest to przede wszystkim ryzyko przeistoczenia się takiej instytucji w organ używający walki z korupcją, oraz swoich szerokich uprawnień do celów politycznych. Stało się tak m.in. w Kambodży, Pakistanie, Chinach, Indonezji, Malezji i Wietnamie. Z drugiej strony, powołane do walki z korupcją w Tajlandii Narodowe Biuro do Walki z Korupcją, czy południowo-koreańska Niezależna Komisja Antykorupcyjna okazały się jedynie „wydmuszkami”, gdyż nie zapewniono im odpowiednich uprawnień, finansowania lub zasobów ludzkich.

Z tego co wiemy, CBA w pewnym momencie zakupiło nawet spadochrony dla swoich funkcjonariuszy, a „legendowanie” funkcjonariuszy odbywało się tam „na grubo”. Nie udało nam się niestety ustalić, czy plan „rozpracowania” niektórych figurantów obejmował desant z powietrza, ale jesteśmy pewni, że akurat na finansowanie to funkcjonariusze Biura narzekać nie mogli 😉 Przyjrzyjmy się zatem temu jak walkę z korupcją prowadzono w Singapurze, a potem porównamy to z działaniami „naszego” Agenta Tomka, aby odpowiedzieć sobie na pytanie o skuteczność i ewentualne upolitycznienie CBA.

Jak Singapur walczy z korupcją?

Świadomość dotycząca konieczności uporania się z korupcją narastała w Singapurze już podczas brytyjskich rządów kolonialnych. Pierwsze ustawodawstwo antykorupcyjne uchwalono tam już w 1937 roku. Jednak walkę z tym zjawiskiem powierzono początkowo Policji. Dopiero skandal jaki wybuchł w 1951 roku w związku z kradzieżą i importem opium, oraz ujawnieniem zaangażowania w oba procedery policjantów doprowadziły do utworzenia w 1952 roku Biura Ścigania Praktyk Korupcyjnych (CPIB).

Zajmuje się ono zwalczaniem korupcji w sektorze publicznym i prywatnym, włączając w to służby mundurowe. Singapurczycy doszli do wniosku, że Policja nie jest instytucją właściwą w zakresie ścigania korupcji ze względu na to, że:

  • Nie posiada ku temu wystarczających sił i środków.
  • Ma inne priorytety. Ściganie przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, zawsze będzie wyprzedzać w hierarchii zagrożeń, z jakimi ma do czynienia Policja korupcję.
  • Policja nie jest w stanie sama oczyścić się ze skorumpowanych policjantów.

Wzorując się na doświadczeniach Singapurczyków CBA powinno być więc jedyną służbą zajmującą się zwalczaniem szeroko pojętej korupcji w każdym obszarze sektora publicznego i prywatnego. Tymczasem zadania nowej polskiej służby zostały nieformalnie zawężone do ścigania korupcji w jej najprostszej formie wśród urzędników, czyli przyjmowania przez nich korzyści majątkowych w zamian za „załatwienie” danej sprawy. Ponadto, formacje które przed utworzeniem CBA miały pośród swoich zadań ściganie przestępstw korupcyjnych, utrzymały swoje kompetencje. Sprawia to, że walka z różnymi formami nadużyć władzy tak naprawdę nadal nie ma charakteru systemowego.

Każdy kto służył w Wojsku Polskim zdaje sobie np. sprawę z tego jak „efektywnie” z „układami”, kolesiostwem i zatrudnianiem własnych rodzin (nie)radzi sobie SKW. Polska nigdy nie upora się z korupcją, jeśli „mundurówka” będzie bastionem klientelizmu, nepotyzmu i różnego rodzaju konfliktów interesów. Z kolei niska skuteczność organów kontroli wewnętrznej w poszczególnych formacjach skłania ku poszukiwaniu alternatywnych rozwiązań.

Przykład Singapuru pokazuje również, że aby rozbudowane kompetencje CPIB zostały właściwie spożytkowane na skuteczną walkę z korupcją, instytucja taka musi cieszyć się reputacją wiarygodnej, bezstronnej i profesjonalnie działającej formacji. Co to oznacza?

  • Zawiadomienia pochodzące od obywateli powinny być podstawą walki z korupcją. W związku z tym, należy maksymalnie ułatwić ich składanie.
  • Agencja walcząca z korupcją powinna również dbać o ochronę i poufność sygnalistów i informatorów, którzy nie mogą obawiać się retorsji związanych ze złożeniem zawiadomienia o możliwej korupcji.
  • Skuteczność. Regulacje antykorupcyjne muszą być efektywnie wprowadzane w życie wobec wszystkich podejrzanych niezależnie od ich powiązań, statusu i sympatii politycznych.
  • Wsparcie instytucjonalne działań antykorupcyjnych. Samo utworzenie formacji zajmujące się ściganiem korupcji nie jest lekiem na całe zło. Taka instytucja musi jeszcze posiadać wsparcie ze strony innych instytucji.
  • Bezstronność. Obywatel musi mieć poczucie, że składane zawiadomienia są rozpatrywane w sposób sprawiedliwy. Nie może mieć również wątpliwości dotyczących ewentualnego nadużywania przez formację antykorupcyjną uprawnień.
  • Profesjonalizm działania, czyli przede wszystkim adekwatne stosowanie właściwych metod walki z korupcją. W Polsce nadużywane do tego celu są np. operacje specjalne.
Biuro Ścigania Praktyk Korupcyjnych Singapur
Siedziba Biura Ścigania Praktyk Korupcyjnych w Singapurze.

Zawiadomienia obywateli i postępowania wstępne jako fundament walki z korupcją

CPIB zyskało powszechne zaufanie i szacunek społeczeństwa m.in. tym, że badało bardzo wysoki odsetek zawiadomień składanych przez obywateli, niezależnie od tego, jakich dotyczyły one kwot (biuro rozpoznawało sprawy, które oscylowały w granicach 2 – 13 850 000 USD). Dzięki temu Singapurczycy mają poczucie, że każde podejrzenie korupcji zostanie należycie rozpoznane. Składające zawiadomienie osoby posiadają również przekonanie dotyczące autentycznej woli walki z korupcją ze strony państwa. Gwarantuje ono sygnalistom anonimowość i odpowiednią ochronę przed ewentualnymi konsekwencjami ujawnienia nadużyć.

Położenie nacisku na zawiadomienia pochodzące od obywateli jako podstawowego mechanizmu decydującego o alokacji sił i środków CPIB powoduje, że decyzje odnośnie tego, czym mają zajmować się funkcjonariusze przekazywane są w ręce społeczeństwa. To z kolei minimalizuje wpływ polityków i kadry kierowniczej na podejmowanie decyzji dotyczących zainteresowań służby. Zapobiega też ewentualnym próbom zwalczania korupcji jedynie w wybranych środowiskach. Wspomniany mechanizm pomaga również CPIB zachować bezstronność i apolityczność.

Singapurskie biuro antykorupcyjne można ponadto uznać za instytucję wyważoną, gdyż kładzie ono równorzędny nacisk na trzy zasadnicze funkcje, jakie powinna pełnić taka formacja. Należą do nich: wstępne rozpoznawanie spraw dotyczących korupcji, prowadzenie rozpoczętych na tej podstawie śledztw, oraz bazująca na doświadczeniach i studiach przypadku kontrola obowiązujących praktyk i procedur w celu minimalizacji prawdopodobieństwa zaistnienia zjawisk korupcyjnych.

Innymi zaletami systemu, w którym obywatele mogą w sposób łatwy i bezpieczny składać zawiadomienia dotyczące popełnianych nadużyć są:

  • Lepsze zrozumienie przez CPIB skali nadużyć w przekroju całego państwa. Zwalczanie ich może mieć przez to charakter systemowy i nie jest ograniczone do wybranych obszarów.
  • Kontrola pracy funkcjonariuszy. Każdy zgłoszony przypadek musi być zbadany, a odmowa wszczęcia postępowania uzasadniona. Nakłada to pewną odpowiedzialność na urzędników zajmujących się walką z korupcją, Nie mogą oni sami decydować o tym, jakie sprawy będą prowadzone w oparciu jedynie o własne, niejasne kryteria.
  • Wzrost wykrywalności, która jest podstawą walki z korupcją. Zjawisko to nie różni się pod tym względem od morderstw, kradzieży, czy wymuszeń. Jeśli obywatele z jakiś powodów obawiają się zgłaszać przestępstwa, Policja nigdy nie będzie w stanie w pełni ich zwalczyć.

Podobny system funkcjonuje również w Wielkiej Brytanii. Tamtejsze Serious Fraud Office otrzymuje sygnały o potencjalnych nadużyciach od ofiar, sygnalistów, firm, innych organów ścigania, a nawet z mediów. Informacje te są następnie analizowane przez zespół złożony z wywiadowców, prawników, analityków, śledczych, oraz specjalistów od wywiadu finansowego. Komórka operacyjna prowadzi ponadto własne rozpoznanie wybranych środowisk pod kątem potencjalnych przypadków oszustw i korupcji. To ostatnie jest jednak jedynie uzupełnieniem, a nie podstawą funkcjonowania systemu.

W Polsce nastąpiło odwrócenie priorytetów CBA

Z kolei w CBA liczba prowadzonych postępowań przygotowawczych kształtuje się na podobnym poziomie co ilość spraw operacyjnych, z których zapewne większość polega na utrzymywaniu niejawnych informatorów. Problem polega na tym, że formacja antykorupcyjna to nie agencja wywiadowcza. Wyobraźmy sobie co by było gdyby Policja zajmowała się przede wszystkim werbunkiem źródeł, a nie ściganiem i zapobieganiem przestępstwom. W przypadku gdyby np. pobito Was pod domem i skradziono samochód, funkcjonariusz nie zajmowałby się tą sprawą do momentu pozyskania kolejnego źródła. Kompletne odwrócenie priorytetów.

Obowiązujące w Polsce przyzwolenie na to, aby służby „same” znajdowały sobie „sprawy” prowadzi również do rozmaitych patologii. Jedną z nich jest będące tajemnicą poliszynela lokowanie oficerów w spółkach skarbu państwa lub innych obszarach administracji. CBA nie jest zapewne pod tym względem wyjątkiem.

Obecność funkcjonariuszy na niejawnych etatach tłumaczy się zwykle koniecznością ochrony interesów ekonomicznych państwa. Brzmi to mądrze, tylko… po co oficer instytucji odpowiedzialnej za walkę z korupcją ma zajmować stanowisko w państwowej firmie? Aby raportować o korupcji? Przecież w dobrze funkcjonującym państwie mógłby to zrobić każdy inny pracownik. Co więcej, jeśli CBA miałoby np. sygnały dotyczące korupcji w spółce X może wezwać jej pracowników na przesłuchanie, czy poprosić o udostępnienie dokumentów firmy.

Prawda jest jednak taka, że etaty zewnętrzne są jednymi z najbardziej „łakomych kąsków” dla funkcjonariuszy służb. Wiążą się one zwykle ze znacznie wyższym wynagrodzeniem i ograniczoną odpowiedzialnością. Dlatego służą często do wynagradzania „swoich” lub stanowią „ciepłą posadkę” dla osób zajmujących wcześniej kierownicze stanowiska w służbach.

Ale zaraz, zaraz… Czy nie jest to przypadkiem przejaw klientelizmu i konfliktu interesów, które to przecież Transparency International klasyfikuje właśnie jako formę korupcji? Jest to jeden z przykładów na to, dlaczego służby nie mogą być pozbawione nadzoru. Podstawą działania CBA powinny być zgłoszenia pochodzące od obywateli, uzupełnione jedynie pracą operacyjną.

Istotną rolę społeczeństwa w zwalczaniu korupcji podkreślił również były Premier Singapuru – Lee Kuan Yew, który uważał że czujni obywatele skłonni zgłaszać wszystkie przypadki nadużyć, oraz potępiający takie zachowanie do tego stopnia, że osoby skazane muszą liczyć się z tak silnym ostracyzmem, że poczucia wstydu nie jest w stanie zmyć nawet pobyt w więzieniu.

Wątpliwa skuteczność CBA

Działania CPIB charakteryzuje bardzo wysoka skuteczność. W latach 2014-2018 Biuro mogło pochwalić się 98% odsetkiem osób skazanych w prowadzonych postępowaniach. Polskie służby tradycyjnie nie udostępniają takich informacji, lecz można przypuszczać, że skuteczność naszego biura antykorupcyjnego jest znacznie niższa.

Co więcej, statystyki udostępniane przez CBA wskazują na szereg niepokojących zjawisk:

  • W ciągu jednego roku (2018) polska służba, dysponująca ponad tysiącem funkcjonariuszy zarejestrowała jedynie 442 przypadki przestępstw korupcyjnych. Dla porównania zatrudniające w 2000 roku 84 osoby CPIB zarejestrowało wtedy 991 przypadków przestępstw korupcyjnych. I to w kraju, którego ludność stanowi ułamek mieszkańców Polski.
  • 97% wszystkich zarejestrowanych w 2018 roku przypadków korupcji zostało zanotowanych przez Policję. Pozostałe 3% przypadają łącznie na CBA, Prokuraturę, Straż Graniczną, ABW i Żandarmerię Wojskową.
  • W 2018 roku wszczęto w Polsce 1782 postępowania przygotowawcze, z czego aż 1537 wszczęła Policja. CBA rozpoczęło jedynie 74 (!) postępowania przygotowawcze, czyli ledwie kilka więcej niż Straż Graniczna, która ma wiele innych zadań mających dla niej znacznie wyższy priorytet.
  • Najwięcej postępowań wszczętych przez CBA w 2018 roku opierało się na materiałach wyłączonych z innych spraw. Polska służba rozpoczęła jedynie 24 postępowania w oparciu o zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. W przytoczonym wcześniej 2000 roku, CPIB wszczęło za to 515 takich postępowań.


Przytoczone wyżej statystyki dowodzą tego, że twierdzenie jakoby CBA było główną służbą antykorupcyjną w Polsce jest w dużej mierze iluzją. Jest nią nadal Policja, oprócz której korupcją zajmuje się jeszcze kilka innych instytucji. W teorii więc wprowadzono w naszym kraju rozwiązanie na wzór Singapuru, lecz w praktyce wybrano opcję, która według ekspertów oceniana jest jako najmniej skuteczna w walce z nadużyciami władzy. Z większością przypadków tego zjawiska muszą mierzyć się służby, dla których jego zwalczanie nie jest priorytetem (Policja, Prokuratura, ABW, ŻW, SG). Nie mają one więc wystarczającego finansowania, potencjału ludzkiego, ani wsparcia politycznego, które to są niezbędne w skutecznym zwalczaniu korupcji.

CBA jest z kolei dobrze dofinansowaną (jak na krajowe realia) i skrajnie nieefektywną służbą nastawioną na „robienie” kilku dużych, medialnych spraw w ciągu roku. Dlaczego tak jest? Naszym zdaniem winna jest typowa dla działania rodzimej administracji „partyzantka”. Z tego co wiemy pomysł stworzenia CBA powstał w gronie kilku policjantów z otoczenia M. Kamińskiego, którzy wyczuli sprzyjający klimat polityczny dla powstania takiej instytucji. Jej tworzeniu nie towarzyszyły jednak nawet pobieżne analizy zjawiska korupcji, nie mówiąc już o opracowaniu jakiejkolwiek strategii walki z nadużyciami.

Przytoczone przez nas powyżej dane wskazują również na to, że według CBA finałem prowadzonej sprawy jest dokonanie zatrzymania (najczęściej połączonego z „pompą” medialną), a nie skazanie osoby dopuszczającej się korupcji. Jest to skrajnie nieodpowiedzialne postępowanie, gdyż prowadzi z jednej strony do uniewinniania przestępców, co do których CBA nie jest w stanie zebrać odpowiedniego materiału dowodowego.

Z drugiej zaś strony, narusza podstawowe swobody obywateli, którzy zostają najpierw publicznie napiętnowani, aby następnie zostać oczyszczonymi przez sąd ze stawianych im zarzutów. W niektórych przypadkach osoby takie są nawet czasowo osadzane w tzw. „areszcie wydobywczym”, na co wskazuje historia biznesmena Przemysława Krycha. Spędził on w więzieniu kilka miesięcy, a akt oskarżenia przeciwko niemu trafił do sądu dopiero po trzech latach od zatrzymania. Tego typu wydarzenia po prostu nie mogą mieć miejsca w poważnym państwie.

Sposób prowadzenia przez CBA postępowania przeciwko Przemysławowi Krychowi powinien zostać dogłębnie zbadany przez inną formację. Jeśli zarzuty stawiane przez biznesmena pod adresem służby antykorupcyjnej potwierdzą się, funkcjonariusze odpowiedzialni za prowadzenie jego sprawy powinni ponieść co najmniej konsekwencje dyscyplinarne.

Pamiętajmy też, że nie wszystkie przypadki korupcji muszą znaleźć swój finał w sądzie. Jeśli Dyrektor CPIB po konsultacji z prokuraturą dojdzie do wniosku, że nie istnieje wystarczająca ilość dowodów, aby doprowadzić do oskarżenia i skazania podejrzanego w sądzie, kontaktuje się on z przełożonym winnego w celu wymierzenia mu kary dyscyplinarnej. Takie środki stosowane są również w przypadku drobnych nadużyć.

Jak Wam się podobała pierwsza część artykułu? W drugiej odsłonie omówimy kolejne błędy popełnione przez CBA i Agenta Tomka. Zastanowimy się również, czy prowadzenie operacji specjalnych na potrzeby zwalczania korupcji ma w ogóle sens.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem naszego profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top