Czym zajmuje się Biuro Spraw Wewnętrznych Policji? Czyli dlaczego wewnętrzne organy kontroli w służbach nie działają. Cz. 2

Biuro Spraw Wewnętrznych Policji

W pierwszej części cyklu dotyczącego pracy Biura Spraw Wewnętrznych Policji opisaliśmy historię funkcjonariusza CBŚ, który prowadził śledztwo w sprawie korupcji w wymiarze sprawiedliwości i organach ścigania. Naszym zdaniem jego losy pokazująpięć głównych problemów związanych z działalnością „wewnętrznych”. Są to: zajmowanie się drobnymi nadużyciami przy jednoczesnej tendencji do pomijania poważnych przestępstw, niska skuteczność Biura, uczestnictwo w toczącej się nieustannie rywalizacji o wpływy, pozostałości mentalności PRL oraz nadużywanie uprawnień i metod pracy.

To właśnie te objawy złego funkcjonowanie BSW Policji wpływają na jego negatywne postrzeganie wśród policjantów. Rzutują również na narastające przekonanie funkcjonariuszy o tym, że to nie sprawiedliwość i racja stanu są najważniejsze, a interesy poszczególnych grup. No bo jeśli państwo nie jest w stanie skonstruować prawidłowo funkcjonującego organu nadzoru nad Policją, to jak można oczekiwaćod niego tego, że stworzy również sprawne służby mundurowe?

BSW ma tendencję do zajmowania się drobnymi nadużyciami, przy jednoczesnym pomijaniu poważnych spraw

Nieprawidłowości popełniane w służbach dzielą się z reguły na cztery główne kategorie:

  • Drobne przewinienia, np.: źle prowadzona dokumentacja, łapówki za odstąpienie od wypisania mandatu, zażywanie narkotyków, sprawdzenie w bazie byłej dziewczyny.
  • Sprawy dotyczące mobbingu funkcjonariuszy, które są jednak bardzo rzadko zgłaszane.
  • Nieprawidłowości ze strony kierownictwa służb.
  • Poważne sprawy korupcyjne związane ze współpracą funkcjonariuszy z przestępczością zorganizowaną, czy przekazywaniem im poufnych informacji.

Spraw należących do pierwszej kategorii jest najwięcej i najłatwiej jest doprowadzić w nich do skazania. Podejrzenia o mobbing lub wręcz molestowanie są bardzo rzadko zgłaszane przez ofiary, po części dlatego że większość funkcjonariuszy nie ma zaufania do wewnętrznych komórek kontrolnych. Z kolei nieprawidłowości, których dopuściłoby się kierownictwo służb są chyba jeszcze cięższe do wyjaśnienia. Funkcjonariusz zgłaszający podobne wątpliwości znajduje się w sytuacji dalece posuniętej dysproporcji władzy formalnej i nieformalnej w stosunku do przełożonych. Dlatego zdaje sobie sprawę z tego, że to on zostałby prawdopodobnie ofiarą takiego postępowania.

Należy założyć że organy nadzoru znajdujące się wewnątrz danej formacji będą w mniejszym lub większym stopniu zależne od osób nią zarządzających. Dlatego bardzo ciężko oczekiwać od nich wyjaśniania nieprawidłowości jakich dopuściło się kierownictwo. Potwierdza to utworzenie w 2018 roku Biura Nadzoru Wewnętrznego w MSWiA, którego jednym z głównych zadań jest właśnie wykrywanie nieprawidłowości wśród kierownictwa Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Ochrony Państwa. Co jednak ze służbami specjalnymi?

Z kolei prowadzenie spraw dotyczących współpracy funkcjonariuszy z przestępczością zorganizowaną:

  • Jest trudne i wymaga dużego doświadczenia i kompetencji, ponieważ osoby decydujące się na przejście „na drugą stronę” znają metody działania Policji.
  • Wymaga wykorzystania znacznych zasobów do zbierania materiału dowodowego.
  • Wiąże się z ryzykiem, że sprawa będzie posuwać się bardzo wolno, a krótkoterminowe efekty będą bardzo ograniczone.

Biorąc powyższe uwarunkowania pod uwagę, utworzenie BSW w ramach struktur Policji było podstawowym błędem poczynionym już na etapie jego tworzenia. Kodeks postępowania karnego, który zobowiązuje „bezpieczniaków” do zajęcia się każdym przestępstwem popełnianym przez funkcjonariuszy oraz wewnętrzne uwarunkowania instytucjonalne sprawiają, że Biuro Spraw Wewnętrznych miało z założenia zajmować się przestępstwami ciężkiego kalibru, a w praktyce znaczna większość jego pracy skupia się na drobnych nadużyciach.

Ściga się głównie relatywnie niewielkie wykroczenia stwarzające niskie zagrożenie dla funkcjonowania Policji. Samo BSW wśród swoich priorytetów na 2021 rok wymienia działania w obszarze kontroli ruchu drogowego, bezpieczeństwa informacji i nielegalny obrót oraz zażywanie narkotyków przez policjantów. Z kolei przestępstwa, które cechuje bardzo duża szkodliwość dla służby, gdyż niszczą wewnętrzną kulturę organizacyjną i morale funkcjonariuszy (mobbing), niosą za sobą zagrożenia dla bezpieczeństwa formacji (współpraca policjantów z przestępczością zorganizowaną), lub wręcz całego państwa (nadużycia kierownictwa) są praktycznie niemożliwe do wyjaśnienia.

Niska skuteczność BSW

Według danych udostępnionych przez BSW w 2020 roku postawiono zarzuty 269 policjantom. Największa liczba przestępstw, o które oskarżono funkcjonariuszy to te, które zostały popełnione przeciwko działalności instytucji państwowych i samorządowych. Najliczniejszą grupę stanowią wśród nich czyny o charakterze korupcyjnym. Drugą najczęstszą kategorię zarzutów stanowią nadużycia związane z ochroną informacji. Wspomniane dane niejako potwierdzają opinie policjantów, którzy uważają, że Biuro Spraw Wewnętrznych zajmuje się głównie skazywaniem osób z drogówki „za mandaty”.

BSW niestety nie ujawnia w przygotowywanych przez siebie raportach ilości osób, które zostały skazane. Jednak to właśnie to kryterium powinno być głównym źródłem oceny jego działalności. Nieoficjalnie mówi się o tym, że wskaźnik ten jest dramatycznie niski – kształtuje się na poziomie kilku procent. Oznaczałoby to, że funkcjonariusze BSW nie potrafią zbierać materiału dowodowego. Formułują swoje zarzuty na podstawie niewielkiej ilości wątpliwych informacji. Może to prowadzić do sytuacji, w której niepotrzebnie oskarża się niewinnych funkcjonariuszy, a jednocześnie prawdziwi przestępcy w mundurach mogą czuć się bezkarni.

Z naszych informacji wynika, że pracownicy Biura Nadzoru Wewnętrznego (BNW) spędzają właśnie bardzo dużo czasu na rozmowach z policyjnymi „bezpieczniakami” dotyczących tego, jak można podnieść jakość zbieranych przez nich materiałów procesowych. Fakt, że jest to znaczący problem potwierdzają również nasze rozmowy z kilkoma funkcjonariuszami wobec których sformułowano zarzuty. We wszystkich przypadkach okazało się, że „dowody” mające świadczyć przeciwko nim, miały bardzo wątłe podstawy. Zostali oni po kilku latach oczyszczeni z zarzutów, lecz straconego czasu nikt im już nie zwrócił.

Dlatego naszym zdaniem podstawowym kryterium oceny pracy BSW powinna być skuteczność działania mierzona liczbą skazanych osób, a nie tak jak dotychczas – statystyką przedstawianych zarzutów. Postępowanie przeciwko funkcjonariuszowi nie może być toczone na podstawie materiałów, które w normalnych okolicznościach okazałyby się niewystarczające do postawienia zarzutów przestępcy. Według nas wywraca to poczucie sprawiedliwości wśród funkcjonariuszy do góry nogami.

Rywalizacja o wpływy

W służbach toczy się nieustanna walka o wpływy i stanowiska. Wiedza nabyta podczas pracy w BSW może być wykorzystywana do osiągnięcia zarówno jednego jak i drugiego celu. Charakterystyką polskich służb jest to, że im osoba zajmuje wyższe stanowisko tym ma mniejsze pojęcie o tym, co realnie dzieje się w danej formacji. Wynika to z hierarchiczności wspomnianych instytucji, izolowania się osób na stanowiskach kierowniczych od „dołów organizacji”, oraz otaczania się ludźmi spolegliwymi, którzy mają tendencję do „pudrowania rzeczywistości” i „przytakiwania” przełożonym.

W takich warunkach posiadane przez Biuro Spraw Wewnętrznych informacje dotyczące funkcjonariuszy, ich nastrojów, oraz ewentualnych nadużyć w połączeniu z bezpośrednim dostępem do Komendanta Głównego Policji lub Ministra mogą być wykorzystywane dla osiągnięcia własnych korzyści. Jak? Przedstawiając zwierzchnikom nieco inny obraz służby, niż ten prezentowany przez chociażby Komendantów Wojewódzkich. Albo sugerując wysokim oficerom Policji, że w obliczu posiadanej przez BSW wiedzy decyzje kadrowe muszą być konsultowane z pracownikami Biura. Sposobów jest wiele.

Istotę tego mechanizmu pokazuje instytucja świadka koronnego. W przesłuchaniach takich osób na ogół uczestniczyli prokuratorzy i policjanci. Jednak gdy w zeznaniach pojawiały się np. tematy powiązań „Pruszkowa” z politykami, oskarżyciel z reguły wyłączał funkcjonariuszy z danego fragmentu rozmów. Były to wątki drugorzędne z punktu widzenia prowadzonych spraw, ale pojawienie się „ciekawego” nazwiska powodowało automatycznie, że wąska grupa prokuratorów chciała ograniczyć innym dostęp do tej wiedzy. Rozumieli oni, że przewaga informacyjna daje znaczne możliwości poszerzania własnych wpływów.

Zakres spraw, którymi zajmują się „wewnętrzni” umożliwia im ponadto zawieranie „zgniłych kompromisów” w imię korzyści politycznych. Jednym z przykładów takiego działania są sytuacje, w których operacje służb zostają przedstawione w niekorzystnym świetle w mediach lub po prostu kończą się porażką. Na ogół nie dochodzi wtedy do rzetelnej analizy przyczyn takiego rozwoju wydarzeń, co mogłoby skutkować wyciągnięciem wniosków na przyszłość. Zamiast tego podobne sprawy są najczęściej „wyciszane”.

Jeśli jednak okaże się to niemożliwe, popularnym sposobem postępowania w takich sytuacjach jest znalezienie „kozła ofiarnego”. Zostaje nim najczęściej szeregowy funkcjonariuszy. Analogicznie postępuje się w przypadku naruszenia interesów którejś z wpływowych grup, która domaga się potem odwetu. BSW zawiera wtedy „umowę” z kierownictwem danej komórki i przystępuje do przeprowadzenia nadzwyczaj szybkiego i sprawnego postępowania przeciwko policjantowi, którego zdecydowano się „poświęcić”. Jeśli danej sytuacji towarzyszy do tego rozgłos medialny często wypuszcza się „kontrolowany przeciek” do znajomych dziennikarzy, że winowajca został już ukarany. Sprawę można wtedy uznać za „wyjaśnioną” i przestać o niej mówić.

Jednak wiedza dotycząca faktycznego przebiegu zdarzeń zostaje w… BSW. Zyskuje ono znaczący mechanizm nacisku na przełożonych funkcjonariusza, którzy uniknęli odpowiedzialności kosztem swojego podopiecznego. Znamy nawet historię, w której kierownictwo złożyło zeznania obciążające podwładnego, aby ratować własną skórę. Poszkodowany nie mógł nawet zapoznać się z ich treścią, gdyż BSW odmówiło pokazania mu tych materiałów. Wynikało to z chęci ukrycia tożsamości osób, które zrzuciły całą winę na funkcjonariusza. A co z jego prawem do obrony? Takie sytuacje wpływają wyjątkowo niekorzystnie na morale wszystkich pracowników.

Przykładem policjanta, który zrobił zadziwiająco błyskotliwą karierę w oparciu o służbę w Biurze Spraw Wewnętrznych jest chociażby Marek Działoszyński. Osoby znające go z okresu pracy na niższych stanowiskach twierdzą, że nie przejawiał on szczególnych zdolności oraz kompetencji w zakresie pracy operacyjnej, ani dochodzeniowej. Nie cieszył się również opinią sprawnego managera.

Pomimo tego, zdołał awansować na dyrektora BSW, następnie Komendanta Wojewódzkiego, aż w końcu objął stanowisko Komendanta Głównego Policji. Podczas wyborów do Sejmu w 2015 roku zdobył nawet pierwsze miejsce na listach wyborczych PSL. Nie uzyskał jednak mandatu. Co chyba nawet bardziej zaskakujące, od 2017 roku Marek Działoszyński pełni funkcję prezesa Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Wydaje nam się, że nie ma zbyt wielu lekarzy, którzy zostaliby z kolei Komendantami Policji. A przynajmniej my o nich nie słyszeliśmy.

Pozostałości mentalności PRL, czyli kadry decydują o wszystkim

W latach 1984-1990 w ramach MSW funkcjonował tzw. Zarząd Ochrony Funkcjonariuszy (ZOF), którego głównym zadaniem miała być walka z korupcją i nadużyciami wśród pracowników Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. W rzeczywistości było to powielenie schematu działającego już wcześniej w wojsku. Wojskowa Służba Wewnętrzna (WSW) prowadziła m.in. czynności, których celem było zbieranie informacji oraz inwigilacja żołnierzy. Po otrzymaniu przez Czesława Kiszczaka awansu na stanowisko Ministra Spraw Wewnętrznych (z zajmowanej przez niego funkcji Szefa WSW) postanowił on usystematyzować również monitoring kadr służb cywilnych.

Pozyskana wiedza dotycząca funkcjonariuszy była potem wykorzystywana do ich dyscyplinowania lub wywierania na nich nacisków. Popularnym mechanizmem było np. zmuszanie do wykonywania „lewych robót” przy pomocy szantażu. Milicjant lub esbek proszony był o przeprowadzenie tajnego przeszukania, czy kradzieży samochodu poza „oficjalnym obiegiem”. Jeśli nie chciał się na to zgodzić to grożono mu wykorzystaniem posiadanych na niego materiałów nacisku. Mogło to być np. „przypadkowe” przekazanie żonie informacji o tym, że mąż ją zdradza.

„Bomba” związana z materiałami zgromadzonymi w ramach ZOF wybuchła w latach 90-tych. Wielu z negatywnie zweryfikowanych esbeków znalazło wtedy zatrudnienie w biznesie i ochronie. Wykorzystując dokumenty zebrane wcześniej przez MSW PRL można było zdobyć „wejście” do firmy, urzędu, czy spółdzielni, w której pracowali byli funkcjonariusze. Część z materiałów pozyskanych przez ZOF trafiło prawdopodobnie również do tzw. „szafy Lesiaka”. Zawierała ona informacje zgromadzone w ramach rozpracowania i inwigilacji wybranych partii politycznych.

Istnieje zaskakująco dużo podobieństwem pomiędzy funkcjonowaniem ZOF, a działaniem organów nadzoru w obecnych służbach, w tym BSW Policji. Są to przede wszystkim zapowiedzi zapobiegania i zwalczania najpoważniejszych nadużyć, które kończyły się jednak tym, że „bezpieka” MSW PRL zajmowała się drobnymi przewinieniami. Nie kierowała się przy tym żadną selekcją i hierarchizacją spraw ze względu na ich szkodliwość dla służby. Codziennością w pracy ZOF były przypadki anulowania mandatów, drobne łapówki, walka z alkoholem, czy kradzieżami „sortów mundurowych”. Brzmi to zaskakująco podobnie do obecnych priorytetów BSW, do których należą przede wszystkim nadużycia w obszarze kontroli ruchy drogowego i przeciwdziałanie zażywaniu narkotyków przez funkcjonariuszy.

ZOF miał być ponadto instrumentem kontroli cywilnych funkcjonariuszy przez gen. Kiszczaka, który wywodził się ze struktur wojskowych. Również i to zjawisko jest charakterystyczne dla obecnych polskich służb, w których często można obserwować walkę o wpływy pomiędzy różnymi grupami, które pozbawione są wzajemnego zaufania do siebie. Chociażby w Agencji Wywiadu dominuje obecnie ekipa wywodząca się z „wojska”, która poświęciła kilka lat na systematyczne obsadzanie stanowisk „swoimi” ludźmi. Z kolei BSW jest wykorzystywane jako element nadzoru nad polityką kadrową w Policji. Przy obsadzaniu stanowisk w polskich służbach dominuje charakterystyczne dla PRL oczekiwanie od kandydatów absolutnej wierności i ślepego wykonywania poleceń kosztem posiadanych przez nich kompetencji.

Kolejnym podobieństwem pomiędzy BSW, a ZOF są szerokie uprawnienia obydwu komórek kontrolnych. W czasach PRL, „bezpieczniacy” mogli nawet werbować spośród funkcjonariuszy SB tajnych współpracowników. Policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych nie ma aż takich kompetencji, lecz dysponuje szeregiem narzędzi operacyjno-rozpoznawczych i dochodzeniowych, w tym możliwościami zakładania podsłuchów, czy prowadzenia obserwacji.

Formalne ograniczenia związane z zakazem pozyskiwania przez BSW informatorów wśród policjantów niwelowane są poprzez skłonność samych funkcjonariuszy do „donoszenia” na kolegów. Każdy, kto pracował w „mundurówce” wie, że swoje prawdziwe opinie można wygłaszać jedynie w wąskim gronie zaufanych ludzi. Inaczej istnieje spora szansa, że w krótkim czasie pozna je naczelnik.

Biuro Spraw Wewnętrznych Policji oraz funkcjonujące w MSW Biuro Nadzoru Wewnętrznego otrzymuje bardzo dużą liczbę „donosów” wysyłanych przez policjantów chcących zaszkodzić swoim kolegom. Można by nawet czasem pomyśleć, że najwięcej materiałów służby wytwarzają… same na siebie. Naszym zdaniem jest to element wyniesiony jeszcze z czasów PRL.

Wspomniany „fenomen” potęgowany jest przez dysfunkcyjną kulturę organizacyjną panującą w służbach. Przed wstąpieniem w ich szeregi człowiek na ogół spotyka się z potępieniem zjawiska „donoszenia” na kolegów. Jednak funkcjonariusze są do tego czasem wręcz zachęcani. W każdej formacji krąży mnóstwo plotek, a naczelnicy lubią słuchać osób skłonnych do informowania ich o tym, co dzieje się w wydziale. Wykorzystuje to BSW, które rozgrywa wzajemne animozje na rzeczy pozyskiwania wiedzy o funkcjonariuszach. Skutkuje to również atmosferą nieufności, podczas gdy cel działania służb zdawałby się promować wspólnego „ducha walki”.

W III RP z byłymi funkcjonariuszami SB stykali się także dawni opozycjoniści. Ci ostatni w nowej rzeczywistości odgrywali jednak istotną rolę polityczną. Prowadziło to czasem do zaskakujących rezultatów. Wspomniany pułkownik Lesiak, który w PRL zajmował się zwalczaniem opozycji i rozpracowywał m.in. Jarosława Kaczyńskiego i Jacka Kuronia nie przeszedł weryfikacji. Objął jednak istotne stanowisko w UOP, dzięki osobistemu wstawiennictwu drugiego z wymienionych działaczy, którego wcześniej inwigilował.

Doświadczenia PRL zaowocowały jeszcze jedną istotną konsekwencją. Obecnych polityków charakteryzuje głęboko zakorzeniony lęk przed służbami. Tłumaczy to pewien paradoks – rządzący z jednej strony dążą do zwiększania swoich wpływów na działanie takich komórek jak BSW i departamenty kadr poszczególnych formacji. Boją się jednak zaufać funkcjonariuszom ABW w kwestii osobistego zabezpieczenia kontrwywiadowczego.

Nadużywanie uprawnień i metody stosowane przez BSW

W przypadku Biura Spraw Wewnętrznych Policji możliwości gromadzenia wiedzy wynikają także z posiadania przez nie szerokich uprawnień, oraz stosowanych na tej podstawie metod. Zdolny, kompetentny i uczciwy policjant może to wykorzystać do właściwych celów. Znamy np. przypadek gdy rozpracowując grupę przestępczą znaleziono trop prowadzący do współpracujących z nimi funkcjonariuszy. Pracujący nad sprawą „operacyjni” z CBŚ zostali czasowo oddelegowani do BSW, aby zająć się wspomnianym wątkiem. Po półtorej roku skorumpowani mundurowi zostali aresztowani, a osoby które je złapały powróciły do swojej macierzystej komórki.

Gdyby jednak hipotetycznie zlecono „wewnętrznym” chociażby podsłuchiwanie dziennikarzy, pracownik BSW mógłby wszcząć sprawę dotyczącą np. „wycieku” poufnych informacji do mediów. Umożliwiłoby mu to wystąpienie z wnioskiem o kontrolę operacyjną wybranych redaktorów, co mogłoby zostać uzasadnione chęcią identyfikacji źródła wśród funkcjonariuszy. Na podstawienie rozmów z funkcjonariuszami, mającymi do czynienia z BSW, można wysnuć wniosek, że nadużywanie podsłuchów było, a być może nadal jest jedną z cech charakterystycznych działania Biura. W jaki sposób można to zrobić?

  • „Doklejając” policjantów do grup przestępczych lub stosując domniemanie udziału funkcjonariuszy w danej sprawie na podstawie wątpliwych przesłanek. Spektrum przestępstw, w których może potencjalnie odgrywać rolę mundurowy jest bardzo szerokie.
  • Manipulując zebranymi materiałami w celu uzyskania zgody na założenie podsłuchu licząc na to, że „coś tam wtedy na pewno wyjdzie”.
  • Stosując możliwości założenia krótkoterminowych podsłuchów (do 5 dni) bez zgody sądu. Powtarzając takie działania wielokrotnie, faktyczny czas inwigilacji ulega znacznemu wydłużeniu.

Dlatego czynnik ludzki odgrywa zasadnicze znaczenie w pracy organów kontrolnych. Bywają też przypadki odchodzenia z BSW z powodu stosowanych tam metod.

Innym przypadkiem nadużywania dopuszczalnych metod pracy przez „wewnętrznych” jest wykorzystywanie policjantów w charakterze nieformalnych źródeł. Oficjalnie nie można tego robić. Znamy jednak przypadek, gdy np. osoby z dochodzeniówki znalazły przypadkowo podczas przeszukania u figuranta wydruki z systemu policyjnego, zawierające dane osobowe kilku funkcjonariuszy. Identyfikacja osoby, która dokonała wydruku jest bardzo łatwa. Przyjrzano się więc podejrzanemu policjantowi i okazało się, że wielkość jego majątku oraz przeszłość budzą poważne wątpliwości. Nie pociągnięto go jednak do odpowiedzialności. Jednocześnie BSW zaczęło uzyskiwać znaczącą ilość informacji, pochodzących z jego otoczenia…

Pomimo wymienionych wyżej wad, niedostatków i nadużyć w pracy organów kontroli wewnętrznej, mówienie o Polsce jako o „państwie policyjnym” jest naszym zdaniem nadużyciem. Doświadczenie oraz rozmowy z kolegami skłaniają nas raczej do przekonania, że przekraczanie uprawnień i metod pracy nie jest zjawiskiem powszechnym w Biurze Spraw Wewnętrznych. Dochodzi do niego jednak zwłaszcza w sprawach, które mają podłoże polityczne, są elementem rywalizacji o wpływy lub częścią wewnętrznych rozgrywek kadrowych. Z tego względu jest to szczególnie groźne i bardzo negatywnie rzutuje na całokształt funkcjonowania służb. Nie jesteśmy „państwem policyjnym”, ale daleko nam również do sprawnie działającego i sprawiedliwego kraju.

Jak Wam się podobała pierwsza część artykułu? Już niebawem opowiemy Wam o tym, z czego naszym zdaniem wynikają przedstawione wyżej problemy, oraz co należałoby zmienić, aby je rozwiązać. Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem naszego profilu na twitterze lub poprzez maila: info@bezpieczenstwoistrategia.com. Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on informacje o nowych artykułach oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

One thought on “Czym zajmuje się Biuro Spraw Wewnętrznych Policji? Czyli dlaczego wewnętrzne organy kontroli w służbach nie działają. Cz. 2

  1. (…)łapówki za odstąpienie od wypisania mandatu, zażywanie narkotyków(…)
    Z perspektywy laika to nie są błache sprawy:
    – korupcja mandatowa to nie jest raczej zjawisko jednorazowe, a zatem powoduje zagrożenie dla ruchu drogowego i innych obszarów życia co stanowi równie istotny uszczerbek dla bezpieczeństwa publicznego jak bandyci
    – żeby zażywać narkotyki to trzeba je najpierw mieć… tu widzę 2 sposoby, które wymagają kontaktów z światem przestępczym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top