Czy Polacy są potrzebni w Kosowie, czyli jak wygląda policyjna misja w tym państwie od kulis?

Szkolenie_strzeleckie_Mitrowica

Misje zagraniczne owiane są pewną aurą tajemniczości. Niektórzy po powrocie z nich mówią mało, inni opowiadają „podkoloryzowane” historie. Dziś postaramy się Wam opisać jak naprawdę wygląda przeciętna misja od kuchni. Będzie o „robocie”, ale też o „aferkach”, „melanżach” i treningach wypełniających dość prozaiczną codzienną egzystencję. Opiszemy misję policyjną, lecz wojskowe nie odbiegająw tym aspekcie od normy.

Zależało nam na tym, aby dobrać przykład, który dobrze odda to, jak wygląda „standardowa” misja.Pamiętajcie jednak, że nie jest on reprezentatywny. Wyjazdy różnią się od siebie ze względu na miejsce pobytu, jednostkę w ramach której bierze się udział w misji, poziom zagrożenia, czy sytuację w regionie. W Kosowie bywało niebezpiecznie, ale bywało również tak, że funkcjonariusze siedzieli w bazie i „zabijali” czas.

Podobnie na misjach wojskowych – na niektórych z nich bywa „ostro”: trzeba jeździć na ryzykowne patrole, szturmować obiekty, czy zatrzymywać podejrzanych.Inne mają z kolei charakter szkoleniowy.Jeśli okoliczności sprzyjają, można nawet zostać zakwaterowanym w pięciogwiazdkowym hotelu, po śniadaniu przekazywać wiedzę lokalnej armii, a po południu robić „pakę”, korzystać z sauny lub oglądać film.

Co robią Polacy w Kosowie?

Na terenie Kosowa operuje EULEX Kosowo, czyli misja policyjna UE mająca wspierać rządy prawa w tym kraju. Biorą w niej udział przedstawiciele państw członkowskich Unii oraz państw trzecich (głównie Amerykanie i Turcy). Kwatera główna znajduje się w Prisztinie. Trzon polskiej obecności w republice stanowi Jednostka Specjalna Polskiej Policji, stacjonująca w Mitrowicy. Składa się ona z „szeregowych” funkcjonariuszy oraz członków pododdziałów kontrterrorystycznych (KT). Wyjechać na misję w ramach wspomnianej formacji nie jest jednak tak łatwo. O doborze członków decyduje znajomość języka angielskiego (choć nie jest ona niezbędna)
i przede wszystkim dobra wola przełożonych. Mogą oni nie wyrazić zgody na wyjazd funkcjonariusza, z którego to prawa chętnie korzystają.

W Kosowie funkcjonują jeszcze tzw. eksperci unijni. Jest to jednak relatywnie wąska grupa funkcjonariuszy, oddelegowanych z Polski do służby w charakterze specjalistów w danej dziedzinie. Stacjonują oni głównie w Prisztinie, lecz mogą trafić również do Mitrowicy. Pracują m.in. w komórkach śledczych, szkoleniowych, ochrony świadków koronnych, czy też ochrony VIP. Otrzymanie tego typu stanowiska jest jednak relatywnie trudne, a ilość etatów w Kosowie ograniczona. Dlatego we wpisie skupimy się głównie na osobach służących w Jednostce Specjalnej Polskiej Policji.

Na tym tle widać poniekąd rolę Polski w strukturach unijnych. Jednostka Specjalna Polskiej Policji jest przeznaczona do „czarnej roboty”, podczas gdy zarządzaniem misją z HQ w Prisztinie, zajmują się przedstawiciele krajów „starej” Unii. To oni również piastują z reguły wyższe stanowiska w ramach EULEX, choć trzeba przyznać że od pewnego czasu zaczęło się to powoli zmieniać. Funkcjonariusze z naszego kraju otrzymali kilka znaczących awansów, czego przykładem jest powierzenie Cezaremu Lubie stanowiska wiceszefa misji w Kosowie. Polacy obejmujący wyższe funkcje są często osobami, które udowodniły wcześniej swoje kompetencje w ramach służby w Jednostce Specjalnej Polskiej Policji.

Osoby zgłaszające chęć służby na misji w Kosowie kierują się najczęściej trzema względami: możliwością przeżycia przygody, nawiązaniem cennych kontaktów oraz atrakcyjnym wynagrodzeniem. To właśnie ten ostatni czynnik odgrywa decydującą rolę dla większości funkcjonariuszy. Nie jest to zaskakujące, gdy weźmiemy pod uwagę, że podoficer policji jadący na misję do Kosowa zarabia nieco ponad 90 EUR za każdy dzień pobytu. Otrzymuje przy tym również „regularną” pensję oraz pieniądze pochodzące z tzw. delegacji zagranicznej (ok. 1200 PLN/miesiąc). Łatwo policzyć, że sumując wszystko wychodzi łącznie ok. 20 000 PLN/miesiąc. Jest to przepaść w porównaniu do regularnych zarobków w Policji.

Podobna dysproporcja funkcjonuje też w wojsku. Zarobki żołnierzy są jednak trochę wyższe niż policjantów, a więc i wynagrodzenia za wyjazdy kształtują się na innym poziomie. Podoficer służący w GROM zarobi podczas misji ok. 24 000 PLN/miesiąc. Należy jednak wziąć pod uwagę to, że zarobki podstawowe operatorów Wojsk Specjalnych są znacznie wyższe niż żołnierzy regularnych formacji. Interesującym faktem jest to, że akurat w Kosowie różnica w zarobkach pomiędzy „przeciętnym” funkcjonariuszem, a dowódcą całego kontyngentu to jedynie ok. 2-3 tysiące PLN.

Organizacja pobytu w Kosowie

Misja w Kosowie trwa standardowo 6 miesięcy. Istnieje jednak możliwość jej przedłużenia. Łączny czas spędzony na wyjeździe nie może jednak przekroczyć 12 miesięcy. W trakcie pobytu urlop naliczany jest w ten sposób, że na cztery dni służby przypada jeden dzień wolnego. Wykorzystać go można podczas organizowanych trzykrotnie turnusów wakacyjnych, z których każdy trwa ok. dwa-trzy tygodnie. Urlop jest w pełni płatny, lecz koszty przelotu do Polski muszą zostać pokryte przez funkcjonariusza.

Policjanci udający się na misję odlatują zazwyczaj samolotami wojskowymi Hercules lub Casa z Warszawy do Prisztiny. Stamtąd transportowani są samochodami do Mitrowicy. Samo miasto, ujmując to eufemistycznie – nie porywa. Pierwszą myślą po przyjeździe jest na ogół: „Gdzie ja k… jestem?”. Dodatkowo, Mitrowica jest spowita ogromny smogiem. Jest on szczególnie uciążliwy w nocy, kiedy to mieszkańcy palą w piecach, wykorzystując do tego celu wszelkie dostępne materiały, łącznie z oponami i śmieciami. Baza Jednostki Specjalnej Polskiej Policji jest położona bardzo blisko centrum miasta i otoczona wzgórzami. O jej lokalizacji prawdopodobnie nie decydowały więc względy taktyczne, ani bezpieczeństwa.

Trzon jednostki stanowią dwa plutony CRC (Crowd and Riot Control), złożone z funkcjonariuszy różnych komórek policji oraz jeden pluton kontrterrorystyczny, złożony z członków SPKP lub CPKP „BOA”. W każdym z nich służy ok. 30 osób. Czasem struktura ta jest modyfikowana. Funkcjonują wtedy trzy plutony CRC, a w każdym z nich jedną z trzech drużyn stanowi drużyna kontrterrorystyczna. Liczebność jednostki pozostaje jednak niezmienna: ok. 30 funkcjonariuszy jednostek KT oraz ok. 60 policjantów z innych komórek, służących w ramach drużyn/plutonów CRC. Dochodzi do tego jeszcze dowódca jednostka, jego zastępca oraz niewielki pluton logistyczny, który tak naprawdę pracuje głównie na początku i na końcu misji.

Stałym elementem pobytu w Kosowie są narzekania funkcjonariuszy na wyżywienie. Większość z nich uważa, że jego jakość jest bardzo niska. Dlatego za niesprawiedliwe poczytują to, że trzeba za nie obowiązkowo płacić 300 EUR/miesiąc, niezależnie od tego, czy się je spożywa, czy nie. Zdarza się, że policjanci „testują” jedzenie próbując karmić nim psy, które z reguły nie są tym zainteresowane. Jakość wyżywienia w bazie głównej w Prisztinie jest za to postrzegana jako znacznie wyższa i jest ono przy tym dostępne w tej samej cenie. W związku z tym, funkcjonariusze wyjeżdżający do stolicy korzystają przy tej okazji ze stołówki w HQ. Jednak nasilenie się częstotliwości występowania tego zjawiska oznacza nieuchronny „opier…” od przełożonych.

Trening_Medevac_Mitrowica
Szkolenie z zakresu ewakuacji rannego w Mitrowicy.

Dzień z życia misjonarza

Uczestnicy misji dzielą się zazwyczaj na trzy grupy:

  • Grupa 1, czyli „robię formę życia”. Są to głównie osoby z pododdziałów kontrterrorystycznych oraz zapaleńcy z innych plutonów. Traktują oni misję jako niepowtarzalną okazję do tego, aby skupić się tylko i wyłącznie na „masie i rzeźbie”. Co ciekawe w miejscowych aptekach można kupić nawet specjalny zestaw sterydów przeznaczonych dla „polskiego policjanta w treningu”. Aby go kupić, nie trzeba nawet mówić po angielsku. Ekspedientka z reguły bardzo szybko domyśla się, o co chodzi klientowi 😉
  • Grupa 2, czyli „to będzie melanż życia”. Zaliczają się do niej osoby z plutonów CRC, logistyki, oraz niektórzy kontrterroryści. Starają się oni jak najmniej pracować i zaliczyć przy tym jak najwięcej „melanży”. Odbywają się one w większości w pokojach funkcjonariuszy, znajdujących się w zajmowanych przez nich barakach. Członkowie grupy 2 są wyjątkowo wytrzymali – spożywają alkohol ok. 4-5 razy w tygodniu. Aby go nie zabrakło przejmują więc limity pozwalające na zakup dodatkowych trunków od osób z Grupy 1.
  • Grupa 3, czyli „wiecznie utyrani”. Wynika to z tego, że próbują oni pogodzić sporą ilość treningów z rozsądną liczbą „melanży”, starając się jeszcze przy tym utrzymać wysoki poziom wykonywania obowiązków służbowych. Skutkiem tego jest to, że to właśnie członkowie grupy 3 najbardziej odczuwają „zmęczenie” misją.

Codzienność funkcjonariusza plutonu CRC podczas misji wyznacza trzydniowy harmonogram. Pierwszy dzień jest dniem służby, która może mieć charakter patrolowy lub wartowniczy. W pierwszym przypadku policjanta czekają trzy ok. dwugodzinne patrole. Wyjeżdża się na nie większą grupą, używając samochodów opancerzonych. Trasa wjedzie poprzez punkty, które posiadają znaczenie taktyczne, np. dawne przejścia graniczne, czy rejony starć.

W przypadku służby wartowniczej, policjanta czeka z kolei 8 godzin stania na posterunku. Może on jednak rozłożyć ten czas na 24 godziny, w zależności od ustaleń z kolegami i wytycznych dowódcy. Czasem zdarzy się również tak, że zadań jest zbyt mało w stosunku do liczby osób pełniących służbę. W takim wypadku „szczęśliwiec” otrzymuje w prezencie de facto dzień wolny.

Drugi dzień jest dniem służby w ramach tzw. QRF, czyli Quick Reaction Force. Jest to grupa pozostająca w stanie gotowości do udzielenia pomocy w przypadku gdyby doszło do incydentu wymagającego natychmiastowej interwencji. Z uwagi jednak na to, że do takich wydarzeń dochodzi rzadko, QRF często okazuje się być czasem spożytkowanym na odpoczynek, rozmowy z kolegami, czy trening. Trzeciego dnia funkcjonariuszowi przysługuje z kolei dzień wolny, który przebiega mniej więcej według następującego schematu: śniadanie, leżenie, „bajera” z kolegami z plutonów, obiad, bajera, trening, kolacja, „melanż”.

Bardziej obciążeni obowiązkami są policjanci z pododdziałów KT. Pełnią oni te same służby polegające na przeprowadzaniu patroli i wystawianiu wart, co pozostali funkcjonariusze. Mają oni jednak jeszcze szereg dodatkowych zadań takich jak:

  • Ochrona placówek lokalnego wymiaru sprawiedliwości i unijnej agencji Eurojust.
  • Ochrona świadków koronnych.
  • Konwoje na terenie całego kraju (np. zabezpieczenie przejazdu sędziów udających się na proces dotyczący zbrodni wojennych).
  • Asysty przy zatrzymaniach szczególnie groźnych przestępców.

Dodatkowa służba związana ze wspomnianymi wyżej obowiązkami może zdarzyć się każdego dnia. Dlatego kontrterroryści dysponują zwykle dwoma dniami w tygodniu, które mogą w pełni przeznaczyć na odpoczynek.

Czy Polacy są rzeczywiście potrzebni w Kosowie?

Zarówno poznani w Kosowie Serbowie jak i Albańczycy mówili nam jedno: „jak tylko stąd wyjedziecie, to my tu sobie zrobimy własne porządki.” Jak mogłyby one wyglądać? Opowiemy Wam dwie historie, które dają w tym temacie do myślenia.

Pierwsza to taka, że członkowie Jednostki Specjalnej Polskiej Policji mają dostęp do komunikatów wysyłanych przez lokalne służby, dotyczących tego co dzieje się w Kosowie. Przeglądając je uderza szczególnie bardzo duża liczba dokonywanych tam zabójstw i ciężkich pobić (często z użyciem noży). Praktycznie po każdej takiej zbrodni, następnego dnia w innej części Kosowa popełniane jest analogiczne przestępstwo dokonane na członku przeciwnej społeczności etnicznej. Jak mawia klasyk: „Przypadek? Nie sądzę.”

Drugą wartą przytoczenia opowieścią jest historia śledztwa w sprawie pewnego zabójstwa dokonanego w Mitrowicy. Z uwagi na to kim była ofiara, lokalnym organom zależało na odnalezieniu sprawcy. Rozpoczęto dynamicznie prowadzone śledztwo, w ramach którego poszukiwano ciała ofiary w lokalnej rzece. Bardzo szybko odnaleziono kilka różnych zwłok ludzkich, lecz żadne z nich nie były tymi, o które chodziło funkcjonariuszom. W obawie przed dalszymi niespodziewanymi „odkryciami” poszukiwania ciała ofiary zabójstwa zakończono, a zbrodnia pozostała niewyjaśniona.

Wspomniane historie pokazują, że toczący się w Kosowie konflikt jedynie przygasł, a jego erupcję powstrzymuje obecność międzynarodowych sił policyjnych i wojskowych. Pomimo pozornie spokojnej egzystencji polskich funkcjonariuszy, należy pamiętać, że podczas pełnienia misji narażeni są oni na potencjalne niebezpieczeństwa. Praktycznie podczas każdej rotacji dochodzi do alarmów, a członkowie polskiej jednostki znajdują się o krok od podjęcia interwencji. Najczęściej jednak lokalna policja doprowadza do deeskalacji napięcia.

Nie zawsze jej się to natomiast udaje. W 2008 roku doszło w Mitrowicy do zamieszek, których przyczyną było ogłoszenie przez Kosowo niepodległości. Siły EULEX były zmuszone do podjęcia działań, w wyniku których zginął jeden policjant z Ukrainy, a 63 funkcjonariuszy i żołnierzy z różnych krajów zostało rannych (w tym ponad połowa z 50 Polaków biorących udział w akcji).

Z kolei w 2013 roku z powodu podjęcia działań mających na celu ograniczenie kosztów zrezygnowano z wyjazdów na patrole samochodami opancerzonymi. W kilka dni po podjęciu tej decyzji od kuli snajpera zginął funkcjonariusz z Litwy, którego pojazd został ostrzelany. Zaraz potem zdecydowano się przywrócić patrole przeprowadzane z pomocą samochodów opancerzonych. Na początku 2018 roku rozważano również zatrzymanie jednego z przedstawicieli najwyższego szczebla władz Kosowa. Ostatecznie od tych planów odstąpiono, ale we wstępnych założeniach operacji polscy kontrterroryści brali pod uwagę nawet wymianę ognia z lokalnymi siłami bezpieczeństwa i ludnością.

Jest to przykład tego, że operujący w Kosowie policjanci funkcjonują w ramach innych warunków bezpieczeństwa niż ma to miejsce w kraju. Asystując np. w zatrzymaniu groźnego przestępcy muszą się liczyć z tym, że ktoś może do nich otworzyć ogień z okien okolicznych budynków, co jest ciężkie do wyobrażenia sobie w warunkach przeprowadzania podobnych działań w Polsce. W Kosowie jednak wielu mieszkańców posiada w domu arsenał gotowej do użycia broni. Bałkany są ponadto istotnym szlakiem przerzutowym terrorystów do Europy.

W ramach opisanych wyżej uwarunkowań nasza policja cieszy się dobrą reputacją i szacunkiem zarówno pośród partnerów zagranicznych jak i lokalnej ludności. Warto też pamiętać, że mała liczba interwencji funkcjonariuszy EULEX wynika częściowo z mandatu, w ramach którego funkcjonuje misja. Zakłada on reagowanie jedynie w skrajnych przypadkach, np. gdy na oczach policjantów dochodzi do zabójstwa. W przeciwnym razie mają oni jedynie informować o zajściu dyżurnego i pozostawić odpowiedź w rękach lokalnych sił porządkowych. Dopiero jeśli one nie poradzą sobie z zagrożeniem, interwencję mogą podjąć siły policyjne EU, a w dalszej kolejności również międzynarodowy kontyngent wojskowy.

Patrol w Mitrowicy
Na patrolu w Mitrowicy.

Anegdoty, aferki…

Na koniec mamy dla Was kilka historii z serii tych opowiadanych „z przymrużeniem oka”. Pierwsze trzy są niestety przykładami tego, że czasami pojedyncze jednostki mogą zaważyć na odbiorze całego kontyngentu. Misją w Kosowie „wstrząsnęły” swego czasu trzy „aferki”. Pierwsza z nich zwana „mydlaną” polegała na tym, że funkcjonariusze zaobserwowali kiedyś, że znajdujące się w barakowych łazienkach mydło bardzo szybko się zużywa. Sprawa wyjaśniła się podczas jednej z kontroli granicznych.

Powracający do domu polski policjant został poproszony o otworzenie walizki. Ku zdziwieniu lokalnych pracowników straży granicznej, ich oczom ukazała się sterta małych, częściowo zużytych mydeł, pochodzących z koszar. Wypełniały one niemal cały bagaż… Druga z afer została określona mianem „keczupowej”. Tym razem inny funkcjonariusz postanowił zabrać ze sobą do Polski walizkę wypakowaną saszetkami tego sosu. W przeciwieństwie do mydeł były one przynajmniej nieużywane 😉

Trzecia z „aferek” dotyczyła z kolei wina. W położonej na tym samym terenie, co polskie koszary, bazie włoskich Karabinierów można było do posiłku dostać za każdym razem małą buteleczkę wspomnianego trunku. Wypakowana nimi po brzegi walizka również próbowała opuścić teren Kosowa, co zostało jednak ponownie udaremnione przez straż graniczną. Wszystkie trzy historie szybko obiegły grono członków sił EULEX i odbiły się niestety negatywnie na wizerunku polskiej jednostki.

Nieco zabawne tło ma również obecnie panujący w Kosowie absolutny zakaz podrywania przez funkcjonariuszy lokalnych przedstawicielek płci pięknej. Pewnego dnia pod bramę bazy Polaków podjechała po prostu jedna z rodzin, żądając zawarcia ślubu z pewną Albanką przez zalecającego się do niej policjanta.

Innym razem stacjonujący w Kosowie Amerykanie zwrócili się do naszego kontyngentu z prośbą o wymianę doświadczeń w zakresie umiejętności strzeleckich. Uzgodniono zatem, że na strzelnicę znajdującą się w pobliżu Mitrowicy pojedzie kilku członków pododdziałów kontrterrorystycznych. Ich zadaniem miało być pokazanie kolegom zza wielkiej wody kilku tricków i „zabawek”, zbicie piątek, a następnie powrót do bazy.

W strzelaniu uczestniczył jednak także funkcjonariusz SKW, któremu również udzielał wskazówek jeden z kontrterrorystów. Po zakończeniu pierwszej rundy strzelań, obaj panowie mieli sobie dużo do powiedzenia. Podczas wspólnego marszu do tarczy prowadzili ożywioną dyskusję nie odrywając przy tym od niej ani na moment wzroku. Byli do tego stopnia zajęci analizowaniem wyników, że oficer SKW nie zauważył znajdującego się obok tarczy 1,5 metrowego wału, do którego wpadł wydając jedynie głuchy odgłos.

Dostrzegli to stojący wokół amerykanie, lecz nie sam funkcjonariusz pododdziału KT. Ten cały czas obserwując tarczę i pokazując na niej dziury od kul, tłumaczył koledze ze służb jak może on poprawić swoje wyniki. W pewnym momencie, zdziwiony tym, że oficer SKW nie odzywa się już od dłuższego czasu ani słowem, policyjny „specjals” odwrócił się w jego kierunku. Spostrzegł wtedy, że przy tarczy znajduje się tylko on sam. Zaskoczony całą sytuacją spojrzał w kierunku kolegów nadal nie wiedząc, co się stało i spytał: „Gdzie jest ten szpieg? No normalnie rozpłynął się w powietrzu…”

Macie pytania lub swoje przemyślenia dotyczące misji zagranicznych lub samego Kosowa? Dajcie nam o tym znać w komentarzach lub na naszym profilu na Twitterze.

2 thoughts on “Czy Polacy są potrzebni w Kosowie, czyli jak wygląda policyjna misja w tym państwie od kulis?

    1. Nie, nie spotkaliśmy się z tym, aby ktoś z misji zwalczał podobne tematy. Dokładny mandat jest dostępny tutaj: https://www.eulex-kosovo.eu/?page=2,16 Komórki śledcze EULEX, na które się natknęliśmy zajmowały się jedynie zbrodniami wojennymi, ludobójstwem i przestępczością zorganizwoaną. Przypomniała nam się przy tej okazji anegdota, która pokazuje skalę działalności związanej z narkotykami w Kosowie. Jeden z tłumaczy pokazywał nam zdjęcia z Fb, na których lokalny Albańczyk dosłownie reklamował swoją plantację marihuany. Był na nich otoczony modelkami i konopią 😉

      Trzeba pamiętać, że EULEX funkcjonuje tam na zaproszenie Kosowa. Gdyby zaczął zajmować się niektórymi “niewygodymi” zagadnieniami, być może misji już by tam nie było… ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top