Co powinna zrobić Polska w związku z obecną sytuacją na Ukrainie? Rola wojska i wywiadu w zwiększaniu kosztów inwazji. Cz. 2/3

Wiecie jak wygląda zadaniowanie oficerów w polskim wywiadzie? Na ogół, „grany jest” jeden z trzech sposobów wdrażania w życie „strategii” państwa na danym kierunku. Opcja nr 1 – funkcjonariusz dostaje „w spadku” sprawy po kolegach i działa „siłą rozpędu”.

Opcja nr 2 – oficer otrzymuje polecenie „wymyśl coś sobie”. Opcja nr 3 – szczęśliwcy (bez ironii) słyszą wytyczne na poziomie precyzji godnym porad najlepszych, amerykańskich „coachów”: „Naszym zadaniem jest robienie aktyw na kierunku X. Działaj, razwiedka bojem / sky is the limit”
(w zależności od rodzaju „bajery” przełożonego).

Czasem zdarza się jednak tak, że funkcjonariusz rzeczywiście otrzymuje konkretne wytyczne. Niestety dotyczy to częściej sytuacji, w których trzeba zrobić „szybki sukces”, a następnie „pochwalić się” nim „na górze”. Chodzi więc o pojedyncze operacje a nie długofalową wizję. Tworzenie i implementacja strategii jest generalnie piętą achillesową sektora bezpieczeństwa RP.

Brak precyzyjnie określonych zadań w połączeniu ze słabą koordynacją działań sprawia, że na różnych szczeblach organizacyjnych poszczególnych służb prawa ręka często nie wie co robi lewa ręka. Skutki tego zjawiska są jednak szczególnie mocno odczuwalne na poziomie współpracy pomiędzy instytucjami.

W skrajnych przypadkach zdarza się bowiem tak, że MSZ robi jedno, Agencja Wywiadu drugie, a Służba Wywiadu Wojskowego stara się udowodnić, że AW robi źle 😉 Obydwie służby dążą przy tym do tego, aby posiadać jak największe wpływy we wspomnianym ministerstwie. Wszystkiemu przypatruje się zaś wojsko broniące poglądu, że skoro nie ma wojny, to i nie ma roboty. Proste.

Prowadzi to do rozdrobnienia i tak już ograniczonych zasobów jakimi dysponuje państwo, oraz niskiej skuteczności polityki zagranicznej RP. Deficyty instytucjonalne uniemożliwiają bowiem realizację ambitnych zadań. A do takich z pewnością należy obrona suwerenności Ukrainy i powstrzymanie rosyjskiego ekspansjonizmu.

Dążąc do pokonania tego „imposybilizmu” chcielibyśmy Wam opowiedzieć o tym, w jaki sposób opisane przez nas ruchy dyplomatyczne, mogłyby zostać wsparte działaniami wojska i służb. Celem spajającym wszystkie te aktywności byłaby niwelacja dwóch głównych atutów, którymi dysponuje Moskwa w konfrontacji, której stawką są losy Kijowa.

sojuszu), a drugim ograniczona spójność polityki Zachodu wobec Kremla. Nasze propozycje są ponadto podzielone na trzy zasadnicze obszary:

  • Wysiłki prowadzące do zwiększenia kosztów inwazji, jakie musiałaby ponieść Moskwa dokonując zbrojnej agresji wobec Kijowa.
  • Działania zmierzające do pogłębienia zależności ekonomicznych pomiędzy Ukrainą, a państwami zachodnimi i Polską.
  • Ekspansja wpływów politycznych RP za wschodnią granicą.

Tylko wdrożenie całościowej strategii na kierunku ukraińskim pozwala mieć nadzieję na wyjście zwycięsko z konfrontacji z Rosją. Jeszcze raz podkreślamy przy tym, że nie nawołujemy do wojny. Pokazujemy jedynie jakimi zasobami musiałaby dysponować Warszawa, aby realnie myśleć o włączeniu się w rozgrywkę o losy Kijowa balansując przy tym poniżej progu wojny.

Innymi słowy pokazujemy jak w praktyce mogłaby wyglądać odpowiedź na wojnę „hybrydową”, o której mówi się często, rzadziej jednak precyzując o co dokładnie chodzi 😉

Zwiększenie kosztów inwazji Rosji na Ukrainę

Punktem wyjścia dla udzielenia pomocy Ukrainie jest wsparcie militarne. Im jest ono większe, tym bardziej rosną zdolności Kijowa do obrony własnego terytorium, a jednocześnie tym trudniejsza do przeprowadzenia jest ewentualna agresja ze strony Moskwy. To z kolei zmniejsza prawdopodobieństwo wojny.

Podstawą wsparcia militarnego w dowolnej postaci jest jednak posiadanie silnego wojska wspieranego przez sprawny wywiad. Zdolności operacyjne naszej armii, a także wola jej użycia są natomiast ograniczone. Pozwala to politykom w Moskwie, a w mniejszym stopniu również w Paryżu i Berlinie używać następujących argumentów w rozmowach z USA:

Look Joe, Kijów jest częścią strategicznych interesów Moskwy, a nie Waszyngtonu.Wy jesteście daleko, a my musimy sobie tutaj, w Europie ułożyć relacje pomiędzy głównymi graczami. Chociażby dlatego, że UE jest uzależniona od surowców energetycznych z Rosji. Natomiast państwa takie jak Polska tylko „mącą”.

Nawołują do konfrontacji z W. Putinem, a same nie posiadają zasobów ku temu, aby wpłynąć na kształt toczącej się rozgrywki. Chowają się więc za plecami USA i popychają innych do wojny, która jest korzystna tylko dla nich.

Nie twierdzimy, że jest to obiektywne przedstawienie sytuacji, ale należy zdawać sobie sprawę z tego, że polityka RP może być w ten sposób odbierana. Dlatego samo pokrzykiwanie, że „głupi Zachód” znów nie rozumie tego, co do niego mówimy i idzie na ustępstwa ze „złym” W. Putinem nic nie daje. Francuski establishment mówi wprostpomyśle finlandyzacji Ukrainy (!)

W związku z tym, Polska nigdy nie wejdzie do „gry” o losy Kijowa nie posiadając ku temu twardych atutów, którymi są przede wszystkim:

  • Niezależne od sojuszników dane wywiadowcze.
  • Środki umożliwiające weryfikację ewentualnej obecności Rosjan na Ukrainie.
  • Możliwość użycia wojska do sygnalizacji strategicznej.
  • Dostawy sprzętu i uzbrojenia na Ukrainę.
  • Prywatne firmy wojskowe mogące udzielić wsparcia sąsiadowi.

Rola wywiadu w zwiększaniu kosztów agresji Rosji na Ukrainę

Bardzo ważnym zadaniem polskich służb powinno być posiadanie najlepszego wśród sojuszników rozpoznania zdolności armii ukraińskiej, rosyjskiej, oraz wysokie możliwości rzetelnej oceny ryzyka inwazji na Ukrainę. Takie informacje stanowiłyby rzeczywiste wsparcie dla procesu podejmowania decyzji, oraz posunięć dyplomatycznych RP i jej sojuszników.

Oprócz tego, istotne jest nieustanne monitorowanie rosyjskiej aktywności na Ukrainie. Operowanie poniżej progu wojny, czy użycie proxy pozwala Moskwie na unikanie przynajmniej części negatywnych konsekwencji, które wiążą się z prowadzeniem działań zbrojnych na pełną skalę.

Niektóre kraje (np. Niemcy i Francja) wykorzystują wspomnianą „hybrydowość” poczynań Kremla do tego, aby łagodzić próby zaostrzenia kursu Zachodu względem Moskwy. Niezależnie jednak od tego jaka jest skala rosyjskiej agresji, powinna się ona wiązać z bardzo dotkliwymi sankcjami ze strony państw NATO.

Jednym ze sposobów na niwelację różnic w percepcji zagrożenia ze strony Kremla pomiędzy poszczególnymi krajami sojuszu jest zaś przedstawianie danych wywiadowczych wskazujących jednoznacznie na prowadzenie przez Moskwę wrogich działań względem Kijowa. Pamiętać należy o tym, że dane prezentowane przez Ukrainę nie są często uznawane za w pełni wiarygodne.


Niezależnie od tego, czy są one prawdziwe, czy też nie, sojusznicy zawsze mogą bagatelizować te informacje twierdząc, że „na pewno coś tam Ukraińcy podkręcają, bo mają w tym interes”. Pozyskiwanie danych wywiadowczych powinno być ponadto połączone z nieustanną ofensywą informacyjną mającą na celu zapobiegnięcie różnicowaniu podejścia do Rosji.

W interesie RP leży bowiem wyeliminowanie dochodzących z NATO głosów sugerujących jakoby tylko pełnoskalowa inwazja zasługiwała na zdecydowaną i szeroko zakrojoną odpowiedź, m.in. w postaci sankcji. Jeśli jednak Kreml ograniczy nieco działania zbrojne „to może coś tam się uda łagodniej załatwić…”.

Scenariusz, w którym Rosja ogłasza niepodległość Donbasu, dyslokuje tam wojska i prowadzi sporadyczny ostrzał terytorium Ukrainy jest jednak również bardzo niekorzystny dla Kijowa. Moskwa mogłaby wtedy twierdzić, że „problem DRL i ŁRL zniknął”, a więc implementacja porozumień mińskich powinna przebiegać teraz bez przeszkód.

Permanentne stacjonowanie wojsk rosyjskich na Donbasie oznaczałoby jednocześnie nieustannie grożące Ukrainie ryzyko wojny, pociągające za sobą straty ekonomiczne dla tego kraju. Dlatego rolą MSZ RP powinno być prowadzenie strategicznej komunikacji w oparciu o aktywność Moskwy względem Kijowa i podobnej do tej jaką prezentują obecnie Amerykanie ujawniając kolejne informacje dotyczące planów inwazji Rosji.


Wywiad powinien natomiast prowadzić analogiczne operacje informacyjne w sposób niejawny – wykorzystując do tego aktywa ulokowane w świecie mediów i PR. Ich adresatem powinny być kraje Zachodu, w których należy systematycznie propagować narracje piętnujące agresywną postawę Rosji względem Ukrainy i UE (np. celowe zawyżanie cen gazu na rynkach europejskich).

Last but not least, rzetelne analizy służb specjalnych ograniczyłyby chaos panujący obecnie wewnątrz polskiego sektora bezpieczeństwa związany z jego nadmiernym uzależnieniem od Stanów Zjednoczonych.

Uzależnienie operacyjne Polski od USA

Obecnie USA regularnie „zasypują” swoich sojuszników informacjami na temat zbliżającej się inwazji na Ukrainę. Ma to oczywiście swój pozytywny wymiar w postaci utrudnienia osiągnięcia przez Rosję efektu strategicznego zaskoczenia, podobnego do tego, jaki miał miejsce w latach 2014/2015. Kontrolowane przecieki do mediów są zaś formą wzmocnienia presji na Ukrainę.

Uzależnienie operacyjne Polski od USA osiągnęło jednak poziom, w którym komfort posiadania „za plecami” silnego sojusznika uniemożliwia naszemu krajowi dokonanie samodzielnej oceny sytuacji. Dlatego właśnie instytucje RP nie do końca wiedzą jak podejść do sygnałów napływających z Waszyngtonu.

Nie posiadają one wiarygodnych i niezależnych narzędzi weryfikacji ryzyka inwazji, tego jak zdecydowany opór może stawić Ukraina i jaka będzie skala agresji. Dlatego posunięcia Polski są często reakcyjne i chaotyczne. Zwróćcie uwagę na „timing” kroków dyplomatycznych podjętych przez RP w związku z napięciami za wschodnią granicą.

Ich intensyfikacja następuje zazwyczaj po tym, gdy Amerykanie uświadomią polskim władzom powagę sytuacji lub określą wprost, jakich działań oczekują. Tak było w listopadzie, po wizycie w Warszawie Dyrektor Wywiadu Narodowego USA – Avril Haines. Tak samo jest i teraz w przypadku słusznej, lecz rozpoczętej zbyt późno obecnej ofensywy dyplomatycznej RP.

Z resztą nie dziwi Was to, że przez lata nie utrzymywaliśmy stosunków z Rosją, a tu nagle cyk i nasz minister pojawia się w Moskwie? A przedstawione przez niego propozycje są de facto ponowieniem postulatów amerykańskich 😉 Ok, wiąże się to częściowo z pełnieniem przez RP przewodnictwa w OBWE… Ale tylko częściowo.

Wojsko Polskie zostało natomiast sprowadzone do roli „przybudówki” armii USA i nie potrafi m.in. prowadzić samodzielnej sygnalizacji strategicznej. Jego posunięcia przypominają raczej dobrze znany wszystkim żołnierzom chaos decyzyjny, a nie ruchy wspierające politykę zagraniczną RP. Widać to na przykładzie przybycia do Rzeszowa żołnierzy 82 dywizji powietrznodesantowej.

Są oni elementem polityki USA, mającym za zadanie potwierdzić udzielane przez Stany gwarancje bezpieczeństwa i wolę obrony sojuszników wobec zagrożenia ze strony Rosji. Polska armia nie za bardzo wie jednak jak odnaleźć się w tej sytuacji: Ok, przylecieli już ci Amerykanie, tylko co teraz? My też dajemy naszych pod granicę? Ilu? A może tylko wóz dowodzenia? A co jak będzie wojna?

Nie zamierzamy oczywiście krytykować koordynacji prowadzonej przez Warszawę polityki względem Kijowa z Waszyngtonem. Nie należy jednak popadać w skrajność i rezygnować z dążenia do wcielenia w życie własnej wizji rozwiązania kryzysu na Ukrainie. Jest to kolejny przejaw odczuwanego w Polsce od dłuższego czasu niedoboru autonomicznej myśli strategicznej.

Nie zrozumcie nas źle – wspieramy sojusz z USA, ponieważ jest on niezbędnym fundamentem bezpieczeństwa RP. Uważamy jedynie, że Polska powinna w tym układzie dążyć do odgrywania roli partnera. Znacznie słabszego, ale jednak partnera.

Potrzeba do tego silnej armii, która w razie potrzeby umie również operować bez wsparcia USA lub wziąć na siebie rolę państwa przewodniego w ramach określonej operacji NATO. Posiadanie sojusznika, który częściowo odciążyłby Amerykanów od zadań w Europie leży ponadto w interesie samego Waszyngtonu.

Czasami w Polsce słyszy się natomiast głosy mówiące o tym, że dążenie do zwiększenia siły armii i rozwijanie jej zdolności do prowadzenia autonomicznych operacji to podważanie spoistości NATO. To absurd. Kanadyjczycy w obliczu narastających napięć wysłali na Ukrainę swoje siły specjalne, pomimo wycofywania się stamtąd USA i nikt ich przecież nie posądza o chęć osłabienia sojuszu.

RP mogłaby więc odgrywać znacznie większą rolę w polityce odstraszania Rosji. Pamiętać należy jednak o tym, że jeśli Polska oczekuje od NATO zrozumienia w zakresie zagrożenia ze strony Moskwy, to musi również sama wykazywać się zrozumieniem i pomocą w obszarach, które są ważne z punktu widzenia innych sojuszników, np. w Afryce.

Ograniczone zdolności Wojska Polskiego do prowadzenia sygnalizacji strategicznej

Kolejnym problemem jest to, że nasza armia ma po prostu ograniczone możliwości operacyjne. Realnych sił, które można rzucić do działania (i to nie natychmiastowo) jest może 45 tys. Dochodzi do tego jeszcze konieczność zabezpieczenia przez wojsko granicy z Białorusią, która to operacja mocno ogranicza możliwości wykorzystania armii gdzie indziej.

Dlaczego? Teoretycznie do wsparcia obecnych działań wspomnianej wcześniej 82 dywizji powietrznodesantowej, idealnie nadawałaby się 21 Brygada Strzelców Podhalańskich stacjonująca właśnie w Rzeszowie i okolicach, ale…

W momencie lądowania Amerykanów na wschodzie Polski, 21 BSP odpowiadała jeszcze za zabezpieczenie granicy przed migrantami. Obecnie wspiera ona zaś działania prowadzone w tym zakresie przez 1 Warszawską Brygadę Pancerną. Operacja związana z wrogą aktywnością Białorusi pokazała ponadto ograniczoną gotowość bojową sił zbrojnych RP.

Przejawia się ona m.in. koniecznością poszukiwania ludzi i sprzętu w różnych jednostkach, aby wystawić jeden w pełni gotowy do wykonywania zadań związek taktyczny lub oddział. Normą w Wojsku Polskim jest bowiem to, że brygada wyznaczona do zabezpieczenia granicy prosi o wsparcie inne jednostki, gdyż nie jest w stanie samodzielnie wystawić wymaganej liczby żołnierzy.

Gdybyśmy jednak podjęli trud reformy sił zbrojnych chociażby w roku 2014, dziś bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji. Moskwa rzuca 100 tys. żołnierzy w rejon Kurska, Woroneża i Rostowa? Ok, dajmy więc 50 tys. wojsk NATO na ćwiczenia na granicy Polski z Ukrainą. I kolejne 30 tys. na granicę z Białorusią. Pogadajmy też z Rumunami, aby rzucili kilka tysięcy pod swoją granicę.

Ciężar takiego manewru musiałaby wziąć na siebie Polska, wystawiając ok. 65 tys. wojska, a potem przekonać jeszcze Amerykanów, Brytyjczyków, Kanadyjczyków, państwa bałtyckie i Rumunów, aby dołożyli pozostałe 15 tys. Ćwiczenia Trident Juncture w 2018 r. pokazały bowiem, że przemieszczenie 50 tys. żołnierzy NATO do Norwegii zajmuje… tygodnie.

Wtedy prowadzilibyśmy jednak analogiczną do działań rosyjskich sygnalizację strategiczną. Jej celem byłoby zniwelowanie przewagi militarną Kremla i trzymanie Moskwy w niepewności – „wejdzie NATO, czy nie wejdzie?”. A z przebiegu wojny na Donbasie wiemy, że Rosja stara się usilnie minimalizować tego rodzaju ryzyko.

Pomoc wojskowa dla Ukrainy

Bardzo poważnym wyzwaniem przed którym stoi Ukraina w starciu z Rosją jest brak wystarczających środków obrony powietrznej w połączeniu z bardzo długą linią wzdłuż której rozmieszczone są wojska rosyjskie. Logicznym wyjściem z takiej sytuacji byłoby rozlokowanie głównej części armii w głębi kraju, w gotowości do dokonania kontruderzenia.

Ukraina postępuje jednak inaczej, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że łatwość z jaką siły Kremla osiągną dominację w powietrzu, ogranicza zdolności do koncentracji wojska i wykonania manewru. Sprawia ponadto, że jednostki rozmieszczone wzdłuż linii kontaktowej na Donbasie mogą zostać odcięte od reszty armii, a następnie narażone na bezlitosny ostrzał z powietrza.

W związku z tym, siły walczące na froncie będą zdane jedynie na osłonę w postaci umocnień, a także użycie przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych (tzw. MANPADS). Lotnictwo ukraińskie i zestawy pocisków ziemia powietrze będą zaś miały za zadanie zwalczać operacje powietrznodesantowe lub wypady penetracyjne rosyjskiego lotnictwa w głębi kraju.

Prawdopodobnie dlatego Amerykanie „zasugerowali” Polsce, aby ta przekazała Ukrainie przeciwlotnicze zestawy rakietowe GromPiorun. Są one przeznaczone do zwalczania operującego na niskim pułapie lotnictwa, śmigłowców i UAV. Początkowo nasze władze planowały bowiem ograniczyć się jedynie do dostaw amunicji dla Kijowa.

Z kolei Litwa i Łotwa (zapewne także w porozumieniu z USA) przekazała Ukrainie pociski Stinger, których sami Amerykanie mają obecnie niewystarczająco, aby wspomóc Kijów. Wysiłki te znacząco zwiększają zdolności Ukrainy w zakresie obrony przeciwlotniczej, nie rozwiążą jednak problemów w zakresie zwalczania rakiet i lotnictwa operującego na wysokim pułapie.

Systemy odpowiadające za zwalczanie tego typu zagrożeń są znacznie bardziej zaawansowanym typem uzbrojenia niż MANPADS. W związku z tym, ich rozlokowanie wymaga znacznie większej ilości czasu potrzebnego na ich dostarczenie i przeszkolenie obsługi.

Gdyby Polska dysponowała jednak odpowiednim rozpoznaniem wywiadowczym mogłaby naciskać na dostawy zaawansowanych systemów obrony powietrznej z USA na Ukrainę znacznie wcześniej. Tak, wiemy – pewnie myślicie sobie teraz, że skoro sam Kijów się o to nie zatroszczył to dlaczego miałaby to robić Warszawa…?

Po pierwsze dlatego, że bezpieczeństwo RP zależy pośrednio od sytuacji Ukrainy. Jeśli Rosja zdołałaby podporządkować sobie to państwo to… nagle Polska stałaby się krajem frontowym, narażonym na ewentualną agresję. Co ciekawe, my również borykalibyśmy się wtedy z koniecznością zabezpieczenia bardzo długiego odcinka granicy i słabą obroną przeciwlotniczą…

Po drugie, pretendowanie do roli lidera regionalnego i partner USA wymaga właśnie brania na siebie odpowiedzialności za bezpieczeństwo innych. Nie wystarczy jedynie ogłosić inicjatywę „Trójmorze”. Należy do tego jeszcze stanowić realną wartość dodaną dla partnerów regionalnych.

Prywatne firmy wojskowe to klasyczne narzędzie operacji poniżej progu wojny

Kolejnym narzędziem za pomocą którego Polska mogłaby udzielić pomocy Ukrainie są prywatne firmy wojskowe (PMC). Mogłaby, gdyby je oczywiście posiadała. Pisaliśmy już wcześniej o tym, że do operacji poniżej progu wojny idealnie nadaje się prywatny podmiot, w którym kluczowe stanowiska pełniliby Polacy.

Rekruci mogliby jednak pochodzić z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Podobna firma mogłaby skupić w sobie doświadczonych i dobrze wyszkolonych byłych mundurowych, a także specjalistów z zakresu PR, IT, czy wywiadu. Władze RP posiadałaby przy tym możliwość zaprzeczenia jakimkolwiek związkom z PMC.

Firma ta mogłaby zostać wykorzystana do powstrzymywania Rosjan w bezpośrednich walkach w różnych domenach (więcej o tym piszemy w poprzednim artykule, więc nie będziemy się powtarzać), jak i również do szkolenia sił ukraińskich.

Miałoby to znacznie większy sens niż dotychczasowa współpraca szkoleniowa RP z Ukrainą w ramach misji JMTG-U. W praktyce żołnierze regularnych formacji WP, którzy z reguły brali udział w tym przedsięwzięciu, nie byli ani szkoleni do tego typu operacji, ani nie posiadali doświadczenia bojowego, którym mogliby się podzielić z partnerami.

W związku z tym, to raczej przedstawiciele armii ukraińskiej dzielili się z Polakami wiedzą na temat aktualnej taktyki stosowanej przez Rosjan… W tekście dotyczącym utworzenia rodzimej PMC, który opublikowaliśmy kilka miesięcy temu pisaliśmy ponadto w ten sposób:

Nasz głównym geopolityczny rywal – Rosja rozumuje innymi kategoriami. Według niej istnieje wiele stanów pośrednich pomiędzy zerem, a jedynką – wojną, a pokojem. Cała „zabawa” polega z kolei na tym, aby posunąć się na tyle daleko, aby zmusić drugą stronę do ustępstw, lecz nie na tyle daleko, aby przekroczyć granicę, poza którą w percepcji Zachodu dany ruch zostanie odebrany jako wojna. Rosja eskaluje, aby potem deeskalować. W międzyczasie zwiększa swój stan posiadania.”

Czyż fragment ten nie pasuje idealnie do obecnego obrazu sytuacji na Ukrainie? Polska nadal stoi jednak w miejscu jeśli chodzi o zdolności mogące zostać wykorzystane w tego typu starciu…

W kolejnej części artykułu opowiemy Wam o tym jak widzimy ekspansję wpływów politycznych i ekonomicznych RP na Zachodzie, oraz o tym w jaki sposób uniknąć konfromtacji pomiędzy Rosją, a Ukrainą.

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Back To Top