Co powinna zrobić Polska w związku z obecną sytuacją na Ukrainie? Rola dyplomacji. Cz. 1/3

Konfrontacja z Rosją o Ukrainę

związku z zagrożeniem rosyjską inwazją na Ukrainę Polska ma do wyboru trzy opcje. Pierwsza to obrona wschodniego sąsiada. Oznaczałoby to próbę zachowania statusu quo w relacjach NATO-Rosja, oraz wcielenia w życie porozumień mińskich na zasadach korzystniejszych dla Kijowa niż ma to miejsce w ramach prowadzonych do tej pory negocjacji.

Druga możliwość to dążenie do jak największego wpływu na obecnie toczące się rozmowy na linii Waszyngton – Moskwa. Wiązałoby się to z akceptacją tego, że jakieś ustępstwa na rzecz Rosji zostaną poczynione (bo taka jest istota dyplomacji). RP starałaby się jednak oddziaływać na kształt ostatecznego porozumienia, tak aby straty dla jej interesów były jak najmniejsze.

Trzecia opcja to pozostanie biernym obserwatorem wydarzeń. Widzimy obecnie jak wygląda to w praktyce. Amerykanie sugerują, abyśmy odbyli konsultacje z państwami bałtyckimi? Ok,to działamy. Władze Ukrainy chcą się spotkać? Przedstawiciele RP przekażą im więcwyrazy poparcia w sporze z Rosją, ale bezkonkretów. Inni wysyłają broń? No dobra, to my też wyślemy…

Przedstawiciele RP nie posiadają przy tym żadnego pomysłu na wyjście z obecnej sytuacji lub chociażby na to, co powinniśmy zrobić. Znaczna część polskich elit politycznych podkreśla tylko, że z Moskwą nie należy rozmawiać. Zapominają oni jednak o tym, że w końcu porozumienie z Kremlem i tak zostanie zawarte. Odbędzie się to jednak bez wiedzy i udziału Polski.

A gdy to już nastąpi i pozycja Ukrainy ulegnie pogorszeniu, wtedy rozlegną się triumfalne głosy mówiące o tym, że „przecież mówiliśmy, że z Putinem nie można gadać. Tylko głupi Zachód nie słuchał…” A potem o wszystkim zapomnimy i przystosujemy się do funkcjonowania w nowej rzeczywistości, nie zważając na to, że zwiastuje to kłopoty w przyszłości. Zupełnie jak po 2014 r.

RP zrezygnuje przy tym z próby współdecydowania o własnym bezpieczeństwie regionalnym. Zajęci sporami wewnętrznymi dużo gadamy, a mało robimy. Gdyby Izrael prezentował w swojej historii tak duży rozdźwięk pomiędzy retoryką, a czynami już dawno zniknąłby pewnie z mapy Bliskiego Wschodu. Dlatego proponujemy Wam coś zupełnie innego.

Zamiast wdawać się w jałowe spory wewnętrzne, BiS robi swoje, czyli stara się pokazywać, że sprawy mogą wyglądać nieco inaczej. Zastanówmy się więc nad dwoma wymienionymi wyżej alternatywami. Na pierwszy ogień pójdzie opcja numer 1, czyli próba realnej obrony suwerenności Ukrainy. Uprzedzamy jednak, że jest to rozwiązanie bardzo ambitne.

Oznacza bowiem pełen „hardcore”. Polska znalazłaby się na kursie kolizyjnym z Rosją. Tylko idiota mógłby zaś zdecydować się na konfrontację z silnym przeciwnikiem będąc pozbawionym broni. Wybór tego rozwiązania wymaga więc zmian w sferze dyplomacji, wywiadu i wojska. Są one bowiem różnymi narzędziami służącymi temu samemu – osiąganiu celów politycznych.

Realna obrona niepodległości Ukrainy jest tożsama z nieuchronną konfrontacją z Rosją

Rosyjskie elity uważają, że Zimna Wojna była taką samą wojną jak każda inna. Powinna więc zakończyć się podpisaniem rozejmu. Jego zasady nie mogą być upokarzające dla pokonanej strony, gdyż historia uczy, że takie umowy okazują się skuteczne jedynie na krótką metę. Odzyskawszy siły, przegrany dąży bowiem do rewizji warunków traktatu, które postrzega jako nieakceptowalne.

Kierując się tą logiką, Rosjanie domagają się, aby architektura bezpieczeństwa w Europie opierała się nie na jednej, a dwóch nogach. Według nich Zachód powinien pełnić rolę wiodącą, ale nie dominującą. Moskwa uznaje swoją porażkę w rywalizacji z USA w XX w. Uważa jednak, że nie była ona na tyle dotkliwa, aby zostać pozbawionym prawa decydowania o najbliższym otoczeniu.

Odzyskanie możliwości wpływu na system bezpieczeństwa w Europie jest celem strategicznym Rosji, a status Ukrainy kluczowym elementem tego planu. Jeśli więc w wyniku obecnie prowadzonych z USA rozmów, uda się uniknąć wojny, lecz Kreml nie zrealizuje swoich postulatów minimum, zagrożenie wcale nie ustąpi. Podobne napięcia za wschodnią granicą będą się powtarzać.

Warszawa powinna więc przygotować się na to, że realna obrona suwerenności Kijowa oznaczać będzie konfrontację z Moskwą. Zmienna może być jedynie jej forma (konfrontacja może odbywać się na wielu frontach, a konflikt militarny jest z reguły ostatecznością). Okoliczności takiego starcia mogą być ponadto mniej lub bardziej korzystne dla Polski.

Niestety sektor bezpieczeństwa RP ma tendencję do poruszania się od „pożaru do pożaru”. Cechuje go przy tym permanentny brak umiejętności wyciągania wniosków z porażek. A tak właśnie należy określić kompletne zaskoczenie naszego państwa inwazją na Krym w 2014 r. Była ona elementem zapoczątkowanej jeszcze w 2007 r. szerszej korekty w polityce zagranicznej Rosji.

Niedługo po tym, w 2008 r., doszło do wojny w Gruzji mającej uniemożliwić prozachodni zwrot w polityce zagranicznej tego kraju. Z tego samego powodu Rosjanie zaatakowali następnie Ukrainę. Co na to Polska? No okej, trudno. Temat ucichł, więc można o nim zapomnieć. Otóż nie, nie można. Analiza polityki zagranicznej Rosji wskazuje bowiem na to, że W. Putin nie zapomni.

Jeśli nie zrealizuje on swoich celów teraz, spróbuje to uczynić w przyszłości. Dlatego jeden z naszych kolegów proponował kilka lat temu m.in. zwiększenie wysiłków na rzecz monitorowania aktywności Rosjan na Donbasie. Spotkał się jednak z odmową ze strony przełożonych. Konflikt był wtedy bowiem uznawany za „zamrożony”, a więc instytucje RP nie zaprzątały sobie nim głowy.

Konsekwencje takiego podejścia są takie, jakie są. Od inwazji na Krym minęło osiem lat, a wywiad nadal nie jest w stanie oszacować ryzyka agresji Rosji na Ukrainę, dyplomacja pozbawiona jest strategii działania na tym kierunku, a modernizacja armii postępuje w żółwim tempie. Jak można poprawić siłę państwa w przeciągu kilku lat pokazał za to Kreml.

Wojna w Gruzji obnażyła braki rosyjskiej armii, która nie wyglądała dobrze na tle dużo słabszego przeciwnika. Sześć lat później, podczas inwazji na Krym i w trakcie konfliktu na Donbasie po większości z tych niedostatków nie było już jednak śladu. Nawet w tak niesprawnym państwie jakim jest Rosja, A. Sierdiukow i S. Szojgu zdołali w szybkim tempie zreformować wojsko.

To właśnie odbudowa potencjału zbrojnego pozwoliła uzyskać Moskwie punktową przewagę nad NATO w Europie Wschodniej. Wzrost siły militarnej Kremla spowodował, że automatycznemu ograniczeniu ulec musiała prowadzona przez Biały Dom polityka niczym nieograniczonej ekspansji sojuszu.

Sytuację skomplikował dodatkowo coraz widoczniejszy brak jednolitego stanowiska Zachodu względem Rosji. Francja i Niemcy zablokowały starania Gruzji i Ukrainy o akcesję do sojuszu już podczas szczytu NATO w Bukareszcie w 2008 r., kiedy to zabiegi te cieszyły się jeszcze poparciem Stanów Zjednoczonych.

Kontynuację tej polityki obserwujemy obecnie. Berlin stara się blokować dostawy broni na Ukrainę, a Paryż nawołuje do podjęcia przez UE oddzielnych negocjacji z Moskwą. Kijów dalej może liczyć jednak na znacznie większe wsparcie ze strony Waszyngtonu, choć nie jest ono już tak zdecydowane jak wcześniej. Trend ten będzie się pogłębiał.

Dlatego realna obrona suwerenności Ukrainy musiałaby wiązać się z niwelacją dwóch głównych atutów, którymi dysponuje Rosja – ograniczeniem jej punktowej przewagi militarnej, oraz wzmocnieniem spójności polityki Zachodu wobec Kremla.

Warunkiem minimum, który należy spełnić, aby w ogóle myśleć o konfrontacji z Moskwą jest zaś to, o czym piszemy od początku naszej działalności – reformy wojska, służb specjalnych i dyplomacji. Wiąże się z tym również zmiana dominującego w polskiej debacie publicznej sposobu myślenia.

Z jednej strony wielu komentatorów domaga się „twardej postawy” wobec Rosji i uważa, że jakiekolwiek podjęcie z nią negocjacji jest przejawem „słabości”. Z drugiej zaś, przynajmniej część z tych osób wydaje się nie do końca zdawać sobie sprawę z niezbędnych instrumentów i działań jakie należałoby podjąć, aby faktycznie wcielić takie hasła w życie.

Gdy zaproponowaliśmy bowiem stworzenie polskiego odpowiednika Grupy Wagnera i innych narzędzi umożliwiających prowadzenie działań poniżej progu wojny, jeden ze znanych (i cenionych przez nas!) publicystów zredukował naszą „pakę” do poziomu „ruskich troli” 😉 No więc albo bronimy Ukrainy na poważnie, albo tak jak Zachód mówimy jedno, a robimy drugie…

Dyplomacja: zwiększenie kosztów inwazji

Każda reakcja na napięcia wokół Ukrainy zaczyna się tak naprawdę od dyplomacji. To MSZ powinien być ośrodkiem, z którego wypływa strategia działania na danym kierunku. Należałoby ją następnie skonsultować z wywiadem i wojskiem, których zadaniem jest wspieranie polityki zagranicznej państwa.

Pierwszy element potencjalnej obrony suwerenności Ukrainy to zwiększenie kosztów, które musiałaby ponieść Rosja dokonując inwazji. Oznacza to przede wszystkim pomoc wojskową dla Kijowa, a w szczególności współpracę szkoleniową i dostawy uzbrojenia. Skala kooperacji powinna być oczywiście drastycznie większa niż to, co obserwujemy obecnie.

Polskie możliwości w zakresie dostaw uzbrojenia są jednak ograniczone. Dlatego równolegle do działań bezpośrednich, należałoby lobbować w stolicach innych państw na rzecz intensyfikacji ich współpracy militarnej z Ukrainą. Polska mogłaby dodatkowo wspomóc sąsiada instrumentami geoekonomicznymi, takimi jak pożyczki umożliwiające sfinansowanie zakupów uzbrojenia.

Im silniejszy pod względem wojskowym będzie Kijów, tym bardziej skłonna będzie Moskwa do rozwiązania sporów w ramach rozmów dyplomatycznych. Zmniejszenie dysproporcji potencjałów militarnych Rosji i Ukrainy zwiększa również szanse na skuteczne powstrzymanie agresora w razie konfliktu. To z kolei wytrąciłoby najpotężniejszy atut z ręki Kremla i zmniejszyło ryzyko wojny.

Istotne jest również rozszerzenie wpływów ekonomicznych Polski, USA, Kanady, UK, czy Niemiec na Ukrainie. Nasi dyplomaci z reguły kompletnie nie poczuwają się do takich działań jak otwieranie nowych rynków zbytu dla rodzimych, a co dopiero zagranicznych firm. Jednak w realiach ukraińskich pole manewru w tym zakresie jest ogromne.

Brak transparentności, korupcja, chaos administracyjny, czy wpływy oligarchów sprawiają, że funkcjonowanie zagranicznych podmiotów na Ukrainie nie należy do najłatwiejszych. Tym większa jest jednak wartość posiadania „otwierających drzwi” kontaktów i formatów współpracy gospodarczej, w ramach których można odgórnie dobijać „dealów”.

Wpływy ekonomiczne RP przełożyłyby się zaś z czasem na wpływy polityczne. Dodatkowo, wzrost międzynarodowych powiązań gospodarczych sprawiłby, że państwa zachodnie dostrzegałyby większy interes w powstrzymywaniu rosyjskiej agresji na Ukrainę. Funkcjonowanie coraz większej liczby zagranicznych podmiotów przyczyniałoby się ponadto do stopniowej deoligarchizacji kraju.

Ten zaś czynnik jest chyba największym hamulcem utrudniającym reformy instytucjonalne podejmowane przez Kijów. Są one jednak konieczne, aby wzmocnić odporność tamtejszych struktur na zakulisowe wpływy Kremla. Po 2014 r., władze Ukrainy znacząco ograniczyły funkcjonowanie rosyjskich podmiotów i otwarcie pro-rosyjskich organizacji.

Dlatego jednym z najważniejszych instrumentów, za pomocą których Moskwa wpływa obecnie na Kijów są oligarchowie. Ci z nich, którzy otwarcie deklarują poparcie dla W. Putina (np. W. Medwedczuk) to jedynie wierzchołek góry lodowej. Dlatego wspierając reformy instytucjonalne i walcząc z oligarchią na Ukrainie Polska zwalczałaby jednocześnie wpływy Rosji w tym kraju.

Dyplomacja: świetne relacje z Ukrainą to atut w relacjach z Zachodem

Polska wspierająca Ukrainę militarnie, posiadająca znaczącą pozycję gospodarczą w tym kraju, oraz „otwierająca drzwi” do tamtejszego rynku zachodnim partnerom to gracz, z którym Kijów musiałby się liczyć. Stanowiłoby to fundament pod budowę wpływów politycznych. Spory historyczne zeszłyby „nagle” na dalszy plan.

Aby partycypować w rozgrywce o Ukrainę, Polska musi bowiem posiadać z tym krajem relacje podobne do tych jakie istnieją pomiędzy USA, a Wielką Brytanią. Dlaczego sojusznicze stosunki z Kijowem są tak istotne?

Ponieważ obecnie Waszyngton, Paryż, czy Berlin nie mają powodu, aby konsultować z nami swoje poczynania. Tamtejsi dyplomaci napotykają jednak na jeden fundamentalny problem w negocjacjach z Kijowem i Moskwą. Jest nim niechęć Ukrainy do wcielenia w życie porozumień mińskich według interpretacji narzuconej przez Rosję i akceptowanej przez Niemcy, Francję i USA.

Polska dysponująca potencjałem oddziaływania na ukraińskie elity mogłaby to jednak zmienić biorąc na siebie odpowiedzialność za wdrażanie w życie ustaleń i odciążając jednocześnie pragnące skupić się na Azji Stany Zjednoczone. Świetne relacje z Ukrainą to klucz do wywalczenia sobie miejsca „przy stoliku” negocjacyjnym i atut w relacjach z innymi partnerami.

Idealnie byłoby przy tym, gdyby RP była w stanie pełnić dodatkowo rolę państwa reprezentującego wspólne stanowisko krajów wschodniej flanki NATO.

Wywalczony dzięki skutecznej dyplomacji, częściowy wpływ na kształt negocjacji na linii USA – Rosja, należałoby następnie wykorzystać poprzez przedstawienie alternatywnego rozwiązania napięć na Ukrainie. Wiązałoby się to z koniecznością przekonania partnerów, że wcielenie w życie porozumień mińskich na proponowanych przez Moskwę zasadach potęguje niestabilność.

Umowa ta jest bowiem nie do zaakceptowania dla społeczeństwa ukraińskiego. To z kolei skutkowało do tej pory nieustanną presją na rząd w Kijowie w stosunku do którego formułowane były nierealne oczekiwania związane z wcieleniem porozumień mińskich w życie. Wszelkie próby dokonania tego groziły jednak upadkiem władzy i destabilizacją Ukrainy.

Umowę kończącą okres „gorącej” wojny na Donbasie należy więc potraktować jedynie jako porozumienie o zawieszeniu broni, a nie jako „mapę drogową” prowadzącą do politycznego rozwiązania konfliktu, tak jak ma to miejsce obecnie.

Alternatywą jest zaakceptowanie przez Kijów daleko posuniętej autonomii Donbasu, lecz bez możliwości zawierania przez separatystów umów międzynarodowych i bez zapisów o neutralności Ukrainy. Warunkiem przeprowadzenia wyborów w tzw. DonieckiejŁugańskiej Republice Ludowej powinno być ponadto przekazanie granicy z Rosją pod kontrolę Kijowa.

Przeprowadzenie elekcji na Donbasie bez wycofania się stamtąd wojsk rosyjskich, co próbowano wymóc na władzach Ukrainy, jest niemożliwe w obecnych realiach politycznych tego kraju. Tamtejsze społeczeństwo woli wziąć na siebie ryzyko wojny niż przyjąć warunki pokoju zaproponowane przez Rosję i akceptowane przez Zachód.

Warszawa musi się przy tym prezentować jako państwo otwarte na dialog z Moskwą, gdyż obecnie jesteśmy postrzegani jako strona dążąca do obstrukcji rozmów i nie posiadająca przy tym żadnych argumentów militarnych, dyplomatycznych, ani wywiadowczych. Nawet USA i Iran dopuszczające się wobec siebie działań quasi-zbrojnych utrzymują ze sobą otwarte kanały dyplomatyczne.

Nie oznacza to oczywiście rezygnacji RP z obstawania przy stanowisku mówiącym o tym, że brak jest obecnie przesłanek na rzecz zmiany układu sił na korzyść Kremla. Nie możemy jednak całkowicie ignorować obaw takich państwa jak Niemicy, a dotyczących m.in. stopnia uzależnienia UE od dostaw gazu z Rosji.

Berlin musi brać pod uwagę scenariusz, w którym w odwecie za odłączenie od systemu SWIFT, Moskwa decyduje się na permanentne ograniczenie dostaw gazu do Europy. Aby skutecznie prezentować swoje racje Polska nie może więc „obrażać się” na Francję i Niemcy, a powinna wręcz dążyć do posiadania z tymi państwami relacji lepszych niż te panujące pomiędzy nimi, a Rosją.

Chcesz pokoju, szykuj się do wojny…

Podstawą skutecznej polityki zagranicznej jest posiadanie strategii i sprawnej dyplomacji. Realna obrona interesów Ukrainy wymagałaby wzniesienia się na bardzo wysoki poziom w tym zakresie. Rozgrywka toczona z Moskwą, a zmierzająca do osiągnięcia umowy, która respektuje interesy Warszawy i Kijowa nie byłaby zaś ani łatwa, ani szybka.

Realizacja tego pomysłu byłaby obecnie ekstremalnie trudna do przeprowadzenia m.in. ze względu na słabą pozycję startową RP. Sytuacja mogłaby wyglądać jednak inaczej gdyby czas pomiędzy inwazją na Krym w 2014 r., a chwilą obecną nie został de facto zmarnowany w kontekście przygotowywania się do rozwiązania konfliktu na Ukrainie.

Tylko prowadząc szeroko zakrojone działania dyplomatyczne można przekonać partnerów do tego, że warto bronić niepodległości Ukrainy. Aby były one skuteczne, należy im dodatkowo zapewnić wsparcie w postaci argumentów wywiadowczych i wojskowych. Instytucje te powinny bowiem przy pomocy innych narzędzi realizować te same cele polityki zagranicznej państwa, co MSZ.

Dokładnie tak postępują Rosjanie, których skuteczność wynika m.in. z tego, że negocjują tak, jakby mogli sobie pozwolić na wybuch wojny. Za to Zachód stara się jej za wszelką cenę uniknąć. Zrównoważyć tę układankę mogłyby potencjalnie działania polskiego wywiadu i wojska.

I właśnie o tym opowiemy Wam w drugiej części tekstu. Warto również pamiętać o tym, że jeszcze nie tak dawno droga Gruzji do NATO wydawała się otwarta, Białoruś podkreślała, że nie pozwoli na to, aby jej terytorium zostało wykorzystane do przeprowadzenia agresji na sąsiada, a Ukraina żyła nadzieją na członkostwo w UE.

Pomimo tego, ryzyko bezpośredniej agresji Rosji na Polskę cały czas pozostaje minimalne. Jednak napięcia za naszą wschodnią granicą są elementem procesów, które w kolejnych latach będą się nasilać. Natomiast już starożytni rzymianie zdawali sobie sprawę z tego, że ten który pragnie pokoju, powinien szykować się do wojny…

Możecie z nami porozmawiać za pośrednictwem:

Zapiszcie się też na wysyłany przez nas co tydzień newsletter. Zawiera on komentarz do wydarzeń bieżących oraz ekskluzywne i prawdziwe anegdoty ze świata wojska i służb mundurowych.

6 komentarze “Co powinna zrobić Polska w związku z obecną sytuacją na Ukrainie? Rola dyplomacji. Cz. 1/3

  1. “Idiotów we własnych szeregach bezwzględnie tępić, w szeregach przeciwnika z całych sił popierać” – zasadę tę stosują wobec nas chyba wszyscy nasi sąsiedzi, ostatnio okazało się że nawet Czesi. Natomiast my najwyraźniej uważamy, że tego rodzaju działanie Polakowi nie przystoi. Tym czasem Jurij Bezmienow vel. Thomas Schuman przestrzegał zachodnie społeczeństwa, że Rosja już w czasach zimnej wojny dla podbicia lub uzależnienia krajów stosowała schemat: demoralizacja > destabilizacja > kryzys > normalizacja (czyli pacyfikacja przez napastnika). Etap demoralizacji mamy już najwyraźniej za sobą, obecnie wchodzimy w fazę destabilizacji.
    Warto byłoby uświadomić różnym “pożytecznym idiotom”, że na etapie “normalizacji” są zwykle eliminowani, w tym także fizycznie. To “uświadomienie” powinno nastąpić jak najszybciej i – jak nakazuje przytoczona na początku reguła – być bezwzględne. Popierania idiotów u przeciwnika także bym nie zaniedbywał. Przenieśmy wreszcie z polityki krajowej na zagraniczną tę starą zasadę TKM (Teraz K***a My!).

  2. Wiem, że to mój wrodzony pesymizm ale wydaje mi się że nie ma nadzieji dla naszego społeczeństwa i kraju bez terapii szokowej.

  3. (…)Konsekwencje takiego podejścia są takie, jakie są. Od inwazji na Krym minęło osiem lat, a wywiad nadal nie jest w stanie oszacować ryzyka agresji Rosji na Ukrainę, dyplomacja pozbawiona jest strategii działania na tym kierunku, a modernizacja armii postępuje w żółwim tempie. Jak można poprawić siłę państwa w przeciągu kilku lat pokazał za to Kreml.(…)
    Za to nie mamy takich wygłupów jakie serwują Amerykanie… mamy jakieś video, którego nikomu ich nie pokazują. Przy czymś takim konferencja Kamińskiego z zoofilskim filmikiem w roli głównej urasta do rangi profesjonalizmu.

    (…)Berlin musi brać pod uwagę scenariusz, w którym w odwecie za odłączenie od systemu SWIFT, Moskwa decyduje się na permanentne ograniczenie dostaw gazu do Europy.Berlin musi brać pod uwagę scenariusz, w którym w odwecie za odłączenie od systemu SWIFT, Moskwa decyduje się na permanentne ograniczenie dostaw gazu do Europy.(…)
    Można sobie wyobrazić sobie inny manewr… (…)Amerykanie zablokowali nam konta. A wasze Euro za nasz gaz muszą jakoś zasilić nasze kieszenie. Zatem rozimita.(…) Tu pora na chwila na zastanowienie… i jeśli sami nie dojdziemy do tego wniosku to (…)Trzeba jakoś ten SWIFT obejść… może np. Bitcoinem?(…) To robi lepszą robotę niż ograniczanie eksportu gazu, bo uderza w pozycję dolara, a z drugiej strony jakoś mityguje ekspansję e-CNY na obszarze planowanego NJS, zwłaszcza gdy połączy się to z przemytem talibskiej heroiny do Europy.

  4. Europa, czyli stary kontynent funkcjonuje do dziś jako dwie zwalczające się opcje kontynentalne. Nie ma w nich pojęcia centrum, ani wschód ani też zachód kontynentu nie biorą pod uwagę istnienia potężniejszej siły od ziemskich wojen o terytoria. Polska dziś jest bardzo pro zachodnia, nie tak dawno była pro wschodnia, a powinna być swoja, niezależna od trendów wojowniczych wschodu czy zachodu. międzynarodowy język to powinien być polski z tym swoistym sz czy cz, dź, dż itp. Mamy angielski, który przełomu w żadnym umyśle nie zrobi. Filozofia to rzecz bardziej niż święta, nigdzie się nie pcha.

  5. Czy możecie opisać jak wygląda taktyka weryfikacji, poszukiwania i zatrzymywania dywersantów rosyjskich na terenie Ukrainy- temat ciekawy na przykładzie znakowania celów światłami

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Do Góry